Historia

Krwawa i ryzykowna bitwa pod Grunwaldem

Znalezione obrazy dla zapytania bitwa pod grunwaldem

– Wino spływało na trupy poległych, których na miejscu obozu było wiele i widziano, jak zmieszane z krwią zabitych ludzi i koni płynęło czerwonym strumieniem aż na łąki wsi Stębarka – pisał o zwycięstwie Jan Długosz.

Do bitwy doszło 15 lipca 1410. Krzyżacy zgromadzili około 15-20 tysięcy wojska, Jagiełło i Witold dysponowali około 30 tysiącami rycerzy i wojowników. Przewaga była po stronie polsko-litewskiej. Armia zakonna stała w upale na otwartym polu, co wykorzystał Jagiełło opóźniając starcie. Jego siły odpoczywały w lesie.

Dwa nagie miecze

Wielki Mistrz, a dokładnie heroldowie księcia szczecińskiego Kazimierza oraz króla węgierskiego Zygmunta Luksemburczyka, który dwa dni wcześniej wypowiedział oficjalnie wojnę Polsce, podarowali Jagielle i Witoldowi dwa nagie miecze. Gest ten Polacy odebrali jako arogancki, nie znali bowiem tego rycerskiego zwyczaju, który był od dawna praktykowany na zachodzie.

Jagiełło nie wziął udziału w walce, kierował bitwą z niewielkiego wzgórza. W południe ruszyły z prawego skrzydła choragwie litewskie, wkrótce za nimi podążyło z centrum i lewego skrzydła rycerstwo polskie. „Na prawym skrzydle wystąpił do boju książe Witold ze swym ludem, z choragwią świętego Jerzego i z choragwią przedniej straży. Na krótką zasię chwilę przed samym rozpoczęciem bitwy spadł lekki i ciepły deszcz, [który] zmył kurz z końskich kopyt. A na samym początku tego deszczu, działa wrogów, bo wróg miał liczne działa, dwukrotnie dały salwę kamiennymi pociskami, ale nie mogły naszym sprawić tym ostrzałem żadnej szkody” – zanotował autor „Kroniki Konfliktu Władysława Króla Polskiego z Krzyżakami w Roku Pańskim 1410”.

Walka

Po godzinie walki skrzydło litewskie rzuciło się do ucieczki i mimo potężnego krzyku Witolda nie udało się go zatrzymać. Część wojsk krzyżackich rzuciła się w pogoń, ale pozostali zagrozili walczącym oddziałom polskim. Sytuację uratowały trzy pułki smoleńskie, które pozostały na placu boju i za cenę ogromnych strat dały czas polskim chorągwiom na przegrupowanie. Wraz z Litwinami do ucieczki rzuciły się zaciężne wojska z Czech i Moraw, ale pod polskim obozem udało się opanować panikę i powróciły do walki.

Grunwald 490x280
Bitwa pod Grunwaldem. Przedstawienie średniowieczne. Fot. Wikipedia/dp

Wielki Mistrz trzykrotnie ponawiał szarże swoich oddziałów. Podczas jednej z nich Krzyżacy powalili Marcina z Wrocimowic, który dzierżył sztandar chorągwi krakowskiej, uznawany za chorągiew wojska polskiego. Mimo tego, Polacy nie rzucili się do ucieczki, a najsławniejsi rycerze zmobilizowali się i gonfanon odbili. Śpiewane po zdobyciu sztandaru przez Krzyżaków „Chrystus zmartwychwstał” okazało się przedwczesne.

Król w niebezpieczeństwie

Po trzech godzinach walki, siły Zakonu uległy wyczerpaniu. Ulrich von Jungingen przegrupował swoje wojska i stanął na czele 16 chorągwi, które przeprowadzić miały decydujące natarcie. Poprowadził je szerokim łukiem i zamierzał uderzyć na polskie prawe skrzydło. Natarcie przechodziło obok miejsca, w którym z niewielką ochroną stał Władysław Jagiełło, jednak Wielki Mistrz nie pozwolił na zmianę kierunku natarcia (być może nie wiedział, kogo pilnuje oddział) licząc na zaskoczenie. Z nacierającego hufca wyskoczył tylko jeden rycerz Dypold von Kockeritz i natarł na monarchę. Jagiełło zręcznie się obronił i ranił napastnika, na którego rzucił się i pokonał w walce Zbigniew Oleśnicki.

Grunwald 490x280
Walka była zacięta.Fot. Wikipedia/dp

Manewr oskrzydlający nie zaskoczył Polaków, którzy zdołali się przegrupować i zmienili front. Na powstrzymane wojska zakonne uderzyły odwodowe choragwie polskie. Krzyżacy znaleźli się w okrążeniu. Ich położenie stało sie krytyczne, kiedy na pole bitwy powróciły wojska litewskie. Polacy i Litwini bezlitosnie atakowali wyróżniajacych się rycerzy zakonnych. Zginął Wielki Mistrz a z nim ponad dwustu zakonników. Po śmierci elity, reszta rzuciła się do ucieczki. Polacy zdobyli nieprzyjacielski obóz.

Zwycięstwo!

Jan Długosz 490x280
Jan Długosz w swojej pracowni. Fot. Wikipedia/dp

„Znaleziono zaś w wojsku krzyżackim kilka wozów wyładowanych pętami i kajdanami, które Krzyżacy… przywieźli do wiązania jeńców polskich. Znaleziono też inne wozy pełne żagwi nasączonych łojem i smołą, a także strzały wysmarowane tłuszczem i smołą, którymi zamierzali razić pokonanych i uciekających… Za słusznym jednak zrządzeniem Bożym, który starł ich pychę, Polacy zakuwali ich [Krzyżaków] w te pęta i kajdany… Kilka tysięcy wozów wrogów w ciągu kwadransa złupiły wojska królewskie tak, iż nie pozostało po nich najmniejszego śladu. Były nadto w obozie i na wozach pruskich liczne beczki wina, do których po pokonaniu wrogów zbiegło sie znużone trudami walki i letnim skwarem wojsko królewskie, aby ugasić pragnienie. Jedni rycerze gasili je czerpiąc wino hełmami, inni rękawicami, jeszcze inni – butami. Ale król polski Władysław w obawie, by jego wojsko upojone winem nie stało się niesprawne i łatwe do pokonania… kazał zniszczyć i porozbijać beczki z winem. Gdy je na rozkaz królewski bardzo szybko rozbito, wino spływało na trupy poległych, których na miejscu obozu było wiele i widziano, jak zmieszane z krwią zabitych ludzi i koni płynęło czerwonym strumieniem aż na łąki wsi Stębarka” – napisał Jan Długosz.

Straty

Król i dostojnicy państwowi nie od razu zdali sobie sprawę z ogromu zwycięstwa. A było ono spektakularne. Zdobyto wszystkie nieprzyjacielskie chorągwie, zginęła niemal cała elita Zakonu i około 8 tysięcy rycerzy i innych walczących po stronie przeciwnika.

Straty polskie były nieznaczne, jedynie oddziały litewskie ucierpiały relatywnie dużo. Przez cały następny dzień zbierano rannych i grzebano poległych. Ciało Wielkiego Mistrza odesłano do Malborka. W państwie krzyżackim zapanowała panika, poszczególne miasta podnosiły bunt. Sytuację opanował komtur Henryk von Plauen, który nie brał udziału w bitwie. Ze swoim oddziałem pilnował Kujaw. Ruszył co prawda w celu połączenia się głównymi siłami, ale na wieść o klęsce pomaszerował w kierunku Malborka.

Na Malbork

grunwald krzyżacy zamek malbork 490
Zamek krzyżacki w Malborku. Fot. Wikipedia/dp

Kiedy 22 lipca pierwsze oddziały polsko-litewskie dotarły pod stolicę państwa krzyżackiego, była ona już gotowa do obrony. Rycerstwu trudno było zdobyć potężną twierdzę, brakowało pomysłu jak dalej prowadzić kampanię. We wrześniu popsuła się pogoda, zaczęła się epidemia dyzenterii, a polskie rycerstwo chciało wracać do domu. 19 września Jagiełło zakończył oblężenie, a nowy mistrz Henryk von Plauen rozpoczął kontrofensywę i przywracanie władzy Zakonu nad państwem. W październiku, król węgierski dokonał najazdu na Ziemię Sądecką, co groziło wojną na dwa fronty. Po zwycięstwie Polaków pod Koronowem obie strony, wyczerpane walką przystąpiły do rozmów pokojowych.

Pokój

1 lutego 1411 podpisano I Pokój Toruński. Litwa odzyskała Żmudź i choć oddać ją miała po śmierci Witolda, nigdy tego nie zrobiła. Polska odzyskała Ziemię Dobrzyńską. Zakon musiał zapłacić 100 tysięcy kop groszy okupu za wziętych do niewoli rycerzy zachodnich. Warunki pokoju wydawały się jednak niekorzystne zważywszy na ogrom zwycięstwa.

Bilans

Najważniejszym skutkiem wojny było to, że Zakon stopniowo tracił swoje znaczenie na arenie międzynarodowej. Olbrzymi okup, który przekraczał dwuletni dochód króla polskiego, złamał finanse i gospodarkę państwa Krzyżaków. Zakon do końca swojego istnienia tonął w długach.

Bitwa ujawniła wewnętrzny konflikt tlący się w państwie. Bunt mieszczan i rycerstwa pruskiego pokazał, że Krzyżacy nie mają dostatecznej legitymizacji władzy wśród poddanych. Odtąd te dwa stany będą zarzewiem ciągłych problemów i ostatecznie doprowadzą do zwycięstwa Polski w wojnie trzynastoletniej oraz odzyskania przez Rzeczpospolitą Pomorza. Bitwa potwierdziła też sens unii. Polityczny związek Polski i Litwy wyrósł na regionalne mocarstwo, które brane było pod uwagę we wszystkich poważniejszych planach i grach politycznych w Europie.


Rozbiory Polski

I rozbiór PolskiRozbiory polski, czy dało się uniknąć?

5 sierpnia 1772 roku Rosja, Prusy i Austria zawarły ostateczne porozumienie w sprawie podziału znacznej części ziem Rzeczypospolitej. Jako przyczyny rozbioru podano „całkowity rozkład państwa” i „anarchię”.
Austria zagarnęła południową część województwa krakowskiego i sandomierskiego (po Wisłę), województwo ruskie i część bełskiego, skrawki Wołynia i Podola, łącznie prawie 82 tysiące km2. Rosja zajęła ziemie białoruskie i tzw. Inflanty Polskie (93 tysiące km2), Prusy natomiast Warmię, Pomorze bez Gdańska i Torunia, część Wielkopolski i Kujaw (ponad 36 tysięcy km2).
Na zwołanym pod presją państw zaborczych w 1773 roku w atmosferze terroru sejmie konfederacyjnym szlachta Rzeczypospolitej ratyfikowała postanowienia pierwszego rozbioru.

II rozbiór Polski

Pod pretekstem dokonywania akcji antyrewolucyjnej Prusy i Rosja podpisały 23 stycznia 1793 roku w Petersburgu traktat rozbiorowy. Rosja zagarnęła 250 tysięcy km2 (ziemie białoruskie i ukraińskie), Prusy zaś 58 tysięcy km2 (ziemie rdzennie polskie: Wielkopolska, Kujawy, część Mazowsza, Toruń i Gdańsk). Okrojona Rzeczpospolita miała odtąd liczyć niewiele ponad 200 tysięcy km2.
Zaborcy domagali się zatwierdzenia rozbioru przez sejm. Na zwołanym sejmie do Grodna sejmie powołano do życia nową konfederację i 23 września 1793 roku ratyfikowano rozbiór.

III rozbiór Polski

Upadek powstania kościuszkowskiego (1794) przesądził sprawę ostatecznego podziału ziem polskich. 24 października 1795 roku trzy mocarstwa podpisały porozumienie porozbiorowe. Prusy zajęły wschodnie Mazowsze z Warszawą i tereny litewskie po Niemen (łącznie 48 tysięcy km2), Austria Małopolskę, część Podlasia i Mazowsza (47 tysięcy km2); terytoria na wschód od Niemna i Bugu – Rosja (120 tysięcy km2).
W listopadzie 1795 roku abdykował Stanisław August Poniatowski. W 1796 roku ostatecznie rozgraniczono ziemie polskie, a w 1797 roku trzy mocarstwa rozbiorowe uzgodniły, ze państwo polskie i imię Polski nigdy już nie zostanie wskrzeszone.

Jak doszło do rozbiorów? Sprowokował je szczegół, 80 lat wcześniej.

Jest rok 1794, w Warszawie słychać krzyki rosyjskich żołnierzy. Dźwięk żelaza przywołuje zdziwionych ludzi do rzeczywistości. Wydarzenia, którymi jeszcze wczoraj żyła ulica, urzeczywistniły się u bram miasta. Te krzyki to agonia I Rzeczpospolitej, która pod naciskiem sąsiednich mocarstw wypuszcza ze zmęczonych walką rąk ostatnie skrawki swojego terytorium. „Respublica Serenissima” upada pod naporem barbarzyńców, a wraz z jej odejściem nad tą część Europy nadciąga ciemna kurtyna obcego mocarstwa.

Cofnijmy się o 100 lat…

Jest rok 1694, jeszcze zaledwie dwa lata będzie rządził sędziwy już Jan III Sobieski, przez Turków nazywany „Lwem Lechistanu”. Szanowany w ówczesnej Europie, traktowany z szacunkiem wśród panów Polskich. Na łożu śmierci będzie żałował, że nie udało mu się przywrócić monarchii dziedzicznej w Polsce. Będzie wspomniał zwycięstwa i pomsty na Turkach i z goryczą zapewne zastanawiał się, dlaczego Pan Bóg obdarował go talentem militarnym, a odebrał szczęścia w polityce.

22 lata rządów Sobieskiego to był okres stabilizacji dla Rzeczpospolitej. Ostatnie dekady XVII wieku były dla kraju pasmem nieustającej potyczki z obcymi najazdami, buntami kozackimi i walką z wszechobecnym chaosem. Już pierwsze lata panowania utwierdziły szlachtę w swoim wyborze. Sobieski zwyciężył nad przeważającymi siłami Tureckimi pod Lwowem zaraz po swojej elekcji, jeszcze przed koronacją.

Poczynania tego króla są pasmem pozytywnych wydarzeń na arenie międzynarodowej, które w końcu doprowadzają do tego, że Rzeczpospolita jest postrzegana jako wartościowy sojusznik wśród krajów Europy. Carstwo Rosyjskie nie kwapi się, by wykorzystać dalej korzystne dla siebie postanowienia rozejmu w Andruszowie. Jedynie dochodzi do przypieczętowania stanu de facto podpisaniem i ratyfikacją traktatu Grzymułowskiego. Co prawda Polacy traktowali rozejm w Andruszowie, jako chwilowe ustąpienie z terytoriów Wschodniej Ukrainy, które wymogła sytuacja polityczna kraju. Okazało się, że nigdy już tam nie wróciliśmy.

Zwrot w polityce wschodniej…

Jak wyżej wspominam, ostatnie sto lat było pasmem wojen. Wojny toczyliśmy nieustannie, a jednym z głównych rywali było Carstwo Rosyjskie. Pod koniec panowania Sobieskiego, na przełomie dziejów dla państwa Polsko-Litewskiego, władcą Rosji zostaje Piotr I. Później nazwany przez Rosjan, „Wielkim”. Piotr I był synem cara Rosji i jego drugiej żony. Złożyło się, że w przeciwieństwie do swoich poprzedników miał naturalny pociąg do wiedzy i „nowinek” z zachodniej części kontynentu. Wybrał się więc w podróż po Europie pod pseudonimem Piotra Michajłowa by poznać kraje zachodnie od podszewki. Jego pierwszym celem podróży była Polska i Litwa.

Deszcze listopadowe budzą wiatry grudniowe…

Po śmierci Jana III Sobieskiego w Rzeczpospolitej zapanowało bezkrólewie, które dotkliwie obnażyło słabość kraju. Koronę właściwie fortelem, bo na wyścigi przejął August II, którego potem nazwano Mocnym. Przydomek „Mocny” miał ponoć więcej wspólnego z jego faktyczną mocą fizyczną, gdyż jak głosi legenda „zginał podkowy gołymi rękami”. Choć taki obraz króla wzbudza szacunek, ostatnie dociekania jednak wskazują na to, iż „Mocny” świadczył raczej o jego krzepie w kontaktach płciowych, gdyż jego kochanki liczono ponoć w setkach.

August II połączył unią personalną swoje dziedziczne włości Saksonię i Rzeczpospolitą. Przez lata swojego panowania, wspomnę przy okazji. Starał się wprowadzić rządy na wzór Saksoński za pomocą swojej armii, jednak sprzeciw Polskiej mentalności mu w tym przeszkodził. Marzył o wpływach i chciał wykorzystać – jak mu się zdawało – silną pozycję Rzeczpospolitej. Na tym etapie zbiegła się jego droga z wcześniej wspomnianym Piotrem I Wielkim, z którym, mówiąc kolokwialnie „przy winie” zaplanował nieoficjalny plan osłabienia Szwecji za pomocą sojuszniczego ataku na ten kraj Saksonii i Rosji. Przez co, ostatecznie doprowadził razem z Piotrem I do Wielkiej Wojny Północnej. Młody król Szwecji, miał być łatwym celem dla sojuszu Saksonii, Rosji i Danii. Wbrew przewidywaniom, Karol XII Witelsbach okazał się młodym „Lwem Północy”. Polska oficjalnie nie brała udziału w wojnie, ale walki toczyły się na jej terytorium. Co ciekawe, więcej szkody niż Szwedzi, wyrządzić potrafili żołnierze Saksońscy, którzy Polskę traktowali jako protektorat na którego ziemiach należy się zaopatrywać.

Pojawia się potężna Rosja

Ostateczny rezultat wojny doprowadził do powstania nowej potęgi. Rosja wyzwoliła z siebie siły, które pod Połtawą pozwoliły pokonać ostatecznie Karola XII i pozbawić Szwecję pozycji mocarstwowej. Co się tyczy Polski i Saksonii, to zostały pokonane przez Karola XII, który wysłał wojsko bezpośrednio do Saksonii i tam zmusił Augusta II do podpisania pokoju w Altranstädt i abdykacji z tronu Polskiego na rzecz Stanisława Leszczyńskiego. Marzenia Augusta II, które snuł o wykorzystaniu Rosji do własnych celów obróciły się przeciwko niemu. Po wygranej bitwie Połtawskiej na wezwanie konfederacji Sandomierskiej, kajając się przed Piotrem I, wrócił na tron za jego przyzwoleniem. Razem z nim do Rzeczpospolitej wkroczyły oddziały Rosyjskie, które z epizodycznymi wyjątkami nie opuściły już jej do lat 90, XX wieku.
Bitwa pod Połtawą


Podsumowanie wydarzeń

W skrócie, mam nadzieje nakreśliłem fundamentalne przyczyny pojawienia się na terytorium Polski i Litwy bezpośrednich wpływów politycznych Rosji. Nie wdawałem się w wiele ważnych szczegółów, które z pewnością należało by wspomnieć. Bez nich obraz ponad dwóch dekad od śmierci Jana III Sobieskiego, do utracenia przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów niezależności politycznej jest spłycony, ale uważam, że na tyle wystarczający, żeby naszkicować obraz naszych dziejów.

Wiele osób łączy rozbiory i utratę niepodległości bezpośrednio z osobą Katarzyny II, oraz Prus i Austrii. Jednak, żeby mieć lepsze zrozumienie zaistniałych później wydarzeń należy zrozumieć, że władza nad Polską została osiągnięta rękami Piotra I. Człowieka, który zrozumiał, że Polskę, można rozgrywać za pomocą jej fakcji. Ponad wszystko, jednak główną przyczyną późniejszych wydarzeń, z których nie potrafiła Rzeczpospolita się otrząsnąć, były rządy Augusta II Mocnego, który po przywróceniu na tron, był właściwie figurantem Rosyjskim. Choć chciał, żeby było inaczej to nie udało mu się już uwolnić spod wpływów carskich. Jego syn następnie również był narzędziem, natomiast elekcja Stanisława Augusta, nie była ewenementem. Była kontynuacją polityki Piotra I, którą kontynuowała Katarzyna II.

Źródła:
– Zamoyski, Adam (1994). The Polish Way: A Thousand-Year History of the Poles and Their Culture.
– A. Nowak. Ab Imperio: nowe spojrzenia na historię Europy Wschodniej.

Tadeusz Kościuszko – nieskazitelny symbol polskości?

Czy o naszym narodowym bohaterze, bohaterze dwóch krajów i kontynentów, można powiedzieć coś złego?Podobny obraz

W audycji „Na historycznej wokandzie” Andrzeja Sowy o dokonaniach i sylwetce Tadeusza Kościuszki dyskutują historycy: dr Jan Sałkowski i prof. Izabella Rusinowa.

Tadeusz Kościuszko urodził się 4 lutego 1746 w Meroczowszczyźnie na Podlasiu (dzisiejsza Białoruś). W wieku 14 lat przerwał naukę i wybrał karierę wojskową wstępując do Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej. W 1769 roku wyjechał do przedrewolucyjnej Francji. W Paryżu studiował w Akademii Malarstwa i Rzeźby. W tym czasie ukształtowały się jego przekonania polityczne i społeczne.

Wrócił do kraju na krótko w 1774 roku, by następnie wyruszyć na Zachód w poszukiwaniu zajęcia. Tam dowiedział się o wojnie w Stanach Zjednoczonych. Na amerykańskiej ziemi znalazł się miesiąc po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości w 1776 roku.

Mianowany na inżyniera amerykańskiej armii zasłynął budową fortyfikacji w wielu obozach wojskowych. W uznaniu zasług awansowano go na generała brygady.

Przy okazji ponownego powrotu do Polski w 1784 roku włączył się w działalność polityczną. Po powiększeniu armii do 100 tys. decyzją Sejmu Wielkiego został mianowany generałem wojsk koronnych. Odznaczył się w walce z oddziałami rosyjskimi w 1792 roku, za co otrzymał order Virtuti Militari.

Po konfederacji targowickiej, tak jak wielu innych działaczy, udał się na emigrację. Po ogłoszeniu II rozbioru Polski przyjechał do Drezna, gdzie zaczął planować powstanie narodowe.

– Ciągle pozostawał w cieniu ks. Józefa Poniatowskiego. Czy fakt, że stanął na czele powstania nie było drogą do wyleczenia się z kompleksu Poniatowskiego? – zastanawiał się dr Sałkowski.

Insurekcja kościuszkowska rozpoczęta w 1794 roku, mimo heroicznej walki zakończyła się klęską i III rozbiorem Polski.

– Liczył na pomoc Francji. Wierzył, że ta idea Żyrondy jest pewnego rodzaju realnością. Poza tym miał doświadczenia amerykańskie i widział jak wolny chłop amerykański szedł w obronie ojczyzny – broniła decyzji o powstaniu prof. Rusinowa.

Kościuszko dostał się do rosyjskiej niewoli, by po podpisaniu tzw. „lojalki”, którą dr Sałkowski nazwał najczarniejszą kartą jego życia, odzyskać wolność i wyjechać do Stanów Zjednoczonych, a następnie do Paryża. Do 1815 roku mieszkał pod stolicą Francji biorąc udział w tworzeniu Legionów Polskich i zakładaniu Towarzystwa Republikanów Polskich.

Zmarł 15 października 1817 w Solurze w Szwajcarii. Jego ciało spoczywa w krypcie królewskiej na Wawelu.

Cesarz

Na zdjęciu: cesarz Paweł I uwalnia Kościuszkę fot. Wikimedia Commons.

– Jak każdy bohater narodowy był też człowiekiem ze swoimi słabościami. Na pewno słabą stroną Kościuszki było to, że wszedł na scenę polityczną, ale nie trzymał fasonu. Był człowiekiem, który szybko załamał się i ustąpił pod wpływem zdarzeń i gdyby nie żywa legenda powstania, można by powiedzieć, że zniknął w mrokach dziejów – powiedział dr Sałkowski.

– Kościuszko miał olbrzymią ilość zalet. Przede wszystkim jego poświęcenie dla ojczyzny. Należał do grupy ludzi o „czystych rękach”. Poza tym to jednak on stanął na czele powstania, nikogo innego nie było – ripostowała prof. Rusinowa.

Posłuchaj dwóch spojrzeń wybitnych znawców epoki na postać Tadeusza Kościuszki.

mjm

W audycji „Na historycznej wokandzie” Andrzeja Sowy o dokonaniach i sylwetce Tadeusza Kościuszki dyskutują historycy: dr Jan Sałkowski i prof. Izabella Rusinowa.

Tadeusz Kościuszko urodził się 4 lutego 1746 w Meroczowszczyźnie na Podlasiu (dzisiejsza Białoruś). W wieku 14 lat przerwał naukę i wybrał karierę wojskową wstępując do Korpusu Kadetów Szkoły Rycerskiej. W 1769 roku wyjechał do przedrewolucyjnej Francji. W Paryżu studiował w Akademii Malarstwa i Rzeźby. W tym czasie ukształtowały się jego przekonania polityczne i społeczne.

Wrócił do kraju na krótko w 1774 roku, by następnie wyruszyć na Zachód w poszukiwaniu zajęcia. Tam dowiedział się o wojnie w Stanach Zjednoczonych. Na amerykańskiej ziemi znalazł się miesiąc po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości w 1776 roku.

Mianowany na inżyniera amerykańskiej armii zasłynął budową fortyfikacji w wielu obozach wojskowych. W uznaniu zasług awansowano go na generała brygady.

Przy okazji ponownego powrotu do Polski w 1784 roku włączył się w działalność polityczną. Po powiększeniu armii do 100 tys. decyzją Sejmu Wielkiego został mianowany generałem wojsk koronnych. Odznaczył się w walce z oddziałami rosyjskimi w 1792 roku, za co otrzymał order Virtuti Militari.

Po konfederacji targowickiej, tak jak wielu innych działaczy, udał się na emigrację. Po ogłoszeniu II rozbioru Polski przyjechał do Drezna, gdzie zaczął planować powstanie narodowe.

– Ciągle pozostawał w cieniu ks. Józefa Poniatowskiego. Czy fakt, że stanął na czele powstania nie było drogą do wyleczenia się z kompleksu Poniatowskiego? – zastanawiał się dr Sałkowski.

Insurekcja kościuszkowska rozpoczęta w 1794 roku, mimo heroicznej walki zakończyła się klęską i III rozbiorem Polski.

– Liczył na pomoc Francji. Wierzył, że ta idea Żyrondy jest pewnego rodzaju realnością. Poza tym miał doświadczenia amerykańskie i widział jak wolny chłop amerykański szedł w obronie ojczyzny – broniła decyzji o powstaniu prof. Rusinowa.

Kościuszko dostał się do rosyjskiej niewoli, by po podpisaniu tzw. „lojalki”, którą dr Sałkowski nazwał najczarniejszą kartą jego życia, odzyskać wolność i wyjechać do Stanów Zjednoczonych, a następnie do Paryża. Do 1815 roku mieszkał pod stolicą Francji biorąc udział w tworzeniu Legionów Polskich i zakładaniu Towarzystwa Republikanów Polskich.

Zmarł 15 października 1817 w Solurze w Szwajcarii. Jego ciało spoczywa w krypcie królewskiej na Wawelu.

Cesarz

Na zdjęciu: cesarz Paweł I uwalnia Kościuszkę fot. Wikimedia Commons.

– Jak każdy bohater narodowy był też człowiekiem ze swoimi słabościami. Na pewno słabą stroną Kościuszki było to, że wszedł na scenę polityczną, ale nie trzymał fasonu. Był człowiekiem, który szybko załamał się i ustąpił pod wpływem zdarzeń i gdyby nie żywa legenda powstania, można by powiedzieć, że zniknął w mrokach dziejów – powiedział dr Sałkowski.

– Kościuszko miał olbrzymią ilość zalet. Przede wszystkim jego poświęcenie dla ojczyzny. Należał do grupy ludzi o „czystych rękach”. Poza tym to jednak on stanął na czele powstania, nikogo innego nie było – ripostowała prof. Rusinowa.

Posłuchaj dwóch spojrzeń wybitnych znawców epoki na postać Tadeusza Kościuszki.

mjm


Powstanie styczniowe – zbrojny bunt Polaków

Znalezione obrazy dla zapytania powstanie styczniowe

– Wybuch powstania jest zawsze aktem desperacji, oznacza, że wyczerpano wszelkie inne możliwe środki walki politycznej o własny byt narodowy, a sytuacja w której naród się znajduje jest po prostu nieakceptowalna – mówi historyk prof. Michał Klimecki.

22 stycznia 1863 rozpoczęło się powstanie styczniowe, największy zryw narodowo-wyzwoleńczy przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Pomimo klęski militarnej, umocniło ono polską świadomość narodową, miało też wpływ na dążenia niepodległościowe następnych pokoleń.

Zobacz serwis o powstaniu styczniowym >>>

Przyczyny wybuchu

Kilka lat wcześniej, w 1856 roku zakończyła się wielka wojna krymska, w której Rosja została pobita przez Francuzów, Brytyjczyków i Turków. Narastało więc przekonanie, że oto nadeszła chwila w której można podjąć się działań na rzecz odzyskania niepodległości. Organizatorzy powstania wierzyli w to, że państwa zachodnie staną po polskiej stronie, chociażby naciskając mocno dyplomatycznie na Rosję.

Poza tym, po dojściu cara Aleksandra II  do władzy w osłabionej niedawną klęską Rosji, rozpoczęła się epoka reform i względnej liberalizacji.

W społeczeństwie polskim dorosło pokolenie, które czuło się odpowiedzialne za przyszłość ojczyzny, a nie przeżyło klęski powstania listopadowego. Uważano, że najważniejszą powinnością życiową jest walka o ojczyznę. Ten głęboki i szczery patriotyzm, połączony z religijnością był wspólny dla wszystkich klas: inteligencji, ziemiaństwa, szlachty i części chłopstwa.

Wśród bezpośrednich przyczyn wybuchu powstania wymienia się brankę ogłoszoną na terenie Królestwa Polskiego. Sprzeciw wobec branki był ochroną kadr do walki czy sprzeciwu przeciwko Rosji, zachowaniem substancji dla przyszłego powstania. I dlatego podjęto decyzję o wybuchu powstania w styczniu, najmniej korzystnym miesiącu dla walki. W śnieg i mróz młodzi chłopcy pakowali swoje rzeczy i szli uciekać przed poborem. Nie zawsze wiedzieli gdzie idą. Stad chronili się w Puszczy Kampinoskiej bo to było najbliżej Warszawy.

Przeciwko rosyjskiej obecności na ziemiach Polskich

22 stycznia 1863 Centralny Komitet Narodowy ogłosił się Tymczasowym Rządem Narodowym i wezwał naród do powstania przeciwko Rosji. Sześć tysięcy powstańców zaatakowało rosyjskie garnizony w Królestwie Polskim. Powstanie rozszerzyło się na cały kraj, a następnie na tereny Litwy, Białorusi i Ukrainy. Trwało do jesieni 1864 roku, a utworzone „państwo podziemne” funkcjonowało jeszcze w 1865 roku.

Historycy obliczają, że w czasie powstania doszło do około 1000 lub 1200 potyczek. Największe z nich to bitwy pod Węgrowem i pod Siemiatyczami. Przez szeregi powstańcze przeszło około 350 tysięcy osób. Najwięcej uczestników było z Królestwa Polskiego oraz tzw. guberni zachodnich rosyjskich czyli dawnych ziem Rzeczypospolitej, potem z Galicji, a dopiero potem z i zaboru Pruskiego.

Ostatni oddział partyzancki kapelana powstania, księdza Stanisława Brzóski, działający na Podlasiu, został rozbity w kwietniu 1865 roku. W kwietniu 1864 roku aresztowano przywódcę powstania Romualda Traugutta i innych członków Rządu Narodowego. Cztery miesiące później stracono ich na stokach Cytadeli Warszawskiej.

Powstanie styczniowe było najdłużej trwającym i najbardziej masowym ruchem niepodległościowym XIX wieku. Jego bilans był tragiczny – dziesiątki tysięcy poległych lub straconych przez Rosjan (od kilkunastu do 30 tysięcy), zesłania na Syberię (około 40 tysięcy), konfiskaty majątków uczestników powstania i intensywna rusyfikacja ziem polskich.

– Powstańcy walczyli w sposób możliwie najlepszy, bo ta walka dużych szans na zwycięstwo nie miała. Natomiast była to olbrzymia, wielka manifestacja woli narodu polskiego do uzyskania własnego państwa. Półtora roku walki na obszarze największego ówczesnego imperium to jest olbrzymi argument  – mowi prof. Michał Klimecki.

Represje carskie po upadku powstania styczniowego

Po stłumieniu powstania rząd carski stopniowo likwidował resztki autonomii Królestwa Polskiego, którego nazwę zmieniono na Kraj Nadwiślański. Represje dotknęły całe społeczeństwo. W twierdzy kijowskiej rozstrzelano dowódców oddziałów powstańczych, między innymi: Adama Drużbackiego, Płatona Krzyżanowskiego, Władysława Tadeusza Rakowskiego, Romualda Olszańskiego oraz Adama Zielinskiego. W 1867 roku zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, jego nazwę i budżet, dwa lata później zlikwidowano Szkołę Główną Warszawską, a setkom miast wspierających powstanie odebrano prawa miejskie doprowadzając je tym samym do upadku.

W 1874 roku zniesiono urząd namiestnika, w 1886 zlikwidowano Bank Polski. Skasowano klasztory katolickie w Królestwie, skonfiskowano ok. 1600 majątków ziemskich i rozpoczęto intensywną rusyfikację ziem polskich. Klęska tego największego narodowego powstania była ogromnym wstrząsem dla Polaków.

– Wielkie narodowe powstania stworzyły sytuację, w której Polacy nie widzieli już przyszłości swojego narodu bez niepodległego państwa. Na powstania nie można patrzeć tylko i wyłącznie przez pryzmat olbrzymich strat, zniszczenia dorobku materialnego, pewnego przygnębienia, traumy narodowej. Trzeba na to patrzeć jak na wielkie dziedzictwo, które wychowuje kolejne pokolenia – dodaje prof. Michał Klimecki.

mk


Powstanie listopadowe – klęska na własne życzenie

Znalezione obrazy dla zapytania powstanie listopadowe

Rządy cara Mikołaja I, łamanie przez niego konstytucji z 1815 roku, wprowadzenie cenzury, prześladowania organizacji patriotycznych – to główne przyczyny wybuchu powstania listopadowego. Do ujścia nastrojów rewolucyjnych doszło w nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku.

O godzinie 18.00 podporucznik Piotr Wysocki wszedł do Szkoły Podchorążych Piechoty w Łazienkach i wyprowadził kadetów pod pomnik Jana III Sobieskiego. Ruszyli na Belweder, w którym urzędował Wielki Książę Konstanty, syn Piotra I, gubernator wojskowy Królestwa Polskiego. Chcieli dokonać zamachu na znienawidzonego namiestnika cara. Ten jednak zdołał uciec.
– Gdyby powstanie rozwinęło się dynamicznie od razu i jego dyktatorzy nie czekali na odpowiedź Rosji może wszystko potoczyłoby się inaczej – mówił o możliwym scenariuszu powstania historyk prof. Jerzy Skowronek, gość Andrzeja Sowy w aud. „Historia na opak”.

Zmarnowana szansa
1 grudnia 1830 roku na czele Towarzystwa Patriotycznego domagającego się rozpoczęcia działań wojennych przeciwko armii rosyjskiej na terenie Królestwa stanął Joachim Lelewel. Później doszło do powstania Rządu Tymczasowego, którego prezesem został książę Adam Czartoryski. W Rosji rozpoczęły się negocjacje w sprawie polskiej.
– Rosja była zaskoczona powstaniem – podkreślał prof. Jerzy Skowronek. – My czekaliśmy aż dojdzie do kompromisu w związku z czym nie wypadało walczyć.
Historycy uważają takie zachowawcze działanie za błąd. Do Petersburga został wysłany książę Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki. Tam miał domagać się od Mikołaja I respektowania postanowień konstytucji z 1815 roku, ale przede wszystkim natychmiastowego opuszczenia przez wojska rosyjskie terytorium Królestwa Polskiego. Car wprowadził stan wojenny na ziemiach zabranych i kazał Iwanowi Dybiczowi stłumić powstanie. Mimo to wciąż mieliśmy szansę na zwycięstwo.
– W początkach powstania my robiliśmy zdecydowanie mniej błędów, natomiast nie przewidywaliśmy, że Dybicz zrobi błędy tak kardynalne – tłumaczył prof. Jerzy Skowronek. – On poganiany przez cara, żeby szybko zlikwidować powstanie, prowadził swoją armię w kolumnach, które można było pobić od razu, we wstępnych bojach.

Na zdjęciu: „Polski Prometeusz” – alegoria upadku powstania listopadowego, aut. Horacy Vernet (1831), Wikipedia/dp

Gdyby powstanie nie upadło…
Ostatecznie powstanie listopadowe, które przekształciło się w wojnę polsko-rosyjską, upadło 21 października 1831. Największym zagrożeniem dla tego ruchu wyzwoleńczego nie była wcale ogromna armia rosyjska, a bierna postawa polskich dowódców. Dyktator powstania, Józef Chłopicki po żądaniach cara w sprawie kapitulacji sił polskich 17 stycznia 1831 złożył rezygnację. Z kolei Adam Czartoryski był przeciwnikiem jakichkolwiek zmian oraz w ogóle samego powstania.
Jak zaznaczał w audycji dr Janusz Osica, w pierwszych starciach wojska polskie miały szansę rozgromić mającą ogromną przewagę liczebną armię rosyjską. Polami bitew były bowiem ogromne tereny na Kresach Wschodnich, gdzie ślady polskości wciąż były żywe.
Powstańcy niestety nie uzyskali poparcia dla swych działań na arenie międzynarodowej. Po upadku zrywu narodowego nastąpiło ograniczenie autonomii Królestwa Polskiego. Zniesiono polski sejm i samorządy, zlikwidowano polskie szkolnictwo wyższe, a 11 tys. ludzi, głównie inteligencji, opuściło kraj (tzw. Wielka Emigracja). Co byłoby gdyby powstanie zakończyło się sukcesem?

– Moim zdaniem stworzylibyśmy dobry konserwatywno-liberalny rząd, ale nie wiem, czy by sobie poradził z naciskiem własnej radykalnej opozycji – stwierdził prof. Skowronek.

O możliwych scenariuszach przebiegu i zakończenia powstania listopadowego posłuchaj w aud. „Historia na opak”

mb


Józef Piłsudski – Marszałek z ludzką twarzą

Znalezione obrazy dla zapytania józef piłsudski

W wysłużonej maciejówce i ze smutno zwisającymi wąsami, nazywany był przez większość obywateli II Rzeczypospolitej po prostu Dziadkiem.

W powszechnym odbiorze Józef Piłsudski to przede wszystkim twórca Legionów, architekt niepodległości i zwycięski wódz wojny polsko-bolszewickiej. Dziś już niewielu pamięta, że Marszałek nazywany był przez większość obywateli II Rzeczypospolitej Dziadkiem.
Może warto spojrzeć na tę postać inaczej, bez patosu i wielkich słów. To był też zwykły człowiek z wadami i słabostkami, z poczuciem humoru i atakami złości. Jak każdy kiedyś był dzieckiem, a później młodzieńcem.

Lata szkolne

Urodził się 5 grudnia 1867 w Zułowie pod Wilnem. Do 10. roku życia uczył się w domu, dzięki czemu opanował podstawy języka niemieckiego i francuskiego. Kolejne 8 lat spędził w rosyjskim gimnazjum w Wilnie. Była to, jak wspominał po latach, „swego rodzaju katorga, (…) w każdym przykrym śnie odgrywa taką lub inną rolę którykolwiek z moich miłych pedagogów wileńskich”.

Obiecał sobie, że wieku 15 lat, co według jego samego stanowiło szczyt dorosłości, zorganizuje powstanie i wypędzi Moskali.
Patriotyczne wychowanie w domu zderzało się z rzeczywistością rosyjskiej szkoły. Trzy razy w ciągu nauki karany był aresztem szkolnym za rozmowę po polsku i nieoddanie honorów na ulicy generałowi gubernatorowi i dyrektorowi gimnazjum. Kiedy skończył 16 lat zaczął palić. Niestety, tego zgubnego nałogu, podobnie jak picia dużej ilości mocnej herbaty, nie pozbył się do końca życia. W tym czasie do jego ulubionych lektur należała „Trylogia” Henryka Sienkiewicza.

W roku 1885 ukończył gimnazjum, na świadectwie końcowym można było przeczytać, że „sprawowanie jego było na ogół celujące, sprawność w uczęszczaniu na lekcje i ich przygotowaniu, a także wypełnianiu prac pisemnych dostateczna, pilność dostateczna i zainteresowanie we wszystkich przedmiotach dostateczne”.

Jesienią tego samego roku młody Piłsudski rozpoczął studia medyczne w Charkowie. Po roku nauki w szarym i prowincjonalnym Charkowie postanowił przenieść się do Dorpatu. Niestety, sprawa się przedłużała i po wakacjach pozostał w Wilnie. W tym czasie dużo czytał, między innymi I tom „Kapitału” Karola Marksa. „Abstrakcyjna logika Marksa oraz panowanie towaru nad człowiekiem – wspominał – nie pasowało do mego mózgu”.

Na zesłaniu

Wszystkie plany życiowe młodego Piłsudskiego wzięły w łeb w 1887 roku. 20-latek został aresztowany przez carską policję i, chociaż jego udział w spisku na życie cara Aleksandra III był znikomy, kary nie uniknął. Wyrok brzmiał 5 lat, miejsce zesłania – Kireńsk nad Leną. Podróż tam trwała ponad 4 miesiące. Najpierw na wschód do Irkucka. Tu w miejscowym więzieniu, zamieszany w bunt, stracił dwa przednie zęby, które kolbą karabinu wybił mu strażnik. Z Irkucka czekała go jeszcze blisko tysiąckilometrowa podróż na północ w „towarzystwie” kryminalistów, z których żaden nie mówił po polsku. W liście do ojca i swoich rówieśników pisał: „Niech, więc mój przykład, me złamane życie, mój los – niech zbudzi w nich to przekonanie, że nic nie zrobim, gdy działając skrycie, zechcemy myśl swą rzucić w wykonanie”.

Skromnie, ale z humorem

Po powrocie z zesłania do końca życia starał się swoje idee zamieniać w czyny. Nigdy przy tym nie myślał o sobie. Żył bardziej niż skromnie, nie dbając nawet o garderobę. Stefan Żeromski spotkał go w 1909 roku w Zakopanem. Piłsudski przy stole układał pasjansa. Siedział w samych kalesonach, bo jedyną parę spodni, jaką miał oddał do krawca. „Założyłem sobie – rzucił w kierunku pisarza – że jeśli pasjans mi wyjdzie, zostanę dyktatorem Polski…”.

Został, ale nawet wtedy nie myślał o sobie. „W Polsce żyję i sam własnej d… upilnować potrafię” – odpowiadał ochronie, która ubolewała nad niechęcią Marszałka do jej ciągłej obecności. I jeszcze jedna opinia znakomicie oddająca stosunek Piłsudskiego do dóbr materialnych. Ambasador USA Hugh Simons Gibson pisał: „Jestem przekonany (…), że nigdy nie przeniesie prywatnego interesu nad sprawy państwa (…). Pozostaje biednym człowiekiem, choć miał wiele sposobności, by się wzbogacić”. Biednym, ale za to dowcipnym – można dodać.

Niekiedy humor Marszałka był dość makabryczny. Na przykład wtedy, gdy na krzyki legionisty rannego w nogę, miał odpowiedzieć: „Czego krzyczysz, tylko noga? A tamtemu głowę urwało i nie krzyczy, a ty o takie głupstwo”. Z kolei Aleksandra Piłsudska wspominała, że przed wyjazdem na urlop zdrowotny na Maderę w 1931 roku przygotowała mężowi, zgodnie z poleceniem lekarzy, całą walizę dietetycznych specyfików. Kiedy pociąg ruszył Marszałek pomachał żonie… długą wędzoną polędwicą, za którą przepadał i której odpowiednie zapasy poczynił.

Piłsudski nie lubił wyjeżdżać na dłużej za granicę. Kiedy w 1932 roku przebywał na urlopie zdrowotnym w Egipcie, właściwie nie zmienił żadnych swoich nawyków, nawet wstawał o tych samych godzinach, co w Polsce. Książki, prasa, mocna herbata i ulubione wedlowskie krakersy – tak mijała większość dni. Mieczysław Lepecki wspominał, że kiedy pokazywał Piłsudskiemu jakieś kolejne ruiny, ten tylko się skrzywił i odrzekł spod wąsa „Znowu te czterdzieści wieków…”.

Złote myśli Marszałka

Był bez wątpienia człowiekiem wielkiego formatu, pozostając przy tym normalnym i ludzkim. Pozostawił po sobie ogromną liczbę przemówień i powiedzeń. Niektóre zdają się nie tracić na aktualności. „W Polsce wszyscy krzyczą, iż mają rację”, „Parę pokoleń minąć musi, zanim stworzy się znowu państwowa kultura polska”, „Złe zwyczaje sejmowe są gorsze od złej konstytucji”, „Słabość ma zawsze jedną konsekwencję – zamiłowanie do wielkich słów bez treści”.

pd/mk


Wybuch II wojny światowej

Okręt „Schleswig Holstein” podczas ostrzału Westerplatte. 01.09.1939 r. Źródło: PAP/CAF/Archiwum

1 września 1939 r. wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny przekroczyły o świcie na całej niemal długości granice Rzeczypospolitej, rozpoczynając tym samym pierwszą kampanię II wojny światowej. Osamotnione w walce Wojsko Polskie nie mogło skutecznie przeciwstawić się agresji Niemiec i sowieckiej inwazji dokonanej 17 września. Konsekwencją tej sytuacji stał się IV rozbiór Polski dokonany przez Hitlera i Stalina.

Hitler: Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni

„Zniszczenie Polski jest naszym pierwszym zadaniem. Celem musi być nie dotarcie do jakiejś oznaczonej linii, lecz zniszczenie żywej siły. Nawet gdyby wojna miała wybuchnąć na Zachodzie, zniszczenie Polski musi być pierwszym naszym zadaniem. Decyzja musi być natychmiastowa ze względu na porę roku. Podam dla celów propagandowych jakąś przyczynę wybuchu wojny. Mniejsza z tym, czy będzie ona wiarygodna, czy nie. Zwycięzcy nikt nie pyta, czy powiedział prawdę, czy też nie. W sprawach związanych z rozpoczęciem i prowadzeniem wojny nie decyduje prawo, lecz zwycięstwo. Bądźcie bez litości, bądźcie brutalni.” – słowa te wypowiedział Adolf Hitler na naradzie dowódców w przededniu podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow.Joachim von Ribbentrop i Józef Beck na dworcu w Warszawie. 1939.01.25. Fot. NAC

Wojska niemieckie rozpoczęły działania zbrojne 1 września 1939 r. o godzinie 4.35 od zbombardowania Wielunia. Atak ten nastąpił na kilka minut przed salwami pancernika „Schleswig-Holstein” oddanymi w kierunku Westerplatte.

Niemiecki plan ataku na Polskę przewidywał wojnę błyskawiczną, której celem miało być  przełamanie polskiej obrony, a następnie okrążenie i zniszczenie głównych sił przeciwnika. Wojska niemieckie miały przeprowadzić koncentryczne uderzenie ze Śląska, Prus Wschodnich i Pomorza Zachodniego w kierunku Warszawy.

Strona niemiecka przystępując do wojny z Polską wystawiła 1 850 tys. żołnierzy, 11 tys. dział, 2 800 czołgów i 2000 samolotów. Wojsko Polskie dysponowało dwukrotnie mniejszą liczbą żołnierzy (950 tys.), ponad dwukrotnie mniejszą liczbą dział (4,8 tys.), czterokrotnie mniejszą liczbą czołgów (700) i pięciokrotnie mniejszą liczbą samolotów (400). Przewaga niemiecka na głównych kierunkach uderzeń była jeszcze większa.

Blitzkrieg

Niemiecki plan ataku na Polskę przewidywał wojnę błyskawiczną, której celem miało być  przełamanie polskiej obrony, a następnie okrążenie i zniszczenie głównych sił przeciwnika. Wojska niemieckie miały przeprowadzić koncentryczne uderzenie ze Śląska, Prus Wschodnich i Pomorza Zachodniego w kierunku Warszawy.

Niemieckie plany zakładały osiągnięcie w ciągu tygodnia linii Narwi, Wisły oraz Sanu i zniszczenia armii polskiej.

Sytuację militarną Polski pogarszała długość granicy z Niemcami, która po zajęciu przez III Rzeszę  Moraw i wkroczeniu niemieckich wojsk na Słowację, liczyła ok. 1600 km. Umożliwiało to zaatakowanie Polski z zachodu, północy i południa.

Przygotowując plany obrony dowództwo polskie nie przesunęło wojsk na linię Narwi, Wisły i Sanu, z punktu widzenia wojskowego najkorzystniejszą, ale zgrupowało większe siły w rejonach przygranicznych.

Zdecydowano się na takie posunięcie z powodów politycznych. Nie chciano bowiem oddawać bez walki Pomorza i Śląska, obawiając się, że Niemcy po zajęciu tych terenów zakończą działania militarne oświadczając, iż naprawione zostały w ten sposób „krzywdy” wyrządzone przez Traktat Wersalski i zwrócą się następnie o międzynarodową mediację. Obawiano się także tego, że przemarsz niemieckiej armii przez polskie terytorium opuszczone przez Wojsko Polskie bardzo źle wpłynie na morale społeczeństwa i złamie w nim wolę walki.

Wojska niemieckie od samego początku walk odnosiły sukcesy. Luftwaffe po zdobyciu panowania w powietrzu rozpoczęło bombardowanie szlaków komunikacyjnych, zgrupowań polskich wojsk, a także dokonywało nalotów na miasta. Wojska pancerne wspierane przez piechotę przełamywały polskie linie obrony i wychodziły głęboko na tyły. Strona niemiecka miała nie tylko przewagę liczebną, ale dysponowała również nowocześniejszym uzbrojeniem i sprzętem.

Ogólnej sytuacji nie mogły zmienić pojedyncze punkty oporu, takie jak Westerplatte, które trwały w bohaterskiej walce.

Joachim von Ribbentrop i Józef Beck na dworcu w Warszawie. 1939.01.25. Fot. NAC

Prof. Marek Kornat: Sojusz z Hitlerem uczyniłby z Polski kolonię Niemiec

Wywiad

Osamotnieni

3 września związane z Polską układami sojuszniczymi Wielka Brytania i Francja przekazały władzom III Rzeszy ultimatum, w którym domagały się od Niemiec natychmiastowego wstrzymania działań wojennych i wycofania swoich wojsk z terytorium Polski.

Po jego odrzuceniu rządy obu państw przystąpiły do wojny z Niemcami. Tym samym Hitlerowi nie udała się izolacja konfliktu polsko–niemieckiego i powtórzenie scenariusza z Monachium.

Pomimo wypowiedzenia wojny Niemcom  wojska brytyjskie i francuskie nie podjęły jednak żadnych efektywnych działań militarnych przeciwko III Rzeszy. Polska pozostała więc w konflikcie  z Niemcami osamotniona.

Niemały wpływ na decyzję Londynu i Paryża miała wiedza na temat treści tajnego protokołu układu Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 r., dotyczącego podziału terytorium Polski pomiędzy III Rzeszą a Związkiem Sowieckim.

Inną kwestią jest to, iż zarówno Francja, jak i wielka Brytania, nie były przygotowane we wrześniu 1939 r. do wojny z Niemcami. Odpowiedź na pytanie, jaki byłby efekt podjętej pomimo tego ofensywy przeciwko Niemcom na Zachodzie pozostanie w sferze spekulacji.

Uderzenie Niemców na Warszawę zatrzymane zostało na pewien czas dzięki wielodniowej bitwie nad Bzurą (9-18 września), największej w czasie kampanii wrześniowej, w której udział wzięły wycofujące się z Wielkopolski i Kujaw armie „Poznań” i „Pomorze” pod dowództwem gen. Tadeusza Kutrzeby.

Po wygranej bitwie granicznej wojska niemieckie zaczęły coraz bardziej zagrażać stolicy. W nocy z 4 na 5 września rozpoczęto ewakuację urzędów centralnych i rządowych. 6 września Warszawę opuścił rząd i marszałek Edward Rydz-Śmigły, który przeniósł swoją kwaterę do Brześcia nad Bugiem.

Walczące oddziały rozkazem Naczelnego Wodza miały tworzyć linię obrony wzdłuż Narwi, Wisły i Sanu.

8 września pierwsze oddziały niemieckie dotarły pod Warszawę, której obroną kierowali gen. Walerian Czuma i prezydent Stefan Starzyński, pełniący funkcję cywilnego dowódcy obrony stolicy.

Uderzenie Niemców na Warszawę zatrzymane zostało na pewien czas dzięki wielodniowej bitwie nad Bzurą (9-18 września), największej w czasie kampanii wrześniowej, w której udział wzięły wycofujące się z Wielkopolski i Kujaw armie „Poznań” i „Pomorze” pod dowództwem gen. Tadeusza Kutrzeby.

Pomimo tego, iż bitwa ta zakończyła się klęską wojsk polskich, to niewątpliwie opóźniła kapitulację Warszawy i wiążąc wojska niemieckie umożliwiła wycofanie się polskich oddziałów do Małopolski Wschodniej.

Agresja sowiecka

17 września, łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, na teren Rzeczypospolitej wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Niemcy od kilkunastu dni ponaglali już Sowietów, ażeby zajęli obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za ich strefę interesów. Stalin zwlekał jednak  z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja, a także przyglądając się temu, jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko.

Siły Armii Czerwonej skierowane przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły w sumie ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów.

17 września, łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, na teren Rzeczypospolitej wkroczyły oddziały Armii Czerwonej. Niemcy od kilkunastu dni ponaglali już Sowietów, ażeby zajęli obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za ich strefę interesów.

W reakcji na sowiecką agresję 17 września wieczorem Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.

Prof. Andrzej Chojnowski. Fot. PAP/P. Kula

17 września 1939: to była napaść nie wkroczenie – rozmowa z prof. Andrzejem Chojnowskim

Wywiad

Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji.

Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły.

Ostatnie boje

Pomimo wkroczenia wojsk sowieckich do Polski i ewakuacji najwyższych władz Rzeczypospolitej  walki trwały nadal.

Od 17 września pod Tomaszowem Lubelskim armie „Kraków” i „Lublin” toczyły bój z Niemcami usiłując przedostać się na tzw. przedmoście rumuńskie. 20 września, po wyczerpaniu amunicji, skapitulowały.

22 września, po wielodniowej walce z Niemcami, dowódca obrony Lwowa gen. Władysław Langner poddał miasto Sowietom.

Do 28 września broniła się Warszawa, a do 2 października załoga Helu.

Kampania rozpoczęta we wrześniu 1939 r. zakończyła się dla Polski klęską. Samotnie walczące z niemiecką i sowiecką potęgą wojska polskie nie mogły liczyć w niej na zwycięstwo. W tej sytuacji, jak powiedział w jednym z wywiadów prof. Marian Zgórski, nawet „gdyby na miejscu Rydza-Śmigłego był Aleksander Macedoński, też by tej kampanii nie wygrał”.

6 października zakończyła walkę ostatnia duża polska formacja – Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga, która przedzierając się w kierunku stolicy toczyła boje i z Wehrmachtem i z Armią Czerwoną.

Władze emigracyjne RP

Ogromnie ważną kwestią w obliczu przegranej wojny stawało się zachowanie ciągłości istnienia i działania struktur państwowych. Dlatego też, wobec internowania przedstawicieli najwyższych władz Rzeczypospolitej w Rumunii, prezydent Ignacy Mościcki na podstawie art. 13 Konstytucji kwietniowej z 1935 r. zdecydował się na ustąpienie ze swego urzędu i wyznaczenie następcy w osobie Władysława Raczkiewicza.

30 września nowy prezydent, przebywający we Francji, powołał rząd na czele którego stanął gen. Władysław Sikorski.

Bilans walk

Kampania rozpoczęta we wrześniu 1939 r. zakończyła się dla Polski klęską. Samotnie walczące z niemiecką i sowiecką potęgą wojska polskie nie mogły liczyć w niej na zwycięstwo. W tej sytuacji, jak powiedział w jednym z wywiadów prof. Marian Zgórniak, nawet „gdyby na miejscu Rydza-Śmigłego był Aleksander Macedoński, też by tej kampanii nie wygrał”.

Straty po stronie polskiej wynosiły ok. 200 tys., w tym 70 tys. poległych.

Do niemieckiej niewoli wziętych zostało ponad 400 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów.
Straty niemieckie wynosiły ok. 45 tys. poległych i rannych żołnierzy.

Ponadto armia niemiecka straciła ok. 1000 czołgów i samochodów pancernych oraz blisko 700 samolotów. Były to straty poważne i stanowiły ponad 30% stanu bojowego.

W walkach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów.

Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych.

Ok. 70 tys. żołnierzy polskich przekroczyło granicę Rumunii i Węgier, natomiast na Litwę i Łotwę przedostało się ok. 18 tys.

Gen. Franciszek Kleeberg. Fot. CAW

Bitwa pod Kockiem – ostatni bój kampanii 1939 r.

W czasie wrześniowych walk wojska niemieckie postępowały z wyjątkowym okrucieństwem. Lotnictwo atakowało ludność cywilną, a Wehrmacht na zdobytych terenach dokonywał masowych egzekucji. Przykładem tego typu zbrodniczych działań były wydarzenia w Bydgoszczy, gdzie tylko 9 września rozstrzelano 400 Polaków.

Od początku działań zbrojnych Niemcy rozpoczęli także brutalne prześladowania ludności żydowskiej.

W sumie w wyniku niemieckich represji we wrześniu 1939 r. zginęło co najmniej 16 tys. osób.

Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko.  W Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców. Przykładów tego typu morderstw popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. na Polesiu (150 oficerów) czy w okolicach Augustowa (30 policjantów).

Ocena kampanii polskiej 1939 r.

Kampania wrześniowa jest i z pewnością długo jeszcze będzie tematem wielu sporów i dyskusji. Dyskusji, które nie toczą się na temat tego, czy Polska miała szansę na sukces w tym konflikcie, ale dotyczą geopolitycznych przesłanek klęski z 1939 r. i jej militarnych uwarunkowań.

Prof. Norman Davis: Stawiając czoło blitzkriegowi przez pięć tygodni w osamotnieniu armia polska spisała się lepiej niż połączone siły brytyjskie i francuskie w roku 1940. Polacy spełnili swój obowiązek”.

Prof. Marian Zgórniak oceniając działania marszałka Rydza-Śmigłego i ministra spraw zagranicznych Józefa Becka z 1939 r. wyraził następującą opinię: „Nie popełnili błędu, ponieważ w okolicznościach, w jakich przyszło im działać, nie było w zasadzie lepszego wyjścia. Nie byli geniuszami, ale zrobili lepiej lub gorzej to, co do nich należało. Historia obeszła się z nimi okrutnie, ale taki jest już los polityków, którzy przegrali. Oczywistym ich sukcesem stało się to, że wojna Hitlera z Polską nie stała się wojną lokalną. Stała się początkiem wielkiej wojny, w której Zachód walczył również o Polskę. W chwili gdy we wrześniu 1939 roku przegrywała Polska, przegrywała także Europa”.

Historycy zgodni są najczęściej co do tego, iż żołnierz polski walczył dobrze. Dezercje z pola walki czy niesubordynacja należały do rzadkości.

„Stawiając czoło blitzkriegowi przez pięć tygodni w osamotnieniu – stwierdzał prof. Norman Davis – armia polska spisała się lepiej niż połączone siły brytyjskie i francuskie w roku 1940. Polacy spełnili swój obowiązek”.

O waleczności Polaków we wrześniu 1939 r. prof. Paweł Piotr Wieczorkiewicz pisał, iż „W ekstremalnie trudnych warunkach były przykłady graniczącego z fanatyzmem bohaterstwa: walka załóg Węgierskiej Górki, Borowej Góry i Wizny, obrona Warszawy, Lwowa i Wybrzeża, postawa Wołyńskiej BK w pierwszych dwóch dniach wojny, szaleńcza odwaga kawalerzystów gen. Abrahama w odwrocie znad Bzury, bitność 11. Karpackiej DP w Lasach Janowskich, odporność 1. DPLeg., zwanej przez Niemców z szacunkiem „żelazną”, odyseja zgrupowania KOP  i GO „Polesie” i oczywiście twarda postawa 10. Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej”.

Analizując błędy popełnione w czasie kampanii wrześniowej część historyków zwraca uwagę na zbyt wczesne przeniesienie kwatery Naczelnego Wodza z Warszawy do Brześcia oraz przedwczesne opuszczenie stolicy przez prezydenta i rząd.

Leszek Moczulski: Gdyby Francja ruszyła przeciw Niemcom, to Sowieci nie zaatakowaliby Polski

Wywiad

Niektórzy surowo oceniają działania samego marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, a szczególnie jego decyzję o przekroczeniu granicy rumuńskiej i opuszczeniu walczących wciąż jeszcze wojsk.

Wspomniany już prof. Wieczorkiewicz w artykule „Wrzesień 1939 – próba nowego spojrzenia” zarzucał  Naczelnemu Wodzowi m.in.„karygodny wręcz sposób wdrożenia planu wojny w życie”.

„Plan wojny – pisał Wieczorkiewicz – nie dość, że ogólnikowy i nierozpracowany w kolejnych stadiach, marszałek co gorsza otoczył niezrozumiałym wręcz nimbem tajemnicy nie tylko wobec własnego sztabu (…) Kolejnym błędem stała się, również wyniesiona z wojny 1920 roku, skrajna wręcz centralizacja dowodzenia (…) Efektem, już w trakcie kampanii, stały się ingerencje Rydza-Śmigłego w rozkazodawstwo na poziomie dywizji i brygad, niemal zawsze spóźnione i nieadekwatne do sytuacji. Stało się tak, ponieważ, jak zauważa trafnie płk Porwit, „marszałek wziął na siebie obowiązki ponad siły, i to bez prawidłowej pomocy sztabu”. Co gorsza, czego można było i należało się spodziewać, naczelny wódz, w warunkach rwącej się łączności pozbawiony najdalej po kilku dniach możliwości realnej komunikacji z podwładnymi, utracił praktycznie możliwość kierowania operacjami”.

Płk Marian Porwit, jeden z dowódców obrony Warszawy w 1939 r., o kampanii wrześniowej: została przegrana nie na miarę sił zbrojnych państwa o trzydziestopięciomilionowej ludności, zwłaszcza jeśli idzie o charakter i rozmiar walk.

Cytowany płk Marian Porwit, jeden z dowódców obrony Warszawy w 1939 r., oceniając kampanię wrześniową stwierdził, iż „została przegrana nie na miarę sił zbrojnych państwa o trzydziestopięciomilionowej ludności, zwłaszcza jeśli idzie o charakter i rozmiar walk”.

Jednym z kluczowych pytań pojawiających się przy rozważaniach na temat 1 września 1939 r. jest  pytanie dotyczące tego, czy Polska mogła wówczas uniknąć wojny z Niemcami.

Marszałek Edward Rydz-Śmigły tuż po wrześniowej klęsce odpowiedział nie następująco: „Polska wojny uniknąć nie mogła, jeśli nie chciała skończyć w niesławie. Poniosła i ponosi olbrzymie ofiary, ale dała początek wojnie wyzwoleńczej spod supremacji niemieckiej”.

Naczelny Wódz z 1939 r. nie miał najmniejszych wątpliwości, że przyjęcie pierwszych żądań stawianych przez Hitlera wobec Polski spowodowałoby pojawienie się następnych, dotyczących nie tylko Gdańska czy Pomorza, ale także Śląska i Poznańskiego. Celem tej taktyki było, zdaniem marszałka Rydza-Śmigłego, doprowadzenie do „zupełnego zniszczenie niepodległości Polski i całkowitego podporządkowania jej Niemcom”.

Prof. Marian Zgórniak, wypowiadając się na temat konsekwencji przyjęcia przez Polskę w 1939 r. propozycji Hitlera, wyraził następującą opinię: „Wielokrotnie nad tym się zastanawiałem. Z pewnością Polska poniosłaby mniejsze straty materialne, może mniej ludzi by zginęło. Prawdopodobnie nasz kraj musiałby wziąć udział w wyprawie na ZSRR. Trudno przeceniać siłę polskich 30 dywizji, ale być może miałyby znaczenie przesądzające. Pytaniem jest, czy w razie zwycięstwa Niemiec hitlerowskich byłoby miejsce dla Polaków w Europie. Co stałoby się z polskimi Żydami?”.

Mariusz Jarosiński

(PAP)


Wprowadzenie stanu wojennego

13 grudzień 1981 r.

Ostateczna decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego na terytorium PRL zapadła tuż po południu 12 grudnia 1981 roku. Do komend wojewódzkich milicji i dowództw poszczególnych jednostek wojskowych wysłano rozkazy, nakazując uruchomienie dawno przygotowanych procedur. Już wieczorem tego dnia w wielu miejscach obserwować można było przemarsze oddziałów wojskowych i milicyjnych. Jeszcze przed północą rozpoczęto operację „Azalia”, której celem było opanowanie węzłów łączności oraz ośrodków radia i telewizji. Po sprawnym wykonaniu tej akcji na miesiąc zamilkły telefony. O północy rozpoczęto działania oznaczone kryptonimem „Jodła”, a więc akcję internowania działaczy „Solidarności”, opozycjonistów oraz (dla „równowagi”) niektórych przedstawicieli ekipy Gierka. Już pierwszego dnia stanu wojennego internowano blisko 3,5 tysiąca osób.

W tym samym czasie do Warszawy zwożono członków Rady Państwa, którzy mieli zalegalizować przeprowadzany właśnie zamach stanu, a także legitymizować pozakonstytucyjne ciało, jakim była Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Podsunięte przez wojskowych (bezprawne nawet w świetle ówczesnego prawa) dekrety przyjęto przy jednym głosie sprzeciwu, należącym do Ryszarda Reiffa, lidera PAX.

Rano 13 grudnia przerażeni Polacy mogli obserwować czołgi i wojskowe patrole na ulicach miast, wysłuchać przemówienia generała Jaruzelskiego oraz przeczytać wydrukowane w Związku Sowieckim obwieszczenie o wprowadzeniu stanu wojennego. Informowało ono o rozlicznych ograniczeniach nałożonych na społeczeństwo – m.in. zakazie strajków i zgromadzeń, zawieszeniu związków zawodowych i większości organizacji społecznych, militaryzacji szeregu dziedzin gospodarki narodowej, wprowadzeniu godziny milicyjnej i konieczności posiadania przepustek przy opuszczaniu miejsca stałego zamieszkania. W setkach przedsiębiorstw i instytucji władzę objęli wyznaczeni przez WRON komisarze wojskowi. W radiu i telewizji pozostawiono jedynie po jednym programie, w całym kraju ukazywało się tylko kilkanaście gazet.

Pierwsze strajki wybuchły już w niedzielę 13 grudnia 1981 roku, jednak prawdziwa ich fala zaczęła się rozlewać dopiero następnego dnia. 14 grudnia strajkowało już kilkaset zakładów w całym kraju, część protestów miała jednak charakter krótkotrwały – odpowiednie wrażenie wywierała grożąca surowymi konsekwencjami propaganda, brakowało wielu związkowych liderów, uwięzionych pierwszej nocy stanu wojennego. Mimo to opór systematycznie narastał, w wielu miastach odtwarzano rozbite internowaniami struktury regionalne, organizowano siatki łączności, druk ulotek, gazetek itp. W Gdańsku utworzono Krajowy Komitet Strajkowy.

Punktem przełomowym okazała się krwawa pacyfikacja przez jednostki ZOMO kopalni „Wujek” w Katowicach, podczas której zabito sześciu górników, a trzech dalszych zmarło w wyniku odniesionych ran. Masakra ta odniosła skutek, osłabiając wolę oporu. Większość strajków wygasła lub spacyfikowano je jeszcze przed świętami, najdłużej wytrwali górnicy strajkujący pod ziemią w kopalni „Piast”, którzy zakończyli swój protest dopiero 28 grudnia.

bj


PD-17

LOGO-11a