Mroczna tajemnica niemieckich uniwersytetów. Szczątki Polaków jako „pomoc naukowa”!

FOTO – Hans Sönnke

Podczas II wojny światowej Niemcy handlowali szczątkami – czaszkami, kośćmi, szkieletami – pomordowanych Polaków, a wiele uniwersytetów w Europie Zachodniej wykorzystywało je jako pomoc naukową. Skandal przez dziesiątki lat był wstydliwie przemilczany, choć w wielu laboratoriach nadal mogą być przechowywane makabryczne „eksponaty”. Trzech poznaniaków – dziennikarz, historyk, naukowiec – postanowiło wreszcie rozliczyć zbrodnię.

– Nie chcemy nikogo napiętnować czy nękać, ale szczątki tych ludzi powinny wrócić do Polski – mówi „Codziennej” historyk Jarosław Burchardt. – Skłoniło nas do tej pracy zachowanie Marei Drassdo, która przekazała dwie czaszki od lat przechowywane przez jej ojca – przyznaje Piotr Świątkowski, dziennikarz Radia Poznań, który na antenie rozgłośni opowiedział poruszającą historię.

Drassdo to córka nieżyjącego już lekarza. Kobieta mieszka w Leonbergu i dba o pamięć więźniów, których katowano podczas wojny na terenie tamtejszego obozu pracy. W jej rodzinnym domu od dawna przechowywane były dwie czaszki. Najprawdopodobniej ludzi zamordowanych przez Niemców.
– Kiedyś zapytałam ojca, skąd je ma. Powiedział, że kupił w Poznaniu za niewielkie pieniądze. Służyły mu do nauki anatomii – mówiła Marei Drassdo reporterowi Radia Poznań.

Niedawno przekazała Polakom czaszki bezimiennych. Zostaną one poddane specjalistycznym badaniom, które przeprowadzi dr Czesław Żaba z Zakładu Medycyny Sądowej. Podjęta będzie także próba komputerowego odtworzenia wyglądu tych osób, a zdjęcia będą opublikowane w mediach. Być może dzięki temu ustalona zostanie tożsamość ofiar i uda się odnaleźć ich krewnych.
– Nawet jeśli nie, to ci ludzie zasługują na godny pochówek – podkreśla Burchardt.

To jednak dopiero początek – zachowanie Drassdo skłoniło bowiem poznaniaków do zajęcia się sprawą, która nie była żadną tajemnicą, ale dotychczas nikt nie miał odwagi, aby się nią zainteresować.
Podczas II wojny światowej anatom Hermann Voss był dziekanem wydziału medycznego Uniwersytetu Rzeszy działającego w Poznaniu. Badania historyków nie zostawiają żadnych wątpliwości – ten medyk przeprowadzał zbrodnicze eksperymenty na ludziach, a wielu z nich zamordowano. Niemcy również bezcześcili zwłoki. Preparowano je, usuwano miękkie tkanki, a pozostałe kości, czaszki czy wręcz całe szkielety sprzedawano uniwersytetom na terenie całej Rzeszy, także do krajów okupowanych.
Ten mroczny skandal nigdy nie został wyjaśniony. Tymczasem zbrodniczy proceder był prowadzony na ogromną skalę. I makabryczne „eksponaty” mogą do dziś znajdować się w laboratoriach wielu uniwersytetów, m.in. w Niemczech, Austrii czy Francji.

– Niemcy byli bardzo skrupulatni, zapewne każda transakcja była odnotowywana w dokumentach. Jeśli uda się nam dotrzeć do archiwum i znaleźć takie rejestry, to będziemy wiedzieli, kto kupował – tłumaczy „Codziennej” Jarosław Burchardt.

Cały tekst w najnowszym numerze „Gazety Polskiej Codziennie”


O innym skandalu związanym ze zbrodniczą działalnością niemieckich „naukowców” podczas II wojny światowej pisała Olga Doleśniak-Harczuk na łamach czerwcowego numeru miesięcznika „Nowe Państwo”.

„Ile preparatów anatomicznych przetrzymywanych po dziś dzień w niemieckich instytutach badawczych sporządzono ze zwłok Polaków pomordowanych przez oprawców z III Rzeszy? Czy można przywrócić imiona ofiarom eutanazji, których zalane formaliną organy jeszcze długie dziesięciolecia po wojnie służyły niemieckiej w nauce? W czerwcu 2017 r w Niemczech, miedzynarodowy zespół kierowany przez trzech wybitnych naukowców rusza z projektem, który ma na celu ustalenie tożsamości części ofiar zamkniętych od przeszło 70 lat w niemieckich laboratoriach i archiwach. Prace potrwają 3 lata, budżet projektu wynosi 1,5 mln. euro a fundusze udostępnia Max Planck Gesellschaft” – mogliśmy przeczytać w tekście „Audyt w prosektorium III Rzeszy”.

„Przez dziesięciolecia od zakończenia II wojny światowej niemieccy studenci medycyny i naukowcy poznawali tajniki ludzkiego ciała pracując na preparatach anatomicznych pozyskanych m.in. z ciał ofiar zbrodniczego systemu III Rzeszy. Do zakładów anatomicznych w latach 1940-43 zwłoki zwożono z więzień, gdzie dokonywano egzekucji (przez dekapitację lub powieszenie), z obozów, ze szpitali i zakładów dla osób psychicznie chorych. Spora część ciał należała do ofiar eutanazji, której poddano w narodowosocjalistycznym piekle kilkaset tysięcy dorosłych i dzieci, zwłaszcza niepełnosprawnych, chorych, w każdym razie uznanych za „niewartych aby żyć” – pisała Olga Doleśniak-Harczuk.

Znane są nazwiska „dwóch Polaków, którzy zostali zamordowani, a ich ciała przekazano do zakładów anatomii z wiadomym przeznaczeniem. Jest to Czesław Rokwicz, lat 20, stracony w więzieniu Karnym w Monachium-Stadelheim 28.11.1941 roku i Zygmunt Żagowski, stracony w wieku lat 27, miejsca egzekucji nie znamy”.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie
JB – stempel rp 2X96
Reklamy
%d blogerów lubi to: