Dzień: 11 sierpnia 2017

Geneza UB ☚ ★

„Polski” aparat bezpieczeństwa został utworzony w 1944 roku ściśle na wzór sowiecki.

Decyzja o jego utworzeniu zapadła na przełomie czerwca i lipca 1944 roku w Moskwie podczas rozmów prowadzonych przez członków Krajowej Rady Narodowej, Polskiej Partii Robotniczej oraz przedstawicieli Związku Patriotów Polskich. Kierownikiem resortu bezpieczeństwa publicznego został Stanisław Radkiewicz, członek Komunistycznej Partii Polski, oficer Armii Czerwonej, oficer polityczny 1 Dywizji Piechoty Berlinga, sekretarz Biura Komunistów Polskich w Moskwie, członek Zarządu Głównego Związku Patriotów Polskich.

Początkowo kadry przyszłego aparatu represji miały pochodzić z trzech źródeł: grup wywiadowczo-dywersyjnych szkolonych przez NKWD, Armii Polskiej w ZSRS oraz członków Armii Ludowej. Najważniejszą rolę mieli oczywiście odgrywać ludzie wyszkoleni przez NKWD, w szczególności tzw. grupa kujbyszewska.

Na wiosnę 1944 roku Centralne Biuro Komunistów Polskich w Moskwie podjęło decyzje o wytypowaniu ponad dwustu żołnierzy 1 Dywizji Piechoty, przede wszystkim z korpusu politycznego, na specjalny kurs bezpieczeństwa nr 366 w Kujbyszewie. Kurs ten, którego komendantem był ppłk Dragunow, trwał od połowy kwietnia do 31 lipca 1944 roku. Wszystkimi wykładowcami byli sowieccy oficerowie NKWD, którzy zapoznali swych „polskich” uczniów z najważniejszymi metodami pracy sowieckich służb specjalnych, w tym sposobami werbowania agentów oraz metodami pracy śledczej.

Właściwe prace organizacyjne nad utworzeniem resortu bezpieczeństwa publicznego rozpoczęły się w końcu lipca 1944 roku po przybyciu do Chełma grupy Radkiewicza, w której specjalną rolę odgrywali ppłk NKWD Bielajew, oficjalny doradca do spraw organizacji „polskiego” aparatu bezpieczeństwa, oraz ppłk Szklarenko, łącznik pomiędzy Radkiewiczem a organami NKWD na ziemiach polskich.

W końcu lipca 1944 roku z Moskwy przybyła do Chełma kolejna grupa operacyjna, w skład której wchodzili m.in.: kpt. Roman Romkowski, mjr sowiecki Mikołaj Orechwa, mjr Teodor Duda, Eleonora Kępa (osobista sekretarka Radkiewicza), Władysław Dominik oraz kpt. Julian Konar.

Po przeniesieniu na początku sierpnia 1944 roku siedziby władz bezpieczeństwa do Lublina, resort został zasilony przez członków grupy kujbyszewskiej (umundurowanych w granatowe spodnie i tzw. harmoszki, czyli buty z miękkimi, marszczącymi się cholewami) oraz mających sprawować ochronę urzędów 16 oficerów i podoficerów z Samodzielnego Batalionu Specjalnego i żołnierzy z 4 DP. Jednocześnie wraz z przesuwaniem się frontu na zachód kadrę resoru uzupełniono „sprawdzonymi” członkami PPR i AL, b. działaczami KPP oraz osobami prowadzącymi działalność wywiadowczą na rzecz Moskwy.

Tworząc struktury bezpieczeństwa oraz nasilając terror przeciwko działaczom polskich organizacji niepodległościowych, komunistyczne władze sięgały do „elementów rekrutujących się z najniższych – z punktu widzenia poziomu moralnego oraz świadomości narodowej i społecznej – warstw społeczeństwa. Element ten, przekonany o nadzwyczajnym awansie, był tej władzy wierny, co dawało jej siłę –  chociaż siła ta opierała się na przymusie psychicznym i strachu”.

Do aparatu bezpieczeństwa trafiali często zwykli bandyci oraz byli niemieccy kolaboranci. W tej sytuacji groteskowo brzmią słowa jednego sekretarzy PPR, który podkreślał, iż „nasza partia posłała do UB i MO najlepszych swych członków i najlepszych synów klasy robotniczej, chłopstwa i inteligencji pracującej, zahartowanej w bojach partyzanckich”. Prawdziwe są natomiast słowa innego przywódcy PPR, który wskazywał, iż organy bezpieczeństwa „dają nam gwarancję siły, bo nigdy nie sprzeniewierzą się naszej demokracji. Ludziom, którzy w nich pracują, nie zadrży nigdy ręka przy likwidowaniu wrogów i zdrajców narodu”.  

Niezwykle ważną rolę w tworzeniu aparatu bezpieczeństwa odgrywał sowiecki mjr Orechwa, szef wydziału personalnego, który dobierał odpowiednich kandydatów do służby – wedle Światły „człowiek, który łączy w sobie najgorsze cechy rosyjskie. (…) Nie potrafi się nawet uśmiechać, ma wiecznie na twarzy ostry i zły grymas. A poza tym jest butny, zarozumiały i chamski”.

Wszystkie najważniejsze stanowiska w resorcie zostały powierzone ludziom przebywającym w latach 1939-1944 w Związku Sowieckim, spośród których znaczna część była etatowymi pracownikami sowieckich organów bezpieczeństwa. Tylko nieliczni legitymowali się działalnością w PPR lub AL. W sprawozdaniu przesłanym przez polski wywiad do Londynu słusznie napisano, iż „personel WUBP można podzielić na dwie kategorie, kierowniczo-śledczy i wykonawczy. Kategoria pierwsza składa się z elementów zupełnie Rosji zaprzedanego, rekrutują się przeważnie z rzekomych Polaków z Rosji i Żydów. (…) Są to ludzie w 100% oddani Sowietom. W wykonaniu czynności chcą prześcignąć NKWD. Kategoria druga wykonawcza, przewidziana do aresztowań, ochrony, konwoju itp., składa się z elementu miejscowego, kompletowanego z najaktywniejszego aktywu PPR”.

W strukturze aparatu bezpieczeństwa najważniejszą rolę odgrywał Wydział Operacyjny (kontrwywiad), kierowany przez Romkowskiego, do którego zadań należało zwalczanie szpiegostwa, ujawniania „zdrajców narodu polskiego” oraz zniszczenie struktur wojskowych i cywilnych polskich organizacji niepodległościowych.

17 października 1944 roku na podstawie rozkazu nr 1 Radkiewicza został utworzona Szkoła Oficerów Bezpieczeństwa. Rozpoczęła ona swoją działalność 5 listopada 1944 roku w Lublinie, a jej murach kształciło się 200 słuchaczy. Kandydatów na oficerów dobierano wedle kryteriów klasowych oraz lojalności sowieckim mocodawcom.

Po przekształceniu na początku stycznia 1945 roku PKWN w Rząd Tymczasowy, resort bezpieczeństwa stał się Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, któremu podporządkowano Milicję Obywatelską oraz Wojska Wewnętrzne, przekształcone następnie w Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Od początku wszystkie struktury MBP znajdowały się pod ścisła kontrolą i nadzorem sowieckich władz bezpieczeństwa. Komendy UB były uzależnione i ściśle powiązane z ekspozyturami NKWD i kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”. Wedle informacji polskiego kontrwywiadu „we wszystkich PUBP jest co najmniej jeden doradca, a w WUBP kilku z ramienia NKWD, którzy kierują całą pracą UB i którzy mają bezwzględny wpływ na wszystkie zagadnienia tak polityczne, jak i społeczne, decydują o wszystkich aresztowaniach”.

Jakkolwiek instytucja doradców sowieckich przy MBP i Ministerstwie Administracji Publicznej oficjalnie powstała w lutym 1945 roku, na podstawie uchwały Państwowego Komitetu Obrony ZSRS (posiadali własny sztab, który mieścił się w ambasadzie sowieckiej w Warszawie), w rzeczywistości istniała od lipca 1944 roku, na mocy porozumienia PKWN a rządem sowieckim z 26 lipca 1944 roku w sprawie wzajemnych stosunków po wkroczeniu Armii Czerwonej na ziemie polskie.

Pierwszym doradcą przy MBP został I zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS gen. Iwan Sierow – „specjalista do spraw polskich” w NKWD. 16 października 1944 roku Sierow meldował Berii o wyznaczeniu „wykwalifikowanego pracownika do kontaktów roboczych i współdziałania z Wydziałem Bezpieczeństwa PKWN” z uwagi na to, iż resort ten „bardzo słabo prowadzi pracę agenturalno-operacyjną zarówno w mieście, jak i na wsi. Naczelnik wydziału Radkiewicz skarży się na małą ilość pracowników i ich niskie kwalifikacje”. Sierow informując o skierowaniu dodatkowych 15 funkcjonariuszy NKWD do „polskiego” resortu bezpieczeństwa, zwracał uwagę na przenikanie do jego struktur członków AK.

Sowieccy oficerowie umieszczeni w MBP w raportach kierowanych do moskiewskiej centrali informowali, że „polskie organy bezpieczeństwa są w znacznym stopniu zaśmiecone przez zdrajców, członków organizacji podziemnych, łapówkarzy, spekulantów i inny niebezpieczny element”. Zwracali przy tym uwagę, iż pracownicy MBP rekrutujący się z b. żołnierzy AK tworzą wewnątrz organów grupy antyrządowe i utrzymują łączność z podziemiem niepodległościowym, przekazując mu wiadomości o agentach i planowanych operacjach służby bezpieczeństwa. Mieli także brać udział w likwidowaniu funkcjonariuszy i informatorów MBP i NKWD.

Doradcy i pełnomocnicy sowieccy umieszczeni byli również jako oficerowie polscy w Głównym Zarządzie Informacji WP, polskich sądach wojskowych i prokuraturze. Struktura organizacyjna i kierunki działania powstałego w marcu 1945 roku Głównego Zarządu Informacji WP były bezpośrednio oparte na wzorach „Smierszu”. Z niego wywodziła się do jesieni 1945 roku praktycznie cała kadra tej przestępczej służby, z jej szefem sowieckim oficerem płk Piotrem Kożuszko. Zdecydowana większość dokumentów GZI w 1945 roku, wobec nieznajomości języka polskiego przez kadrę, sporządzona została w języku rosyjskim, co jednak – wedle raportów Sierowa – utrudniało prowadzenie pracy agenturalnej w WP.

Od początku swego istnienia wojewódzkie i powiatowe urzędy bezpieczeństwa publicznego pełniły funkcje pomocnicze wobec NKWD oraz „Smiersz”, przeprowadzając na zlecenie Sowietów aresztowania żołnierzy AK, BCh oraz NSZ, a także rozpracowując struktury Polskiego Państwa Podziemnego.

Początkowo najlepsi agenci UB szkoleni przez oficerów sowieckich pozostawali do ich wyłącznej dyspozycji. Sowiecki aparat bezpieczeństwa udzielał również pomocy przy usprawnieniu metod werbowaniu agentów i informatorów oraz wykorzystaniu agentury.

Kierownicy powiatowych i wojewódzkich urzędów bezpieczeństwa publicznego zobowiązani zostali także do sporządzania okresowych sprawozdań dla „Smiersz” oraz ekspozytur NKWD. Informowali w nich szczegółowo o stanie wyszkolenia podległych im funkcjonariuszy, zwerbowanej agenturze, przyjmowaniu nowych pracowników oraz prowadzonych operacjach przeciwko „faszystowskim bandytom”.

Sowieci jednak dokładnie weryfikowali przesyłane informacje. „Dla uzyskania bogatego materiału – napisano w raporcie do Londynu – korzystają ze źródeł WP, BP, PPR a także celem kontroli i sprawdzania wiadomości – posiadają własne wtyczki – ludzi bezwzględnie im oddanych i zaufanych”. Placówki „Smiersz” oraz NKWD miały we wszystkich urzędach bezpieczeństwa publicznego własnych agentów, donoszących o wszelkich przejawach nielojalności „polskich” funkcjonariuszy.

Dochodzenia i śledztwa prowadzone były przez pracowników UB w obecności doradców NKWD, którzy „przeglądali wszystkie sprawy. Ważniejsze sami prowadząc, względnie oddając do komórki NKWD”.

Urzędy bezpieczeństwa publicznego prowadziły działalność na podstawie ścisłych dyrektyw sowieckich władz bezpieczeństwa. Niejednokrotnie aresztowani przez UB ważni członkowie polskich organizacji niepodległościowych, którzy „przedstawiali znaczenie dla śledztwa”, byli przejmowani przez grupy operacyjne NKWD.

Po pewnym czasie „polskie” organa bezpieczeństwa w wyniku ścisłego przejmowania sowieckich metod pracy powoli zaczęły zyskiwać większą samodzielność, chociaż o jakiejkolwiek niezależności  nie mogło być mowy. W drugiej połowie 1945 roku w meldunku skierowanym do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie podkreślano, iż „metody pracy NKWD ulegają obecnie reorganizacji. Wszystkich aresztowanych bez względu na wagę sprawy dokonuje UB. Śledztwo prowadzone jest również przez bezpieczeństwo polskie i dopiero gdy okaże się, że sprawa zagraża bezpośrednio interesom sowieckim – przekazywana jest do NKWD. Jednakże w każdym UB znajdują się kontrolerzy NKWD, których obowiązkiem jest zaznajamianie się z bieżącymi sprawami. NKWD ma również prawo przeprowadzania przesłuchań aresztowanych Przez UB, ma prawo „wypożyczanie” więźniów w tym celu”.

Terror wobec społeczeństwa polskiego był podstawową metodą, zalecaną przez najwyższe władze partyjne. Wydział Organizacji Walki KC PPR nakazywał  „wszystkich tych, którzy działają przeciwko nam, niszczyć w sposób podany w okólniku z dnia 18 lutego 1945, z tym, ze każdy wypadek należy uprzednio zgłosić na ręce szefa NKWD danej miejscowości. W razie przejawów większej i nieuchwytnej działalności AK, w danym terenie należy wykonać ogólną pacyfikację. Wszystkie  przestępstwa, jakie zdarzają się w terenie, składać na rachunek AK. Nieszkodliwych a rozpoznanych akowców obserwować i starać się wygrać ich dla naszej Partii”.

Na odprawach w WUPB kierownikom powiatowych urzędów bezpieki polecano: wzmóc akcje inwigilacyjno-szpiegowskie „wśród ugrupować faszystowskich”, zwiększyć „cichą likwidację głównych działaczy opozycyjnych w terenie” oraz nasilić obserwację „ujawnionych dowódców AK oraz działalności kleru”.

MBP na wzór NKWD tworzył grupy dywersyjne złożone z członków PPR, którym nie wolno było brać udziału w oficjalnym życiu partii. Zadaniem tych grup, organizowanych według wzorów wojskowych, było zwalczanie partyzantki niepodległościowej, przeprowadzanie pacyfikacji oraz dokonywanie skrytobójczych mordów na działaczach niepodległościowych. „Do penetracji w terenie, – wskazywano w raporcie – celem zdobycia informacji o pracy konspiracyjnej, zostały rzucone przez KWB małe oddziały partyzanckie w sile 10-12 ludzi (…). Podszywają się pod firmę b. AK i powołując się na pseuda starych d-ców AK zyskują w terenie zaufanie ludności. Zapowiadając ponadto, ze rozpoczną likwidację UB i rozbrojenie MO, wyciągają od ludzi potrzebne informacje. Jest to metoda nowa i bardzo niebezpieczna”.

Oddziały „polskich” i sowieckich służb bezpieczeństwa dokonywały wspólnych pacyfikacji w całej Polsce. Akcje te szczególnie nasilone były na terenie województw białostockiego, lubelskiego, warszawskiego, krakowskiego i rzeszowskiego. „NKWD i KBW otacza – podkreślano w sprawozdaniu WiN – całe okolice, strzelając do uciekających, następnie wyciąga z domów wszystkich mieszkańców  sprawdzając dokumenty, rabując i kradnąc co się da. Bezpodstawnie aresztuje się wszystkich młodych mężczyzn, osadza w katowniach NKWD, gdzie sadystycznymi metodami wymusza się na nich wygodne zeznania”.        

Sowiecki aparat bezpieczeństwa przyczynił się także do oczyszczenia szeregów UB i MO z osób powiązanych z polskimi organizacjami niepodległościowymi. Jeden członków KC PPR jednoznacznie stwierdził: „Musimy mieć w bezpieczeństwie i milicji ludzi ślepo nam oddanych, inaczej sytuacji nie uda się opanować”.

Z kolei w dyrektywie władz partii dla MBP wskazano, iż „wchodzimy w ostrą fazę walki z reakcją. Nie wolno zmniejszać natężenia, lecz trzeba je nasilać. Od wyników pracy w tym okresie zależy przyszłość. Specjalny nacisk należy położyć na dobór ludzi w organach bezpieczeństwa. Do służby musi odejść z szeregów partii najbardziej bojowy i politycznie uświadomiony element. Min. BP wydało polecenie swoim podwładnym organom, aby w miejsce usuniętych funkcjonariusz przyjmować ludzi ze Związku Radzieckiego oraz zaopiniowanych przez partię aktywistów. Funkcjonariuszy mniej uzdolnionych, a pewnych politycznie ma się przesuwać w szeregi MO. Oczyścić zupełnie aparat z AK i z BCh , z wyjątkiem tych, którzy się dobrze zasłużyli demokracji”.

O ile więc w pierwszych miesiącach działalności „polskie” organa bezpieczeństwa były słabe i niedoświadczone, na co zwracał uwagę Sierow w swych raportach do Berii, to na jesieni 1945 roku ich struktury na tyle okrzepły, a kadry zostały właściwie przeszkolone przez sowieckich doradców , że mogły w większym stopniu podjąć się zadań związanych z pacyfikacją polskiego społeczeństwa i budowy totalitarnego ustroju w Polsce.

Wybrana literatura:
Aparat bezpieczeństwa w latach 1944-1956. Taktyka, strategia, metody, cz. I, lata 1945-1947
J. Łopuski – Losy Armii Krajowej na Rzeszowszczyźnie (sierpień-grudzień 1944). Wspomnienia i dokumenty
Teczka specjalna J. W. Stalina. Raporty NKWD z Polski 1944-1946
P. Kołakowski – NKWDE i GRU na ziemiach polskich 1939-1945
H. Dominiczak – Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990
T. Żenczykowski – Polska Lubelska 1944
Armia Krajowa w dokumentach

Godziemba • salon24.pl

KTO MORDOWAŁ POLAKÓW?

Katyń – rosyjska zbrodnia?

Znalezione obrazy dla zapytania zbrodnia katyńska plakat

A może Katyń – holokaust Polaków przygotowany przez Żydów.

W lipcu 1971r. Prasa zachodnia, szeroko rozpisywała się o wyznaniach polskiego żyda z Izraela niejakiego Abrahama Vidro.

Znalezione obrazy dla zapytania zbrodnia katyńska

Abraham Vidro wyznał, że :
1.) Komendantami obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie byli żydzi:
-Raichman
-Mierkułow
-Urbanowicz
2.) Kierownikami masowych egzekucji byli członkowie mińskiego komisariatu GPU: Lew Rybak, Chaim Finberg, Abraham Borisowicz
3.) Zbrodnię wykonali: Bogdan Zaharewicz, Kobulow, Begman, Elman, Estrin, Krongauz, Lejbkind, J. Raichman, Abakumow, Milstein (transport), Sierow, Abram Borysowicz, Lew Rybak, Chaim Finberg, major Joshua Sorokin, kapitan Aleksander Susłow, kapitan Samyun Tichonow.
Żadna z wyżej wymienionych osób nie była Rosjaninem!

To wszystko była ta sama nacja, ci sami ludzie, którzy zaczęli mordować Polaków od czasu gdy objęli rządy nad tymi ziemiami.

Bez powiedzenia tej prawdy, dalsze losy Polaków czy Rosjan są skazane na niepowodzenie!! Zarówno Rosja jak i Polska skażona jest obecnością Żydów i ich popleczników we wszystkich strukturach państwa. I to jest na pewno główną przyczyną konfliktów w polityce obu tych państw.

Podobny obraz

— Zbrodnie ludobójstwa:
– Katyń, Kozielsk, Starobielsk, Ostaszkowo, Kuropaty, Miednoje, Bykownia, Charkow.
— To żydowscy komisarze strzelali bezbronnym polskim oficerom w tył głowy!
— Zamordowanie w zamachu Generała Broni Władysława Sikorskiego.
— Po wojnie w strukturach przemocy, zbrodni i bezprawia: MBP / UB / SB / PZPR masowo prześladują, niszczą, znęcają się i mordują Polaków; patriotów polskich, katolików, polskich naukowców, polskich artystów i polskich kapłanów, polskich oficerów i polskich żołnierzy AK, WiN, ZWZ, i tak to trwa do dzisiaj !

Należy naciskać na Instytut Pamięci Narodowej aby jak najwięcej tych informacji zostało ujawnionych.

Podobny obraz

Warto również wspomnieć, że w roku 1994 lider partii „Rosyjska jedność Narodowa” Aleksander Barkaszow udzielił wywiadu dla „Życia Warszawy”. Mówił: „Wiem, jaką tragedią jest dla was sprawa katyńska, ale oświadczam: polskich oficerów nie rozstrzelali Rosjanie. Sprawdzaliśmy przynależność etniczną enkawudzistów – wykonawców wyroku. Wszyscy byli Żydami i wypełniali rozkazy sobie podobnych, stojących wyżej w ówczesnej hierarchii. Rosjanie są z natury przyjaźnie nastawieni do Polski”.

upadeknarodu.cba.pl

JB – stempel rp 2X96

Wojny szwedzkie – zorganizowana grabież dzieł z Polski i największy pożar w dziejach Wawelu

Magnus Stenbock pod Helsinborg, mal. Gustaf Cederström

10 sierpnia 1702 r. spłonął zamek na Wawelu, podpalony przez grabiące siedzibę królewską, wojska szwedzkie. Kilka dni wcześniej opuścił go wraz z niedobitkami swej armii – August II. Początkowo zamierzał bronić miasta, przygotowano się nawet oblężenia. Wzmocniono załogę, mieszkańcy gromadzili żywność, a z arsenału wydano 20 dział i ponad 1800 kul armatnich. Król jednak zmienił zdanie i wyjechał pozostawiając mieszkańców własnemu losowi. Nagły wyjazd wywołał panikę wśród ludzi, co zamożniejsi mieszczanie także zaczęli uciekać. Gdy Szwedzi byli już bardzo blisko, biskup kujawski Stanisław Szembek wywiózł insygnia koronne i część archiwum królewskiego do Saksonii.

W Krakowie jeszcze dobrze pamiętano Szwedów z czasów Potopu, gdy miasto zostało doszczętnie złupione, zniszczone i sterroryzowane przemocą. Nowa szwedzka okupacja nie miała się wiele różnić od poprzedniej. Niewielka polska załoga Wawelu pod dowództwem Franciszka Wielopolskiego – kilkuset żołnierzy piechoty i janczarzy –  poddała się bez walki, a do Krakowa weszły oddziały szwedzkie z Karolem XII. Komendantem miasta został generał Magnus Stenbock. Słynął on jako najzdolniejszy i najbezwzględniejszy egzekutor kontrybucji, doprowadzając system zdzierstwa do perfekcji. Stenbock natychmiast wezwał na Wawel członków krakowskiego magistratu i nakazał zebranie w ciągu kilku godzin 60 tysięcy talarów. Dla nikogo nie miał litości. Mawiał o sobie, że jest „gubernatorem, komisarzem i samym diabłem”. Szwedzi rozpoczęli dewastację i grabież zamku, a podczas tych upiornych godzin prawdopodobnie zaprószyli ogień, który przez nikogo na początku niegaszony rozprzestrzenił się i wzniósł niemal do nieba.

Tak wspominał świadek owych wydarzeń:

Zamek tuteczny tak strasznie zgorzał, że sklepienia pod dwoma piętrami będące nie wytrzymały, ale poupadały. Gorzał zamek całe trzy dni. Przez sobotę i niedzielę ustawicznie w Zygmunta na zamku bito, aby ogień ludzie zalewali, ale nie rychło, gdy summa ognia vis zawzięła się była na sobotę. Piętro drugie, alias niższe, które spodem bardzo od gruzu ognistego na sobie leżącego razem urwało się, za którego upadnięciem ludzie na tej sferze będący różnej kondycyji, jako księża, mieszczanie et alii wpadli tam i wielkim płomieniem ogarnięci zgorzeli tak, że kości zgorzały. Drudzy się chwytali krat żelaznych, ale i ich nie było sposobu ratować oprócz dwóch, którzy po strasznemu popaleniu non vivunt, kiedy ich tak na kratach wiszących księża dysponowali, a potem od ognie strasznie wybuchającego bardziej opaleni poupadali et igne consumpti. Wielki strach każdego człowieka bierze patrząc na tę sławną Jerozolimę w popiół obróconą. Kościół katedralny przeciw obroniono, tylko nie bez szkody w tem miejscu, kędy ciborium, bo w w tej stronie idące kaplice z blachy odarte były, co nie bez szkody mogło być i płomień z takiej bliskości poczynił szkody. Ludzie katedry bardzo pilnowali i wodą zalewali. Krucyfiks cudowny chciano wynieść i zapędzono się po kilkakroć po niego, ale nadaremno.

 

Przypomnieć należy, że konflikty zbrojne Rzeczypospolitej ze Szwecją skutkowały zawsze utratą wiele cennychdóbrkulturalnych – księgozbiorów, militariów i dzieł sztuki. Szwecja obłowiła się podczas trzech wypraw: za Gustawa Adolfa w latach 1626-1629, Karola X Gustawa w latach 1655-1657 i Karola XII w latach 1702-1709.
Szwecja była ubogim krajem, nadzieję na wzbogacenie się dzięki wojnie mieli więc wszyscy, od króla do prostego żołnierza. Marszałek polny Herman Wrangel pisał do swego syna Karola Gustawa Wrangla, również marszałka polnego: „Postaraj się zachować coś, tak jak to inni czynią – ten co zabiera ma coś”. 
Król Gustaw Adolf systematyczną grabież podczas wojen uznał za sposób na wzbogacenie królewskich kolekcji sztuki i bibliotek. Wprowadził w życie plan, który kontynuowali jego następcy. Szwedzki bibliotekarz i historyk Oskar Walde pisał, że już w fazie przygotowań wojennych cynicznie kalkulowano przyszłe zyski. Ustalano wysokość sum na utrzymanie armii, które się wyciśnie z najechanego kraju. W sztabie była zawsze ekipa fachowców, mających kierować eksterminacją zasobów kulturalnych zajętego kraju, np. całych bibliotek przeznaczonych już wcześniej do upatrzonych zbiorów w Szwecji. Gustaw Adolf, jako pierwszy na świecie, ustanowił urząd antykwariusza państwowego riksantiquario, któremu powierzył pieczę nad trofeami wojennymi. Wiedziano, że miasta będą podpisywać warunki kapitulacji, ale z góry nie zamierzano ich przestrzegać. Wszędzie stosowano podobną taktykę: najpierw nakładano wysoką kontrybucję, którą mieszkańcy pokryć mieli częściowo gotówką i kosztownościami, a jeśli nie udało się zebrać sumy, albo nawet mimo dostarczonego haraczu, urządzano rewizje po domach i zabierano wtedy już wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Podobnie czyniono z kościołami i klasztorami.
W czasach Potopu szwedzcy zarządcy Krakowa wywieźli ze sobą olbrzymie wozy pełne zagarniętych dóbr. Arvid Wittenberg zabrał 50 furgonów łupów. Paweł Würtz rozbijał domy, a ich wystrój sprzedawał. Wawel i katedra łupione były ośmiokrotnie. Nie pozostawiono w spokoju grobów królewskich – połaszczono się nawet na dwa srebrne gwoździe z trumny Władysława IV. Konfesja św. Stanisława Ołtarz Ojczyzny była przez Würtza osobiście obdzierana ze srebrnych blach.
Z Warszawy Szwedzi wywieźli kilka statków zdobyczy. Część z nich zatonęła i jeszcze do tej pory archeolodzy znajdują na dnie Wisły złupione przedmioty.
Za czasów Karola XII 12 żołnierzy ze szwedzkiej wsi Nashult na własnych plecach niosło podzielony między siebie średniowieczny ołtarz, tryptyk z malowaną predellą, rzeźbioną szafą ołtarzową i dwoma skrzydłami wewnątrz rzeźbionymi, zewnątrz malowanymi, zdobycz z jednego z polskich kościołów. Zanieśli go najpierw do Gdańska, a po przepłynięciu Bałtyku i przybyciu do portu szwedzkiego w Kalmarze, doszli aż do rodzinnej wsi Nashult w Smalandii, gdzie ołtarz znajduje się do dnia dzisiejszego.
Magnus Stenbock pisał do żony:

To co używane możesz zatrzymać, mój Aniele, resztę sprzedać za gotówkę. Nie zapomniałem też o pościeli i postaram się przesłać 4 wytworne łóżka na dwie osoby, oraz 4 ditto prostsze, lecz jednak pańskie. Zwyczajną pościel dla służby możesz mój Aniele, przecież dostać w Szwecji.

 

Z Sokala marszałek zabrał 23 skrzynie pełne sreber i paramentów kościelnych, zwiezionych tam między innymi z Litwy dla zabezpieczenia ich przed grabieżą. Posłał je do domu i rozdał kościołom. Donacje cennego zrabowanego sprzętu liturgicznego trafiły do świątyń w Uppsali, Linkoping, Vosteras, Strangna; oraz kościoła Riddarholm w Sztokholmie. W wypadku Stenbocka wojna miała opłacić wszystko – pisał jego biograf Zygmunt Łakociński – począwszy od zakupu posiadłości wiejskiej i miejskiej, przez kompletne umeblowanie i wyposażenie w sprzęt domowy, a nawet dostarczyć kuchni ciekawych przepisów kulinarnych, jak choćby sposobu kiszenia ogórków. Dlatego szczególną wartość przedstawiały broń polska, ubiory, rzędy końskie, i wszelkie cenne tkaniny.

Po wojnach ze Szwedami, Polska utraciła zasoby 67 bibliotek i 17 archiwów, ponadto wielu dzieł sztuki, a nawet kamiennych ozdób architektonicznych np. dwa kamienne lwy z pałacu Kazanowskich w Warszawie, zdobią do dziś przedproża zamku królewskiego w Sztokholmie. To czego Szwedzi nie mogli zabrać, wysadzali w powietrze lub podpalali. W ruinę obrócili liczne zamki i pałace, kościoły i klasztory, miasta i wsie. Magnus Stenbock jest jednym ze szwedzkich bohaterów narodowych.

Źródło: nimoz.pl
JB – stempel rp 2X96

WBH przekazało MON dokumenty dotyczące domu, w którym mieszkał Jaruzelski

/ By colasito77 – http://www.flickr.com/photos/xaviercolas/3861913632/, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12793577

Wojskowe Biuro Historyczne przedstawiło szefowi MON Antoniemu Macierewiczowi dokumenty dotyczące nieruchomości przy ul. Ikara 5, z których wynika, iż przejął ją w sierpniu 1972 r. Wojskowy Stołeczny Zarząd Budynków Mieszkalnych.

Wojskowe Biuro Historyczne poinformowało o tym na Twitterze.

Min. Macierewiczowi przedstawiono kluczowe dokumenty o przejęciu przez MON willi przy ul. Ikara 5, odnalezione w zasobie archiwalnym WBH.

 

– napisano.

Pod wpisem opublikowano m.in. wniosek o przekazanie budynku. Z jego treści wynika, że chodzi o dwukondygnacyjny budynek, o powierzchni 120 m2 wraz z ogrodem.

Przekwaterowania zamieszkałych w tym budynku pięciu rodzin wojsko dokonało we własnym zakresie.

 

– czytamy w dokumencie. Pod pismem podpisany jest główny kwatermistrz Wojska Polskiego gen. Mieczysław Obiedziński, adresatem jest przewodniczący prezydium stołecznej Rady Narodowej.

WBH upubliczniło też decyzję w tej sprawie. Dokument datowany jest na 13 września 1972 r. Na jego mocy willa przekazana zostaje Ministerstwu Obrony Narodowej „z przeznaczeniem dla Wojskowego Stołecznego Zarządu Budynków Mieszkalnych”.

Przekazanie nastąpiło bez ustalenia obowiązku ponoszenia rocznej opłaty z tytułu użytkowania terenu.

 

– wynika z dokumentu.

W poniedziałek radny warszawskiego Mokotowa Jacek Ozdoba poinformował, że złożył interpelację do władz dzielnicy i miasta, w której prosi o udostępnienie informacji związanych z okolicznościami przejęcia willi Przedpełskich przez Jaruzelskiego. Uważa, że nieruchomość powinna jak najszybciej wrócić do prawowitych właścicieli. Radny chce też, aby władze stolicy zapytały Wojskowe Biuro Historyczne i Instytut Pamięci Narodowej, czy w ich archiwach znajdują się dokumenty ukazujące proces przejmowania willi oraz czy są tam archiwalia dotyczące operacji prowadzonych przez Służbę Bezpieczeństwa wobec rodziny Przedpełskich.
Ozdoba poinformował, że dom został odebrany rodzinie na mocy dekretu Bieruta po II wojnie światowej. Generał do willi wprowadził się w 1973 r., odkupił ją od Skarbu Państwa w 1979 r.

Źródło: dzieje.pl, Twitter/WBH
JB – stempel rp 2X96

Uspokojenie w społeczeństwie nastąpi, gdy osoby odpowiedzialne za 10/04 poniosą odpowiedzialność karną

NASZ WYWIAD. Janusz Walentynowicz

autor: fot. M. Czutko
autor: fot. M. Czutko

JB – stempel rp 2X96

11 sierpnia 1937 r. – rozpoczęcie „operacji polskiej”. Zamordowano wówczas ponad 110 tysięcy Polaków!!!

W czasie „wielkiego terroru” w ZSRR w latach 30. XX w., kiedy to w efekcie zaplanowanych i zorganizowanych represji zamordowano miliony niewinnych ludzi, Polak mieszkający w ZSRR miał 31 razy większą szansę być rozstrzelanym niż wynosiła średnia dla innych grup narodowościowych w tym okresie.

zrzut ekranu – Youtube.com
Leszek Masierak

Polak, czyli winny

11 sierpnia 1937 roku Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR Nikołaj Jeżow wydał rozkaz rozpoczęcia „operacji polskiej”. Na jego podstawie w kolejnych dwóch latach zamordowano ponad 110 tysięcy Polaków – obywateli radzieckich. Prawie 30 tysięcy trafiło do obozów Gułagu, ponad 100 tysięcy deportowano na Syberię i do Kazachstanu. Jedynym ich „przewinieniem” była narodowość polska.

Znalezione obrazy dla zapytania CZEKISCI

FOTO: ARCHIWUM

Po pokoju ryskim (marzec 1921 r.) poza wschodnimi granicami nowo powstałej Rzeczypospolitej pozostało około miliona Polaków. Spore ich grupy mieszkały w Leningradzie i Moskwie, ale głównymi skupiskami polskiej ludności były Ukraina i Białoruś. W niektórych najbardziej wysuniętych na zachód obwodach Ukrainy Polacy stanowili jedną dziesiątą ludności.

Formowanie „nowego Polaka”

W początkowych latach istnienia ZSRR w rosyjskiej polityce wewnętrznej pojawiła się zasada tak zwanej korienizacji, polegająca na przyznawaniu uprawnień nierosyjskim narodom zamieszkującym kraj. Zasada ta legła u podstaw powstania wielu autonomicznych jednostek administracyjnych – republik, obwodów, rejonów narodowościowych. Jednocześnie po porażce w wojnie z Rzeczpospolitą włodarze ZSRR zdali sobie sprawę, że „nacjonalnyj wopros” może być olbrzymią przeszkodą w przenoszeniu rewolucji do innych państw Europy. Polacy najpierw byli Polakami, a dopiero później robotnikami czy chłopami. Postanowiono więc wychować swoich, radzieckich Polaków, którzy w dalekosiężnych planach Stalina i spółki po zajęciu Rzeczpospolitej stanowić mieli podstawę kadr nowej, komunistycznej republiki polskiej.

tysol.pl
JB – stempel rp 2X96

„Bijcie, mordujcie bez ograniczenia. Lepiej zbyt wielu niż za mało”. 80 lat temu wydano rozkaz likwidacji Polaków

Zdjęcie z 1937 r., które przedstawia Woroszyłowa, Mołotowa, Stalina i Jeżowa wizytujących Kanał imienia Moskwy. Fotografia została później tak zretuszowana, by Jeżowa nie było na niej widać. / tate.org.uk / https://en.wikipedia.org/wiki/Public_domain

Rozkaz eksterminacji Polaków, przed jego wydaniem 11 sierpnia 1937 r. przez szefa NKWD Nikołaja Jeżowa, zaakceptowało Biuro Polityczne Komitetu Centralnego WKP(b) z Józefem Stalinem na czele. „Bijcie, mordujcie bez ograniczenia. Lepiej zbyt wielu niż za mało” – brzmiało polecenie Jeżowa. Likwidacji poddano między innymi działaczy polonijnych, nauczycieli, urzędników, księży, zamożniejszych rolników, pracowników służby leśnej i rzemieślników. „To było wielkie ludobójstwo na narodzie polskim” – podkreśla prezes IPN Jarosław Szarek.
W wyniku operacji polskiej prowadzonej przez NKWD w latach 1937-38 zamordowało co najmniej 111 tys. Polaków żyjących w ZSRS.

Prezes IPN podkreśla, że historycy są zgodni, co do tego, że wielki terror „złamał kręgosłup narodów tworzących Związek Sowiecki”.

CZYTAJ WIĘCEJ: Tak Stalin chciał wymordować Polaków. Historycy ujawniają: „Operacja bliska wyniszczenia narodu”

– Polacy stali się ofiarą dlatego, że w sposób szczególny stali na straży dwóch rzeczy – własności ziemi (…) i siły duchowej. Przed 80 laty szef sowieckiego NKWD Nikołaj Jeżow podpisał rozkaz nr 00485. Za tymi cyframi nic nie mówiącymi kryje się wyrok śmierci na co najmniej 111 tys. rodakach, a niektórzy historycy mówią o 200 tys. ofiar. To było wielkie ludobójstwo, które utonęło w tym ogromie zbrodni czasu Wielkiego Terroru.

Ta nieludzka zbrodnia na tylu tysiącach naszych rodaków zupełnie nie funkcjonuje w świadomości społecznej. Gdyby państwo wyszli na ulicę i zrobili sondę: jaki procent Polaków wie, czym była tzw. operacja polska, to nie wiem, czy byłby jakiś promil – powiedział Szarek, przypominając, że w latach 30. z rąk NKWD Polacy ginęli obok przedstawicieli innych narodowości, także Rosjan.

Jednocześnie prezes IPN zwraca uwagę, że wiedza o zbrodni popełnionej na Polakach 80 lat temu funkcjonuje jedynie w środowisku historyków, dlatego – jego zdaniem – musi ona wyjść poza sferę badań naukowych. Jak podkreślił Szarek, celem „operacji polskiej” było „stworzenie nowego, sowieckiego człowieka”.

– Polacy stali się ofiarą szczególną. Polacy byli tą grupą, która była w sposób najliczniejszy mordowana. Jeden z historyków obliczył, że mordowani byli oni 31 razy częściej niż przedstawiciele innych narodów. Minęło 80 lat i dzisiaj, gdy przyjeżdżamy do Żytomierza i sąsiednich wiosek, tam brzmi nadal mowa polska.

Tam rodzą się Polacy i to jest – myślę – największe przesłanie, że mimo takiej zbrodniczej polityki, Polski nie dało się zabić. To jest siła polskości i po to upamiętniamy tych ludzi. To jest nasze zobowiązanie – podkreślił prezes IPN.

W związku z 80. rocznicą operacji polskiej NKWD 1937 – 1938 o godzinie 18:00 w Przystanku IPN w Warszawie odbędzie się dyskusja historyczna na ten temat.

Źródło: niezalezna.pl
JB – stempel rp 2X96