Skąd elity III RP?

Dlaczego to za trudne zadanie dla socjologii

W zeszłym tygodniu opublikowałem w „Gazecie Polskiej” tekst „Ojca się nie wybiera. Ale naród może wybrać swoje elity”. Po udostępnieniu tekstu w sieci na Salonie24 podyskutowano sobie. Jak to bywa w debatach internetowych – mocno i na temat. Ale przy okazji odsłoniło się coś ważnego.

W tekście mówiłem o pewnej socjologicznej oczywistości: „Kształt każdego społeczeństwa w istotnej mierze jest wyznaczany przez jego elity. A kształt każdej elity przez jej rodzinne zakotwiczenie”. Dalej wyprowadziłem tezę ciut mniej już banalną, odnoszącą się do naszej sytuacji: „Nie zrozumiemy niektórych problemów polskiego społeczeństwa, np. nie zrozumiemy dość daleko posuniętej dezintegracji naszego narodu, jeśli nie przyjrzymy się, z jakiego tła rodzinnego: kulturowego, politycznego, zawodowego, ideologicznego pochodzą przedstawiciele elit”. Wskazałem też (co w demokracji dziwić nie powinno), iż potrzebna jest „jawność mechanizmów tworzenia elit”.

Wreszcie postawiłem też tezę może kontrowersyjną: „To samo, co jest źródłem życiowego powodzenia elity postkomunistycznej, jest też – jak się zdaje – źródłem niepowodzenia wielu grup społeczeństwa polskiego. Wielu potomków elit wasalnych, narzuconych Polsce przez Związek Radziecki, to osoby kreujące przekazy w mediach. Przekazy sugerujące, co jest, a co nie jest prawomocne, naturalne, normalne, o czym wypada i o czym nie wypada publicznie rozmawiać”.

Posługując się instrumentami socjologicznymi, zająłem pewne stanowisko w debacie publicznej: stwierdziłem, że chociaż nikogo nie można winić za jego rodziców, to obywatele powinni mieć orientację, czy rządzą nami takie elity, które czują się ze swoim krajem i jego tradycją związane. Dodałem też, iż polskie nauki społeczne sprawę odziedziczenia wyróżnionej pozycji społecznej przez elity, zwłaszcza medialne, III RP niedostatecznie badają.

Głębiej zrozumieć źródła tej sytuacji pomógł mi wpis prof. Wojciecha Sadurskiego: „A może zamiast zaglądać do rodowodów i badać PRL-owskie korzenie rodziców i krewnych znanych dziennikarzy III RP, lepiej przyjrzeć się bezpośrednio PRL-owskim korzeniom znanych publicystów (a nie ich tatusiom i mamusiom), dziś aktywnych, a którzy żyli jak pączki w maśle w PRL, nierzadko działając w PZPR, pracując w partyjnych przekaziorach, i sławiąc marksizm-leninizm: Krzysztof Czabański, Darski-Targalski, Krystyna Grzybowska, Marcin Wolski, Waldemar Łysiak, Andrzej Zybertowicz… To taka metodologiczna sugestia dla »socjologa«”. Wielu innych dyskutantów wypowiadało się w podobny sposób.

Pouczający to sposób rozumowania. Po pierwsze, zdaniem prof. Sadurskiego nie należy myć rąk, ale nogi. Jednak moim zdaniem oba pola refleksji są ważne: badania peerelowskich rodowodów elit III RP oraz peerelowskich korzeni publicystów kontestujących III RP, a nie tylko ich rodziców. Po drugie (wypowiadam się tylko w swoim imieniu), profesorski rozum, hasając sobie interpretacyjnie, powinien jednak mieć elementarny szacunek dla faktyczności. A z tym u prof. Sadurskiego nie za dobrze.

Zatem garść faktów: nie pochodzę z rodziny o korzeniach (i zasobach) komunistycznych. Pewne uwagi o moim tle rodzinnym są w książce „Pociąg do Polski”. W życiu pewnie niemało błądziłem, ale nie na tyle, by zostać członkiem PZPR (sugestia prof. Sadurskiego) lub np. studiować marksizm-leninizm w Rostowie nad Donem (stale kursujący w internecie zarzut gen. Marka Dukaczewskiego – który mnie potem publicznie przeprosił za podanie, jak powiedział, „niesprawdzonej informacji”). W 1983 r. opublikowałem w Zeszytach Naukowych UMK – gorliwie przypominany, ale chyba nigdy nieprzeczytany, przez niektórych internautów – artykuł pt. „O obiektywnej funkcji społecznej ruchu robotniczego i ideologii marksistowskiej w XIX wieku”, w którym posłużyłem się językiem marksizmu dla… krytyki jednej z tez ówcześnie panującej ideologii. Nie byłem zatrudniony w żadnych „partyjnych przekaziorach” ani w nich nie publikowałem. Od 1977 r., gdy podjąłem pierwszą pracę zawodową, aż do 2004 r., gdy zostałem zatrudniony w jednej z uczelni prywatnych, jedynym moim miejscem pracy był Uniwersytet Mikołaja Kopernika. W latach 1977–1989 najpierw byłem asystentem, a od 1986 r. adiunktem w Instytucie Nauk Społecznych.

W pewnym sensie żyłem jak pączek w maśle – gdyż miałem okazję do sporej swobody dyskutowania nie tylko o sprawach bieżących, ale także ostatecznych, jako że uczyłem filozofii. Publicystykę polityczną podjąłem w okresie pierwszej Solidarności; jakość moich analiz można oceniać surowo, ale już nie motywacje. Tu muszę po-Michniczyć..: w ramach mego maślanego pączkowania w starym systemie lato 1982 r. spędziłem w areszcie śledczym w Toruniu – w następstwie mojej podziemnej aktywności. Widać zatem, iż prof. Sadurski rozumuje sobie tyleż słusznie, co bezpodstawnie.

A teraz wróćmy do meritum. Dlaczego polscy socjologowie nie badają różnych ważnych, strukturalnych mechanizmów postpeerelowskich, które paraliżują potencjał rozwoju dzisiejszej RP? Hipoteza: może obawiają się tego, co przydarzyło mi się po ubiegłotygodniowym tekście dla „Gazety Polskiej”. Wielu przedstawicieli polskich nauk społecznych było o wiele głębiej zanurzonych w PRL niż ja. Wielu profesorów obawia się spotkać swoich dzisiejszych Sadurskich i nie zabiera się za ważne, politycznie drażliwe (choć niekoniecznie trudne metodologicznie) tematy. To wywiera paraliżujący wpływ na ich uczniów. I tak nauki społeczne ze szkodą dla samowiedzy społeczeństwa koncentrują się na badaniu tematów modnych i bezpiecznych.

Ale zostawiając własną przeszłość, mnie interesuje teraźniejszość mojego narodu. Elity współkreują przestrzeń symboliczną, przestrzeń tego, co słuszne lub nie. To od elit zależy jakość debaty publicznej – w tym np. stopień jej palikotyczności. W Polsce, nie tylko w mojej ocenie, istotna część elit nie czuje się związana z tradycją, wartościami, schematami myślowymi swojego narodu. Wobec kogo jest wtedy lojalna? Uważam, że o tym warto nie tylko dyskutować, ale i badać mechanizmy i powiązania wyrastające z przeszłości.

Andrzej Zybertowicz • GAZETA POLSKA
Autor jest profesorem w Instytucie Socjologii UMK. Ostatnio wydał książkę
„Pociąg do Polski.Polska do pociągu”, Wydawnictwo Prohibita.

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s