Historia z wdową po Kiszczaku odsłania sześć ważnych, patologicznych obciążeń III RP

Po 1989 r. nie doszło do odcięcia się od PRL, co oznacza, że nie tylko dziadkowie z UB, ale też ich wnuki świetnie się mają i to oni w dużym stopniu organizują „ruch oporu” przeciw obecnym władzom.

Szarża Marii Teresy Kiszczak na IPN z częścią sekretnego archiwum jej męża może mieć sporo pożytecznych skutków. I to niezależnie od tego, czy to wszystko jest jakąś mistyfikacją, grą, początkiem licytacji „lepszych” dokumentów, straszeniem kogoś, zemstą, działaniem na polecenie kogoś znacznie ważniejszego niż pani Kiszczakowa czy też objawem jej demencji albo słabego rozgarnięcia. Czasem coś rozwija się inaczej niż ktoś zaplanuje i dziwaczna historia z wdową po pierwszym esbeku drugiej odsłony PRL może tak się potoczyć. Nawet wtedy, gdy sprawa Kiszczakowej okaże się mniej poważna niż się obecnie wydaje. Ale pewne procesy ruszą i nie dadzą się odkręcić.

Po pierwsze, incydent z Kiszczakową wskazuje na to, że różne osoby mają różne dokumenty dotyczące ciemnej historii budowniczych PRL i III RP, wykradzione z archiwów. Co oznacza, że te dokumenty nie zostały spalone czy przemielone. Teraz chodzi o to, żeby odpowiednie instytucje przygotowały listę ewentualnych posiadaczy „skarbów” i zaczęły na poważnie je odbierać, a przynajmniej ich szukać. Te „kwity” mogą istotnie wzbogacić najnowszą historię Polski i wyjaśnić sporo jej tajemnic, w tym różne mniej czy bardziej błyskotliwe kariery, a przynajmniej pokazać prawdziwe sprężyny tych karier.

Po drugie, dziwna historia z Marią Teresą Kiszczak, a właściwie z archiwum jej męża dowodzi, że nikt w III RP nie chciał realnie przycisnąć ojców założycieli III RP. Co oznacza, że nie było woli pozbawienia ich statusu świętych krów, mimo że mieli wiele na sumieniu, a często i krew na rękach. Kiszczak nie musiał chyba nawet chować swego archiwum, bo wiedział, że nikt po nie nie przyjdzie. Po prostu się nie odważy. I to fatalnie świadczy o III RP. Za czymś takim musiała bowiem stać jakaś umowa i mimo zmian władzy ta umowa była respektowana. A to z kolei oznacza, że żyliśmy (i pewnie wciąż żyjemy) w chorej rzeczywistości równie chorych uwikłań, zobowiązań i zastraszeń.

Po trzecie, wciąż są ludzie, którzy dzięki wykradzionym ubeckim papierom mają „trzymanie” na innych ludzi. I część tych osób jest przez tych mających haki sterowana. Dla dobra wszystkich i dla dobra państwa tych szantażowanych trzeba uwolnić, a tych szantażujących pociągnąć do odpowiedzialności. Uwolnić, to nie znaczy zrehabilitować, ale sprawić, że przynajmniej będziemy wiedzieć, czy ktoś robił różne rzeczy, bo musiał, czy sam z siebie. To ważne i dla bezpieczeństwa państwa, i dla publicznej moralności. Warto wiedzieć, czy ktoś robił różne świństwa zdalnie sterowany, czy po prostu miał taki charakter. To samo dotyczy podejmowania strategicznych albo tylko ważnych decyzji.

Po czwarte, niektóre autorytety III RP są od początku do końca stworzone przez ubecję i wstawione w ważne miejsca życia publicznego czy gospodarki. A potem te wykreowane autorytety robiły różne dziwne i paskudne rzeczy, bo były do tego zobowiązane. Przez różne prywatne archiwa, takie jak to Kiszczakowe. Skądinąd jego ważna część może się nie znajdować w warszawskim domu, ale np. w daczy czy czymś podobnym. To oznacza, że niektóre hierarchie autorytetów i hierarchie prestiżu są czystą ubecką konstrukcją, ze wszystkimi tego destrukcyjnymi skutkami. Szczególnie wtedy, gdy dotyczy to ludzi nauki, luminarzy kultury czy osobistości społecznego zaufania. Jeśli się czasem zastanawialiśmy, co się z tymi ludźmi niedobrego dzieje, to odpowiedź może być całkiem prosta.

Po piąte, różne wykradzione czy wyniesione archiwa były podstawą silnych, choć trudnych do przejrzenia zależności między ludźmi. Innymi słowy – tworzyły coś w rodzaju mafijnej struktury. A ponieważ chodziło raczej o ludzi wpływowych i ustawionych, takie mafijne struktury mogły mieć dużą siłę przebicia i decydować o wielu ważnych sprawach: od awansów przez kontrolę ważnych instytucji po decyzje przeliczalne na duże pieniądze i dalekosiężne skutki. Dotarcie do archiwów czy tylko ich części mogłoby te mafijne struktury rozwalić, a przynajmniej je zneutralizować. O dobroczynnych tego skutkach nie warto nawet wspominać.

Po szóste, sprawa Kiszczakowej dowodzi, że dla państwa wciąż istotne jest zerwanie z pozostałościami PRL, odcięcie się od republiki okrągłego stołu. Nie da się już przeprowadzić klasycznej dekomunizacji i deubekizacji, ale warto to zrobić nawet w jakiejś okrojonej formie. Powinno się przeciąć te wszystkie nici wiążące stary system i jego patologie z obecną Polską. Inaczej to wszystko będzie gniło, brzydki zapach wciąż będzie się rozchodził, a obszar zakażenia nie malał. Odzyskanie archiwów może być ważnym krokiem w kierunku zatrzymania choroby i rozpoczęcia leczenia. W III RP nigdy nie doszło do odcięcia się od PRL, co oznacza, że nie tylko dziadkowie z UB, ale też ich wnuki świetnie się mają i to oni w dużym stopniu organizują „ruch oporu” przeciw obecnym władzom. To zresztą zrozumiałe: walczą o życie i utrzymanie przywilejów. Ale nie bez znaczenia jest też solidarność tych środowisk, mająca solidne „resortowe” podstawy.

Historia z wdową po Kiszczaku może się okazać katalizatorem całej serii pozytywnych zmian. Może, ale nie musi. Bo to nieoczekiwane wydarzenie całe to „resortowe” towarzystwo może skonsolidować i zmobilizować. A nieresortowi mogą się z kolei okazać zbyt wyrozumiali czy też zlekceważą nadarzającą się okazję. Tak już wcześniej kilka razy było w ponad 26 latach dziejów III RP. Ale czy „resortowi” zawsze muszą być górą?

Stanisław Janecki • wpolityce.pl
fot. youtube

z archiwum strony:
Lech Zborowski, 2009.04.10 21:53

Tajemnice piwnicy Marszałka Borusewicza

Pan Marszałek pomija całkowitym milczeniem fakt, ze dokumenty na swój temat ma w swoich rękach już od czasów, kiedy nikt z nas nie miał do nich żadnego dostępu. Co więcej, był on w posiadaniu dokumentów na temat wielu innych osób, w tym swoich WZZtowskich kolegów w czasie, kiedy oni sami nie wiedzieli, ze takie dokumenty istnieją. Chciałbym, aby pan Marszałek równie publicznie jak atakuje IPN odpowiedział jak wszedł w ich posiadanie. przeczytaj cały artykuł

 JB – stempel rp 2X96

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s