Dzień: 9 sierpnia 2017

Operacja Antypolska. 80 lat temu zaczęło się ludobójstwo na Polakach

Operacja Antypolska. 80 lat temu zaczęło się ludobójstwo na Polakach

Ludobójstwo Polaków przeprowadzono w trybie pozasądowym stosowanym w ZSRR od 1936 roku i stale wówczas „udoskonalanym”. Nie było żadnych wyroków ani orzekania o jakiejkolwiek winie! Nikt nie został skazany a podstawę do wykonania rozkazu Stalina stanowiło zakwalifikowanie według określonych kategorii – mówi dr Tomasz Sommer, autor książki „Operacja Antypolska NKWD 1937-1938”.

  11 sierpnia 1937 to symboliczna data rozpoczęcia „Operacji Polskiej NKWD”. Tą datą jest opatrzony bowiem „Rozkaz operacyjny ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRS N.I. Jeżowa Nr 00485”, który ostatecznie przesądził o ludobójstwie Polaków żyjących w Związku Sowieckim.

Właściwie, to wszystko rozpoczęło się mniej więcej trzy miesiące wcześniej. Mordowano przede wszystkim członków różnych organizacji komunistycznych, przede wszystkim Komunistycznej Partii Polski. Oprócz tego miały miejsce, zwłaszcza na Ukrainie, działania związane z kontynuacją trwających tam od 1933 roku procesów wojskowych przeciwko Polskiej Organizacji Wojskowej (POW).

Nie mniej jednak ludobójstwo Polaków wystartowało „na poważnie” właśnie 11 sierpnia 1937.

Dlaczego w przeciwieństwie do „oficjalnego nazewnictwa” o masakrze Polaków w latach 1937-1938 na terenie ZSRR mówi pan „Operacja Antypolska”?

„Operacja Polska” to nazwa nadana przez historyków i używana w pewnej korespondencji. Proszę jednak sobie wyobrazić, co by było, gdyby nazwał Pan Holocaust „Operacją Żydowską”. Zostałby Pan w najlepszym wypadku posądzony o antysemityzm.

Dlatego też uważam, że nazywanie ludobójstwa Polaków w ZSRR w latach 1937-1938 „Operacją Polską” jest niepoważne, bowiem określenie to sugeruje, że to Polacy coś zrobili, i że było jakieś działanie o charakterze polskim.

Mord Polaków dokonany przez NKWD nie jest działaniem ani o charakterze polskim ani nie świadczy o tym, że to Polacy coś zrobili. W związku z tym uważam, że nazwanie tego wszystkiego „Operacją Antypolską” jest jak najbardziej trafne i uzasadnione.

Jak całe to ludobójcze mordercze przedsięwzięcie wyglądało od „strony technicznej”?

Najkrócej rzecz ujmując: wydano odpowiednie dokumenty w trybie administracyjnym i przystąpiono do mordowania. Polaków mordowano razem z ofiarami innych „Operacji”.

W momencie, w którym Polacy zostali zakwalifikowani do zamordowania, „wrzucano” ich do szerokiego zbioru eksterminowanych. Ci, którzy wykonywali wyroki śmierci nie wnikali, z jakiego powodu ktoś ma zostać zamordowany. Po prostu naciskali na spusty.

Oficerowie NKWD nie tylko mordowali. Z Pana książek wynika, że na porządku dziennym były również kradzieże i rozboje.

Jak najbardziej, ale nie to było najgorsze, tylko całkowita konfiskata mienia zapisana w rozkazach operacyjnych. Innymi słowy: gdy kogoś mordowano, to jednocześnie zabierano mu cały majątek a jego bliskich wyrzucano z domu.

Same rodziny traktowano zgodnie z trybem kolejnego rozkazu operacyjnego 00486 zgodnie z którym żony tzw. „wrogów ludu” miały trafić do obozów dla dorosłych a dzieci do obozów koncentracyjnych dla dzieci przerobionych później na coś w stylu sierocińców. Z uwagi na ogromną skalę tych represji nie udało się ich w pełnie przeprowadzić. Szacuje się, że taki los spotkał 8 proc. polskich kobiet i dzieci.

Czy istnieje jakaś podstawa prawna, wyroki sądów na mocy których można było „legalnie” mordować Polaków?

Ludobójstwo przeprowadzono w trybie pozasądowym stosowanym w ZSRR od 1936 roku i stale wówczas „udoskonalanym”. Nie było żadnych wyroków ani orzekania o jakiejkolwiek winie! Nikt nie został skazany a podstawę do wykonania rozkazu Stalina stanowiło „zakwalifikowanie” według określonych kategorii.

W jaki sposób odbywała się ta „kwalifikacja”?

Przeprowadzano ją na podstawie siedmiu kategorii. Trzeba podkreślić, że w ani jednej z nich nie pada słowo „Polak”. Kategorie mówiły bowiem m.in. o „członkach POW”, „polskich elementach terrorystycznych i kontrrewolucyjnych” czy też „najbardziej aktywnych osobach nastawionych antysowiecko z rejonów Polski itd.”. Jednak po nałożeniu ich wszystkich na siebie widać wyraźnie, że obejmowały one niemal wszystkich mieszkających w ZSRR Polaków.

Podobnie rzecz się miała z Holocaustem. Przecież nie ma żadnego dokumentu, gdzie jest napisane wprost: „wybić wszystkich Żydów”. Niemcy mordując ich używali różnego rodzaju sformułowań jak np. „ostateczne rozwiązanie”. Tak samo jest w przypadku „Operacji Antypolskiej”. Nie napisano wprost „zabić wszystkich Polaków” a jedynie wymieniono „kategorie wrogów ludu”.

Jak wyglądały egzekucje?

Tak jak w Katyniu – oficerowie NKWD strzelali Polakom w tył głowy.

Co potem robiono ze zwłokami eksterminowanych? Przecież było ich kilka razy więcej niż ciał polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.

Nawet kilkanaście razy więcej. Pamiętajmy, że oprócz „Operacji Antypolskiej”, która była drugą co do wielkości „akcją składową” Wielkiego Terroru, przeprowadzono również „Operację Kułacką” oraz inne mniejsze operacje „narodowościowe”, np. niemiecką. Wielki Terror pochłonął w sumie co najmniej 750 tys. ludzi.

Ciała ofiar leżą dziś w bezimiennych dołach śmierci pod każdym większym miastem na terenie byłego Związku Sowieckiego. Pod Moskwą jest przynajmniej kilka takich miejsc, to samo pod Kijowem i Mińskiem. Niektóre z tych mogił zostały odkryte, jednak większość nadal jest przykryta ziemią.

Czy uda się poznać kiedykolwiek wszystkie nazwiska ofiar?

Moim zdaniem nie byłoby z tym większego problemu, jeśli istniałaby odpowiednia wola polityczna. Wiemy bowiem, gdzie znajdują się interesujące nas dokumenty, ale bez woli politycznej nigdy nie będziemy mieli do nich dostępu.

W przeciwieństwie do Holocaustu, gdzie nie wiadomo zupełnie nic i często trzeba opierać się na relacjach świadków i oprawców, Sowieci wszystko notowali i archiwizowali w co najmniej trzech miejscach.

Po co robiono aż tak szczegółową dokumentację ludobójstwa?

Wszystkiemu „winna” jest komunistyczna biurokracja i tryby w ramach których działała. Istniało bowiem coś takiego jak, mówiąc ogólnie, specyficzny tryb zatwierdzania tych decyzji. Polegał on na tym, że w momencie „zakwalifikowania” Polaków do rozstrzelania listy z ich nazwiskami jechały do Moskwy do tzw. wielkiej dwójki NKWD, czyli Nikołaja Jeżowa i prokuratora Andrieja Wyszynskiego. To oni ostatecznie jeszcze raz je przeglądali a potem zatwierdzali. To właśnie w Moskwie najprawdopodobniej znajdują się wszystkie listy z nazwiskami zamordowanych Polaków.

Po zatwierdzeniu list przez Jeżowa i Wyszynskiego trafiały one znowu na poziom regionalny, tyle że już z rozkazem wykonania wyroków. Potem z kolei, już po rozstrzelaniu Polaków, powstawały protokoły z wykonanych egzekucji, które są dostępne np. na Ukrainie. Te zaś wracały do Moskwy.

Wracając więc do Pana poprzedniego pytania, moim zdaniem, gdyby istniała odpowiednia chęć ze strony władz, wówczas na pewno udałoby się odnaleźć i zidentyfikować wszystkich zamordowanych Polaków.

Dlaczego w przypadku „Operacji Antypolskiej” dokumentacja została zachowana a w przypadku Holocaustu nie ma tak naprawdę żadnych dokumentów?

Niemcy mieli bardzo dużo czasu (ponad 2 lata) na zniszczenie wszelkich dokumentów. Wiedzieli bowiem, że przegrywają wojnę i dlatego postanowili pozbyć się ewentualnych dowodów. Poza tym oni mordowali de facto w sposób „nieformalny” – ich wódz, Adolf Hitler, nigdy nie dał oficjalnego rozkazu do przeprowadzenia Holocaustu. Z kolei w przypadku „Operacji Antypolskiej” zachował się wydany przez Stalina spoczywający dziś w moskiewskich archiwach.

Pamiętajmy, że Stalin rządził do 1953 roku, czyli przez 15 lat „Operacja Antypolska” nie była tam uważana za żadną zbrodnię czy też ludobójstwo, tylko swego rodzaju „tajemniczą procedurę”. Potem, gdy generalissimusa na fotelu dyktatora zastąpił Chruszczow nie było jakiejkolwiek potrzeby informowania o tym, zwłaszcza że Ukrainiec sam był aktywnym uczestnikiem ludobójstwa Polaków. W następnych latach nikt już o tym nie pamiętał. Dokumenty leżały sobie w archiwach i nikt do nich nie zaglądał.

Czy Polacy próbowali obronić się przed wymierzonym przeciwko nim działaniom?

Najczęściej po prostu uciekali i ukrywali się przed sowieckimi obławami. Znane są również przypadki sfingowanych śmierci. Niestety tego typu reakcji wśród Polaków było bardzo mało, ponieważ nasi rodacy po prostu nie wiedzieli, co się dzieje i to nawet w momencie, gdy do zamieszkiwanych przez nich miast i wiosek wjeżdżali towarzysze z NKWD.

Dlaczego postanowiono zakończyć operację antypolską?

Duży wpływ na to miała „zmiana kadr” przygotowana przez Stalina, przede wszystkim zastąpienie towarzysza Jeżowa towarzyszem Berią. To na mocy jego rozkazu z 22 listopada 1938 rozpoczęto akcję zatrzymania Wielkiego Terroru w tym „Operacji Antypolskiej”. Do stycznia 1939 roku trwała eksterminacja „niedobitków”.

I tutaj pojawia się chyba najważniejsze pytanie: jaki był sens Wielkiego Terroru i dlaczego Stalin doszedł do wniosku, że należy zatrzymać tę machinę zagłady?

Chodziło jednak przede wszystkim o pozbycie się prawdziwych i domniemanych wrogów, a Polacy byli jednymi z nich. Stalin zgodnie z zasadą „Śmierć jednostki to tragedia, śmierć milionów to statystyki” chciał zlikwidować wszystkich za jednym razem.

W pewnym momencie jednak stworzona przez niego „mordercza struktura” zaczęła się zacinać – brakowało pieniędzy na utrzymanie morderców z NKWD czy też na produkcję amunicji do strzałów w tył głowy.

Warto w tym miejscu podkreślić, że cały czas powtarza się, że mordu na Polakach dokonało NKWD. To nieprawda! NKWD było jedynie wykonawcą rozkazu Stalina! Oczywiście oficerowie tej zbrodniczej organizacji nazbyt mocno przykładali się do wykonania tego rozkazu, co jednak nie zmienia faktu, że za wszystko odpowiadał Stalin, który cały czas kontrolował sytuację.

Jak do „Operacji Antypolskiej” odnosiła się ludność sowiecka?

Tak jak nauczyła ich ówczesna propaganda głosząca, że Polacy to wrogowie ludu. Mimo że przeciętny obywatel ZSRR tak naprawdę nie wiedział, co robi NKWD, to jednak w latach 1937-1938 zaobserwowano ogromny wzrost liczby donosów.

W tamtym czasie, jak w czasie rewolucji francuskiej, samo podejrzenie wystarczało do skazania na śmierć, nawet jeśli oskarżony niczego nie zrobił. Nie chodziło bowiem, o czym wcześniej powiedziałem, o jakiekolwiek udowadnianie komuś winy. Chodziło tylko o wymordowanie „wrogów ludu”!

Oficjalnie, wg danych NKWD, zamordowano ponad 111 tys. Polaków. Czy mógłby Pan…

Przepraszam, ale muszę przerwać. Nie ma czegoś takiego jak oficjalne dane NKWD! Liczba 111 tys. ofiar to tylko jeden z szacunków zrobionych przez Memoriał na początku lat 90. na podstawie pewnej ilości dokumentów obejmujących tylko część ludobójstwa zarówno jeśli chodzi o jego czas jak i kategorie.

NKWD miało raportować o przebiegu „Operacji Antypolskiej” co 10 dni. Stworzono w tym celu specjalne biuro statystyczne, które podliczało liczbę zamordowanych ze spływających raportów. Dane Memoriału – 111 tys. – to jedynie jeden z etapów tego zliczania i w dodatku nie wiadomo dokładnie który.

Istnieją szacunki prof. Mozochina, który policzył, że do połowy lipca 1938 roku zginęło 93 tys. Polaków. Istnieją pełne dane z Ukrainy. Są one wyższe niż to, co przedstawił Memoriał. Na tej podstawie wydaje mi się, że można z dosyć dużą pewnością określić, że ofiarami Wielkiego Terroru padło co najmniej 200 tys. Polaków. Z tymi wyliczeniami zgadza się rosyjski historyk Nikita Pietrow, który mówił o ponad 200 tys. ofiar „Operacji Antypolskiej” podczas konferencji w Sejmie RP, jaka miała miejsce na początku lipca.

Na koniec chciałem zapytać o kolejną „Operację Antypolską”, jaka miała miejsce w 1940 i 1941 roku, kiedy to ZSRR rozpoczął wielkie deportacje z terenów Rzeczypospolitej zajętych po 17 września 1939 roku? Czy mordowanie i wywożenie na Syberię w bydlęcych wagonach kilkuset tysięcy Polaków możemy nazwać kontynuacją wydarzeń sprzed dwóch lat?

Jak najbardziej. To było dokładnie to samo, tylko że w trochę innej formie. Tam również chodziło o zlikwidowanie „najaktywniejszych Polaków”.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz D. Kolanek

JB – stempel rp 2X96

Podkomisja: liczne zniszczenia lewego skrzydła noszą ślady wybuchu

Rosjanie w Smoleńsku sprofanowali ciała żołnierzy Wojska Polskiego (fot. REUTERS/S.Karpukhin)

– Destrukcja lewego skrzydła samolotu, który rozbił się w Smoleńsku, zaczęła się przed brzozą – podała w środę podkomisja ds. ponownego zbadania katastrofy. Według podkomisji „liczne zniszczenia lewego skrzydła samolotu Tu-154M noszą ślady wybuchu”. Doniesienia skomentował wiceszef MSWiA. Jarosław Zieliński powiedział, że go one nie dziwią, bo pracował w parlamentarnym zespole, który badał przyczyny katastrofy.

„Podczas ostatniego posiedzenia plenarnego Podkomisji kierowanej przez dr. Kazimierza Nowaczyka w dniu 25 lipca uzgodniono stanowisko w kwestii czasu i pierwotnych przyczyn destrukcji lewego skrzydła Tu-154M” – napisała w opublikowanym w środę komunikacie rzeczniczka Podkomisji ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego z 10 kwietnia 2010 r. Marta Palonek.

Według komunikatu podkomisja stwierdziła, że „zniszczenie lewego skrzydła Tu-154M nie zostało zainicjowane zderzeniem z brzozą na działce Bodina”.

„Destrukcja skrzydła rozpoczęła się przed brzozą. Liczne zniszczenia lewego skrzydła samolotu Tu-154M noszą ślady wybuchu” – napisano.

Doniesienia skomentował wiceszef MSWiA. Jarosław Zieliński powiedział, że go one nie dziwią. Przypomniał, że pracował w parlamentarnym zespole, który badał przyczyny katastrofy smoleńskiej. – Sporo informacji i wiedzy o lukach i brakach, manipulacjach informacjami mam – stwierdził.

– Od początku, dla osób myślących zdroworozsądkowo, było jasne, że to, co przekazał rosyjski komitet MAK zaraz po katastrofie, co potem powtórzył zespół ministra Millera, to nie były informacje, które można było przyjąć z wiarą i przekonaniem. Czas pokazuje, że niestety kłamstw, przemilczeń, manipulacji było bardzo dużo – powiedział Zieliński.

„Naruszono elementarne zasady przyzwoitości w stosunku do zmarłych”

Podkreślił, że dla niego najbardziej bolesne i bulwersujące są fakty związane ekshumacją ciał ofiar katastrofy. – To w jaki sposób ówczesna władza podeszła do ciał, do ofiar, które zginęły w Smoleńsku. To naruszyło, najbardziej elementarne zasady przyzwoitości w stosunku do zmarłych. Pomijając całą politykę, to było po prostu nieludzkie – oświadczył wiceszef MSWiA.

– Ten zakaz otwierania trumien w Polsce, a taki zakaz przecież był powtarzany, te kłamstwa w przekopywaniu ziemi na metr, te pochwały w stosunku do Rosjan na wspólnych spotkaniach, które wygłaszano: pani Ewa Kopacz, późniejsza premier, to co ogłaszał światu premier Donald Tusk o świetnej współpracy z Rosjanami, o tym, że państwo zdało egzamin, to wszystko oczywiście dzisiaj podlega bardzo bolesnej weryfikacji. Bolesnej zwłaszcza dla rodzin, najbliższych i bolesnej dla nas Polaków i polskiego narodu. Przecież to dotyczyło najważniejszych osób w państwie – mówił Zieliński.

Na początku kwietnia ubiegłego roku śledztwo smoleńskie od zlikwidowanej prokuratury wojskowej przejęła Prokuratura Krajowa. Już w czerwcu prokuratorzy poinformowali, że konieczne jest przeprowadzenie ekshumacji 83 ofiar katastrofy (wcześniej, w latach 2011-12, przeprowadzono dziewięć ekshumacji, cztery osoby zostały skremowane).

27 lipca Prokuratura Krajowa informowała, że są już znane wyniki badań genetycznych 32 z 33 ofiar katastrofy smoleńskiej, które ekshumowano na jej polecenie, począwszy od listopada ubiegłego roku. Wynika z nich m.in., że w 13 przypadkach znaleziono w trumnach części ciał innych osób, ujawniono też zamianę dwóch ciał. W czerwcu PK podała, że nieprawidłowości stwierdzono m.in. w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

stempel rp 2X96

Rozpacz gwiazdki TVN. Meller zobaczył najnowszy sondaż i się zaczęło

Marcin Meller podczas protestów przed Pałacem Prezydenckim w lipcu 2017 / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

„Jak mamy żyć po pisowskiej apokalipsie?” – zapytał na swoim profilu na Facebooku Marcin Meller, ten sam który prowadził „Drugie śniadanie mistrzów” z Donaldem Tuskiem jako gościem specjalnym. Refleksje gwiazdki TVN wzbudził sondaż opublikowany wczoraj przez OKO.press. Wynikało z niego, że Prawo i Sprawiedliwość ma 40-procentowe poparcie.

PiS z 40 proc. najsilniejszy od wyborów. Opozycja najsłabsza. Zamach na sądy nie zaszkodził władzy

– tak żalił się już w tytule sympatyzujący z KOD i totalną opozycją serwis OKO.press informując o wynikach najnowszego sondażu przygotowanego przez IPSOS właśnie dla OKO.press.

Zgodnie z wynikami sondażu, druga w zestawieniu Platforma Obywatelska może się cieszyć poparciem jedynie 21 proc. ankietowanych. Na trzecim miejscu znalazł się Kukiz’15 (11 proc.), a listę partii, które przekroczyłyby 5-procentowy próg wyborczy zamyka Nowoczesna (6 proc.).

Czytaj więcej: Sympatyzujący z KOD portal OKO.press zlecił sondaż. Takich wyników się nie spodziewali

Informacje te nastroiły refleksyjnie Marcina Mellera.

W sumie każdy sondaż pokazuje to samo, że jesteśmy pęknięci na pół. Z jednej PiS, Kukiz i faszyści, z drugiej PON, PSL, SLD i jak ich ładnie poprosić i akurat tego dnia nie mają focha – Razem

– napisał człowiek, który w marcu 2011 roku prowadził słynne śniadanie przed kamerami z Donaldem Tuskiem w roli głównej. Pytał go wtedy o zdanie, które ówczesny premier wypowiedział w jednym z wywiadów – że „nie ma z kim przegrać”.

Życie – jak widać – bywa przewrotne. Co chodzi teraz Mellerowi po głowie?

Wyobraźmy sobie, że wygrywamy wybory. Oczywiście cudnie i słusznie byłoby osądzić Kaczora i Macierewicza za zdemolowanie kraju, wystawienie Polski Putinowi i wsadzić ich zasłużenie na lata. I tych ich szemranych giermków błaszczakowych, gowinowych, ziobrowych i brudzińskich też. Powinni ponieść odpowiedzialność za to zrobili. Tak jak Krzysztof Ziemiec, twarz tej obleśnej propagandy do śmierci powinien chodzić pokutnie z brodą udając kogoś innego.

Ale tak się składa, że stoi za nimi pół elektoratu. Pół naszego narodu. I co z tym? Jak mamy razem żyć? Pewnie wielu uważa, że skoro oni zachowują się jak bandyci, to nasze święte prawo zemsty by czynić to samo. Ale to ślepa uliczka.

Więc co z tym? Jak mamy żyć po pisowskiej apokalipsie?

– napisał były redaktor naczelny polskiej edycji „Playboya”.

Ciekawe, że tego typu refleksje nie nachodziły go kilka lat temu, gdy u sterów władzy trzymał się mocno premier, który „nie ma z kim przegrać”…

Źródło: niezalezna.pl, facebook.com
JB – stempel rp 2X96

Prawnicy wynajęci przez HGW dostają 1020 zł za godzinę. A tak to tłumaczy prezydent Warszawy

Hanna Gronkiewicz-Waltz / Krzysztof Sitkowski/Gazeta Polska

Nikt nie powinien płacić za moje niestawiennictwo przed komisją weryfikacyjną – ani prezydent miasta, ani tym bardziej osoba fizyczna – powiedziała dziś prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nie ma jednak mowy o tym, by miała zeznawać w sprawie dzikiej reprywatyzacji w stolicy. Póki co komisja czterokrotnie ukarała ją grzywną – w sumie uzbierało się już tego 12 tys. zł.

Prawie czterysta tysięcy złotych! Tyle warszawski urząd miasta zapłacił kancelariom adwokackim za pomoc przy sprawach dotyczących reprywatyzacji. Chodzi o okres od lutego do lipca tego roku

– informował wczoraj portal niezalezna.pl.

Czytaj tekst: Ta kwota robi wrażenie! Tyle HGW zapłaciła kancelariom ws. reprywatyzacji

Według doniesień medialnych miasto wydaje za każdą godzinę reprezentowania szefowej stołecznego ratusza przed komisją weryfikacyjną 1020 złotych. Dziś odniosła się do tego prezydent Warszawy.

Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała dziennikarzom, że ratusz zawiera umowy z kancelariami zewnętrznymi, kiedy potrzebna jest specjalistyczna obsługa.

Komisja weryfikacyjna jest tego typu organem, który wymaga specyficznej obsługi wysoko wyspecjalizowanych specjalistów. Ponieważ dotąd zajmowało się (tym) Biuro Gospodarki Nieruchomościami, które jest w jakimś sensie w stanie reorganizacji (…) dlatego, żeby nie być niefrasobliwym, trzeba było wynająć takich specjalistów

– powiedziała prezydent Warszawy.

Na pytanie, czy nie lepiej stawić się przed komisją weryfikacyjną, prezydent odpowiedziała: „Nie, ponieważ to jest teatr„.

W czasie ostatnich przesłuchań mogliśmy się przekonać, że to jest komisja (powołana) dla mnie, a nie dla wyjaśnienia spraw

– podkreśliła Gronkiewicz-Waltz. Jak oceniła, „komisja chce kogoś ukarać, głównie mnie”.

Gronkiewicz-Waltz przekonywała, że za jej niestawiennictwo przed komisją weryfikacyjną „nikt nie powinien płacić, ani prezydent miasta, ani tym bardziej osoba fizyczna”. Jej zdaniem, wystarczy, że przed komisję weryfikacyjną wysłała swoich pełnomocników.

Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości i szef komisji weryfikacyjnej powiedział, że w jego ocenie, wynajmowanie przez miasto kancelarii prawnych, w sytuacji gdy urząd zatrudnia już prawników, jest „gigantyczną, rażącą niegospodarnością”.

Czytaj też: Patryk Jaki dał nauczkę Gronkiewicz-Waltz. To się nazywa cięta riposta

Prezydent Warszawy mówiła wcześniej, że komisja weryfikacyjna nałożyła grzywnę na prezydenta miasta stołecznego Warszawy, a nie na osobę Hannę Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem, nie ma więc podstawy prawnej do tego, by to ona zapłaciła grzywnę. Komisja weryfikacyjna w sumie cztery razy ukarała prezydent Warszawy grzywnami za niestawiennictwo na jej rozprawach. W sumie chodzi o 12 tys. zł.

Źródło:  PAP/JB
stempel rp 2X96

„Obywatele Kultury” – oto nowa akcja, którą mają zapoczątkować celebrycy!

Kolejna próba wywołania zamieszek w Polsce?

fot: pixabay.com fot: pixabay.com

Lato nie sprzyja demonstracjom wszelkim, zwłaszcza jeśli ich organizatorami i uczestnikami są ludzie, przyzwyczajeni do wakacji w kurortach. Stolica szczęśliwie odpoczywa od „walczących o wszystko”, ale przewidzieć nietrudno, że to cisza przed kolejną zawieruchą.

Ponieważ wszystkie gospodarcze wskaźniki pokazują, że sytuacja ekonomiczna Polski jest najlepsza od ponad 20 lat, „500+” działa, bezrobocie spadło drastycznie, coraz więcej Polaków decyduje się na powrót do kraju a jednocześnie, obnażane są kolejne afery z czasów poprzednich rządów, trzeba społeczeństwu wmówić kolejne zagrożenia.

Wszystko wskazuje na to, że przyszedł czas na komediantów. Po obwieszczonym sukcesie Doroty Stalińskiej, wydaje się chyba specom od politycznego marketingu i manipulacji ludem, że zgromadzenie w jednym miejscu i czasie artystów wszelkiej maści, zadziała niczym broń masowego rażenia.

Oto uaktywniła się grupa „Obywatele Kultury”, która zasłynęła listem do prezydenta Andrzeja Dudy skierowanym w gorącym czasie sporów o ustawy reformujące polskie sądownictwo a dotyczącym „obrony konstytucji”.

Owi obywatele, uznali się za obrońców polskiej kultury i dostępu do niej dla każdego, jej złaknionego Polaka. Czuwa nad tym inna jeszcze struktura o nazwie „Kultura Niepodległa”. To kolejne, w pełni przemyślane, profesjonalne działania, które precyzuje manifest ideologiczny. Dotarł do niego portal wpolityce.pl, choć rozsyłany jest jedynie do wybranych obywateli. „Oficjalnie zaczynamy 24 sierpnia. To tego dnia ogłosimy w całej Polsce Manifest i Postulaty – bardzo prosimy nie udostępniać tych dokumentów publicznie, w mediach oraz mediach społecznościowych do 24 sierpnia! To bardzo ważne. Wcześniej zbieramy poparcie wśród ludzi tworzących środowiska kulturalne” – cytuje „pismo przewodnie” dołączone do wspomnianych dokumentów „Kultury Niepodległej” portal wpolityce.pl.

Działalność KN ma być zainaugurowana w Polsce w dniach 2 i 3 września. W tym celu podpowiada się, by sympatycy ruchu organizowali koncerty, odczyty, wykłady i inne imprezy kulturalne. Wszystko oczywiście w „trosce” o Polskę, która jest wszak „niszczona”. Jak bardzo? Można to precyzyjnie określić wartością odzyskanego już dla budżetu państwa podatku VAT.

Środowiska, które wciąż liczą na obalenie demokratycznie wybranej w Polsce władzy, postępują według ściśle określonych wytycznych. To metody znane w świecie, obliczone na destabilizację państwa, pogłębienie podziałów społecznych i wywoływanie nieustannych awantur wszystkich, ze wszystkimi. Stąd tworzenie coraz to nowych „bytów” typu: ruchy, akcje, inicjatywy.

Przejmowanie nazewnictwa, kojarzonego powszechnie z pozytywnymi działaniami, zawłaszczanie przestrzeni publicznej, dla destrukcji „pod przykrywką” realizacji słusznych postulatów. Wszystko zaczyna się od tworzenia faktów, które mają zastąpić prawdę. Działa schemat, np. jeśli wiadomo, że mamy przy mikrofonie człowieka uczciwego, wystarczy, dla podważenia jego wiarygodności, zadać właściwie pytanie. Może to być: Czy jest prawdą, że ukradł pan sąsiadce kosiarkę? Sąsiedzi trochę się zdziwią, ale na wszelki wypadek sprawdzą, czy kosiarka jest wciąż w garażu. A inni? Zaczną mieć wątpliwości. I o to chodzi. Od tego się zaczyna.

„Obrońcy wszystkiego” kreują taką właśnie sztuczną rzeczywistość. Muszą bronić polskiej kultury, choć przez ostatnie lata pozwalali, by ją deprecjonowano, ośmieszano, deprawowano i zastępowano wszelkiego rodzaju porno-profanacjami. Muszą walczyć o demokrację, choć nie dostrzegali wcześniej, jak z niej kpiono, choćby „mieleniem” w Sejmie, ogółem ponad 7,5 milionów podpisów, złożonych pod obywatelskimi inicjatywami ustawodawczymi (np. JOW, podniesienie wieku emerytalnego, sześciolatki). Muszą bić się o niezależność polskich sądów, mimo trwającej od kilkudziesięciu lat bezkarności wielu sędziów, usłużnych każdej, lewackiej władzy.

Oj, jak wybiórcza wrażliwość „Obywateli Kultury” być musi, skoro to dziś właśnie wyraźnie widzą zagrożenie, wcześniej nawet go nie zauważając.

Kolejna próba wywołania zamieszania w Polsce z pewnością zostanie podjęta. Prywatne poletka, na których hodowano butę i pychę „zaprzyjaźnionych” ludzi sztuki, niezwyczajnych wszak do rezygnacji z przywilejów należnych z tytułu owych przyjaźni, zbyt są zagospodarowane. Światła rampy pełny blask posiadają, kiedy rachunki są opłacone a gwiazda ma spokojną głowę, niezaprzątniętą myśleniem o pustym koncie. Potrzeba ról, filmów, sztuk, wystaw, prywatnych scen, gdzie można tworzyć, przetwarzać. Jak – wiadomo, tylko „za co” musi być pewne. I dla tej pewności walczyć będą. Bo, jak już zostało powiedziane dość jasno, nie chcą się tłoczyć w nadbałtyckich kurortach, zarezerwowanych do niedawna na ich potrzeby, z chamami, co 500+ zgarnąwszy, tłumnie na plaże wylegli.

Smutne tylko, że znów okrzyki mniejszości, promowanej przez lata dzięki owym „przyjaźniom”, bardziej słyszalne będą od głosu tych, którzy prawdziwie polskiej kulturze służą. Nie dajmy się nabrać krzykaczom na fałszywe hasełka i darmowe koncerty. Im się to z pewnością opłaca, inaczej by nie inwestowali swego czasu i talentu, choć z tym ostatnim różnie bywa.

PN.PL/JB

stempel rp 2X96

O co poszło ws. nominacji generalskich i 15 sierpnia? Jesień będzie decydująca dla przyszłości całego obozu „dobrej zmiany”!

autor: Flickr: Kancelaria Prezydenta
autor: Flickr: Kancelaria Prezydenta

JB – stempel rp 2X96

Prezydent USA: mamy najsilniejszy arsenał nuklearny w historii

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump oświadczył, że amerykański arsenał jądrowy jest najsilniejszy w historii. Wyraził również nadzieję, że Waszyngton nigdy nie będzie zmuszony do użycia broni atomowej.

„Moim pierwszym prezydenckim rozporządzeniem było odnowienie i modernizacja naszego arsenału nuklearnego. Teraz jest znacznie mocniejszy niż kiedykolwiek wcześniej” – napisał na Twitterze amerykański przywódca.

„Mam nadzieję, że nigdy nie zostaniemy zmuszeni do użycia tej siły, jednak nigdy nie nadejdzie taki czas, że nie będziemy najsilniejszym krajem na świecie” – dodał.

Jak wskazuje agencja Reutera, to kolejne ostrzeżenia Trumpa wobec Korei Północnej.

Wcześniej amerykański prezydent podał dalej na swoim koncie na Twitterze wiadomości stacji Fox News dotyczące m.in. raportów o zminiaturyzowanej północnokoreańskiej broni nuklearnej oraz amerykańskich ćwiczeń wojskowych w pobliżu wyspy Guam na Pacyfiku.

Na Guamie znajdują się amerykańskie bazy wojskowe. Jest tam zainstalowany nowoczesny system obrony przeciwrakietowej THAAD (Terminal High Altitude Area Defense).

„Washington Post” informował, że Korea Płn. opracowała już zminiaturyzowaną broń nuklearną – głowicę, którą mogą przenosić międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM). Dziennik powołuje się na tajny raport amerykańskiej agencji wywiadu wojskowego DIA.

Agencja Associated Press pisze, że mimo regularnie powtarzanych przez Koreę Płn. gróźb zaatakowania Guamu (odległego o 3400 kilometrów od Półwyspu Koreańskiego), jest wysoce nieprawdopodobne, by Pjongjang zdecydował się na zaatakowanie obywateli USA, gdyż konsekwencją byłaby „anihilacja” północnokoreańskiego przywództwa.

PAP/JB

stempel rp 2X96