KO W TVP „Przez okno wyrzucono mojego 2-letniego kolegę”. Wspomnienia świadka rzezi na Woli

Ofiary niemieckiej łapanki w Warszawie (fot. wikipedia.org/ autor nieznany)

TYLKO U NAS!

Ks. Stanisław Maciej Kicman w TVP Info (fot. TVP Info)

– Miałem aż, albo tylko, 7 lat, gdy doszło do rzezi Woli. Moi rodzice byli członkami AK. Mama, łączniczka w biurze informacji w Komendzie Głównej AK, była zwolniona z powstania. Ojciec 1 sierpnia przyszedł bardzo zdenerwowany, czekając na rozkaz. Około 14 przyszła łączniczka i udał się na Smolną, bo tam był punkt zborny – tak w programie „Minęła dwudziesta” tamte dni wspominał ks. Stanisław Maciej Kicman.

Ksiądz Kicman wspominał, że rodzice, żegnając się, powiedzieli sobie, że spotkają się maksymalnie za tydzień. – Spotkaliśmy się za półtora roku, ale Bóg dał, że przeżyliśmy wszyscy. Ojciec przeżył trzy obozy koncentracyjne, my z mamą obóz koncentracyjny i obóz pracy – mówił.

Powiedział, że mordercom patrzył nie tylko w oczy, ale i w lufy pistoletów. – Kiedy pod kościołem św. Wojciecha z mamą i babcią klęczeliśmy, sterta ciał rozstrzelanych obok, a my czekaliśmy na swoją własną egzekucję. Kwiliłem, tak mówiła mi mama, wołałem: „Mateńko, co z nami będzie?”, a mama mnie tuliła.

W pewnym momencie, będąc żołnierzem, znała się trochę na broni. Zobaczyła, że wykonał ruch, uznała, że to już. Powiedziała, żebym zamknął oczy, to nie będzie bolało. Nie kreuj się na bohatera, bohaterami byli moi rodzice, ja mam jedną zasługę, dziękuję Bogu, że przeżyłem i drugą pamięć. Wiele osób nie wierzy, że mogę to pamiętać – opowiadał.

„Chłopiec w mundurku Hitlerjugend napluł mi w twarz”

Ks. Stanisław Kicman dodał, że o tym, co się stało, rozmawiano w jego domu, rodzice pisali pamiętniki. – Znalazłem korespondencję obozową między mamą a tatą. Tam jest również karta po niemiecku przeze mnie kulfonami pisana do obozu, do ojca – mówił.

W jego wspomnieniach zapisało się także to, kiedy w obozie pracy w Hammer prowadzono ich do fabryki, gdzie fabrykant wykupił 72 kobiety z dziećmi z Powstania.

– Była godzina, kiedy niemieckie dzieci szły do szkoły. Przebiegał mały chłopiec w mundurku Hitlerjugend i napluł mi w twarz. Otarłem się, bo nic innego nie mogłem zrobić. Wrócił się i drugi raz mnie opluł. Mama zapytała go, czy to ładnie, a on powiedział, że nie, ale przyjemnie. Coś było w tym narodzie, aby ta nienawiść do innych, a nie Niemców mocno procentowała. Byli też Niemcy, którzy nam współczuli i pomagali – mówił. Dodał, że najczęściej byli to ci, którzy stracili synów na froncie.

„To był szok dla dziecka 7-letniego”

Ksiądz opowiedział także wspomnienia z 8 sierpnia, a więc z końcówki tragicznej rzezi Woli.

– Rano uprzedzono nas, że mamy przygotować się do wyjścia, w południe przyszli Niemcy, wtargnęli do mieszkań, na korytarze, rzucali granaty. W końcu stanął taki Azjata. Biały jedwabny szalik na szyi, granaty w butach, rozpylacz na piersi. Krzyknął „raus!”, tak jak staliśmy, wyszliśmy.

Staliśmy, czekaliśmy, aż obrabują cały dom. Wynoszono, ładowano na transportery cały nasz dobytek. W tym momencie otwiera się okno na trzecim piętrze i widzę tego kolegę, którego Niemiec trzyma w rękach i chce go wyrzucić. Wcześniej słychać było strzał. Najwidoczniej zabili jego ojca.

Chłopczyna złapał go za klapy tak mocno, że ten, wyrzucając go, urwał mu klapę. Pod moimi prawie nogami ten mój kolega dostał drgawek i wstrząsów. To był szok dla dziecka 7-letniego – mówił ks. Stanisław Kicman.

TVP-INFO/JB
stempel rp 2X96
Reklamy