Opozycję mobilizuje koalicja upadłych autorytetów!

TYLKO U NAS!

fot: YT fot: YT

Nawet medialni zwolennicy totalnej opozycji zaczęli utyskiwać, że twarzami demonstracji przed parlamentem, Sądem Najwyższym i Pałacem Prezydenckim byli przegrani politycy w wieku przedemerytalnym, tak samo jak „młodzieżówki” pościągane z całego kraju i że jeśli na demonstracjach nie będzie prawdziwej młodej krwi, to nic nie zmienią. Cóż – prawa natury są bezlitosne – pokolenie starych ubeków, konfidentów i rozmaitych TW po prostu albo zwyczajnie wymiera, albo nie jest w stanie dotrzeć do młodych, którzy z właściwym młodości idealizmem gardzą aferzystami wycierającymi sobie gęby wolnością.

Nie pomogły dramatyczne apele gwiazd. Demonstracja „To NIE Koniec! Powstrzymajmy Zamach Stanu” organizowana przed Sejmem przez Komitet Obrony Demokracji przy zaangażowaniu polityków PO, Nowoczesnej, paru zapomnianych frustratów, przegranych dziennikarzy oraz dowiezionych autokarami emeryckich młodzieżówek okazała się kolejnym ciamajdanem. Nawet mainstreamowe portale musiały bezradnie rozłożyć ręce. Z „miliona” demonstrantów zostało 4,5 tys. osób – mniej, niż przychodzi na pierwszą lepszą promocję w hipermarkecie. W dodatku demonstranci zrobili dosłownie wszystko, by dokonać samozaorania i udowodnić, że reformując sądownictwo, PiS… ma rację. I jeśli siadający na pomniku ku czci Polskiego Państwa Podziemnego, Armii Krajowej i słowach „Bóg. Honor. Ojczyzna” zwolennicy totalnej opozycji okazali się prostakami i chamami łamiącym prawo zakazujące takiego bezczeszczenia pomników, to i tak wypadli blado i wręcz niemrawo przy swoich liderach na zmianę wykrzykujących histeryczne hasła, gubiących wątek własnych wypowiedzi oraz naradzających się nad tym, co mają powiedzieć. Wykrzywione w nienawiści twarze, sztuczne gesty i miny wyrażające głębokie zatroskanie, wykrzykiwanie pustych haseł bez żadnej merytorycznej treści to ten sam spektakl, który oglądamy od miesięcy. Autorytety III RP znowu pokazały swoje prawdziwe oblicza – prostaków, chamów, ograniczonych intelektualnie dyletantów obłąkanych z nienawiści i rozhisteryzowanych jak gówniarze z piaskownicy, którym odebrano zabawki i pozycję przywódców podwórka.

Przetrwać Michnika

Zaczął już po drodze Adam Michnik, którego obecność na demonstracji w obronie sądów była wręcz żałosna, zarówno biorąc pod uwagę skłonność „Wyborczej” i jej naczelnego do smażenia pozwów, jak i z uwagi na osobiste powiązania Michnika. Wszak jego przyrodni brat Stefan to stalinowski zbrodniarz w todze sędziego skazujący niewinnych ludzi na śmierć. Michnik, nie tak dawno prostacko zachowujący się w studiu telewizyjnym, tym razem dał popis prawdziwego chamstwa. Zagadnięty przez dziennikarza TVP o to, kiedy przeprosi za swego brata (nigdy tego nie zrobił), syknął: – Kiedy ty, sk…synu, zmądrzejesz. – Po czym wlazł na scenę i zaczął przekonywać zgromadzonych: – U nas w Polsce jest taki liliputin. I on myśli, że Polakom da radę? Lepsi już próbowali. Hitler i Stalin próbowali i nie dali rady. Przetrwaliśmy tę zarazę i przetrwamy PiS. – To dosyć oryginalne podejście u faceta, na łamach gazety którego jeszcze nie tak dawno obowiązywało hasło „Patriotyzm jest jak rasizm”, po 10 kwietnia 2010 Putin występował jako demokratyczny polityk, a siepaczom Stalina z Armii Czerwonej podwładni ojca redaktora zapalali znicze. Nie mówiąc już o tym, że Polacy musieli przetrwać nie tylko Stalina, ale i jego sługusów takich jak braciszek ojca redaktora czy jego mamusia. Co więcej – parafrazując jego słowa o przeżyciu przez Polaków, można powiedzieć, że obecna sytuacja polityczna dowodzi, że Polacy przeżyli nie tylko czasy, kiedy autorytetami byli Stalin i Bierut, ale i ostatnie 25 lat, kiedy autorytetem był sam Adam Michnik i jego towarzysze pokroju Maleszki alias „Ketmana”, decydującego o „niepuszczaniu na razie” lidów antypapieskich na łamach „Gazety Wyborczej”. Michnik odleciał jeszcze dalej i oznajmił: – Oni muszą się skończyć, to jest pewne. Teraz pytanie, jak to zrobić? Najlepiej zrobić to bez przemocy, zrobimy to o tyle skutecznie, jeżeli na następnym spotkaniu w Krakowie i Warszawie będzie nie 100 tys. osób, ale 2 mln ludzi. Wtedy oni pękną. – Patrząc na frekwencję kodziarskiej hucpy przed Sejmem, można dodać jedynie – chyba ze śmiechu. Oczywiście tego kuriozum wypowiedzi Michnika demonstranci, bardzo często sami z tych samych kręgów żydokomuny, z której wyszedł on sam, nie dostrzegli. Być może dlatego, że żałosny koncert absurdów ciągnęły inne
upadłe autorytety.

Depresja, desperacja, odlot

Zachrypnięty Frasyniuk (zapomniał, że picie zbyt dużych ilości zimnego piwa w upalny dzień szkodzi nie tylko na głowę, ale i na gardło?) w chamski sposób zaatakował Jarosława Kaczyńskiego, zabawiając się przy okazji we wróżkę i oświadczając: – Działacze PiS-u chcą sfałszować wybory. – I zaapelował do… kostek brukowych i dzieci: – Od dziś każda kostka brukowa, dziecko, każdy dorosły mają prawo krzyczeć: precz z Kaczorem dyktatorem. Na nowo definiujemy słowo „patriotyzm” i będziemy rozliczać tych, którzy przestali być patriotami. To my, obywatele, bronimy państwa prawa. I my stajemy w obronie konstytucji i apelujemy do sędziów SN: stańcie twardo w obronie konstytucji. – Frasyniuk pokazywany jako bohater Solidarności i starzy ubecy wspólnie definiujący „patriotyzm” to naprawdę ciekawe zjawisko. Można powiedzieć – polityczny oksymoron, ale skoro Warszawa nie takie klęski przetrwała, jest szansa, że i ta „koalicja” krzywdy jej nie wyrządzi. Zwłaszcza wobec kolejnej groźby Frasyniuka wobec Jarosława Kaczyńskiego. Biorąc pod uwagę straszną „karę”, jaką Farsyniuk przewidział dla Jarosława Kaczyńskiego – nie będzie mówił do niego „Jarku”. – Kaczyński już nigdy nie usłyszy ode mnie: Jarku – zapowiedział Frasyniuk, a zebrani pod sceną starzy ubecy zawtórowali „Precz z Kaczorem dyktatorem”. Jak mówią nieobecni na kodziarskim wiecu młodzi – po takim ciosie prezes PiS-u już się pewnie nie podniesie. Oczywiście poza ośmieszeniem się Frasyniuk nie zapomniał o tradycyjnym apelu do funkcjonariuszy państwowych. – Nie ma Jarka, jest dyktator. Mówię do żołnierzy, do policjantów. To my jesteśmy obywatelami, to my bronimy prawa. Minister obrony narodowej powiązany z agentami Putina, ambasador w Berlinie ze służbami specjalnymi. W rządzie mamy do czynienia ze zdradą! – grzmiał Frasyniuk, stając obok płk. Mazguły. – Bardzo proszę, aby na scenie pojawili się liderzy partii politycznej. Chcemy, aby Schetyna, Petru i Kosiniak-Kamysz spojrzeli nam w oczy i powiedzieli, że od dzisiaj podejmujemy decyzje i działamy razem i komunikujemy się razem ze społeczeństwem. […] Chcę zapytać, gdzie jest Paweł Kukiz? Paweł Kukiz mówi, że jest przeciwko PiS-owi, ale jest przeciwko Platformie i Nowoczesnej. I zawsze mówi, że jest ze społeczeństwem i jest teraz społeczeństwo, a gdzie jest Paweł Kukiz? – zaapelował na koniec. Kukiz ma oczywiście ciekawsze zajęcia niż łażenie po Warszawie ze starymi ubekami, ale na wezwanie Frasyniuka karnie stanęli liderzy PO i Nowoczesnej.

To ci koalicja

Wyglądający jak cień samego siebie (młodzi mówią – „schetany”) Schetyna musi być już w totalnej depresji, skoro wysunąwszy się do przodu, oznajmił, że jest gotów budować koalicję z Ryśkiem Petru. Pozostaje mieć nadzieję, że to zrobi i że do następnych wyborów Platforma i Nowoczesna pójdą razem. Przy zdolności Ryśka do opowiadania bzdur i jego zamiłowaniu do porzucania towarzyszy, gdy ci przeżywają ciężkie chwile, żywiąc się kanapkami z pasztetem zamiast ośmiorniczkami, może się okazać, że PO nie przekroczy progu wyborczego. Najwyraźniej desperacja Schetyny jest już tak wielka, że nie wyciągnął lekcji z tworzenia koalicji przez SLD. Ta rozpacz dowodzi, że wbrew pokrzykiwaniu z Platformą jest jeszcze gorzej, niż się wydaje. W totalnej depresji musi też być KOD, co potwierdził swoim apelem jego nowy lider. Krzysztof Łoziński zastąpił alimenciarza i oszusta okradającego własnych towarzyszy Mateusza Kijowskiego (nawiasem mówiąc, został on wycięty z KOD-u niczym Jeżow ze słynnego zdjęcia ze Stalinem). Sam KOD też upada i wygląda na to, że niedzielny ciamajdan miał być ostatnią próbą reanimacji ugrupowania, które miało pokonać PiS, a które coraz bardziej jest zastępowane przez „ubywateli III RP”. Dowodził tego dramatyczny apel Łozińskiego. – Rolnicy, uświadomcie sobie, że nie będzie dopłat. Młodzi ludzie, uświadomcie sobie, że nie będziecie swobodnie podróżować. Polska będzie osamotniona. Każde wybory, które PiS przegra, będą nieważne – odlatywał Łoziński, zupełnie zapominając, że jeśli chodzi o rolników, to zarówno KOD, jak i PO są ostatnimi ugrupowaniami na kuli ziemskiej, którym gospodarze mogliby zaufać. Podobnie zresztą jak młodzi, co pokazały zarówno wyniki wyborów, jak i stale pokazują wszystkie sondaże. Ani rolnicy, ani młodzi Polacy nie są tak głupi, by dać się złapać na puste hasła, za którymi stoi jedynie chęć ochrony aferzystów przed odpowiedzialnością. Łoziński nie ma jednak do powiedzenia nic konkretnego, więc musi epatować pustosłowiem jako żywo przywodzącym na myśl komunistyczną nowomowę. I on nie zrezygnował z osobistych wycieczek pod adresem prezesa PiS-u, dowodząc, że tak naprawdę w całej demonstracji nie o sądy chodziło, tylko o to, że Łozińskiemu nie podoba się, kto sprawuje władzę. – Pamiętaj, Jareczku, spisane będą czyny i rozmowy. I pamiętaj, nie jesteś Janukowyczem i nie masz dokąd uciec – straszył prezesa PiS-u, nawiązując do wiersza Czesława Miłosza, który poetycką karierę zaczynał przed wojną, ale rozwijał ją jako sowiecki kolaborant w „Nowych Widnokręgach”.

Zaplątany profesorek

We własne wypowiedzi zaplątał się też Leszek Balcerowicz, który ewidentnie nie może darować PiS-owi, że ten próbuje ratować resztki majątku narodowego, przez ostanie 25 lat wyprzedawanego za bezcen. Balcerowicz chciał zaatakować PiS, a po prostu zrobił z siebie głupka, względnie głupków chciał zrobić ze słuchaczy (nie wiadomo, co łatwiejsze). Oto mówiąc o rzekomej podwyżce cen paliw, stwierdził – Własność państwa to władza polityków nad ludźmi. Posłuchajcie tego, co mówi Lotos i Orlen, mówią, że ceny nie wzrosną, bo wezmą to na siebie. Oni są częścią tuby propagandowej państwa, bo tak to działa, jeżeli weźmie się gospodarkę. […] Jakie będą gazety na stacjach benzynowych? Tylko prawomyślne. Broniąc wolnej gospodarki, bronimy państwa prawa. – Trudno o lepsze zaprzeczanie samemu sobie niż w tym króciutkim fragmencie wypowiedzi byłego ministra finansów. Podwyżki będą, ale ich nie będzie. Nie działa, ale działa. Wolny rynek, ale niewola. Naprawdę trzeba być niezłym dyletantem, żeby coś takiego wymyślić. I pomyśleć, że ten facet uważa się za gospodarczego geniusza. Najwyraźniej „profesor” nie może przeboleć, że jednak są jeszcze w Polsce jakieś państwowe spółki (czyżby chodziło o LOT, który cudem został uratowany przed zniszczeniem?).

Swoją drogą, chyba bardzo w rękaw Leszka łkał redaktor Tomek od jakiegoś czasu zalewający się łzami nad niewłaściwą ekspozycją „Newsweeka”. No, bo skoro kapitał nie ma narodowości, to nie ma też powodu, by na stacjach benzynowych były gazety, które wybierze sobie do sprzedaży ich właściciel. Dla Balcerowicza wolny rynek kończy się tam, gdzie przedsiębiorca wybiera, jak działa. Ot, taki z Balcerowicza „ekonomista”. Można powiedzieć – taki sam jak teolog. Balcerowicz zabrał się bowiem także do polskiego Kościoła, który postanowić pouczyć. A na końcu obiecał zatrzymanie dobrej zmiany, która dokonuje „destrukcji wielkich osiągnięć” Balcerowicza i spółki. Cóż, największym osiągnięciem Balcerowicza było gigantyczne bezrobocie, wyprzedaż majątku narodowego i zniszczenie tysięcy miejsc pracy. Biorąc to pod uwagę, istotnie – PiS systematycznie dokonuje destrukcji tych „osiągnięć” Balcerowicza, pokazując, że można pójść inną drogą, a „profesor” nie dorasta do pięt Mateuszowi Morawieckiemu. Nic więc dziwnego, że Balcerowicz się wścieka.

O co chodzi?

Jeśli występy panów wydawały się śmieszne, to o parę długości wyprzedziły ich liderki opozycji i ich feministyczne koleżanki. Wyczesana Henryka Krzywonos na zmianę dawała popis chamstwa i chyba paranoi. Swój apel skierowała do młodych, których postanowiła postraszyć Jarosławem Kaczyńskim. – Kiedy przyjdzie Jarkowi do głowy, by wam zabrać komputery i internet, co wtedy zrobicie?! Wyobraźcie sobie, że kurdupel przejeżdża ulicą i podoba mu się wasz dom – stwierdzi, że może go wziąść [pisownia zgodnie z wymową – przyp. red] – ma do tego prawo – straszyła, pozostając na poziomie bajek dla niegrzecznych dzieci.

Ale to właśnie ona powiedziała, o co naprawdę chodziło w niedzielnej demonstracji, i to ona ujawniła, jak wygląda obecna niezależność sądów. – Nie pozwólmy im, żeby zabrali nam ostatnią władzę – zagrzmiała. Otóż to! Henryka Krzywonos powiedziała to, co wiedzą wszyscy, a co Platforma Obywatelska usiłuje ukryć – sądy wcale nie są niezawisłe. Sądy należą do PO, a ich reforma sprawi, że przestaną. Potwierdzili to uczestnicy wieczornej demonstracji przed Sądem Najwyższym, wyświetlając na jego fasadzie napis „To jest nasz sąd”. „Nasz”, czyli protestującej totalnej opozycji wzbogaconej o paru aferzystów, paru TW i rzeszę starych ubeków. Mit o niezawisłości sądów obaliła też obecność na KOD-owskiej demonstracji czynnego sędziego, rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa Stanisława Żurka, nie mówiąc już o sędzim Rzeplińskim i „liście” sędziów do organizatorów niedzielnej hucpy. Co więcej – czynny sędzia Stanisław Żurek, któremu konstytucja wyraźnie zakazuje przynależności do partii politycznej i prowadzenia działalności publicznej niedającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów, nie tylko zapraszał na de facto partyjny wiec, ale przemówił zaraz po liderach opozycji. Pokazał w ten sposób, że jest po prostu platformerskim partyjniakiem, a jego wiarygodność jako sędziego stała się po prostu zerowa. Teraz każdy będzie mógł zakwestionować jego obiektywizm i… będzie miał rację. Trudno o lepszy argument za reformą sądownictwa niż widok sędziego Żurka stającego na politycznym wiecu obok Schetyny, Petru czy histeryzującej, zapomnianej nieco aktorki, znanej ostatnio z bronienia oskarżanego o pedofilię Romana Polańskiego – Doroty Stalińskiej. Ponoć jej wypowiedź pobiła wypowiedzi wszystkich polityków razem wziętych, ale to potwierdzałoby tylko mizerię intelektualną zabierających głos.

Inspiracja?

Liderzy protestu zapowiedzieli jego kontynuowanie. Jeśli utrzymają jej poziom, to możemy spodziewać się kampanii społecznej, podobnej do tej z mamusią tłumaczącą dziecku, kim jest „gorszy sort”. Histeryczny apel Henryki Krzywonos to wymarzony materiał edukacyjny dla totalnej opozycji i jej przyjaciół w mediach, np. dla Tomasza Lisa straszącego swoje córki, że jak nie będą się uczyć, to przyjdzie Jarosław Kaczyński, zabierze im smartfony i wyłączy internet, albo dla posła PO, komunikującemu dziecku, że jak nie zje zupki, to przyjdzie Kaczyński i zabierze mu rowerek. Śmieszne? No pewnie, że śmieszne, tyle że Henryka Krzywonos wykrzykiwała swoje hasła zupełnie poważnie (przecież to niemożliwe, że bredziła, będąc „pod wypływem” albo że nienawiść odebrała jej resztki rozumu).

Całość celnie podsumował Joachim Brudziński, który napisał na Twitterze: „Szanowni protestujący pod #Sejm, protestujcie spokojnie i do woli. U władzy jest #PiS, nikt nie będzie do was strzelał jak do górników za #PO”, czym musiał pewnie doprowadzić ich do szału. Mniej wyrozumiali okazali się internauci, którzy w zaledwie kilka godzin po demonstracji dosłownie ją wyśmiali. Przyznać trzeba, że uczestnicy protestu wiele zrobili, by ułatwić im zadanie, czego przykładem poza zacytowanymi wyżej wypowiedziami chociażby posłanka PO, która podczas „łańcucha światła” wokół Sądu Najwyższego zamiast świeczki dzierżyła w dłoni smartfona ze zdjęciem tejże. Nic dziwnego, że internauci po raz kolejny pogratulowali Jarosławowi Kaczyńskiemu opozycji, która systematycznie zaoruje się sama i powoli zaczyna już przebąkiwać, że w tej chwili niewiele może, ale jak wygra wybory, to ho, ho, ho… Tyle tylko, że jeszcze musi je wygrać, a na razie na to się nie zanosi.

Oczywiście opozycja ma tego świadomość, więc na kabaretach przed Sejmem i sądami może się nie skończyć. Nikt nie chce dać jej „w papę”, chociaż prosi się o to od miesięcy. Nikt nie zwraca na nią i jej towarzyszy spoza Sejmu większej uwagi, chociaż robi, co może, by tak się stało. Ba! Nawet jej medialni zwolennicy zaczęli utyskiwać, że twarzami demonstracji przed parlamentem, Sądem Najwyższym i Pałacem Prezydenckim byli przegrani politycy w wieku przedemerytalnym, tak samo jak „młodzieżówki” pościągane z całego kraju i że jak na demonstracjach nie będzie prawdziwej młodej krwi, to nic nie zmienią. Cóż – prawa natury są bezlitosne – pokolenie starych ubeków, konfidentów i rozmaitych TW po prostu albo zwyczajnie wymiera, albo nie jest w stanie dotrzeć do młodych, którzy z właściwym młodości idealizmem gardzą aferzystami wycierającymi sobie gęby wolnością. W dodatku rozmaite polityczne gagatki w rodzaju Piniora mają coraz większe szanse na zakończenie karier na jakiejś Białołęce. Może więc przestać być śmiesznie. Paweł Kasprzak z KOD-u chyba dał się ponieść chwili i zapowiedział: – Przy każdym kawałku tych zasranych barierek stanie poseł opozycji i senator opozycji, ze świętym immunitetem… – mówił, mając na myśli barierki otaczające budynek parlamentu. Opozycja już zapowiada, że na wydzieraniu się przed Sejmem nie koniec, że będzie eskalować swoje protesty. Próba zorganizowania hucpy w TVP przez „etatowego błazna PO” Michała Szczerbę jest tylko jednym z przykładów takich działań. Ba! Działacz KOD-u stwierdził wprost, że dopuszcza nawet ofiary śmiertelne, byle tylko dzisiejsza opozycja odzyskała władzę. Wszystko więc wskazuje, że skompromitowane „autorytety” łatwo nie odpuszczą.

PN.PL/JB

stempel rp 2X96

Reklamy