Dzień: 4 sierpnia 2017

Woodstock 2017: Zespół wściekły na Owsiaka. Awantura na scenie, koncert przerwano

Jerzy Owsiak / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

„Do fanów, którzy wczoraj byli na polskim festiwalu Woodstock. Nigdy nie doświadczyliśmy czegoś podobnego. Przerwanie naszego występu przez dyrektora festiwalu po tym, jak wszczął konflikt fizyczny, jest nie do przyjęcia” – czytamy w oświadczeniu szwedzkiej grupy Mando Diao, która uczestniczyła w czwartkowym koncercie festiwalu Jerzego Owsiaka.

Mando Diao miało zagrać na zakończenie wczorajszego nocnego koncertu na Woodstock 2017. Jednak zespół zdążył zagrać zaledwie pięć utworów i… występ przerwano, nie podając przyczyn.

Dziś sytuację wyjaśnili muzycy grupy, publikując oświadczenie:

Do fanów, którzy wczoraj byli na polskim festiwalu Woodstock. Nigdy nie doświadczyliśmy czegoś podobnego. Przerwanie naszego występu przez dyrektora festiwalu po tym jak, wszczął konflikt fizyczny, jest nie do przyjęcia. Podzielamy przesłanie o pokoju, miłości i zrozumieniu, ale po tym, co się stało, możemy tylko powiedzieć, że to wszystko tylko show i ego, agresja i kontrola są jedynymi rzeczami, które przeważają w jego organizacji. Bawiliśmy się świetnie, czuliśmy wspaniałą energię, spotkaliśmy wspaniałych ludzi, i było tak dużo pozytywu podczas festiwalu, że trudno zrozumieć, że najwyższe kierownictwo festiwalu może tak się zachowywać. Nikt nie zaatakował członków naszego zespołu ani ekipy. Nikt. Jest nam szkoda ludzi, którzy byli rozczarowani. Tak się cieszyliśmy, że po tak długiej przerwie zagramy w Polsce i to było gorzkim rozczarowaniem. Oczekujemy że festiwal przeprosi za zachowanie również fanów, ponieważ my wszyscy zostaliśmy skrzywdzeni. Czekamy na powrót do Polski. Love

Do sprawy odnieśli się również organizatorzy Przystanku Woodstock.

Drodzy fani muzyki! Jesteśmy zasmuceni tym wpisem ponieważ sytuacja była zupełnie inna. Też czekaliśmy na koncert i jesteśmy bardzo rozczarowani że to w taki sposób się skończyło
– napisali m.in. w komentarzu pod oświadczeniem Mando Diao.

niezalezna.pl

 

Narkotyki, gwałt, pobicie – Woodstock jak zwykle!!!

A na Woodstocku jak zwykle… ‚Bezpieczna’ impreza Jerzego Owsiaka przynosi swoje typowe żniwo. Odnotowano już 82 przestępstwa i 170 wykroczeń, zatrzymano 60 osób. Chodzi o posiadanie i rozprowadzanie narkotyków, brutalne pobicie oraz gwałt.

„Większość przestępstw związanych jest z posiadaniem i udzielaniem środków odurzających, czyli narkotyków” – powiedział Marcin Maludy z lubuskiej policji.

„Do najpoważniejszych należy zaliczyć jedno ciężkie pobicie i jeden zgłoszony gwałt” – dodał policjant.

Jak powiedział, jak dotąd policja nie otrzymała informacji o zgonach.

Znalezione obrazy dla zapytania woodstock 2017 data

Z danych policji wynika, że do Kostrzyna pociągami przyjechało 55 tysięcy osób, dodatkowo do miasta wjechało 12 tysięcy samochodów. Na Festiwalu może być więc obecnych około 100 tysięcy osób.

W Kostrzynie aktywnie działają też funkcjonariusze monitorujący zagrożenie terrorystyczne. Do miasta przyjechali policjanci z całego kraju.

FRONDA.PL

JB – stempel rp 2X96

Siedem białych osiołków Tuska

Matka Kurka dla Frondy

Znalezione obrazy dla zapytania Matka Kurka (Piotr Wielgucki)

Praktycznie nie odrywam wzroku od niszowej stacji TVN24, co może zostać odczytane opacznie, ale już śpieszę ze szczegółowym wyjaśnieniem.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

TVN24 to jest kopalnia wiedzy bez dna, pod warunkiem, że założymy odpowiednią odzież ochroną, okulary i maseczkę. Trzeba TVN24 przefiltrować nie tylko na okoliczność treści i formy podawanych informacji, ale jeszcze rozumieć, jakim mechanizmem posługuje się ta mało wysublimowana jednostka propagandowa. Doskonale to widać na przykładach i jednym z nich jest Tusk, który łaskawie przyjechał z Giertychem do prokuratury.

Gdzieś tak około 9.30 zaczęły się pierwsze relacje. Widzieliśmy w kadrach TVN24 gęsty tłum, tak widzieliśmy, bo tak został skadrowany, w rzeczywistości było tam około 100… dziennikarzy. Za tą grupą stało siedmioro zwolenników „prezydenta Europy” i skandowało jego imię. W efekcie w ściśniętym kadrze pojawił się jasny, ale nie mający nic wspólnego z rzeczywistością przekaz. Patrzcie ludzie jakie mrowie Polaków wita z entuzjazmem naszego Donalda. Podniecona pani prezenterka, której nazwiska nie jestem w stanie zapamiętać, chociaż oglądam TVN24 od lat, wykrzyczała: „tłumy witają Donalda Tuska!”.

Tutaj zrobię cięcie. Mija kwadrans i w studio pojawia się klasyczny „zestaw dziennikarski”, w ramach pluralizmu liberalnych mediów. Jeden typ z „Wyborczej”, drugi z „Krytyki Politycznej”. Oho, myślę sobie, zaraz będziemy mieli liczbę uczestników na poziomie szacunków warszawskiego ratusza. Nic z tych rzeczy! Nie pamiętam już, który, ale jeden wyrwał się mniej więcej z takim komentarzem. „widzieliśmy jednak, że tych zwolenników jest tam garstka, może dziesięcioro, góra”. Prowadzący nie zareagował w żaden sposób, ten drugi też nie protestował, ale co pomyślała sobie dziennikarka, której nazwiska nie zapamiętam nigdy, to się do cytowania nie nadaje.

Krótki opis jednego przypadku nie pokazuje całego mechanizmu, powiedziałbym wręcz, że jest to bardzo ubogi skrót i w dodatku pokazany od tyłu. Prawdziwy schemat propagandowy wygląda jeszcze inaczej.

Pierwsze informacje w TVN24 są surowe, tam zwykle nie ma żadnego komentarza co i jak myśleć, bo jeszcze kierownictwo o tym nie zdecydowało. W tych informacjach w zasadzie mamy prawdę, nie całą i na pewno nie przez całą dobę, ale jednak prawdę. Jakiś zbłąkany reporter dotrze na miejsce zdarzenia, spontanicznie przekaże do studia, że jest spokojnie, niewielka grupka ludzi skanduje „konstytucja, konstytucja”. Gdzieś tak po godzinie z relacji zaczyna budować się produkt propagandowy. Grupka urasta do rangi „Polacy wyszli na ulicę”, powoli zaczyna się też rysować agresja drugiej strony, bo ktoś tam z daleka krzyknął „precz z komuną”.

W połowie dnia proporcje ulegają dalszej degradacji i manipulacji, demonstrujących jest coraz więcej i agresji też przybywa, ale w specyficzny sposób. Reporter dostaje zlecenie, idź w miasto i nagraj paru prawicowych oszołomów, najlepiej „moherów”. Po zmontowaniu „fali agresji prawicowych środowisk” wystarczy dodać „tłumy” i Sobieniowski czy inna Kolenda-Zaleska wyrzeźbi z tego fantastyczny materiał do „Faktów”. Daję pełną gwarancję każdemu, kto się zmusi i obejrzy TVN24 przez jedną dobę, że nie pozna materiału porannego,  gdy go zobaczy w wieczornym, głównym, serwisie. Wyobrażam sobie, że zasypuje mnie teraz grad pytań retorycznych: „Ale po cholerę się tak katować, nie lepiej zająć się czymś przyjemniejszym?!”. Zdecydowanie lepiej, ale nie da się pisać o polskim życiu publicznym, dostarczając nowej wiedzy i emocji, bez gruntownej analizy mechanizmów propagandowych stosowanych przez TVN, „Gazetę Wyborczą” i pozostałe jednostki masowej dezinformacji.

Dzięki takiej katorżniczej pracy i cierpieniom mogę z pełną odpowiedzialnością napisać coś, czego w „Faktach” widzowie nie zobaczą. Nie ma ze strony Polaków żadnego tłumnego poparcia dla Donalda Tuska. Sztuczny tłum i zamieszanie zrobili dziennikarze i tym razem wbrew woli samego Tuska, który zrozumiał, że ostatni cyrk z Pendolino bardziej mu zaszkodził niż pomógł. Zmienia się też systematycznie sytuacja w wymiarze sprawiedliwości, pomimo wet Prezydenta. Tusk widzi, że to nie ma nic wspólnego z układem „to nasz sąd”, ale same sądy zaczynają wydawać wyroki, które „podobają” się nowej władzy. Poza wszystkim Tuskowi zależy na wyciszaniu postępowań prokuratorskich, w których jest świadkiem, bo materia tych postępowań jest dla niego kompromitująca. 3 sierpnia 2017 roku Tusk został przesłuchany w związku z tym, co się działo z ciałami ofiar katastrofy smoleńskiej, a tego obronić się nie da. Stąd też całkowicie odmienne PR-owo zachowanie Donalda niż to miało miejsce w czasie pierwszego przesłuchania, dotyczącego „zdrady dyplomatycznej”, gdzie mógł się powygłupiać na pokładzie „Pnedolino” i w czasie spaceru do prokuratury.

Wszystkie te zachowania i TVN i samego Donalda Tuska dużo łatwiej czytać, jeśli się zna i śledzi na bieżąco „warsztat” i obróbkę produktów propagandowych. TVN pokazał, że Tusk nie ma białego konia, ale pałęta się wokół niego siedem osiołków, które donikąd go nie zawiozą.

Matka Kurka (Piotr Wielgucki)

JB – stempel rp 2X96

Wiceminister Kownacki: do końca roku możliwe podpisanie pierwszej umowy o systemie Patriot

FOTO: PAP
Pod koniec roku niewykluczone jest podpisanie umowy na dostawę pierwszych baterii systemu obrony powietrznej Patriot – powiedział w piątek wiceszef MON Bartosz Kownacki.

„Mam nadzieję, że pierwszy etap tego systemu, czyli kupno dwóch pierwszych baterii – to cztery wyrzutnie – z końcem roku powinniśmy zmierzać do podpisania tego kontraktu” – powiedział Kownacki w Polskim Radiu.

Poinformował, że przed dwoma dniami zostały przyjęte skorygowane założenia offsetowe podzielone stosownie do dwóch części planowanego kontraktu.

Dodał, że założenia zostały przekazane stronie amerykańskiej, która ma ok. 60 dni na przygotowanie oferty offsetowej. „Skoro wydajemy ogromne pieniądze, to musimy mieć też minimum korzyści gospodarczych, rozumianych jako bezpieczeństwo serwisowania i dostaw sprzętu” – powiedział wiceminister.

Pytany o obecne napięcie między Stanami Zjednoczonymi i Rosją oraz jego wpływ na Polskę, Kownacki ocenił, że „w jakimś sensie obecny polski rząd, a w szczególności minister (obrony Antoni) Macierewicz pada ofiarą tego napięcia”. „Dlatego, że decyzje, które są podejmowane chociażby w zakresie bezpieczeństwa, obecności wojsk amerykańskich (…), decyzja o zakupie systemu Patriot spotkały się z bardzo poważnym atakiem ze strony rosyjskiej, poważne podmioty w Rosji są zaniepokojone tym, że ten system będziemy mieli” – powiedział.

„Nie byłbym przesadny, gdybym powiedział, że pewne ataki, które próbują w ministra Macierewicza, czasem także mnie, skierować podejrzenie, są właśnie wynikiem takich działań ze strony tych, którzy chcieliby, że by Polska była nadal bezbronna” – dodał. Zdaniem wiceszefa MON „te ataki w jakimś sensie mogą być inspirowane przez Rosję, tak jak chociażby ostatni artykuły dotyczące właśnie systemu Wisła, gdzie podawano w wątpliwość czy to nasze intencje czy intencje amerykańskie”.

MON: USA zgodziły się na sprzedanie Polsce baterii rakiet Patriot w najnowocześniejszej konfiguracji

Zgodnie z memorandum intencji, o którym MON poinformowało na początku lipca, rząd USA zgodził się na sprzedanie Polsce baterii rakiet Patriot w najnowocześniejszej konfiguracji, jakiej mają używać wojska USA. Zestawy mają być wyposażone w dookólny, a nie sektorowy radar i zintegrowane z nowym systemem zarządzania polem walki IBCS, który ma zostać wprowadzony do amerykańskich wojsk lądowych.

Memorandum dotyczące zamiarów Departamentu Obrony USA w sprawie systemu Patriot dla Polski przewiduje podział programu na dwie fazy.

W pierwszej fazie wojska lądowe USA przedstawią Polsce ofertę dotyczącej czterech jednostek ogniowych (tj. dwóch baterii z 12 wyrzutniami) uzbrojonych w pociski PAC-3 MSE i wyposażonych w IBCS. Te zestawy mają być wyposażone w obecnie dostępny radar o ograniczonym polu obserwacji. Dostawy mają się rozpocząć w roku 2022, osiągnięcie zdolności operacyjnej przewidziano na rok 2023.

W kolejnej fazie USA mają zintegrować system z pociskami SkyCeptor – tańszym uzupełnieniem pocisków PAC-3 MSE – nowym radarem, i polskimi sensorami. Oferta w tej fazie ma zostać przedstawiona pod koniec roku 2018. W memorandum zaznaczono, że nie jest ono prawnie wiążące.

Modernizacja obrony powietrznej to jeden z priorytetów wieloletniego planu rozwoju sił zbrojnych. System ma być mobilny i umożliwić obronę wybranych obszarów – ważnych obiektów, zgrupowań wojsk i kontyngentów za granicą. Wisła – system średniego zasięgu zdolny zwalczać rakiety balistyczne – to jedna z części planowanego systemu obrony powietrznej kraju.

(PAP/JB)

stempel rp 2X96

Bici, szarpani, obrażani – tak ostatnio wygląda praca dziennikarzy TVP

TYLKO U NAS !

fot

Ataki na dziennikarzy TVP (fot. PAP/Tomasz Gzell/arch.PAP/Paweł Supernak)

Są obiektem agresji słownej i fizycznej, części grozi się utratą życia, innym „tylko” utrudnia pracę. Ekipa TVP Poznań usłyszała: „Pokazać ci, k***a, jak się podcina gardło?”, dziennikarka TVP Białystok wylądowała w szpitalu. A to dwie krople w morzu przykładów na to, że praca dziennikarzy staje się coraz bardziej niebezpieczna.

– Pracuję w TVP od stycznia 2007 r., ale z takimi warunkami pracy i z taką sytuacją nie spotkałem się ani razu – wspominał na antenie TVP Info Michał Fit, jeden z reporterów relacjonujących grudniowy protest Komitetu Obrony Demokracji i opozycji.

– To była agresja. To był przejaw ataków na dziennikarzy TVP, bo inni dziennikarze takich problemów nie mieli – mówił z kolei w styczniu Przemysław Toczek, który także 16 grudnia relacjonował zdarzenia sprzed budynku Sejmu.

– Tłum zebrał się ze względu na obecność naszej telewizji – mówił kilka dni wcześniej, na żywo, w nocy stojąc w utrudniającym mu pracę tłumie przed Sejmem.

Praca dziennikarzy staje się coraz bardziej niebezpieczna. I choć w ostatnim czasie szczególnie często obiektem ataków są dziennikarze Telewizji Polskiej, to nakręcająca się spirala agresji dotyka całe środowisko.

Wśród ostatnich, rażących przykładów – pobicie operatora Polsat News. „Operatora próbowano potrącić samochodem. Kiedy schronił się wśród drzew, został zaatakowany przez dwóch mężczyzn, z których jeden uderzył go w głowę i powalił na ziemię. Drugi z mężczyzn ukradł kamerę” – informowała pod koniec lipca stacja.

Obaj mężczyźni usłyszeli zarzuty przestępstwa rozboju i uszkodzenia ciała dziennikarza.
Kara nie ominęła natomiast mężczyzny, który w czasie programu emitowanego na żywo podczas Przystanku Woodstock w Kostrzynie nad Odrą uderzył pięścią w głowę prowadzącego ten program Grzegorza Miecugowa. Sąd skazał go na… 10 miesięcy prac społecznych po 40 godzin miesięcznie.

Bici i szarpani 

„Pokazać ci, k***a, jak się podcina gardło?” – takie zdanie usłyszał mężczyzna, który stanął w obronie ekipy TVP Poznań. Dwaj mężczyźni w kwietniu zaatakowali dziennikarkę TVP i pobili operatora. Ekipa miała relacjonować posiedzenie poznańskiej komisji kultury. Na widok kamery mężczyźni zareagowali agresją.

Choć policja przyjechała szybko, operator kamery został pobity. Okazało się, że napastnicy byli uzbrojeni w nóż i gaz.

W połowie lipca ubiegłego roku ekipę Telewizji Polskiej zaatakowano w jednej ze wsi pod Suwałkami, gdzie dziennikarze przyjechali na prośbę mieszkańców, którzy nie chcą budowy wielkiej chlewni.

Rolnik–inwestor najpierw rzucił się z pięściami na operatora kamery, potem z jeszcze większą agresją zaatakował dziennikarkę. Zaczęło się od wyzwisk i przepychanek.

Pierwszą ofiarą fizycznej agresji rolnika był sołtys wsi Żywa Woda na Suwalszczyźnie. Potem mężczyzna swoją złość wyładował na operatorze kamery – próbujący ochronić kamerę nasz kolega Michał Popko otrzymał cios w plecy.

Agresor nie oszczędził też kobiety – dziennikarkę, która próbowała pomóc operatorowi, uderzył prosto w twarz.

Pod koniec maja, w trakcie spotkania z redaktorem naczelnym „Gazety Wyborczej” Adamem Michnikiem, uderzono dziennikarza TVP, a także zniszczono jego kamerę.

Ekipa telewizyjna realizowała materiał dotyczący historii powstania „Gazety Wyborczej”. Nagranie z zajścia pokazano w środowym „Magazynie śledczym” Anity Gargas w TVP1.

Dziennikarz TVP Info Michał Rachoń w lipcu został zaatakowany przez uczestnika kontrmanifestacji Obywateli RP podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. W pewnym momencie jeden z mężczyzn złapał Rachonia za kurtkę.

– Nie sprowokujesz mnie, jestem dziennikarzem, nie używam siły – odpowiedział mu dziennikarz.

Takie ataki na dziennikarzy relacjonujących wydarzenia nie są nowością. W grudniu 2015 roku zaatakowany został Radomir Wit, reporter TVP Info.

– To były drobne przepychanki po tym, jak zgromadzenie zostało już rozwiązane – przekazał niedługo po zdarzeniu w telefonicznym połączeniu z prowadzącym program. Dodał, że „organizatorzy, którzy starali się załagodzić sytuację, podkreślali, że to nie było zależne od nich”.

Utrudnianie godzi w wolność mediów

Konstytucja, a dokładnie artykuł 14 ustawy zasadniczej, „zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”, prawo prasowe w swoim pierwszym artykule precyzuje: „prasa (…) urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej”.

Tymczasem utrudnianie pracy dziennikarzom powoli staje się standardem w „relacjach na żywo”.

W lipcu Katarzyna Pawlina, reporterka TVP Info, została zagłuszona przez osoby manifestujące przed budynkiem parlamentu. Tego dnia senatorowie obradowali nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. Zebrany wokół ekipy TVP tłum skandował: „propaganda”, „zmień robotę”.

Wśród demonstrujących i przeszkadzających ekipie TVP byli także dziennikarze, m.in. Marcin Dzierżanowski, wicenaczelny tygodnika „Wprost”.

Z podobnymi problemami spotkali się dziennikarze relacjonujący grudniowe protesty opozycji. – Przez dwa dni miałem problemy ze słuchem. Niedosłyszałem na lewe ucho. Słyszałem szum, pisk – opowiadał Michał Fit, reporter TVP Info.

– Do tej pory, nawet jak był tłum manifestantów, którzy starali się przeszkodzić pracownikom telewizji w wykonywaniu ich pracy, to nie naruszali nietykalności cielesnej, a w tym przypadku dochodziło do takich sytuacji – mówił z kolei Przemysław Toczek, który także pojawił się z kostką TVP Info przed Sejmem 16 grudnia.

Utrudnioną pracę miał także Miłosz Kłeczek. Wczoraj, gdy przed budynkiem Prokuratury Krajowej w Warszawie zebrali się zwolennicy Donalda Tuska, jeden z nich próbował utrudnić pracę dziennikarzowi. Podczas relacji na żywo za głową dziennikarza trzymał dwa palce.

– Wszystko w porządku? Rozumiem, że jest pan osobą poważną. Mamy tutaj poważną sprawę – przesłuchanie w sprawie śmierci 96 osób w katastrofie smoleńskiej, a pan robi sobie żarty na antenie. Gdybyśmy prowadzili program kabaretowy, to wtedy byłoby to uzasadnione. Ale mówimy o bardzo poważnych sprawach, więc uprzejmie proszę, aby nie przerywał pan naszej relacji – zwróci się do mężczyzny reporter.

To nie tylko naganne, to karalne

Prawo prasowe mówi jasno: „kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej – podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Tyle artykuł 43.

Tymczasem Press Club Polska zwraca się do kolejnego prezydenta o przychylne odniesienie się do zaproponowanych przez tę organizację zmian w prawie prasowym. Po kolejnych atakach na dziennikarzy projekt po raz pierwszy trafił do kancelarii Bronisława Komorowskiego w 2011 roku.

W ubiegłym roku, po ataku na dziennikarkę TVP Białystok, projekt złożono w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy. Zmiany dotyczą zwiększenia kary za naruszenie nietykalności cielesnej dziennikarza. Spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziennikarza będzie skutkowało odpowiedzialnością zagrożoną więzieniem od 2 do 12 lat. Drugim ważnym elementem projektu jest ściganie takich przestępstw z urzędu, nie zaś z oskarżenia prywatnego.

Analogiczne przepisy o ochronie prawnej obowiązują w odniesieniu do 30 innych zawodów – adwokatów, lekarzy, nauczycieli, policjantów, strażaków, leśników czy pracowników ochrony.

stempel rp 2X96

TVP Info z rekordem. Takich wyników nie było od lat

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

W lipcu TVP Info osiągnęło najwyższe średnie miesięczne udziały od lipca 2011 – 5,1 proc. Porównując czerwiec i lipiec tego roku wzrosły również widownia (z 223 tys. na 285 tys.) oraz udziały anteny – z 4,0 proc. na 5,1 proc. Rekordową średnią oglądalność dnia antena miała 6 lipca – 452 tys. widzów przy udziale 8,2 proc. W czołówce najlepiej oglądanych w lipcu programów TVP Info znalazł się prowadzony m.in. przez Michała Rachonia program „Minęła dwudziesta”.

Największą widownię zgromadziła w lipcu relacja na żywo z wystąpienia prezydenta USA Donalda Trumpa na Placu Krasińskich. 6 lipca, w trakcie trwania transmisji z tego wydarzenia antena była stacją pierwszego wyboru spośród wszystkich dostępnych kanałów telewizyjnych w Polsce. Oglądało ją ponad 1,2 mln widzów przy udziale 19,2 proc.

Spośród programów publicystycznych najlepiej obejrzał się „Nie da się ukryć” Ewy Bugały, poświęcony wydarzeniom związanym z uchwaleniem ustawy reformującej Sąd Najwyższy – 20 lipca, 1 mln widzów, udz. 8,4 proc. „Nie da się ukryć” uzyskało również wzrost średnich udziałów porównując czerwiec (widownia 507 tys. widzów, udziały 3,8 proc.) do lipca (677 tys. przy udziałach 5,4 proc.).

Kolejnym programem, który zanotował wysoką oglądalność w poprzednim miesiącu było „W tyle wizji Extra”. 20 lipca program miał rekordowe udziały 9,7 proc. z widownią 976 tys. Wzrosły również średnie udziały programu porównując miesiąc do miesiąca (czerwiec – widownia 579 tys., udz. 5,3 proc., lipiec – 744 tys., udz. 7,2 proc.). Wysoką średnią miesięczną udziałów osiągnęło również „W tyle wizji”. Porównując czerwiec do lipca program zanotował wzrost na poziomie 26,0 proc. (czerwiec – 580 tys. widzów, udz. 4,6 proc., lipiec – 699 tys., udz. 5,8 proc.).

W pierwszej piątce najlepiej oglądanych w lipcu programów TVP Info plasuje się „Minęła dwudziesta” z 10 lipca – wydanie specjalne z relacji z 87. miesięcznicy smoleńskiej. Program śledziło 954 tys. widzów (udz. 7,6 proc.). Średnie udziały „Minęła dwudziesta” (widownia 709 tys. przy udziałach 6,0 proc.) wzrosły w lipcu w porównaniu do czerwca (widownia 630 tys., udziały 4,9) o 22,4 proc.

Do „Top 5” lipcowych programów TVP Info zalicza się „Info Wieczór” z 20 lipca. Program relacjonujący wydarzenia sprzed Pałacu Prezydenckiego śledziło 953 tys. widzów przy udziałach 7,5 proc.

Od maja 2017 r. anteną TVP Info kieruje dyrektor TAI i szef „Teleexpressu” Klaudiusz Pobudzin, a jego zastępcą jest Grzegorz Pawelczyk.

Źródło: niezalezna.pl
JB – stempel rp 2X96

To prawdziwa bomba! Odkryto raporty Jaruzelskiego z krwawych wypraw na Niezłomnych

Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego / youtube/print screen/TVP VOD

Profesor Sławomir Cenckiewicz, dyrektor Wojskowego Biura Historycznego, opublikował w mediach społecznościowych raporty młodego Wojciecha Jaruzelskiego z jego wypraw na żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych oraz Wolności i Niezawisłości. Jak dodał historyk, są tego „setki stron”. Sprawozdania pochodzą z końca 1946 r. i początku 1947 r.

Dobry dzień… Trzeci tydzień przebijam się przez akta LWP związane z fizyczną likwidacją Żołnierzy Niezłomnych! Jest tego tysiące… No i dzisiaj – teczka po teczce – 5. Kołobrzeskiego Pułku Piechoty. A tam… setki stron z kpt. Wojciechem Jaruzelskim w roli głównej – krwawy sprawozdawca z krwawych wypraw na żołnierzy AK, NSZ i WiN 
– poinformował Sławomir Cenckiewicz.

Jak przyznał, znał opis kilku sprawozdań z książki Lecha Kowalskiego, ale okazało się, że materiału jest znacznie więcej. „Z niektórych dopiero ściągamy te postkomunistyczne zapory w postaci gryfów tajności. Po 28 latach III RP! W każdym razie, Kochani – mamy to!” – dodał.

I pomyśleć, że taki zbrodniarz miał państwowy pogrzeb, a Prezydent RP (Bronisław Komorowski – red.) żegnał go słowami: „żegnam jednego z ostatnich symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów, polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski” 
– przypomniał prof. Cenckiewicz.

Cóż Jaruzelski symbolizował i dźwigał w historii Polski? Poza ofiarami, które miał na sumieniu… 
– napisał historyk.

Źródło: niezalezna.pl

JB – stempel rp 2X96