Wycie przed Sejmem! Podsumujmy histerię totalnej opozycji!

 

Wycie przed Sejmem! Podsumujmy histerię totalnej opozycji! FOTO:IAR

Trudno o lepszą ilustrację przysłowia „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Kiedy rządziła koalicja PO-PSL – pod adresem Prawa i Sprawiedliwości padały buńczuczne słowa: „Wygrajcie wybory, będzie mogli robić, co chcecie”. Dzisiaj, kiedy PiS bezapelacyjnie i podwójnie wygrało wybory – przekaz się zmienił. Obecnie brzmi: „Wygraliście wybory, ale róbcie to, co my chcemy”.

Kolejny paroksyzm antydemokratycznej opozycji wybrzmiał w niedzielę przed Sejmem. Tak na marginesie: moim skromnym zdaniem zamiast określenia „totalna”, znacznie lepiej oddaje istotę opozycji spod znaku PO, Nowoczesnej i przystawek przymiotnik „antydemokratyczna”. Bo przecież skupia się ona na ustawicznym negowaniu mandatu demokratycznej władzy do reformowania państwa zgodnie z tym, co społeczeństwu w kampanii wyborczej zapowiedziała i obiecała. Ta opozycja jest więc nie tyle totalna, co antydemokratyczna – żąda, aby większość wykonywała wolę mniejszości. A na tym właśnie polegały totalitaryzmy takie jak komunizm.

Opozycja kolejny raz zebrała swoich sympatyków – tym razem nie tyle na marszu, co na wiecu przed Sejmem. Przyznam szczerze: takich wieców w takiej obsadzie życzyłbym Polsce jak najwięcej, bo nic tak dobrze jak one nie przekonuje społeczeństwa do Prawa i Sprawiedliwości. Ludzie będą głosować na PiS – nawet jeśli go niezbyt lubią, z tej prostej przyczyny, że jeszcze bardziej alergicznie reagują na luminarzy i gwiazdy antydemokratycznej opozycji. Właściwie to posiada ona albo gen samozagłady, albo skażona pozostaje bezdenną głupotą wynikającą z arcyzadufania w sobie. Uczynienie jedną z twarzy protestów Leszka Balcerowicza – to już nie strzał w kolano, ale prosto w skroń. Bo przecież wciąż zawołanie „Balcerowicz musi odejść!” jest jednym z najbardziej nośnych polskich haseł społecznych – może oprócz „Precz z komuną!”. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niedzielna ruchawka przed Sejmem to przede wszystkim protest warszawki, warszawskiego salonu od dawna oderwanego od polskich realiów. Pokażcie, promujcie Balcerowicza w Polsce B, na ścianie wschodniej, w Wałbrzychu, na Górnym Śląsku, w miastach, gdzie zamknięto kopalnie, zburzono cukrownie, zlikwidowano w czasach transformacji miejscowe zakłady pracy. Tam Balcerowicz nawet w najbardziej słoneczną pogodę po pięciu minutach spaceru będzie miał kompletnie przemoczone ubranie – ludzie go po prostu oplują.

Ten wiec to wewnętrzna ruchawka warszawskiego salonu i jego fanów z prowincji. Kogo innego przekona Henryk Wujec i jego opowieści, jak to się walczyło za czasów Solidarności. Przecież ci, którzy teraz wycierają sobie gębę Solidarnością – przez lata ją zohydzali, konsekwentnie burzyli jej mit i autorytet. Balcerowicz i Wujec porwą i przekonają młodych? Już prędzej mógłby uczynić to Adrian Zandberg i jego lewacy z Razem, ale ich akurat na tym wiecu nie dopuszczono do mikrofonu, bo przecież to była impreza salonu. Jak „żydy” wiecują – „chamom” nie udziela się głosu. Kogo jeszcze tam mieliśmy? Ryszarda Petru, czyli człowieka, który został memem i ma z niego „polewkę” cały polskojęzyczny internet. No i Schetyna – wiadomo, że on walczy o swoje interesy, a nie o polskie.

Na okrasę przemówienie Doroty Stalińskiej. Histerycznie przesadzała z ilością mocnych przymiotników. Poza tym to wołanie o dyktaturze – ileż oni razy już wołali, więc zdewaluowali. Podobnie jak ów pastuszek z bajki, który dla dowcipu krzyczał „Wilk w owczarni!”, a kiedy ludzie biegli na ratunek – chichotał zadowolony, że dowcip mu się udał. Kiedy wilk naprawdę nadszedł – nikt nie przyszedł z pomocą. Antydemokratyczna opozycja doprowadziłaby do sytuacji, że gdyby za miesiąc Sejm zdelegalizował Platformę Obywatelską, skonfiskował majątki sędziów, na mocy doraźnego sądu rozstrzelał Wałęsę, a Schetynę i Kopacz zamknął w ciężkim więzieniu – protest wypaliłby się po 24 godzinach.

Oni ośmieszyli się sami. Kabaretowi liderzy, z których jeden okazuje się oszustem, a drugi alfonsem; na dodatek kabaretowi męczennicy – bo Jacek Żakowski oświadczył właśnie, że władza maltretuje Tomasza Piątka. A ja myślałem, że Tomasza Piątka przez długie lata maltretowała wóda, prochy i heroina, a nie Macierewicz do spółki z Ziobrą. Tak, więcej takich manifestacji – niech przemawiają Wujec, Lityński, Balcerowicz, Michnik nawet. Efekt będzie tylko jeden – odżyje dowcip, który w stanie wojennym opowiadano o krokodylu i zebraniu ZBOWiD-u. We współczesnej wersji będzie on brzmiał: Co to jest: dwa jajka i 100 zębów? To jest krokodyl. A co to jest 100 jajek i dwa zęby? To jest manifestacja KOD-u!

Potem zebrani przenieśli się przed budynek Sądu Najwyższego, gdzie zapalili świece. Tym samym narodziła się nowa świecka tradycja: Dzień Zaduszny obchodzony 16 lipca. Paliły się te świeczki chyba za dusze Gersdorf, Łączewskiego i Tuleyi. Tyle że społeczeństwo do przedstawicieli „zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi” ma dziś stosunek już mniej więcej taki jak do Leszka Balcerowicza. Gdyby „dyktatura” kazała palić prominentnych sędziów na stosach – ludzie raczej przychodziliby z wiązankami chrustu niż wiadrami wody. „Zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi” sama sobie zgotowała ten los, a ostanie wypowiedzi np. prezes Małgorzaty Gersdorf stały się gwoździami do trumny tejże „nadzwyczajnej kasty”. Zdają sobie z tego sprawę nawet szeregowi członkowie PO, stwierdzając dziś, że reformę sądownictwa należy dokonać przez ewolucję, a nie rewolucję! Cóż, na ewolucyjne reformy mieliście osiem lat i nawet żeście o nich nie przebąknęli. Pozwólcie zatem, że ci, którzy w demokratyczny sposób wygrali wybory, wezmą się do reformy według własnej recepty, że wrzody należy szybko przecinać i wycinać, a nie pudrować.

Oczywiście można uznać niedzielną manifestację przed Sejmem czy zgromadzenia o godz. 21 przed budynkami sądów w kilku miastach za jakiś sukces frekwencyjny. Tyle że w ciągu ostatniego półtora roku takich sukcesów frekwencyjnych było już kilka. I co? I nic! Pokrzyczeli, podymili, podmuchali w trąbki, poonanizowali się własną wulgarnością i nienawiścią. A potem rozeszli się do domów. Ta zachęta do protestu spłynie po Polakach jak – nomen omen – woda po kaczce, choć oczywiście będą ją grzały opozycyjne media typu TVN i Polsat. Ale są wakacje, ludzie na wczasy jeżdżą i dżemy z czarnych porzeczek robią. A jeśli się już o coś na Kaczyńskiego wkurzają – to o nowy podatek paliwowy 25 gr (brutto) na litrze benzyny, ropy lub autogazu.

Na koniec zagadka. Z czego Polacy bardziej by się ucieszyli – jeżeli prezydent Andrzej Duda zawetuje ustawę wprowadzającą opłatę drogową w wysokości 10 zł od zatankowania pełnego 40-litrowego baku, czy jeśli zawetuje ustawę o Sądzie Najwyższym? Z tym problemem do przemyślenia zostawiam liderów antydemokratycznej opozycji, a sam odmeldowuję się do lepszych wakacyjnych zajęć niż słuchanie ich wycia i ujadania.

PN.PL/JB

stempel rp 2X96

Reklamy