Polityczne igrzyska śmierci. Już za rok rozpocznie się trwająca trzy lata kampania wyborcza

WYRÓŻNIONY!

fot: YT fot: YT

Rozpoczęło się odliczanie do 3-letniego maratonu wyborczego. Zacznie się on jesienią 2018 r. wyborami samorządowymi, następne w kolejce będą w 2019 r. wybory parlamentarne, wreszcie w 2020 r. będzie starcie o prezydenturę.

Oznacza to faktycznie, że będziemy mieć ponad 2 lata ciągłej kampanii wyborczej. Będzie to brutalna kampania, gdyż obie strony sporu politycznego będą walczyć o życie. PiS jest zdeterminowany utrzymać władzę za wszelką cenę. Jarosław Kaczyński i czołowi politycy tej partii mają świadomość, że w razie przegranych wyborów będą bezlitośnie rozliczani przez opozycję i następnych kilkanaście lat spędzą na przesłuchaniach w prokuraturach i na ławie oskarżonych. Głównie za paragrafy w rodzaju „łamanie demokracji i praworządności”, ale wszyscy wiedzą, że miło nie będzie.

Zapasy w błocie

Nie będzie to walka na programy gospodarcze i polityczne, ale zapasy w błocie. PiS rządzi dziś sprawniej niż Platforma Obywatelska. Na razie budżet wytrzymuje zwiększone socjalne wydatki, a gospodarka się rozwija. Utrzymanie 4-procentowego wzrostu gospodarczego lub jego zwiększenie dawałoby ogromną szansę ekipie Jarosława Kaczyńskiego na pozostanie przy władzy. Trzeba przyznać, że opozycja nie ma pozytywnego planu, którym chce odsunąć PiS od władzy. Najbardziej spójną koncepcję przedstawiła Nowoczesna, która zademonstrowała poglądy zbliżone do programu Platformy z początków jej istnienia w sferze gospodarki, połączone z lewicowym podejściem do kwestii światopoglądowych. To w Polsce nie przejdzie. Sama PO zaś zwyczajnie się miota. O ile w kampanii wyborczej politycy tej partii tłumaczyli, że Polski nie stać, aby płacić 500 zł na drugie dziecko, to teraz chcą rozszerzyć ten program na każdego potomka. O ile przekonywali, że Polska w imię solidarności europejskiej i ludzkiej musi przyjąć uchodźców, to teraz są jest przeciw. W sumie ich przekaz przypomina kwik: dajcie nam znów porządzić. PiS tymczasem zorganizował w telewizji publicznej show pt. „Przeżyjmy to jeszcze raz” i odpala kolejne taśmy ze śledztwa w aferze podsłuchowej. To przedsmak, bo tylko w tym śledztwie jest jeszcze z 70 nagrań, a przecież istnieje jeszcze cała masa ciekawych materiałów z innych śledztw, które mogą znaleźć na wycieraczkach dziennikarze „niepokorni”. Druga strona także nie próżnuje, koncentrując się na pokazywaniu karierowiczów z PiS-u i wyalienowanego od rzeczywistości prezesa. Czyją historię kupią wyborcy? Wiele będzie zależeć od przypadku i łutu szczęścia, ale faworytem w tej rozgrywce jest ekipa Kaczyńskiego.

Na razie obie strony się zbroją. W Platformie powstała specjalna grupa speców od wizerunku, powołana do podgryzania PiS-u. Przesłanie, które ma popularyzować, jest proste: Jarosław Kaczyński jest dyktatorem, a PiS – prymitywną partyjką władzy, bez żadnych wartości (nie chce zaopiekować się biednymi uchodźcami).

Gabinet wojenny

Chociaż prezes PiS-u Jarosław Kaczyński (w tym miesiącu skończył 68 lat) twardą ręką trzyma swoją partię, to wewnątrz powstały silne frakcje, ostro walczące o wpływy. Polem starć jest obsada kluczowych stanowisk, tak w urzędach, jak i w najważniejszych spółkach Skarbu Państwa, ale także przygotowywanie się do ewentualnej sukcesji po Beacie Szydło. Mimo że PiS wysokie notowania zawdzięcza właśnie Szydło, to wśród partyjnych frakcji pokutuje przekonanie o tym, że jej premierostwo ma potrwać maksymalnie jeszcze tylko kilka miesięcy i ustąpić „gabinetowi wojennemu” Kaczyńskiego. Zmiany mają zostać ogłoszone lub zapowiedziane na lipcowym kongresie partii.

Dziś PiS, chociaż na zewnątrz wydaje się monolitem, faktycznie jest konglomeratem frakcji i interesów. – Wystarczy 1, 2 zasłabnięcia Jarosława Kaczyńskiego i się rozsypią – twierdzi jeden z polityków PO. W partii tej pokutuje zresztą opinia, że PiS jest jak Związek Sowiecki, musi kiedyś się rozpaść. Właśnie podsycanie ambicji i dezintegrowanie PiS-u jest dziś głównym planem PO.

Chociaż formalnie Zbigniew Ziobro (w sierpniu skończy 47 lat) jest poza PiS-em jako lider Solidarnej Polski, to faktycznie frakcja ziobrystów należy w PiS-ie do jednej z liczniejszych. Wywodzi się z niej m.in. prezydent Andrzej Duda (w maju skończył 45 lat). Na około 8 parlamentarzystów może liczyć Jarosław Gowin, ewidentnie kontestujący obecne rozdanie i jako jedyny z polityków obozu rządzącego pozwalający sobie na publiczną krytykę własnego rządu.

Kolejne frakcje to Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz i związani z nim ludzie, a także były szef CBA Mariusz Kamiński, dziś minister koordynujący ze swoją ekipą działania tajnych służb. Te „siłowe” frakcje w PiS-ie połączyły siły. Mają wąskie, ale sprawdzone kadry, a także ogromną wiedzę o patologiach w Polsce (także we własnym obozie) i bezpośredni dostęp do wiedzy „produkowanej” przez tajne służby. Nie wiadomo, kto w tym sojuszu jest rozgrywającym. Według popularnej anegdoty za szefa „połączonych sztabów” uważają się równolegle zarówno Macierewicz, jak i Kamiński.

Kolejną mocną frakcją są ludzie związani z senatorem Grzegorzem Biereckim. Twórca systemu Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych zyskał sobie miano „pisowskiego oligarchy”. Wciąż dysponuje ogromnym zapleczem finansowym, chociaż dziś system SKOK przeżywa kłopoty. Kontroluje media, które finansował i współtworzył przez SKOK im. Stefczyka, czyli m.in. portal wPolityce.pl i tygodnik „W Sieci”.

Jedną z najsilniejszych pozycji w PiS-ie zajmuje rzadko bywający w mediach Adam Lipiński (we wrześniu skończy 60 lat), w rządzie Beaty Szydło minister do spraw kontaktów z parlamentem. Lipiński to jeden z najbardziej zaufanych ludzi Kaczyńskiego, szef frakcji określanej w mediach jako zakon Porozumienia Centrum. Jego relacje z Kaczyńskim porównywano do tej, jaką Józef Piłsudski miał z wielokrotnym premierem II RP Walerym Sławkiem. Wpływy Lipińskiego są odwrotnie proporcjonalne do jego pojawiania się mediach. Miał tylko jedną głośną wpadkę, gdy został nagrany przez dziennikarzy TVN podczas negocjacji z Renatą Beger w sprawie rozbicia Samoobrony i poparcia przez nią i związanych z nią ludzi rządu PiS. Lipiński jest promotorem kariery Adama Hofmana. Były rzecznik PiS-u wyleciał z partii jesienią 2014 r., oskarżony o naciąganie kancelarii sejmu na koszty zagranicznych podróży (zgłaszał jazdę samochodem, a faktycznie latał tanimi liniami). Prokuratura sprawę jego i dwóch posłów PiS-u umorzyła, a sam Hofman realizuje się od 2 lat jako biznesmen i quasi-lobbysta. W tych działaniach Hofman po prostu musi mieć poparcie Lipińskiego. Do „zakonu” zaliczani są również m.in. Marek Suski, Jarosław Zieliński, Mariusz Błaszczak (młodszy stażem, ale wpasował się w grupę), a także Joachim Brudziński. Ta frakcja jest najbliższa Kaczyńskiemu i przez to najmocniejsza.

Około dwudziestu parlamentarzystów to ludzie związani z Radiem Maryja, a więc o. Tadeuszem Rydzykiem. Najbardziej znani to Anna Sobecka, Elżbieta Kruk i Barbara Bubula. Podobną liczbę ludzi mają przedstawiciele klubów „Gazety Polskiej” z dziennikarką tej gazety Joanną Lichocką na czele, chociaż nie przekłada się to wprost na silną pozycję Tomasza Sakiewicza, naczelnego GP.

Bardzo silną pozycję, dzięki osobistej relacji z Jarosławem Kaczyńskim, mają wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński i wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. A także zręcznie radzący sobie z politycznymi koteriami wicepremier od gospodarki Mateusz Morawiecki.

Paradoksalnie wybuch otwartej wojny w władzę w PiS-ie jest blokowany głównie świadomością zewnętrznego zagrożenia rządów. Nadchodzące „Igrzyska Śmierci” skutecznie hamują walkę o stołki i wpływy. Ta gra będzie się toczyć. Jej elementem jest dążenie Jarosława Kaczyńskiego do wciągnięcia posłów partii Kukiz ’15 do kampanii poparcia dla rządu, aby w ten sposób zwiększyć stabilność układu rządzącego, opierającego się obecnie tylko na 5 posłach. Kukiz ’15 ma być czymś w rodzaju protektoratu PiS-u, aby po kolejnych wyborach partia mogła utrzymać władzę.

PN.PL

JB — stempel rp 2X96

Reklamy