Dzień: 2 sierpnia 2017

Formuła 1 – Kubica z czwartym czasem na Hungaroringu

FOTO: PAP
Robert Kubica uzyskał w środę czwarty czas dnia podczas testów Formuły 1 na Hungaroringu pod Budapesztem. Jedno okrążenie toru – ze 142, które przejechał – pokonał w 1.18,527. Najszybszy był lider klasyfikacji mistrzostw świata Niemiec Sebastian Vettel (Ferrari).

32-letni polski kierowca, który walczy o powrót do F1, testował najnowszy bolid Renault. Jego rozbrat z Formułą 1 trwał, jak wyliczono, 2372 dni.

W porannej sesji Polak pokonał 74 okrążenia – najwięcej w stawce, a jego najlepsze osiągnięcie to 1.19,681. W sesji popołudniowej dołożył jeszcze 50 „kółek” i zszedł z wynikiem do 1.18,527, co – jak zaznaczył team Renault – było najlepszym rezultatem w historii jego występów na węgierskim obiekcie. We wtorek autem Renault jeździł Kanadyjczyk Nicholas Latifi, a jego najlepszy czas okrążenia to 1.20,302.

„To fantastyczne uczucie, że mogłem tu dziś być i poprowadzić R.S.17. To był fantastyczny powrót do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło (debiut w F1 w 2006 roku – PAP). Pozwolił mi odpowiedzieć na wiele pytań. Wiele się dowiedziałem o samochodzie najnowszej generacji i poznałem różnice między nim a autami, którymi jeździłem w przeszłości, m.in. jest znacznie szerszy. Metodycznie współpracowałem z teamem i myślę, że postęp był widoczny. Za wcześnie jednak, by powiedzieć już dziś, jaki może być następny krok” – powiedział Kubica, cytowany na oficjalnej stronie internetowej zespołu Renault.

Zadowolony z testów był też dyrektor sportowy Renault Alan Permane, który przyznał, że dzięki Kubicy team będzie mógł wyciągnąć dobre wnioski na przyszłość.

„To był wydajny, dobry dzień, który pozwolił się przekonać, że nasz bolid spisuje się bez zarzutu, nawet w ekstremalnych temperaturach. Weekendowa Grand Prix Węgier oraz dwa dni testów dostarczyły nam wielu ciekawych obserwacji, które już po letnich wakacjach pozwolą zoptymalizować osiągi naszego auta” – przyznał.

Setki polskich kibiców wspierają Kubicę na Hungaroringu

Setki polskich kibiców wspierają Roberta Kubicę podczas środowych testów Formuły 1 w najnowszym bolidzie Renault na torze Hungaroring pod Budapesztem. Wierzą, że będzie to jego wielki powrót.

W środę ogólnie najlepiej spisał się Vettel, który przed południem uzyskał 1.17,124. Od Kubicy lepsze wyniki miało jeszcze tylko dwóch kierowców – 17-letni Brytyjczyk Lando Norris za kierownicą McLarena – 1.17,385 oraz drugi z zawodników Ferrari Fin Kimi Raikkonen – 1.17,842.

Kierowcy testowali bolidy w sporym upale. Termometry momentami wskazywały nawet 36 stopni Celsjusza, a temperatura toru dochodziła do 54 stopni.

Pod Budapesztem urodzonego w Krakowie zawodnika wspierała liczna grupa polskich kibiców, którzy entuzjastycznie reagują za każdym razem, gdy Kubica wyjeżdża z alei serwisowej lub przemyka przed zajmowaną przez nich trybuną. Zażartowała z tego ekipa Force-India Mercedes, która napisała na Twitterze w humorystyczny sposób, że dzięki wiwatującemu tłumowi dokładnie wiadomo, w którym momencie Polak wyjeżdża z garażu.

Według organizatorów, w środę na trybunach obiektu pod Budapesztem zasiadło 3500 fanów, o półtora tysiąca więcej niż we wtorek, kiedy Polak nie jeździł. Ekipa Renault opublikowała film, na którym widać, jak Kubica podziękował im za wsparcie po zakończonych testach.

Sprawdzian na Hungaroringu był dla niego bardzo ważny w kontekście powrotu do rywalizacji w mistrzostwach świata Formuły 1. Polak startował w tym cyklu w latach 2006-10, odnosząc jedno zwycięstwo (Montreal, 2008). W lutym 2011 stracił częściowo władzę w prawej ręce po wypadku w Rajdzie Ligurii. Według mediów, polski kierowca miałby zastąpić Brytyjczyka Jolyona Palmera.

(PAP/JB)

stempel rp 2X96

Rosyjscy biznesmeni powiązani z Kremlem dotują Fundację Otwarty Dialog

TVP Info prześwietliło powiązania Fundacji Otwarty Dialog z Kremlem (fot. Shutterstock/zerzarbrab)

Co roku od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych trafia do Polski od rosyjskich biznesmenów powiązanych z Kremlem. To pieniądze, które zasilają konta Fundacji Otwarty Dialog. Właśnie ta organizacja była najbardziej aktywna w ostatnich dniach w protestach przeciwko rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Wśród hojnych darczyńców przewija się między innymi nazwisko Volodimira Ivanovicha Brovchenki, szefa firmy produkującej sprzęt dla rosyjskiej marynarki wojennej, która rejestrowana jest w Sewastopolu na okupowanym przez Rosjan Krymie.

JB – stempel rp 2X96

Banki dostaną mocno po kieszeni. Już ruszyła krytyka projektu prezydenta

/ Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska/ Demonstracja „Stop bankowemu bezprawiu”

– Wskazana w projekcie nowelizacji ustawy o wsparciu kredytobiorców skala obciążeń sektora bankowego może okazać się zbyt wysoka i może tym samym wpłynąć negatywnie na zdolność banków do finansowania gospodarki – oświadczył prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Z kolei jeden z analityków policzył już koszty, jakie banki poniosą, jeżeli w życie wprowadzona zostanie prezydencka nowelizacja.

Do sejmu wpłynął prezydencki projekt nowelizacji ustawy z 2015 roku o wsparciu kredytobiorców, znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Zakłada on m.in. dwukrotne podniesienie minimum dochodowego, umożliwiającego wnioskowanie o wsparcie. Ze składek banków ma też powstać Fundusz Restrukturyzacyjny, który rocznie może kosztować sektor nie więcej niż 3,2 mld zł.

Krzysztof Pietraszkiewicz zaznaczył, że banki będą analizować nowy prezydencki projekt i szczegółowo odniosą się do niego. Jak dodał, także ZBP swój szczegółowy komentarz przedstawi po wnikliwej analizie.

We wstępnym komentarzu prezes ZBP zwrócił jednak uwagę, że wskazana w projekcie kwota finansowania funduszu przez banki – 3,2 mld zł rocznie – może okazać się zbyt wysoka i negatywnie wpłynąć na stabilność sektora i jego zdolność do finansowania gospodarki.

Co ciekawe, Pietraszkiewicz przekonuje, że na prezydencki projekt należy patrzeć w kontekście obecnej sytuacji w gospodarce. Według niego, trzeba zwrócić uwagę na spadek kursu franka szwajcarskiego, co zmniejsza obciążenia kredytobiorców, spadek bezrobocia, a także zwiększenie pomocy społecznej np. w ramach programu 500 plus, który obejmuje także część frankowiczów.

Koszty banków wynikające z prezydenckiej nowelizacji policzył już Michał Sobolewski z DM BOŚ.

– Nowa regulacja oznaczałaby opłatę dla banków posiadających portfele kredytów walutowych, czyli w największym stopniu mBanku, Millennium, PKO BP, BZ WBK i Getin Noble Banku. Nie znamy faktycznej stawki opłaty, a jedynie jej maksymalny wymiar, jednak można zakładać, że w początkowym okresie budowania nowego funduszu stawka byłaby zbliżona właśnie do poziomu maksymalnego – powiedział Sobolewski.

Gdyby tak się stało, w pierwszym pełnym roku obowiązywania składki stanowiłaby ona poniżej 40 procent zysku Banku Millennium, poniżej 30 procent zysku mBanku. To są banki, w których najwięcej zysku netto zniknęłoby ze względu na wprowadzenie tej opłaty. W przypadku PKO BP byłoby to poniżej 20 procent, a w BZ WBK okolice 10 procent zysku netto. Są to koszty istotne, zauważalne 
– dodał analityk, ale jednocześnie ocenił je jako „rozsądne”.

Ustawa z 2015 roku o wsparciu kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej zakłada, że kredytobiorcy – złotowi i walutowi – pozbawieni pracy i znajdujący się w trudnej sytuacji finansowej mogą przez 18 miesięcy otrzymywać pomoc do 1,5 tys. zł. Na fundusz wsparcia banki wyasygnowały 600 mln zł.

NIEZALEZNA.PL

JB – stempel rp 2X96

Szyszko o ekologicznych mądrościach Schetyny: on nie odróżnia samca od samicy

na zdj. Grzegorz Schetyna / Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Grzegorz Schetyna przypuszczam, że należy również do tej grupy ekspertów, którym trudno rozpoznać, to na pewno nie ulega najmniejszej wątpliwości – samca od samicy u kornika drukarza. To jestem na 100 procent pewny, że nie potrafi rozpoznać, ale przypuszczam, że ma pewne kłopoty z rozpoznawaniem również płci i wyższych gatunków – stwierdził minister.

Komisja śledzi sytuację z wielkim zaniepokojeniem. Dotychczas widzieliśmy doniesienia prasowe w tej sprawie, ale jeśli zostanie potwierdzone, że wycinka ma dalej miejsce w Puszczy Białowieskiej, sprawa zostanie wzięta pod uwagę w prowadzonej procedurze praworządności dotyczącej Polski  mówiła na dzisiejszej konferencji prasowej rzeczniczka Komisji Europejskiej Mina Andreewa.

Bruksela zamierza zbierać dowody przeciwko Polsce.

Minister środowiska pytany dziś w Radiu Maryja o komentarz do zapowiedzi Komisji Europejskiej, powiedział:

„To po raz pierwszy słyszę, ale na pewno z tym sobie damy radę”.

Szyszko odniósł się również do zapowiedzi szefa PO Grzegorza Schetyny, że jego partia chce powołania sejmowej komisji śledczej ds. działań ministerstwa w Puszczy Białowieskiej. Platforma ma złożyć też zawiadomienie ws. popełnienia przestępstwa przez Szyszkę. Chodzi o rzekomo nielegalną wycinkę.

„Ja się z tego cieszę, naprawdę. Bardzo proszę o komisję śledczą, ale pan Grzegorz Schetyna przypuszczam, że należy również do tej grupy ekspertów, którym trudno rozpoznać, to na pewno nie ulega najmniejszej wątpliwości – samca od samicy u kornika drukarza. To jestem na 100 procent pewny, że nie potrafi rozpoznać, ale przypuszczam, że ma pewne kłopoty z rozpoznawaniem również płci i wyższych gatunków”

– stwierdził minister.

Szyszko zapewnił, że jest otwarty na dyskusję, ale „na bardziej konkretnych danych i prawa, które jest narzucone dyrektywą habitatową i dyrektywą ptasią”.

„To chcemy za wszelką cenę doprowadzić do tego. I cieszę się, o ile będzie taka komisja śledcza, to z przyjemnością przed taką komisją wystąpię i będę starał się być również tym, który ma obowiązki swoje, by robić pewną edukację. I serdecznie zapraszam pana Grzegorza Schetynę, o ile by chciał pojechać ze mną do Białowieży, to z przyjemnością pojedziemy i zobaczymy żerowisko kornika drukarza i pokażę mu, jak wygląda samiec, jak wyglądają samice, jakie są gatunki towarzyszące (…) Z przyjemnością to mu pokażę i być może troszeczkę zacznie mówić bardziej konkretnie na temat spraw związanych ze środowiskiem”

– dodał szef resortu środowiska.

Trybunał Sprawiedliwości UE podjął w piątek decyzję o natychmiastowym nakazie wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej na obszarach chronionych. Jest to też środek tymczasowy, o który wnioskowała Komisja Europejska. Resort środowiska zapowiedział w poniedziałek, że będzie nadal prowadził działania w Puszczy Białowieskiej. Minister Szyszko poinformował, że do 4 sierpnia polska strona prześle swoją odpowiedź na zarzuty KE na działania wykonywane w Puszczy. 

NIEZALEZNA.PL
JB – stempel rp 2X96

Jutro przesłuchanie Tuska ws. Smoleńska. Będzie tłumaczył się ze skandalu z ciałami ofiar

PILNE!

Donald Tusk / Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

W czwartek w Prokuraturze Krajowej ma zostać przesłuchany w charakterze świadka były premier, szef Rady Europejskiej Donald Tusk. Chodzi o śledztwo dotyczące m.in. nieprawidłowości przy sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Przesłuchanie ma rozpocząć się o godz. 10.

Tusk miał być w tej sprawie przesłuchany już 5 lipca br. Powiadomił jednak prokuraturę, że z powodu obowiązków służbowych nie może się stawić. Tym razem – jak zapowiedział Paweł Graś, który jest doradcą ds. polityki i komunikacji przewodniczącego Rady Europejskiej i byłym rzecznikiem rządu – były premier stawi się w prokuraturze.

Prokuratura Krajowa nie ujawnia szczegółów postępowania. Jest to jedno z w sumie ośmiu śledztw prowadzonych przez zespół prokuratorów wyjaśniających okoliczności katastrofy smoleńskiej. Dotyczy ono niedopełnienia w kwietniu 2010 r. obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych, w tym ówczesnych prokuratorów Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Miało to polegać na tym, że nie uczestniczyli na terenie Federacji Rosyjskiej w sekcjach 95 ofiar katastrofy smoleńskiej ani nie wnioskowali o dopuszczenie do tych sekcji.

W tej sprawie przesłuchano już kilkudziesięciu świadków m.in. ówczesną minister zdrowia Ewę Kopacz, ówczesnego ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, byłego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, byłego naczelnego prokuratora wojskowego Krzysztofa Parulskiego i byłego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.

W związku z przesłuchaniem byłego premiera na ul. Rakowieckiej ma odbyć się „Wielki Spacer”. Zwolennicy Tuska chcą okazać mu wsparcie, spacerując w okolicach prokuratury, w której będzie przesłuchiwany. Do planowanej akcji odniósł się w sobotę sam Tusk. Na Twitterze napisał:

„Dzięki za wsparcie, ale #WielkiSpacer będzie długi. Zachowajcie siły. Jesteście przyszłością – nie bierzcie na siebie ciężarów przeszłości”.

W ubiegłym tygodniu Prokuratura Krajowa poinformowała, że znane są już wyniki badań genetycznych 32 z 33 ofiar katastrofy smoleńskiej, które dotąd ekshumowano na jej polecenie, począwszy od listopada ubiegłego roku. W 13 przypadkach znaleziono w trumnach części ciał innych osób, ujawniono też zamianę dwóch ciał. W czerwcu Prokuratura Krajowa podała, że nieprawidłowości stwierdzono m.in. w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

„Zaniechanie sekcji ofiar katastrofy smoleńskiej bezpośrednio po przewiezieniu ich ciał do Polski, wbrew obowiązującym w Polsce przepisom kodeksu postępowania karnego, doprowadziło do szeregu błędów ujawnionych w trakcie prowadzonych obecnie ekshumacji. Nieprawidłowości wykryto dotąd w ponad połowie przypadków. Polegały one głównie na zamianie ciał ofiar bądź umieszczeniu w jednej trumnie części ciał więcej niż jednej osoby, w skrajnym przypadku aż ośmiu”

– podała Prokuratura Krajowa.

Uczestnicy „Wielkiego Spaceru” swoją postawą tylko zaświadczą, że akceptują taką sytuację.

NIEZALEZNA.PL

JB – stempel rp 2X96

Wycie przed Sejmem! Podsumujmy histerię totalnej opozycji!

 

Wycie przed Sejmem! Podsumujmy histerię totalnej opozycji! FOTO:IAR

Trudno o lepszą ilustrację przysłowia „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”. Kiedy rządziła koalicja PO-PSL – pod adresem Prawa i Sprawiedliwości padały buńczuczne słowa: „Wygrajcie wybory, będzie mogli robić, co chcecie”. Dzisiaj, kiedy PiS bezapelacyjnie i podwójnie wygrało wybory – przekaz się zmienił. Obecnie brzmi: „Wygraliście wybory, ale róbcie to, co my chcemy”.

Kolejny paroksyzm antydemokratycznej opozycji wybrzmiał w niedzielę przed Sejmem. Tak na marginesie: moim skromnym zdaniem zamiast określenia „totalna”, znacznie lepiej oddaje istotę opozycji spod znaku PO, Nowoczesnej i przystawek przymiotnik „antydemokratyczna”. Bo przecież skupia się ona na ustawicznym negowaniu mandatu demokratycznej władzy do reformowania państwa zgodnie z tym, co społeczeństwu w kampanii wyborczej zapowiedziała i obiecała. Ta opozycja jest więc nie tyle totalna, co antydemokratyczna – żąda, aby większość wykonywała wolę mniejszości. A na tym właśnie polegały totalitaryzmy takie jak komunizm.

Opozycja kolejny raz zebrała swoich sympatyków – tym razem nie tyle na marszu, co na wiecu przed Sejmem. Przyznam szczerze: takich wieców w takiej obsadzie życzyłbym Polsce jak najwięcej, bo nic tak dobrze jak one nie przekonuje społeczeństwa do Prawa i Sprawiedliwości. Ludzie będą głosować na PiS – nawet jeśli go niezbyt lubią, z tej prostej przyczyny, że jeszcze bardziej alergicznie reagują na luminarzy i gwiazdy antydemokratycznej opozycji. Właściwie to posiada ona albo gen samozagłady, albo skażona pozostaje bezdenną głupotą wynikającą z arcyzadufania w sobie. Uczynienie jedną z twarzy protestów Leszka Balcerowicza – to już nie strzał w kolano, ale prosto w skroń. Bo przecież wciąż zawołanie „Balcerowicz musi odejść!” jest jednym z najbardziej nośnych polskich haseł społecznych – może oprócz „Precz z komuną!”. Trudno się oprzeć wrażeniu, że niedzielna ruchawka przed Sejmem to przede wszystkim protest warszawki, warszawskiego salonu od dawna oderwanego od polskich realiów. Pokażcie, promujcie Balcerowicza w Polsce B, na ścianie wschodniej, w Wałbrzychu, na Górnym Śląsku, w miastach, gdzie zamknięto kopalnie, zburzono cukrownie, zlikwidowano w czasach transformacji miejscowe zakłady pracy. Tam Balcerowicz nawet w najbardziej słoneczną pogodę po pięciu minutach spaceru będzie miał kompletnie przemoczone ubranie – ludzie go po prostu oplują.

Ten wiec to wewnętrzna ruchawka warszawskiego salonu i jego fanów z prowincji. Kogo innego przekona Henryk Wujec i jego opowieści, jak to się walczyło za czasów Solidarności. Przecież ci, którzy teraz wycierają sobie gębę Solidarnością – przez lata ją zohydzali, konsekwentnie burzyli jej mit i autorytet. Balcerowicz i Wujec porwą i przekonają młodych? Już prędzej mógłby uczynić to Adrian Zandberg i jego lewacy z Razem, ale ich akurat na tym wiecu nie dopuszczono do mikrofonu, bo przecież to była impreza salonu. Jak „żydy” wiecują – „chamom” nie udziela się głosu. Kogo jeszcze tam mieliśmy? Ryszarda Petru, czyli człowieka, który został memem i ma z niego „polewkę” cały polskojęzyczny internet. No i Schetyna – wiadomo, że on walczy o swoje interesy, a nie o polskie.

Na okrasę przemówienie Doroty Stalińskiej. Histerycznie przesadzała z ilością mocnych przymiotników. Poza tym to wołanie o dyktaturze – ileż oni razy już wołali, więc zdewaluowali. Podobnie jak ów pastuszek z bajki, który dla dowcipu krzyczał „Wilk w owczarni!”, a kiedy ludzie biegli na ratunek – chichotał zadowolony, że dowcip mu się udał. Kiedy wilk naprawdę nadszedł – nikt nie przyszedł z pomocą. Antydemokratyczna opozycja doprowadziłaby do sytuacji, że gdyby za miesiąc Sejm zdelegalizował Platformę Obywatelską, skonfiskował majątki sędziów, na mocy doraźnego sądu rozstrzelał Wałęsę, a Schetynę i Kopacz zamknął w ciężkim więzieniu – protest wypaliłby się po 24 godzinach.

Oni ośmieszyli się sami. Kabaretowi liderzy, z których jeden okazuje się oszustem, a drugi alfonsem; na dodatek kabaretowi męczennicy – bo Jacek Żakowski oświadczył właśnie, że władza maltretuje Tomasza Piątka. A ja myślałem, że Tomasza Piątka przez długie lata maltretowała wóda, prochy i heroina, a nie Macierewicz do spółki z Ziobrą. Tak, więcej takich manifestacji – niech przemawiają Wujec, Lityński, Balcerowicz, Michnik nawet. Efekt będzie tylko jeden – odżyje dowcip, który w stanie wojennym opowiadano o krokodylu i zebraniu ZBOWiD-u. We współczesnej wersji będzie on brzmiał: Co to jest: dwa jajka i 100 zębów? To jest krokodyl. A co to jest 100 jajek i dwa zęby? To jest manifestacja KOD-u!

Potem zebrani przenieśli się przed budynek Sądu Najwyższego, gdzie zapalili świece. Tym samym narodziła się nowa świecka tradycja: Dzień Zaduszny obchodzony 16 lipca. Paliły się te świeczki chyba za dusze Gersdorf, Łączewskiego i Tuleyi. Tyle że społeczeństwo do przedstawicieli „zupełnie nadzwyczajnej kasty ludzi” ma dziś stosunek już mniej więcej taki jak do Leszka Balcerowicza. Gdyby „dyktatura” kazała palić prominentnych sędziów na stosach – ludzie raczej przychodziliby z wiązankami chrustu niż wiadrami wody. „Zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi” sama sobie zgotowała ten los, a ostanie wypowiedzi np. prezes Małgorzaty Gersdorf stały się gwoździami do trumny tejże „nadzwyczajnej kasty”. Zdają sobie z tego sprawę nawet szeregowi członkowie PO, stwierdzając dziś, że reformę sądownictwa należy dokonać przez ewolucję, a nie rewolucję! Cóż, na ewolucyjne reformy mieliście osiem lat i nawet żeście o nich nie przebąknęli. Pozwólcie zatem, że ci, którzy w demokratyczny sposób wygrali wybory, wezmą się do reformy według własnej recepty, że wrzody należy szybko przecinać i wycinać, a nie pudrować.

Oczywiście można uznać niedzielną manifestację przed Sejmem czy zgromadzenia o godz. 21 przed budynkami sądów w kilku miastach za jakiś sukces frekwencyjny. Tyle że w ciągu ostatniego półtora roku takich sukcesów frekwencyjnych było już kilka. I co? I nic! Pokrzyczeli, podymili, podmuchali w trąbki, poonanizowali się własną wulgarnością i nienawiścią. A potem rozeszli się do domów. Ta zachęta do protestu spłynie po Polakach jak – nomen omen – woda po kaczce, choć oczywiście będą ją grzały opozycyjne media typu TVN i Polsat. Ale są wakacje, ludzie na wczasy jeżdżą i dżemy z czarnych porzeczek robią. A jeśli się już o coś na Kaczyńskiego wkurzają – to o nowy podatek paliwowy 25 gr (brutto) na litrze benzyny, ropy lub autogazu.

Na koniec zagadka. Z czego Polacy bardziej by się ucieszyli – jeżeli prezydent Andrzej Duda zawetuje ustawę wprowadzającą opłatę drogową w wysokości 10 zł od zatankowania pełnego 40-litrowego baku, czy jeśli zawetuje ustawę o Sądzie Najwyższym? Z tym problemem do przemyślenia zostawiam liderów antydemokratycznej opozycji, a sam odmeldowuję się do lepszych wakacyjnych zajęć niż słuchanie ich wycia i ujadania.

PN.PL/JB

stempel rp 2X96

Kolejna porażka Lisa! Komornik zajmuje mu konto, bo musi przeprosić posłankę Krystynę Pawłowicz!

 

fot; YT fot; YT

Pan Tomasz Lis dwoi się i troi, by obrzydzić Polakom posłów znienawidzonej partii PiS. Robi co może, by zaktywizować sobie podobnych, do akcji ulicznych. Skutek tego raczej mizerny a bywa, że bolesny dla niego samego.

Tak stało się w przypadku opublikowanego w kwietniu 2016 r., na łamach tygodnika „Newsweek Polska” tekstu pt: „Bulterierka Prezesa”. Dotyczył on posłanki PiS, pani prof. Krystyny Pawłowicz, którą pokazał, jako całkowicie podporządkowaną prezesowi PiS.

W tekście napisano m.in.: „Jest psem gończym Kaczyńskiego. On ją spuszcza z łańcucha, ona warczy, szczeka i gryzie. Potem prezes mówi >>siad<<, >>do budy<<. A ona kładzie po sobie uszy i wykonuje polecenia”.

Teraz Lis musi opublikować na stronie „Newsweek Polska” oświadczenie z przeprosinami i wyrazami głębokiego ubolewania „z powodu bezpodstawnego naruszenia dóbr osobistych” posłanki oraz „wprowadzenia czytelników w błąd”.

Za: PAP/JB

stempel rp 2X96