Miesiąc: Sierpień 2017

Walczyli o polski Śląsk – rocznica wybuchu I powstania śląskiego!

Foto: YouTube.com

Po zakończeniu I wojny światowej o losach Śląska decydowali nadal Prusacy, w których rękach pozostawały wielkie firmy – niskie pensje i skąpe racje żywnościowe doprowadziły do buntu.

Bogactwo Górnego Śląska, jego przemysł i górnictwo sprawiły, że Niemcy uruchomili całą swą agitację i aparat propagandy politycznej, aby tę dzielnicę pozostawić przy Rzeszy – tłumaczy dr Jan Przewłocki ze Śląskiego Instytutu Naukowego.

Pokojowa konferencja dopuściła do przeprowadzenia plebiscytu. W jego ramach ludność Śląska miała wypowiedzieć się odnośnie dalszej przynależności. Ludność polską stanowili głównie chłopi, a fabryki pozostawały w rękach Niemców. Oznaczało to rażącą dysproporcję w kontekście ew. plebiscytu.

Coraz silniejsza na Śląsku była Polska Organizacja Wojskowa Górnego Śląska, a punktem zapalnym stała się masakra górników z kopalni „Mysłowice”, którzy domagali się zaległych wypłat. 15 sierpnia robotnicy wtargnęli przez bramę, a wojsko otworzyło ogień. Zginęło siedmiu górników, dwie kobiety i trzynastoletni chłopiec.

Powstanie śląskie wybuchło w nocy z 16 na 17 sierpnia 1919 roku. W wyniku masakry, mieszkańcy Śląska rozpoczęli ataki na posterunki niemieckiej straży granicznej, powstańcami dowodził por. Alfons Zgrzebniok. Udało się opanować Tychy, Radzionków, Piekary, a także część Katowic.

Niestety, szybko zabrakło amunicji, nie nadchodziła pomoc, a Niemcy wezwali posiłki. Udało się im odbić zajęte miasta. 24 sierpnia 1919 komendant powstania, porucznik Zgrzebniok nakazał zaprzestanie walk. Pierwsze powstanie zakończyło się przegraną, ale stanowiło podstawy pod kolejne bunty na Śląsku.

Militarnie przegraliśmy, ale wygraliśmy politycznie. Udowodniliśmy, że Śląsk chce należeć do Polski. To było istotne – podkreśla jeden z uczestników tamtych wydarzeń w audycji Polskiego Radia.

ak

Parezja.pl
JB – stempel rp 2X96

Polityczna samotność prezydenta Dudy

BĄDŹMY DOBREJ NADZIEI!

a. duda

FOTO – ARCHIWUM

Zawetowaniem dwóch ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości, prezydent Andrzej Duda miał się wybić na polityczną niepodległość. Dzięki tym decyzjom niewidzialny łańcuch zależności, łączący go z Prawem i Sprawiedliwością miał zostać zerwany, a wykreowany przez dawne służby wizerunek Adriana i „długopisu PiS’u” miał pójść w zapomnienie.

Część republikańskich publicystów i niezrealizowanych politycznie zwolenników „umiarkowanego środka” rzuciła się w te pędy do tworzenia partii prezydenckiej. Tymczasem wokół prezydenta Dudy zaczyna się tworzyć polityczna próżnia.

 

Zaledwie trzy tygodnie po ogłoszeniu wolty wobec swoich dotychczasowych wyborców, prezydent Duda z silnego, pewnego siebie, charyzmatycznego przywódcy, zmienił się w poddenerwowanego, pokrzykującego podczas uroczystości państwowych, zdezorientowanego polityka, próbującego odnaleźć autentyczne tony w swoich przemówieniach. Od 24 lipca stało się jasne, że pan prezydent nie tylko nie będzie w stanie stworzyć silnego obozu partyjnego, stanowiącego przeciwwagę dla Zjednoczonej Prawicy, ale też z każdym dniem opuszczają go ci, z których do tej pory czerpał największą siłę i wsparcie: zwykli wyborcy.

Okazało się, że ani redaktor Ziemkiewicz z Warzechą, ani niezrealizowani politycznie rebelianci z PiS, w typie Migalskiego, Poncyliusza, Kowala czy Kluzik-Rostkowskiej nie naganiają elektoratu panu prezydentowi wystarczająco skutecznie, tak jak to sobie część z nich wymarzyła. Ciemny lud pisowski, zaściankowi, twardogłowi katole, ich rodziny, znajomi i przyjaciele, tym razem nie dali się nabrać na ten stary numer. Bo ileż razy można stosować zgrany trick z tworzeniem „umiarkowanego centrum”?

Dotychczasowi wyborcy prezydenta Dudy, będący w zdecydowanej większości wyborcami PiS, jednoznacznie opowiedzieli się za prezesem Kaczyńskim, premier Szydło, min. Macierewiczem, a nawet za znienawidzonym Ziobrą. W sondażu IPSOS, opublikowanym na początku sierpnia, Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło 40% wynik, PO spadło w okolice 20%, a Nowoczesna do 6%. Dla wszystkich realnie myślących polityków i dla napalonych jak szczerbaty na suchara „rozkraczonych” redaktorów stało się jasne, że żadnej partii prezydenckiej nie będzie.

Prezydent został sam. To widok smutny i przygnębiający, zwłaszcza, gdy przez ostatnie lata przywykliśmy do histerycznego wręcz entuzjazmu jego wyborców. Nawet Twitter, który do tej pory stanowił skuteczną broń głowy państwa, zawodzi. Pan prezydent pisze teraz głównie o sporcie, jak nie przymierzając Dariusz Szpakowski. A nawet i pod takimi wpisami pojawiają się jedno za drugim, pytania o ustawy sądowe (czy już napisane?) oraz o aneks do raportu z likwidacji WSI (kiedy będzie opublikowany?). Tym razem wyborcy nie odpuszczą i nie dadzą wcisnąć sobie byle czego.

Ażeby ratować twarz, w geście desperacji, otoczenie prezydenta sięgnęło po najgrubszego kalibru manewr, sugerujący możliwość budowy obozu prezydenckiego w oparciu o PSL i partię Kukiza. Jeśli pomysłem głowy państwa na samodzielność polityczną jest wejście w polityczną komitywę z formacjami wywodzącymi się wprost z PRL’u, uwikłanymi w kontrakty gazowe, afery gospodarcze i współpracę z Rosją, czy też ze stronnictwami budowanymi, jak to przyznał sam Paweł Kukiz, z wykorzystaniem doradców z SB i WSI, to po ewentualnych, nieudanych negocjacjach koalicyjnych z tymi formacjami, panu prezydentowi zostanie już tylko pan Zandberg z Leszkiem Millerem, oraz pozostałości po Samoobronie i Palikocie.

Paweł Cybula

Źródło: Telewiza Republika

JB – stempel rp 2X96

MSZ: nieuprawniony jest wniosek, że rząd nie popiera reparacji

fot

Resort dyplomacji odpowiada „Gazecie Wyborczej” (fot. arch.PAP/Paweł Kula)

Nieuprawnione jest wyciąganie wniosku, że obecny rząd „podtrzymuje stanowisko” z 2004 r. lub że „nie popiera reparacji” – oświadczyło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Dodało, że możliwość wystąpienia z roszczeniami jest kompleksowo badana.

„Gazeta Wyborcza” poinformowała, że poseł PiS Adam Ołdakowski pytał MSZ w lipcu, czy i kiedy polski rząd planuje wystąpić o wypłatę reparacji wojennych od Niemiec. Jak podaje pismo, w imieniu MSZ odpowiedzi udzielił wiceminister Marek Magierowski.

„Polska w 1953 r. zrzekła się reparacji wojennych od Niemiec, co potwierdził gabinet Marka Belki w 2004 r. Od tego czasu stanowisko polskiego rządu się nie zmieniło” – głosi komunikat.

Do publikacji odniosło się Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Resort w odpowiedzi na interpelację poselską przywołuje m.in. stanowisko rządu z 2004 r., stwierdzając, że nie uległo ono zmianie, ponieważ „od tamtego czasu nie były podejmowane formalno-prawne decyzje w tym zakresie”.

– Sformułowanie to jest wyłącznie opisem istniejącego stanu faktycznego. Nieuprawnione jest więc wyciąganie z niego wniosku, że obecny rząd „podtrzymuje stanowisko” z 2004 r. bądź, że „nie popiera reparacji” – podkreśliło MSZ.

Resort zaznaczył, że w tej samej odpowiedzi poseł Ołdakowski został poinformowany, iż obecnie z uwagi na oświadczenie z 1953 r. oraz jego potwierdzenie przez rząd w 2004 r. „możliwość skutecznego wystąpienia z roszczeniami reparacyjnymi wymaga dalszych analiz”. – Obecnie MSZ, wspólnie z innymi instytucjami państwowymi, kompleksowo bada przedmiotową problematykę – zaznaczył resort.

stempel rp 2X96

Będą kary za blokadę legalnego marszu Młodzieży Wszechpolskiej!

 

fot: YouTube fot: YouTube

Wydaje się, że wspierający totalną opozycję Obywatele RP i zrzeszeni w Ogólnopolskim Strajku Kobiet, nie mają żadnego pomysłu na prezentację swoich poglądów, poza blokadami. To kolejne świadectwo nie tyle intelektualnego ubóstwa, co świadomości braku sensownej alternatywy na prowadzoną przez rząd politykę i propagowane przez środowiska patriotyczne idee.

Do blokady nie potrzeba wszak ani wielu osób, ani specjalnych środków. Wystarczy usiąść, lub się położyć na asfalcie i czekać. Nawet jak uczyni to 10 osób, nikt przy zdrowych zmysłach deptać ich nie będzie.

Tym razem, wobec 220 legalnie maszerujących członków Młodzieży Wszechpolskiej, demonstrowało ok. 200 lewaków. W związku z nielegalną demonstracją, policja podjęła interwencję, której efektem są skierowane do sądu wnioski o ukaranie osób, które uczestniczyły w nielegalnej blokadzie (łącznie 117) oraz pięć wystawionych mandatów. Wylegitymowano 178 osób.

Rzecznik warszawskiej policji podkom. Sylwester Marczak, informując o działaniach policji i przebiegu marszu wskazał, że interwencje policji wobec nielegalnych demonstracji przebiegają zawsze w ten sam sposób. Przypomniał w tym kontekście, czerwcową paradę równości i interwencję policji, wobec blokujących ją członków organizacji prawicowych.

Za:tvp.info

JB – stempel rp 2X96

Rozliczenie komunistycznych generałów

FOTO: RIRM

Wdowa po komunistycznym gen. Czesławie Kiszczaku zwróciła się do prezydenta RP Andrzeja Dudy, aby nie pozbawiał stopnia generalskiego jej męża.

Maria Kiszczak na łamach „Super Expressu” twierdzi, że był on bohaterem i patriotą. „Mój mąż służył takiej Polsce, jaka była, bo innej nie było”  podkreśliła.

Ministerstwo Obrony Narodowej przygotował nowelę ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP.    Zgodnie z przepisami minister obrony miałby prawo odbierać stopnie oficerskie i podoficerskie byłym członkom WRON oraz osobom, które pełniły służbę w organach PRL.

Z kolei Prezydent RP mógłby pozbawiać stopni generalskich. Wśród byłych działaczy komunistycznych, którzy straciliby dystynkcje znalazłby się oprócz Kiszczaka także Wojciech Jaruzelski.

Rozliczenia komunistycznych generałów od dawna domagała się Liga Obrony Suwerenności. Wojciech Podjacki – przewodniczący ligi podkreśla, że elementarnym wymogiem na drodze do odzyskania honoru i godności jest rozliczenie zbrodniarzy. Historyk popiera działania rządu w tej sprawie.

Pozbawmy ich stopni wojskowych, pozbawmy ich orderów nadawanych przez władze takie czy inne, ale państwa polskiego. Zabierzmy im to, co oni sobie przywłaszczyli, bo byli autentycznie wrogami narodu polskiego, byli autentycznie sługusami obcego mocarstwa. Byli ludźmi brutalnymi, którzy wtedy kiedy rządzili nie znali litości dla zwykłych, przeciętnych Polaków – stwierdził Wojciech Podjacki.

O zdegradowanie Jaruzelskiego i Kiszczaka apelowały także do rządu środowiska kombatanckie i niepodległościowe.

Rząd PiS-u rozlicza ludzi związanych z poprzednim systemem m.in. poprzez obniżenie ich świadczeń emerytalnych. Z przestrzeni publicznej znikają także sowieckie pomniki oraz nazwy ulic upamiętniające komunistów.

RIRM/JB

stempel rp 2X96

MSWiA: uruchomiono 34 mln zł na zasiłki dla 7 tys. poszkodowanych rodzin

Na wniosek ministra Mariusza Błaszczaka uruchomiono ponad 34 mln zł na wypłatę zasiłków dla 7 tys. rodzin poszkodowanych przez nawałnice – poinformowało w środę MSWiA na Twitterze.
Zniszczony dom przy ul. Żabiej w Gnieźnie, które odwiedził minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak
Foto: PAP/Marek Zakrzewski
Zniszczony dom przy ul. Żabiej w Gnieźnie, które odwiedził minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak
 

Osoby poszkodowane w wyniku wichur i nawałnic mogą zgłaszać się po zasiłek w wysokości do 6 tys. zł – nie jest on rozliczany. Poszczególne samorządy zbierają informacje z terenu, przekazują je wojewodom, a ci następnie zgłaszają to do MSWiA.

błaszczak nawałnice4 1200.jpg

Szef MSWiA: w środę rozporządzenie upraszczające szacowanie strat

Dodatkowo jest możliwość otrzymania pomocy w wysokości do 20 tys. na remonty domów. Pieniądze te są rozliczane na podstawie faktur i oświadczeń, ale bez opinii rzeczoznawcy. Taka opinia jest wymagana, gdy poszkodowani ubiegają się o wyższą pomoc na remont domu – w wysokości do 100 tys. zł.

Od 10 sierpnia strażacy w całej Polsce interweniowali 21,3 tys. razy przy usuwaniu skutków burz. W wyniku nawałnic zginęło sześć osób, a 52 zostały ranne, w tym 13 strażaków. W całym kraju wiatr uszkodził lub zerwał dachy z prawie 4 tys. budynków, z czego 2,8 tys. to budynki mieszkalne.

koz

IAR/JB

stempel rp 2X96

Antyrządowi ekolodzy w oparach absurdu: „Huragan to nic takiego. Z lasem nie stało się nic złego”!

/ Fotomag/Gazeta Polska

45 tys. ha zniszczonego lasu na terenie Lasów Państwowych. 700 ha, czyli blisko jedna piąta powierzchni Parku Narodowego Bory Tucholskie, jest zdegradowanych. Zniszczone siedliska rzadkich gatunków i miejsca bytowania tysięcy zwierząt. I co na to ekolodzy oraz wspierający ich naukowcy? Według nich nic się nie stało. A większa szkoda stałaby się, gdyby… zginął jeden ryś.

To największa klęska w historii polskiego leśnictwa – powiedział wczoraj na konferencji prasowej dr Konrad Tomaszewski, dyrektor generalny Lasów Państwowych. Liczby mówią same za siebie. Nawałnica, która przeszła przez Polskę w nocy z piątku na sobotę, zniszczyła 45 tys. ha lasu w kilku regionalnych dyrekcjach Lasów Państwowych. Szacuje się, że w sumie huragan „ściął” 8,2 mln m sześc. drewna. Aby zobrazować tę liczbę, wystarczy powiedzieć, że Lasy Państwowe gospodarujące na 7,5  mln ha wycinają rocznie ok. 38 mln m sześc. W jedną noc wiatr wyrwał więc tyle, ile leśnicy ścinają przez kwartał jednego roku. W największym stopniu klęska dotknęła nadleśnictw Rytel, Bytów, Czersk, Runowo, Zamrzenica, Woziwoda, Szubin, Przymuszewo i Gołąbki.

Leśnicy jednak nie załamują rąk. Już dzisiaj zastanawiają się, jak naprawić szkody wyrządzone przez wiatr. Cały proces może potrwać nawet pięć lat. Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Toruniu ma już za sobą podobne doświadczenia. W 2012 r. nawałnica zniszczyła tam 500 ha lasu.

– Wykorzystaliśmy tamtą klęskę, aby przebudować drzewostany, zwiększając udział gatunków liściastych. Ich udział zwiększył się z 8 do 34 proc. Po pięciu latach widać efekty – mówi nam Janusz Kaczmarek, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu.

Leśnik jest dobrej myśli i liczy, że uda się powtórzyć sukces na ponad 40 razy większej powierzchni – 23,3 tys. ha. Jego dyrekcja najbardziej odczuła skutki nawałnic. Jak mówi, już dzisiaj zwiększany jest zbiór nasion, a szkółki leśne zwiększą niemal trzykrotnie zasiewy sadzonek (z 80 ha do 250 ha).

– Potrzebujemy ok. 240 mln sadzonek – mówił podczas wczorajszej konferencji prasowej dyrektor Kaczmarek.

Łatwo policzyć więc, że na dotkniętych huraganem terenach trzeba będzie posadzić ok. 400 mln drzew. Nie ma co liczyć jednak na wsparcie ekologów, którzy problemu nie dostrzegają.

„Z lasem nie stało się nic złego. Nie został zniszczony cenny przyrodniczo drzewostan, a właściwie jednowiekowa monokultura sosny. Wygląda to oczywiście bardzo spektakularnie, ale pracujące w puszczy ciężkie maszyny sieją w świecie przyrody większe zniszczenie” – orzekł Greenpeace na Facebooku.

Wtóruje mu dr Michał Żmihorski z Instytutu Ochrony Przyrody PAN‑u.

„Otóż z przyrodniczego punktu widzenia nie ma ŻADNEJ szkody w wyniku ostatniego huraganu. Zniszczone zostały tysiące hektarów drzewostanu, wygląda to spektakularnie i straty ekonomiczne są poważne, ale nie ucierpiały żadne zasoby przyrodnicze. Jeden dzień pracy drwali w Puszczy Białowieskiej albo skłusowanie rysia przynosi więcej strat przyrodniczych niż te 26 000 ha monokultury jednowiekowej sosny. Z punktu widzenia przyrody nie trzeba nic robić (odtwarzać, renaturyzować, regenerować, blebleble), a powstały wiatrołom jest z pewnością cenniejszy niż to, co było tam wcześniej” – mówi jeden z głównych naukowców wspierających antyrządowych ekologów.

Na razie nie wiadomo, ile rezerwatów, siedlisk gatunków chronionych zniszczyła nawałnica. Leśnicy mają podsumować straty w najbliższych kilku dniach. Z oficjalnych danych wiemy już jednak, że ucierpiało ok. 700 ha w Parku Narodowym Bory Tucholskie.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie
JB — stempel rp 2X96