★☭ Bolszewicki jad w europejskim krwiobiegu!

Mimo, że bolszewizm stanowił śmiertelne zagrożenie dla całej Europy i jej ładu moralnego, poszczególne państwa szły z nim na rozmaite kompromisy i układy. Sprzymierzały się z nim przeciwko swoim sąsiadom zamiast rzucić hasło wspólnej, europejskiej krucjaty przeciwko komunizmowi – mówi w wywiadzie dla PCh24.pl historyk i publicysta Piotr Zychowicz.

Czego nie doświadczylibyśmy jako Polacy, gdyby Józef Piłsudski poszedł na Moskwę, jak Pan sugeruje?

Operacji Polskiej NKWD w latach 1937 – 1938, Agresji 17 września, zbrodni katyńskiej, deportacji setek tysięcy Polaków na Sybir, a wreszcie PRL-u. Gdyby w 1919 lub 1920 Józef Piłsudski sprzymierzył się z „białymi” Rosjanami, poszedł na Moskwę i zniszczył bolszewizm, historia potoczyłaby się innymi torami. Komunizm byłby tylko krótkim, krwawym epizodem w dziejach ludzkości. Jak wyglądałoby sąsiedztwo Polski z białą Rosją w latach 20., 30., 40. czy 50 . – nie wiem. Na pewno jednak lepiej niż nasze „sąsiedztwo” ze Związkiem Sowieckim. Rosja była normalnym przeciwnikiem, który mógł co najwyżej odebrać nam taki czy inny kawałek terytorium. Związek Sowiecki był śmiertelnym wrogiem, który dybał na duszę narodu polskiego.

Czy Polska po odzyskaniu niepodległości mogła zostać monarchią? Dlaczego nie przyjęto takiej możliwości? Dlaczego w szkołach uczy się nas, że istniały tylko dwie koncepcje Polski – Piłsudskiego i Dmowskiego?

Byli ludzie, którzy opowiadali się za restauracją monarchii. Przypomnę, że pierwszym ośrodkiem władzy w Warszawie była monarchiczna, konserwatywna Rada Regencyjna. Niestety rok 1918 był zenitem idei demokratycznych. Polski obóz zachowawczy został odsunięty od decydowania o państwie, a zwyciężyły żywioły radykalne – socjaliści, ludowcy czy endecy. Polska niestety odrodziła się jako demokracja. Jako państwo słabe.

Czy opowiadałby się Pan za przywróceniem monarchii w tamtych warunkach? Dlaczego?

Oczywiście. Rzeczpospolita przed swoim upadkiem była bowiem wielonarodowym imperium. Kiedyś to my rozdawaliśmy karty w Europie Wschodniej. Po 1918 powinniśmy więc dążyć do odbudowy mocarstwa. Szansa na to była spora, bo zarówno Niemcy, jak i Rosjanie po I wojnie światowej znajdowali się na kolanach. Do tego, żeby zjednoczyć wszystkie narody Rzplitej w jednym państwie rozciągającym się od morza do morza, konieczne było jednak wprowadzenie monarchii. Osoba króla byłaby gwarantem spójności tego państwa, lojalności jego narodów wobec tronu. Niestety zwyciężyły demokracja i nacjonalizmy. W efekcie Rzeczpospolita została rozpruta wzdłuż szwów narodowościowych. „Wołając o króla – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz – wołamy o ideę państwową, o wzmocnienie władzy, wzmocnienie siły państwa. Idea króla jest ideą wywyższenia władzy naczelnej ponad krąg interesów, ambicji, poglądów jednostek, kół, grup, stronnictw, partii. Takie wywyższenie daje państwu moc, potęgę. Daje interesowi państwa zwycięstwo. Polska musi żyć, a republika nas rozkłada.”

Z Pana książki wyłania się piękne antykomunistyczne przesłanie: kto raz zaczadził swój umysł lewicowymi poglądami, nawet socjal-demokratycznymi, ten zawsze będzie czuł miętę do komunistów. Skąd takie przeświadczenie?

Dowodów na to jest sporo. W 1920 roku lewicowy premier Wielkiej Brytanii Lloyd George czuł wyraźną słabość do bolszewików. Może byli dzicy i nieokrzesani, może zamordowali kilka milionów ludzi, ale przecież byli towarzyszami we wspólnej walce z przebrzydłą „reakcją”. Józef Piłsudski mając do wyboru „białych” czy „czerwonych” również poparł tych drugich. Wolał żeby w Rosji szalał ludobójczy, bezbożny bolszewizm niż żeby zatriumfowali w niej konserwatywni, carscy generałowie. To się nie zmieniło w kolejnych latach. W dwudziestoleciu, podczas II wojny i podczas zimnej wojny, lewica zachodnio-europejska była zafascynowana sowieckim eksperymentem. Gdy bolszewicy mordowali księży, szlachtę i „burżujów” wszystko było okej. Pierwsi rozczarowani na Zachodzie pojawili się dopiero gdy w 1937 roku Stalin wziął się za wyżynanie innych komunistów. A kolejni w 1951 roku gdy zabrał się za Żydów.

„Pakt Piłsudski-Lenin” przedstawia wysoką wartość dla nauki o cywilizacji. Cytując licznych konserwatywnych myślicieli przypomina Pan bowiem, jak bardzo od standardów cywilizacji łacińskiej różnią się idee, plany i metody bolszewii. Czy niechęć Piłsudskiego do unicestwienia czerwonych ma do dziś wpływ na to, jak wygląda Europa, jej warstwa moralna i prawodawcza?

Bolszewizm był złem absolutnym.

„Jak w wiekach ubiegłych muzułmański półksiężyc – pisał Marian Zdziechowski – tak dziś czerwona gwiazda sowiecka godłem jest potęgi niosącej zagładę cywilizacji i kulturze świata chrześcijańskiego. I jak wówczas, tak też dziś narody i państwa Europy nie dorosły do zrozumienia naglącej konieczności solidarnej postawy i solidarnego działania przed obliczem groźnego niebezpieczeństwa. Zamiast tego krótkowzroczny egoizm, który albo obojętnie patrzy na nieszczęście sąsiada, w nadziei, że może coś na tym zarobić, albo nawet wchodzi w układy z wrogiem.

A plany i cele wroga tego w porównaniu z charakterem i celami najazdów tatarskich i tureckich sięgają nierównie dalej! Nic podobnego historia dotychczas nie zapisała. Chodzi o przeistoczenie świata w jeden wielki dom niewoli, w jakiś kołchoz, w którym człowiek stałby się automatem bez myśli i bez woli, albowiem myśleć i mieć wolę jest przywilejem tylko partii, przywilejem Czerezwyczajki.”

Przepraszam za długi cytat, ale zacny wileński profesor ujął sprawę znakomicie. Mimo, że bolszewizm stanowił śmiertelne zagrożenie dla całej Europy i jej ładu moralnego, poszczególne państwa szły z nim na rozmaite kompromisy i układy. Sprzymierzały się z nim przeciwko swoim sąsiadom zamiast rzucić hasło wspólnej, europejskiej krucjaty przeciwko komunizmowi. W efekcie bolszewicki jad sączył się do europejskiego krwioobiegu i nadal w nim krąży, mimo, że od upadku Związku Sowieckiego minęło już blisko ćwierć wieku. Ta trucizna nadal nas rozkłada.

Stawia Pan bardzo niepopularną tezę, że Polska mogłaby dogadać się z białą, carską Rosją, a już na pewno, że była ona mniej niechętna Polsce niż bolszewicy. Jak wytłumaczyć taki pogląd Polakom, w których krwi od dziesięcioleci płynie przecież niechęć do wszystkich rosyjskich carów?

Chyba jednak nie wszystkich. Car Aleksander I był w końcu dość sympatyczny, a zgładzony przez „czerwonych” car Mikołaj II wzbudza chyba w Polakach więcej współczucia niż niechęci. Rzeczywiście jednak polska tradycja romantyczna wychowuje Polaków w niechęci do Rosji. Żeby nie było wątpliwości – ja również uważam, że dzieje Rzeczpospolitej Obojga Narodów to dzieje rywalizacji z Rosją o prymat w Europie Wschodniej. Tyle, że Rosja była normalnym przeciwnikiem. Toczyliśmy z nią kilkanaście wojen, raz my, raz oni byliśmy górą. Raz my byliśmy w Moskwie, raz oni w Warszawie. Wszystko to nie niosło jednak zagrożenia dla samego bytu narodu polskiego. Rosja była konserwatywnym, chrześcijańskim krajem, a po reformach Aleksandra II była wzorem praworządności. Bolszewizm był zaś całkowitym zaprzeczeniem Rosji – był totalitarnym, ludobójczym molochem. Zabór rosyjski był dla Polaków rajem w porównaniu z okupacją komunistyczną.

Krystian Kratiuk pch24.pl
fot. Sergei Fadeichev/TASS/FORUM

Reklamy