Szlaban na Warszawską Gazetę! Oto jak sprytnie omija się tematy UJAWNIONE przez nasz tygodnik!

WYRÓŻNIONY!

Kolejny skandal z sędzią Wojciechem Łączewskim w roli głównej kazał mediom przypomnieć poprzednią aferę, kiedy ten sam sędzia myśląc, że rozmawia z Tomaszem Lisem zaproponował mu spotkanie w celu ustalenia strategii walki z prawicowym rządem. Ten głośny skandal jako pierwsza w Polsce ujawniła i opisała „Warszawska Gazeta”.

Obserwowaliśmy z obrzydzeniem ekwilibrystykę w mediach publicznych polegająca na tym, że tamtą głośną sprawę przy okazji nowej afery owszem wałkowano w mediach od rana do wieczora, ale tak, aby nie wymienić naszego tytułu. I tak mogliśmy usłyszeć, że aferę „Łączewski-Lis” ujawniła „jedna z gazet”, „pewna gazeta”, „jeden z tygodników”. Początkowo na ekranie mogliśmy ujrzeć materiał, na którym pojawiła się okładka „Warszawskiej Gazety” z tytułem tekstu o Łączewskim, ale dość szybko i z tego zrezygnowano. Czyżby Tomasz wykonał telefon do Samuela? W późniejszych informacjach a także w głównych „Wiadomościach” na antenie TVP1 ukazywano już tylko strony z „Super Expressu”, który jedynie powielił to, co jako pierwsza ujawniła „Warszawska Gazeta”. Podobnie rzecz się ma przy okazji tak zwanych telewizyjnych przeglądów prasy. Stół w studio mieniącej się narodową telewizji zarzucony jest zawsze mnóstwem gazet, ale na próżno szukać wśród nich „Warszawskiej Gazety”, choć ma ona więcej czytelników niż „Gazeta Polska”. W TVP Info możemy zapoznać się na przykład z opiniami i poglądami postkomucha Jerzego Domańskiego, redaktora naczelnego niszowego lewackiego „Przeglądu”, podczas gdy na nas obowiązuje szlaban.

Inna przypadek. Trwa wieczorny program pewnej prawicowej stacji TV, a prowadzący niemal słowo w słowo przytacza króciutki prześmiewczy tekst zaczerpnięty żywcem z „Warszawskiej Gazety”. Problem w tym, że mówi jakby od siebie. Ów tekścik w naszym tygodniku kończyła puenta w postaci zwrotki znanego przeboju grupy „Happysad”. Prowadzący program uczynił to samo puszczając widzom właśnie tę zwrotkę. Cały problem w tym, że wszystko od początku do końca odegrane zostało jako dzieło autorskie prawicowego i prawego do bólu redaktora. Warszawską Gazetę się czyta, inspiruje jej publicystyką, podkrada tematy, ale obowiązuje jedna żelazna zasada. Nie wolno nikomu wymienić na głos zakazanego tytułu. Tej żelaznej zasady najbardziej przestrzegają ci „partyzanci wolnego słowa” i „niepokorni”, którzy przez całe lata rozpaczali nad słabością ludzi mediów, których paraliżuje siedząca w ich tchórzliwych wewnętrzach autocenzura.

Kolejna historia. Podczas przesłuchania Michała Tuska, Roman Giertych składa przed komisją sejmową wniosek o przesłuchanie Michała Karnowskiego i Pawła Lisickiego w związku z tym, że na łamach kierowanego kiedyś przez nich tygodnika „Uważam Rze” pojawiały się reklamy „Amber Gold”. Przewodnicząca komisji, pani Małgorzata Wassermann słusznie ocenia wniosek Giertycha, jako kuriozalny gdyż jak mówi: „Reklamy Amber Gold ukazywały się w całej prasie, od prawa do lewa”. Chcemy te informację troszeczkę uściślić. Żadna reklama Amber Gold nigdy nie ukazała się w Warszawskiej Gazecie” i „Gazecie Finansowej”. Przejdźmy dalej.

Dochodzą do nas liczne głosy mówiące, że podczas spotkań Klubów Gazety Polskiej z publicystami mediów Sakiewicza, a także z nim samym, kiedy tylko ktoś wspomni o „Warszawskie Gazecie” puszczane jest do publiki oko i sugestie typu „ruska agentura”, „służby”, „WSI”. Mimo przegrania sprawy sądowej to środowisko dalej szerzy oszczerstwa, kłamstwa i insynuacje nie poparte żadnymi dowodami. Co tym wszystkim „prawym rycerzom” przeszkadza w „Warszawskiej Gazecie”? Że jest w stu procentach polska? Że nie zaprzyjaźnia się z politykami i partiami politycznymi? Że nie pęta się i nie skomli o wsparcie ze spółek skarbu państwa i ministerstw? Że nie należy do żadnej koterii i kliki? Że żyje tylko dzięki swoim wspaniałym Czytelnikom, których rzesza stale rośnie? Obłudnicy i faryzeusze przez długie lata przekonywali, że chodzi im o poszerzenie strefy wolnego słowa, ale jak widać mieli na myśli tylko swoje własne środowiska, które dzisiaj kłócą się dzieląc łupy. Musimy ich jednak zmartwić. Jesteśmy pewni, że prawda i uczciwość w końcu zwyciężą. Jak uczy nasza historia ci, których imion nawet nie wolno było wymieniać zawsze wracają.

ipw

Wgazeta.pl

JB – stempel rp

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s