Zemsta za dyscyplinarkę? Urzędnik ratusza sypie konkretami. Kim jest człowiek w malinowej koszuli?

Pierwsze zeznania i od razu mocne oskarżenia. Były pracownik warszawskiego ratusza Krzysztof Śledziewski zaczął od stwierdzeń, że znany handlarz roszczeń Maciej Marcinkowski „był częstym gościem ratusza” i że „była grupa ludzi, która traktowała reprywatyzację biznesowo”.

Krzysztof Śledziewski to były urzędnik Biura Gospodarki Nieruchomościami. Według prezydent to on pracował przy decyzji zwrotowej dla działki przy ul. Chmielnej 70. W 2011 r. otrzymał dokumenty z Ministerstwa Finansów z informacją o odszkodowaniu dla Duńczyka Martina Holgera, właściciela tej działki.

Dokumenty były w języku duńskim, a Śledziewski nie przekazał dalej informacji, że je ma. To pozwoliło zacząć proces zwrotu działki przy Chmielnej 70. Wcześniej jednak na podstawie umowy międzynarodowej wypłacono już za nią odszkodowanie.

Prezydent likwiduje BGN

Warta 160 mln zł działka trafiła do rąk klientów mecenasa Roberta Nowaczyka, w czym pomógł wydaniem stosownej decyzji urzędnik warszawskiego ratusza Jakub Rudnicki. Nowaczyk przejął z powodzeniem około 50 prestiżowych warszawskich lokalizacji.

Latem zeszłego roku, gdy gigantyczne nieprawidłowości przy warszawskich reprywatyzacjach zaczęły wychodzić na jaw, prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz postanowiła zlikwidować całe BGN i jego kompetencje przekazać do biura prawnego. Jednocześnie zdecydowała się zwolnić dyscyplinarnie dyrektora Marcina Bajkę, wicedyrektora Jerzego Myrgonia i właśnie Krzysztofa Śledziewskiego.

Jak prezydent uzasadniła zwolnienia? Oskarżyła swoich urzędników, że „nie wykazali wystarczającej dokładności i rzetelności”. Jej zdaniem decyzja o zwrocie działki przy ul. Chmielnej była „pochopna”, a nadzór dyrekcji nad biurem – nieprawidłowy.

Jeden pozywa, drugi mówi, jak było

Sieroty po Biurze Gospodarki Nieruchomościami nie przyjęły tej decyzji potulnie. – Zrobiono ze mnie kozła ofiarnego, zostałem pomówiony i zniesławiony – oświadczył w sierpniu zeszłego roku były dyrektor Marcin Bajko. I postanowił wytoczyć proces Hannie Gronkiewicz-Waltz. Krzysztof Śledziewski skomentował decyzje i zachowanie prezydent Warszawy podczas zeznań przed komisją śledczą ds. afery reprywatyzacyjnej.

Na początku wskazał na to, że zna grupę ludzi, która „traktowała reprywatyzację biznesowo”. Według byłego urzędnika ratusza częstym jego gościem był handlarz roszczeń Maciej Marcinkowski. – Pan Marcinkowski denerwował się, gdy coś szło nie po jego myśli. Mówił, że gdyby chciał, to by został dyrektorem biura w mieście – zeznawał Śledziewski.

„Życzyła sobie zmiany decyzji”

Sensacji w wypowiedziach pierwszego świadka było więcej. Opowiedział, że spotkał się „z co najmniej jedną sytuacją, w której pani prezydent życzyła sobie zmiany decyzji Biura Gospodarki Nieruchomościami”. Prezydent miała być niezadowolona, że w sprawie jednej z nieruchomości biuro wydało decyzję odmowną, miała też oświadczyć dyrektorowi BGN Marcinowi Bajce, że się na nim zawiodła.

Jednym z najmocniejszych zeznań Krzysztofa Śledziewskiego ws. jego doświadczeń z pracy w ratuszu było to, że „góra” wymagała wydawania ok. 300 decyzji reprywatyzacyjnych rocznie. Zdaniem urzędnika takie polecenia były wydawane głównie ustnie.

Wkrótce po tym, jak były pracownik Hanny Gronkiewicz-Waltz rozpoczął zeznania, prezydent napisała na Twitterze, że nigdy nie ingerowała w postanowienia reprywatyzacyjne.

LOGO-11a
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s