Boss nie chciał, aby sądził go surowy sędzia. W losowaniu znów na niego trafił!

Rafał S. prowadzony na salę rozpraw (fot. arch.PAP/Paweł Supernak)

foto: info

Przed stołecznym sądem rusza w czwartek kolejny proces Rafała S. ps. Szkatuła, uważanego za jednego z najniebezpieczniejszych polskich przestępców. Boss jest oskarżony m.in. o podżeganie do zabójstwa rosyjskojęzycznego gangstera, który nie chciał przystać do jego bandy. Proces poprowadzi sędzia Andrzej Krasnodębski, uważany przez półświatek za wyjątkowo surowego dla mafiosów. „Szkatuła” robił wszystko, by sądził go ktoś inny, ale los wyraźnie z niego zadrwił.

Sędzia Andrzej Krasnodębski ma wśród gangsterów opinię wyjątkowo surowego. Przed kilkoma tygodniami orzekł dożywotnie więzienie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 40 latach dla Wojciecha S. ps. Wojtas, bossa gangu mokotowskiego, oskarżonego o podwójne zabójstwo. Wcześniej skazał na kary od 15 do 40 lat więzienia innych, ważniejszych członków „Mokotowa”, odpowiadających za napady i handel narkotykami.

Gdy w marcu b.r. do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Rafałowi S. ps. Szkatuła, sprawą zajął właśnie Krasnodębski. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że nie spodobało się to bossowi. Jako że odpowiada m.in. za podżeganie do zabójstwa, a więc przestępstwo zagrożone karą 25 lat więzienia albo dożywociem, gangster miał prawo domagać się losowania składu orzekającego. I za pomocą swego adwokata skwapliwie z tego przywileju skorzystał. Przeprowadzono więc losowanie i okazało się, że przewodniczącym składu orzekającego będzie… sędzia Krasnodębski. Można tylko domniemywać, że takie rozstrzygnięcie raczej nie zadowoliło „Szkatuły”. O tym, czy da temu wyraz, będzie się można przekonać podczas procesu.

„Rusek musi się przewrócić”

A Rafał S. odpowiada tym razem przed sądem za podżeganie do zabójstwa, usiłowanie porwania oraz za handel bronią palną i uczestnictwo w obrocie narkotykami. Pogrążyli go przede wszystkim dwaj gangsterzy z Konstancina: Rafał B. ps. Bukaciak i Łukasz A. ps. Łuki. Ta „zdrada” musiała być wyjątkowo bolesna dla „Szkatuły”, bo ten w czasie ukrywania się przed policją namaścił pierwszego na swojego zastępcę, a nawet sukcesora w razie zatrzymania.

„Bukaciak” i „Łuki” opisali jak w okresie od końca 2010 r. do 11 maja 2011 r. ( dnia zatrzymania „Szkatuły”) na polecenie bossa mieli złożyć Piotrowi D. ps. Pietia „propozycję nie do odrzucenia”. Gangsterzy pojechali na umówione spotkanie i przekazali „Pieti”, „aby się określił czy jest z nimi na śmierć i życie”. Ten zaś przekonywał posłańców, że szanuje Rafała S., ale, jak to ujął, „nie śpieszy się do więzienia”. Nie wiedział, że w ramach spisku pokazano go dwóm mokotowskim gangsterom, współpracującym z „Bukaciakiem”.

Podczas kolejnego spotkania, „Bukaciak” wmawiał „Pieti”, że zawdzięcza on życie „Szkatule”. – Mokotowscy chcieli cię poskładać – stwierdził. Miało to oznaczać porwanie a nawet likwidację gangstera. Ten jednak nie ufał emisariuszom bossa. Gdy ci zaproponowali „Pieti”, że do zawiozą do „Szkatuły”, bezczelnie odparł: – Nikt mnie nie będzie woził jak barana. Jak będę chciał to się sam spotkam.

Odmowa miała rozeźlić „Szkatułę”, który wedle skruszonych miał stwierdzić: – Rusek musi się przewrócić. Boss ponoć zaoferował 60 tys. zł za odstrzelenie „Pieti”. Do realizacji zlecenia jednak nie doszło.

Zatrzymanie Rafała B. (fot. policja)

Porwania nie było, ale zostały blizny

Na „Szkatule” ciąży także zarzut usiłowania porwania znanego stołecznego złodzieja samochodów Ireneusza T. W ławie oskarżonych bossowi towarzyszy jego przyrodni brat Marcin K. ps. Belmondziak, który też odpowiada za to przestępstwo. Sprawa pokazuje jak wyglądały mityczne zasady w półświatku. Według skruszonych, to „Szkatuła” miał w 2002 r. wpaść na pomysł, aby dokonać uprowadzenia. Panowie znali się z czasów, gdy Rafał S. zajmował się kradzieżami samochodów. Stąd miał wiedzieć, że T. jest oszczędny i zgromadził znaczne oszczędności. Podczas zebrania bandy ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował, a wolność odzyska dopiero, gdy zapłaci 100 tys. dolarów.

Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „cel” za bardzo się pilnował. Podczas drugiej, napastnicy próbowali wciągnąć T,. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. Mariusz P. (jeden z uczestników akcji i późniejszy skruszony) zeznał, że gdy wynajmował mieszkanie razem z T., to widział u niego blizny na nogach.

Gdy po latach przesłuchano Ireneusza T. ten zaprzeczył, aby kiedykolwiek próbowano go porwać czy napaść. Oględziny wykazały dwie blizny na nogach.

Zabójstwo Tomasza S. (fot. policja)

Proces za procesem

Boss – oficjalnie handlowiec, odpowie także za sprzedaż w grudniu 2001 r. m.in. pistoletu CZ 75. Miał też wydać Piotrowi K. ps. Kima pistolet maszynowy glauberyt i 100 sztuk amunicji. Z broni tej „Kima” zastrzelił przypadkiem swoją ukochaną. Zapewne to dramatyczne wydarzenie wpłynęło na K. na tyle, że po zatrzymaniu poszedł na współpracę z prokuraturą. Po m.in. jego zeznaniach, w 2013 r. skazano „Szkatułę” na cztery lata więzienia za podżeganie do zabójstwa Tomasza S. ps. Komandos w 2002 r. W maju 2002 r. doszło do masakry w wolskim domu handlowym Klif. Zginęło wtedy dwóch członków gangu mokotowskiego. Celem zamachowców był „Komandos”, ale uciekł. 13 sierpnia 2002 r., gdy Tomasz S. na stacji benzynowej  czyścił wnętrze auta, podszedł do niego zamaskowany mężczyzna i oddał w jego kierunku kilka strzałów. S. zginął na miejscu. Rafał S. twierdził, że nie ma nic wspólnego z tym, ani żadnym innym zabójstwem.

W październiku 2011 r. Rafał S. stanął przed sądem oskarżony m.in. o kierowanie gangiem, kilka kradzieży, rozbój i handel narkotykami. Gangster zdecydował się na dobrowolne poddanie karze. Prokuratura przychyliła się do jego wniosku, żądając 5,5 roku więzienia, a sąd wydał taki właśnie wyrok. „Szkatuła” triumfował, podkreślając, że do niczego się przyznał, a jego decyzja miała na celu przyśpieszenie odsiadki. Nie spodobało się to jednak niektórym z jego kompanów. Jeden z nich uznał nawet, że boss dopuścił się zdrady, przez co on sam zdecydował się na przerwanie zmowy milczenia.

Obecnie „Szkatuła” jest podejrzany o podżeganie do kilku kolejnych zabójstw oraz kierowanie hurtowym handlem narkotykami.

Od zera do najgroźniejszego gangstera

43-letni „Szkatuła” zaczynał od kradzieży samochodów dla gangu Piotra K. „Bandziorka”. Szybko piął się w gangsterskiej hierarchii. Po ucieczce „Bandziorka” do Niemiec współpracował z jego następcą Mariuszem D. ps. Przeszczep. Po aresztowaniu tego ostatniego objął przywództwo nad rozproszoną bandą. Nazywano go wtedy „prezesem”. Już wtedy „Szkatuła” zaczął się ukrywać. Nie tylko przed policją, ale i zemstą gangu mokotowskiego, z którym zresztą, jako początkujący gangster współpracował.

Banda „Szkatuły” zarabiała nawet 300 tys. zł miesięcznie z samych haraczy. Gang „opodatkował” także lichwiarzy z kasyn oraz bukmacherów ze Służewca i niezrzeszonych taksówkarzy z dobrych punktów w stolicy. Do 2006 r. gang Rafała S. podporządkował sobie większość mniejszych grup przestępczych w stolicy a także na Pomorzu.

Do końca 2010 r. ponad 100 najważniejszych członków gangu Rafała S. trafiło za kraty. W kolejnych latach dołączyło do nich jeszcze kilkadziesiąt osób, w tym bojówkarze stołecznej Legii, którzy dla grupy, mieli, handlować narkotykami.

LOGO-11a
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s