Dzień: 19 czerwca 2017

PiS ma ponad dwa razy większe poparcie niż PO

Sondaż przeprowadzono 2-7 czerwca br. (fot. graf. tvp.info)

Gdyby wybory odbyły się na początku czerwca, na PiS oddałoby głos 39 proc. badanych deklarujących udział w wyborach, na PO – 18 proc. – wynika z najnowszego sondażu Kantar Public. Na trzecim miejscu uplasował się Kukiz’15 z poparciem 11 proc. ankietowanych.

W badaniu zrealizowanym na początku czerwca 29 proc. badanych zdecydowanie, a 30 proc. z wahaniem potwierdziło gotowość wzięcia udziału w wyborach do Sejmu, gdyby miały się odbyć w najbliższą niedzielę. Wśród pozostałych – 13 proc. osób mówiło, że raczej by nie poszły, a kolejne 19 proc. zadeklarowało, że na pewno nie zagłosowałyby w wyborach. Co jedenasty ankietowany (9 proc.) wahał się, czy iść głosować.

Wśród osób, które zadeklarowały gotowość wzięcia udziału w wyborach do Sejmu, niemal dwie piąte (39 proc.) zapowiedziały zamiar głosowania na Prawo i Sprawiedliwość. Notowania partii wzrosły o 4 punkty procentowe wobec wyników z maja.

Na drugim miejscu znalazła się Platforma Obywatelska. W czerwcu na tę partię zagłosowałoby 18 proc. respondentów – jej notowania spadły w stosunku do maja o 3 punkty procentowe.

Trzecie miejsce osiągnęło ugrupowanie Kukiz’15 z poparciem 11 proc. Odsetek poparcia dla Nowoczesnej w czerwcu zrównał się z poziomem progu wyborczego i wynosi 5 proc.

Porównywalne rezultaty osiągnęły SLD i PSL (po 5 proc.). Nieco poniżej progu wyborczego znalazłaby się partia Wolność (3 proc.). Partia Razem uzyskałaby w czerwcu poparcie 1 proc., a Twój Ruch – 2 proc.

Spośród ogółu osób, które zapowiedziały zamiar głosowania, 11 proc. badanych nie było zdecydowanych, komu przekazaliby swoje poparcie. Odsetek niezdecydowanych znacznie spadł w porównaniu do poprzedniego miesiąca (o 7 pkt. proc.).

Sondaż przeprowadzono 2-7 czerwca br. na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1018 mieszkańców Polski w wieku 18 i więcej lat.

Esbecy nadal górą!

450,253,340f48cbfbf87708aa465306b33cd8433ce0e3c8
foto: archiwum

Z Januszem Olewińskim, przewodniczącym Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Internowanych i Represjonowanych z siedzibą w Siedlcach, rozmawia Adam Kruczek

Sejm znowelizował ustawę o działaczach opozycji antykomunistycznej oraz osobach represjonowanych z powodów politycznych. Był Pan tego dnia w Sejmie. Prawie wszyscy posłowie głosowali za. Proszę się podzielić swoimi wrażeniami.

– Siedziało nas wtedy na galerii sześcioro byłych opozycjonistów Po przegłosowaniu tej ustawy marszałek Marek Kuchciński po kilku miłych słowach pod adresem wszystkich internowanych wstał, zwracając się w naszą stronę, zaczął bić brawo, a po nim chyba wszyscy posłowie wstali i też zaczęli klaskać. To rzeczywiście był bardzo wzruszający moment.

A jeśli chodzi o samą nowelizację? Znosi ona progi dochodowe i zapewnia każdemu, kto otrzyma status działacza opozycji antykomunistycznej lub osoby represjonowanej z powodów politycznych, m.in. dożywotnie świadczenie w wysokości ok. 400 zł, przyjmowanie poza kolejnością w zakładach opieki zdrowotnej i aptekach, a także możliwość leczenia specjalistycznego bez obowiązujących dotychczas skierowań. Satysfakcjonują Państwa te przywileje?

– Niestety, tu już euforii nie ma. Choć trzeba przyznać, że jest to pierwsza ustawa, która coś realnie daje, i zapewne znajdą się ludzie, których te 400 zł ucieszy, ale nam chodzi o osoby w naprawdę trudnych warunkach życiowych, dla których faktycznie tych przywilejów jest tyle, co kot napłakał. To jest taki gest ze strony władz po prawie 30 latach III RP, który – szczerze mówiąc – niewiele poprawi byt żyjącym jeszcze opozycjonistom z czasów PRL. Jeżeli przy najniższej emeryturze lub rencie na rękę otrzymuje się 830 zł – a wielu z nas właśnie tyle dostaje – to nie oszukujmy się, gdy ta kwota wzrośnie do 1200 zł, to człowiek jak był dziadem, tak dalej będzie. Ale najważniejsze, że już coś jest, jest jakiś punkt oparcia, do którego można się odwoływać przy dalszych staraniach.

Czy to jest opinia podzielana szeroko w kręgach byłych opozycjonistów?

– Oczywiście, w liście otwartym z 22 lutego br. napisaliśmy jasno i wyraźnie – a podpisały się pod nim 34 organizacje i ponad 150 osób – że uchwalona w marcu 2015 roku przez Sejm ustawa wniesiona przez Platformę Obywatelską jest legislacyjnym bublem, a jej planowana w tym kształcie nowelizacja stanowić będzie tego bubla okrasę. Dla nas, tzw. beneficjentów, ta nowelizacja będzie urągowiskiem. Nie poprawi ona w sposób istotny bytu byłych opozycjonistów, nie pozwoli im godnie żyć, a jedynie, co może sprawić, to dobre samopoczucie parlamentarzystów.

Czy te oczekiwania nie idą za daleko?

– Trzeba jasno powiedzieć, że art. 19 Konstytucji RP z 1997 roku wyraźnie nakłada na państwo obowiązek otoczenia specjalną i stałą opieką i troską osób, które na wcześniejszym etapie swojego życia aktywnie uczestniczyły w walce o niepodległość Polski. Konstytucja mówi, że pomoc tym osobom powinna mieć wymiar specjalny i zapewniać im godny poziom życia. A więc pomoc państwa dla tych osób powinna się odróżniać in plus od powszechnego zakresu świadczeń. Tak więc ta nowelizacja stanowi tylko jakiś krok w kierunku wypełnienia przez państwo tych konstytucyjnych zapisów.

Z czego wynika zła sytuacja bytowa byłych opozycjonistów?

– Działacze opozycji, którzy w tamtych czasach pracowali, bo przecież nie byli to ludzie bezrobotni, nieźle zarabiali, wskutek prześladowań, represji, uwięzienia, często utraty zdrowia, a ostatnio dyskryminacji rentowo-emerytalnej, dostają najniższe renty i emerytury i żyją często w bardzo trudnych warunkach. Im te 400 zł bytu nie poprawi.

Te 400 zł wynika z woli ustawodawcy, aby to były podobne uprawnienia, jakie mają kombatanci walczący o niepodległość w latach 1939-1956. Chcą Państwo więcej niż oni?

– Pomysł, aby działacze opozycyjni nie mogli dostać więcej niż kombatanci, jest, moim zdaniem, dziwolągiem myślowym. Przypomnijmy, że ustawa przyznająca kombatantom po te około 400 zł została uchwalona w 1991 roku. Wtedy były inne warunki, inna wartość pieniądza. Za tym stoi takie myślenie: skoro oni są dziadami, to i wy nimi bądźcie, bo prawdziwy patriota nie może żyć w godziwych warunkach, na godnym poziomie. On musi nie dojadać, być ubogi, skromnie żyć i nie korzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Bo on ma żyć dla idei. A jaki jest stan zamożności naszych członków, świadczy choćby fakt, że gdy w maju br. odbyła się pielgrzymka na Jasną Górę zorganizowana przez kolegów z Częstochowy, wielu z nas nie pojechało z powodu braku funduszy.

Podnoszony jest też argument, że trzeba brać pod uwagę możliwości finansowe państwa.

– Nasze stowarzyszenie zwracało uwagę, że straszenie wielkimi tłumami, dziesiątkami tysięcy ludzi, którzy rzucą się i ogołocą Skarb Państwa, okazało się lipą. Status działacza opozycji, bo o tych ludziach jest mowa, przez dwa lata funkcjonowania ustawy i wielkiej otwartości Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, a zwłaszcza jego szefa ministra Jana Józefa Kasprzyka, uzyskało raptem niespełna 2,7 tys. osób. Moim zdaniem, docelowo ta liczba nie będzie większa niż kilkanaście tysięcy osób. Tłumu nie było w opozycji, a więc na te świadczenia nie są potrzebne jakieś ogromne pieniądze. Zresztą ja tylko przypomnę, że Marszałek Józef Piłsudski, który ma tak wielu zwolenników wśród obecnych elit władzy, nawet najniższego rangą ciury obozowego z czasów walk o niepodległość nie pozostawił na pastwę losu. Wszyscy zostali w odpowiedni sposób nagrodzeni za swój wkład w uzyskanie niepodległości. A w jak tragicznej sytuacji gospodarczej była Polska po 120 latach niewoli! A tu nam się opowiada bzdury, że prawie 30 lat po transformacji nie ma pieniędzy w budżecie. Jakoś nie słyszałem, żeby rządzący mówili, że świadczenia dla ubeków rujnują nasz budżet.

Nowelizacja ustawy o działaczach opozycji antykomunistycznej niemal zbiegnie się w czasie z wejściem w życie ustawy dezubekizacyjnej radykalnie obniżającej uprzywilejowane renty i emerytury esbeków. Czyż nie jest to akt dziejowej spra-wiedliwości?

– Na pewno to dobry krok w tym kierunku. Mieliśmy cichą nadzieję – co zresztą było zgłoszone przez panią poseł Małgorzatę Zwiercan i Kornela Morawieckiego – żeby najniższe świadczenie dla byłych opozycjonistów już z tym dodatkiem wynosiło 2 tys. 100 zł, ciut więcej niż od października br. mają mieć esbecy. Ta propozycja nie przeszła i niestety oni nadal mają i będą mieli więcej niż działacze opozycji. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewien paradoks. Otóż komendanci wojewódzcy MO skazani prawomocnymi wyrokami za zbrodnie przeciwko ludzkości – bo za takie nasze sądy uznały internowanie w grudniu 1981 roku działaczy „Solidarności” – pobierają do dziś ogromne emerytury. W głowie się nie mieści, żeby skazani przestępcy, którzy w ramach swojej pracy łamali prawo, korzystali z uprzywilejowanych emerytur.

Nowelizację ustawy o opozycjonistach musi jeszcze zatwierdzić Senat i podpisać prezydent RP. Czy zamierzają Państwo jakoś ingerować jeszcze w jej kształt?

– Nie będziemy przedłużali tego procedowania, bo jednak wielu kolegów liczy na tę pomoc. Ale po Nowym Roku jakieś nowe próby zapewne będą podejmowane. Musi jednak być do tego wola polityczna, której przez 28 lat ewidentnie brakowało.

Dziękuję za rozmowę.

Drogi Czytelniku, zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym Adam Kruczek

Artykuł opublikowany na stronie: http://www.naszdziennik.pl/mysl/184055,esbecy-nadal-gora.html

JB

LOGO-11a

A może liderzy opozycji tak naprawdę wcale nie wierzą w swoje dramatyczne hasła…?

autor: wPolityce.pl
autor: wPolityce.pl

Kopacz pomagała patomorfologom w identyfikacji ofiar

TV Republika!

fot

Według dokumentu Kopacz pomagała w identyfikacji ofiar (fot. REUTERS/Alexander Natruskin/Dursun Aydemir/Anadolu Agency/Getty Images)

Ówczesna minister zdrowia Ewa Kopacz 11 kwietnia 2010 r. poleciała do Moskwy i wraz z zespołem pomagała rosyjskim patomorfologom w identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej – wynika z dokumentu przytaczanego przez TV Republika. Według stacji dokument został opracowany w kancelarii premiera 23 kwietnia 2010 r.

TV Republika podaje, że w dokumencie w rozdziale „Identyfikacja ofiar” można przeczytać: „Minister Zdrowia Ewa Kopacz 11.04.2010 r. poleciała do Moskwy i wraz z zespołem pomagała rosyjskim patomorfologom w identyfikacji ofiar katastrofy. W skład zespołu weszli przedstawiciele Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Głównej Policji, specjaliści medycyny sądowej z zakresu antropologii i genetyki oraz eksperci wojskowi, a także pracownicy instytucji rządowych w celu wsparcia logistycznego. Pani Minister wraz ze swoim zespołem powróciła do Moskwy w dniu 21.04.2010 r. w celu dokończenia identyfikacji pozostałych 21 ofiar”.

Jak wynika z dokumentu, w Moskwie pracowała specjalna grupa. Znajdowali się w niej były szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasz Arabski, były podsekretarz stanu w MSZ Jacek Najder oraz Ewa Kopacz. Zajmowali się oni – czytamy w materiale – „kwestią organizacji pomocy dla rodzin ofiar tragedii w Smoleńsku oraz ustaleniami związanymi z procedurą identyfikacji ofiar”.

Ewa Kopacz – w 2010 r. minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska – po katastrofie rządowego samolotu Tu-154M, w której zginęło 96 osób, m.in. prezydent Lech Kaczyński, w kwietniu 2010 r. pojechała do Moskwy, gdzie odbywały się sekcje zwłok i identyfikacje ofiar katastrofy.

Na początku czerwca w Radiu Plus była pytana, czy jest „dokument, notatka służbowa z 2010 r.” potwierdzająca, że jej rola ograniczała się do wspierania rodzin, które pojechały do Moskwy identyfikować bliskich zmarłych w katastrofie.

– Jest rozmowa kilku osób w KPRM. Spóźniłam się na Radę Ministrów, jechałam z Gdańska, weszłam do premiera i tam siedziało kilka osób. Była rozmowa – odpowiedziała Kopacz. Dopytywana, czy jest notatka służbowa, odpowiedziała: „Są zeznania ludzi”.

Innej roli tam nie spełniałam

Prowadzący rozmowę stwierdził, że z dokumentów z Ministerstwa Zdrowia wynika, że to właśnie Kopacz była odpowiedzialna za koordynację procesu identyfikacji zwłok.

W odpowiedzi Kopacz wyjaśniła, że jej rola polegała na pomocy rodzinom. – Były wyznaczone grupy, były tablice ogłoszeń w hotelu – te grupy wsiadały o poszczególnych godzinach do autokaru i dojeżdżały do zakładu medycyny sądowej – relacjonowała.

Pod koniec kwietnia Kopacz powiedziała, że pojechała do Moskwy opiekować się rodzinami, z własnej inicjatywy i za zgodą premiera. – Ja tam nie pojechałam na wizytę dwustronną, na zaproszenie minister zdrowia, bo ja tam nie wykonywałam czynności związanych z ministerstwem zdrowia. Pojechałam opiekować się rodzinami, które tam były, na moją własną prośbę i za zgodą premiera. I taka była moja funkcja, i taka była moja rola. Żadnej innej roli tam nie spełniałam – podkreśliła.

‚Karolu, Maryja dzieli się z Tobą władzą’ – oto proroctwo o św. Janie Pawle II

Jan Pawe³ II
***ZDJÊCIE ARCHIWALNE*** Na zdjêciu archiwalnym z 05.06.1999r. papie¿ Jan Pawe³ II pozdrawia wiernych zgromadzonych w Gdañsku podczas VII pielgrzymki do Polski. 10 lat temu, 2 kwietnia 2005 roku, w Watykanie zmar³ papie¿ Jan Pawe³ II. (mae/cat) PAP/Janusz Mazur

 

Sanktuarium Matki Bożej Gaździny Podhala w Ludźmierzu to miejsce zdarzenia, które po latach uznano za prorocze – w 1963 r. z ręki figury Matki Bożej wypadło berło, które pochwycił ówczesny bp Karol Wojtyła. – Karolu, Maryja dzieli się z Tobą władzą – powiedział wówczas kard. Franciszek Macharski. Po latach, gdy Karol Wojtyła został papieżem, odczytano to jako proroctwo.

Sanktuarium w Ludźmierzu to najstarsze na Podhalu miejsce kultu Matki Bożej, czczonej na całym świecie, a szczególnie przez górali. Kopie figury są m.in. w Betlejem, na Dominikanie oraz w Chicago. – Gaździna Podhala to uśmiechnięta, serdeczna matka, która podtrzymuje domowe ognisko. Maryja przyciąga do siebie zabłąkanych, bo taki był początek kultu Gaździny Podhala, która uratowała węgierskiego kupca. Tutaj nawracają się ludzie młodzi, którzy chcą w ciszy pomedytować i odnaleźć sens życia – mówił kustosz sanktuarium w Ludźmierzu ks. Kazimierz Klimczak.

Ludźmierz jest położony w pobliżu czterech parków narodowych: Tatrzańskiego, Babiogórskiego, Pienińskiego i Gorczańskiego. Od Krakowa dzieli go zaledwie 90 km, warto więc – podczas Światowych Dni Młodzieży – odwiedzić to miejsce i poznać jego historię, silnie związaną z Janem Pawłem II. Do Ludźmierza z Krakowa najlepiej dojechać autobusem w kierunku Zakopanego i przesiąść się w Nowym Targu na komunikację lokalną. Autobusy z dworca w Krakowie odjeżdżają średnio co 15 minut.

Historia Ludźmierskiego sanktuarium sięga średniowiecza. W 1234 r. w Ludźmierzu osiedlili się cystersi z Jędrzejowa. Cztery lata później zakończono wznoszenie pierwszej na Podhalu świątyni, która – niestety – nie zachowała się do współczesnych czasów. Na miejscu rozebranego drewnianego kościoła w II połowie XIX w. powstała obecna świątynia, utrzymana w stylu neogotyckim. Z drewnianego kościoła przeniesiono do niej rokokowy ołtarz z cudowną figurą Matki Bożej.

Otaczana dziś szczególnym kultem figura Matki Bożej z Dzieciątkiem pojawiła się w ludźmierskim kościele około 1400 r. – nieznany jest ani jej autor, ani fundator, ani miejsce powstania.

Według przekazów, wiąże się z nią historia cudownie ocalonego węgierskiego kupca. Kupiec ten, jadąc z winem na nowotarski jarmark, utknął wraz z wozem i końmi na tutejszych bagnach. Zaczął się modlić i wówczas ujrzał Matkę Bożą na złotym obłoku. Postać ta wyprowadziła go z bagien, poprowadziła traktem i zniknęła przy ludźmierskim kościele. W ten sposób ocaliła nie tylko mężczyznę, ale i jego dobytek.

W miejscu, w którym postać Matki Bożej zniknęła, kupiec przyklęknął. Wówczas spod ziemi trysnęło źródło, którego woda – jak głosi legenda – ma cudowną moc.

To właśnie kupiec – w podzięce za uratowanie życia i dobytku – miał przynieść do sanktuarium figurę Matki Boskiej, której wizerunek miał być odzwierciedleniem postaci, którą spotkał. Przy wejściu do sanktuarium, tuż nad brzegiem Czarnego Dunajca, do dziś stoi studnia ze źródlaną wodą.

15 sierpnia 1963 r. w sanktuarium miało miejsce inne niezwykłe zdarzenie. Odbywała się w nim wówczas uroczystość koronacji Matki Boskiej Ludźmierskiej, której przewodniczył kard. Stefan Wyszyński. Według opowieści uczestników, podczas procesji z ręki figury wypadło berło, które w locie pochwycił bp Karol Wojtyła. Moment ten sfilmowały kamery.

Ks. kard. Franciszek Macharski powiedział wówczas do przyszłego papieża: „Karolu, Maryja dzieli się z Tobą władzą”. Jan Paweł II kilkakrotnie był w ludźmierskim sanktuarium, a podczas swojej pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, w 1979 r., podczas mszy w Nowym Targu górale przynieśli do papieskiego ołtarza cudowną figurę Matki Bożej z Ludźmierza. Papież dziękował za to i porównał Gaździnę Podhala do obrazu Matki Bożej z Guadalupe. Na nowotarskim lotnisku mówił: „Kiedy byłem w Meksyku, patrzyłam na Matkę Boską z Guadalupe, Matkę Boską Indian, przychodziła mi na myśl najbardziej Matka Boska Ludźmierska, bo to taka prawdziwa gaździna góralska”.

Podczas pielgrzymki do Polski w 1997 r. Jan Paweł II odprawił w Ludźmierzu nabożeństwo różańcowe, w którym uczestniczyło ponad 200 tys. pielgrzymów. W 2001 r. papież Polak ogłosił ludźmierskie sanktuarium bazyliką mniejszą.

W Łudźmierzu urodził się Kazimierz Przerwa-Tetmajer (1965 r.) – ludźmierskie dobra w drodze licytacji kupił w 1819 r. przodek poety – Wojciech Przerwa-Tetmajer.

krp/KAI, Fronda.pl

LOGO-11a

Koncern dla którego pracuje Tomasz Lis narzeka na rząd PiS bo traci miliony na reklamach!

Słychać wycie!

fot: YouTube fot: YouTube

Marc Walder z Ringier Axel Springer Media w wywiadzie dla zagranicznych mediów rozpaczał z powodu milionowych strat wynikających z wycofania z tytułów koncernu reklam przez duże firmy państwowe. Z tego powodu skrytykował rząd Beaty Szydło.

„Firmy przyjazne rządowi, głównie spółki skarbu państwa, nie umieszczają swoich ogłoszeń w naszych mediach. (…) To zaczynało się stopniowo i nasiliło, kiedy partia Jarosława Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość doszła do władzy. Przeciwko nam działają także media przyjazne rządowi, które rozpowszechniają o nas nieprawdziwe informacje” – stwierdził i dodał: „Szybko zaczęliśmy straty liczyć w milionach euro”.

„Na temat członków naszego zarządu w Polsce są fabrykowane historie wyssane z palca. Na przykład zarzuca im się, że prowadzą kampanie przeciw PiS. To nieprawda: ani Ringier, ani Axel Springer nie zajmują stanowiska wobec żadnej partii. Zasadą naszej działalności jest uprawianie dziennikarstwa niezależnego. Tej zasady przestrzegamy z żelazną konsekwencją” – powiedział.

„W Polsce przy władzy jest rząd narodowo-konserwatywny, podczas gdy Ringier i Axel Springer reprezentują linię przyjazną UE i trzymają się wartości liberalnych, wysoko ceniących prawa i wolności. Polska jest mocno spolaryzowana – po jednej stronie stoją ludzie popierający integrację europejską, a po drugiej ci o światopoglądzie narodowym, którzy pragną nacjonalizmu i żądają tak zwanej repolonizacji przemysłu”.

„Najistotniejszym elementem z neutralnego punktu widzenia jest, aby kraje Europy Środkowej i Wschodniej miały niezależne media. W ciągu ostatnich 20 lat mogliśmy pokazać, że przyczyniamy się do tego mocno i przekonująco. Rządy próbują jednak zawłaszczyć media dla siebie – obserwujemy to w Serbii, w Polsce i na Węgrzech, a po części również na Słowacji. Jesteśmy przekonani, że w tych społeczeństwach niezależne przedsiębiorstwa przyczyniają się do rozwoju i są pożądane. Dlatego też nie mogę zaakceptować, że walczy się z niezależnością mediów”

W świetle słów Waldera widać, jak bardzo boli oderwanie od systematycznego zastrzyku gotówki. Z pewnością jest to wyjaśnieniem zmasowanych ataków na polski rząd. Ci ludzie nawet nie ukrywają, że chodzi o pieniądze.

Źródło: Parezja.pl

LOGO-11a

Beata Szydło przekazała przewodnictwo w V4 premierowi Węgier

 foto: pap
Premier Beata Szydło w poniedziałek na Zamku Królewskim w Warszawie przekazała przewodnictwo w Grupie Wyszehradzkiej premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi. Przewodnictwo Polski w V4 formalnie zakończy się 30 czerwca.

Chcemy, żeby UE rozwijała się tak, jak rozwija się Grupa Wyszehradzka: bezpiecznie, szybko, nastawiona na sprawy swoich mieszkańców – mówiła premier Szydło podczas uroczystości przekazania przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej.

Premier Szydło podkreśliła, że ostatnie 12 miesięcy polskiej prezydencji, to czas intensywnej pracy. „Przede wszystkim, myślę, że dobrej pracy dla naszego regionu i naszych obywateli” – zaznaczyła.

„Taki cel postawiliśmy sobie, kiedy zaczynaliśmy tę drogę polskiej prezydencji, kontynuację tych dobrych projektów, pomysłów, które przekazał mi premier Czech Bohuslav Sobotka, które wcześniej realizowała prezydencja słowacka, ja dzisiaj przekażę Viktorowi Orbanowi” – podkreśliła Szydło.

Jak dodała, Grupa Wyszehradzka jest grupą państw, które przede wszystkim zajmują się sprawami swoich obywateli. „To nas łączy. Możemy mieć różne zdania, różne opinie, rzeczą jest to naturalną, bo każde państwo ma swoje cele, jesteśmy suwerennymi państwami. Ale łączą nas nasi obywatele, nasze bezpieczeństwo, nasze wspólne pojmowanie solidarności, szacunku dla siebie, rozumienia własnej tożsamości, kultury, pamiętania, skąd jesteśmy i myślenia tymi kategoriami o rozwoju Europy” – zaznaczyła.

„Chcemy, żeby UE rozwijała się tak, jak rozwija się Grupa Wyszehradzka: bezpiecznie, szybko, nastawiona na sprawy swoich mieszkańców” – oświadczyła Szydło.

Szydło: państwa V4 łączy prawdziwa przyjaźń i zrozumienie dla własnych spraw

Łączy nas nie tylko polityka i UE, łączy nas prawdziwa przyjaźń naszych regionów i zrozumienie dla własnych spraw – powiedziała premier Beata Szydło podczas uroczystości przekazania przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi.

„Łączy nas nie tylko polityka, łączy nas nie tylko Unia Europejska, łączy nas prawdziwa przyjaźń naszych regionów i zrozumienie dla własnych spraw” – powiedziała w poniedziałek szefowa rządu. Jej zdaniem, Grupie Wyszehradzkiej udało się osiągnąć bardzo wiele w ciągu ostatniego roku – w okresie polskiej prezydencji.

„Byliśmy widocznym i wpływowym uczestnikiem debaty na temat przyszłości Unii Europejskiej, nasz głos był mocny i słyszalny. Dzięki zaangażowaniu wszystkich premierów był również brany pod uwagę przez naszych partnerów i de facto wyznaczał kurs dyskusji w sprawach dotyczących głównych wyzwań przed jakimi stoi Europa” – podkreśliła premier.

Szydło dziękowała premierom V4 za to, że wspólnie doprowadzili do tego, że obecnie – jej zdaniem – „Grupa Wyszehradzka jest dla wielu Europejczyków punktem odniesienia, wyznaczającym przywiązanie do wartości, cementujących nasz kontynent”.

Premier zadeklarowała, że będzie wspierać węgierską prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej. Wręczyła też Orbanowi w prezencie monetę z wizerunkiem królowej Jadwigi. „Viktorze, życzę ci, aby węgierskie przewodnictwo przyczyniło się do jeszcze silniejszego wzmocnienia marki Grupy Wyszehradzkiej w Europie” – zwróciła się szefowa rządu do premiera Węgier.

Orban: w Europie środkowej jest siła, wola walki i wspólne cele

W Europie mamy deficyt współpracy, a w Europie środkowej jest siła, wola walki i wspólne cele – mówił w poniedziałek w Warszawie premier Węgier Viktor Orban podczas uroczystości przekazywania Węgrom przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej.

Orban, przyjmując od premier Beaty Szydło prezydencję w V4, podkreślił, że w Europie mamy obecnie do czynienia z deficytem współpracy i brakiem jedności w działaniu. „I to nas szczególnie, jeszcze bardziej umacnia. Dzisiaj Europa środkowa przedstawia obraz jak kiedyś było w Rzymie, dawno temu. Tu jest siła, wola walki, wspólne cele. I my jesteśmy krajami, które są zdolne do działania” – przekonywał premier Węgier.

Dziękował Beacie Szydło oraz szefom rządów Czech – Bohusławowi Sobotce oraz Słowacji – Robertowi Fico za to, że przez ostatni rok pomagali Węgrom w obronie ich granic. „Mogę powiedzieć, i to bez patosu, po prostu trzymając się faktów, że broniliśmy we czwórkę nie tylko granic Węgier, ale w ogóle południowych granic Unii Europejskiej” – zaznaczył Orban.

Według niego, gdyby Polska, Węgry, Czechy i Słowacja nie zjednoczyły się, to „dziś wciąż setki tysięcy ludzi szłoby w kierunku Europy, dalej psując bezpieczeństwo narodów europejskich”. „Ja osobiście odważyłem się na to, żeby bronić granic, ale do tego potrzebowałem poparcia pozostałej trójki. Zawsze powtarzam – cały czas czułem, że pozostali premierzy są bliscy i Węgry nie pozostaną osamotnieni, kiedy walczą o swoje prawa do obrony granic” – zaznaczył Orban.

Szef węgierskiego rządu ocenił przy tym, że Polska podczas swojego rocznego przewodnictwa w Grupie Wyszehradzkiej osiągnęła wielkie sukcesy. „I to będzie godne zakończenie prezydencji, kiedy za parę dni spotkamy się z nowym prezydentem Francji, jeszcze pod kierownictwem pani premier Beaty Szydło” – dodał Orban.

Grupa Wyszehradzka jest nieformalną, regionalną formą współpracy czterech państw Europy Środkowej: Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Za datę jej powstania przyjmuje się 15 lutego 1991 r. Prezydencja w Grupie pełniona jest na zasadzie rotacji i trwa rok. Od 1 lipca 2016 r. do 30 czerwca 2017 r. prezydencję w Grupie sprawuje Polska. Po Polsce przewodnictwo w V4 przejmą Węgry.

(PAP)

LOGO-11a