Dzień: 15 czerwca 2017

Wstrząsające wyznania polskich matek. Tak Niemcy odebrali im dzieci!

​Wstrząsające wyznania polskich matek. Tak Niemcy odebrali im dzieci! - niezalezna.pl

foto: TVP Info/print screen

Matki zrzeszone w Stowarzyszeniu Rodziców Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech apelują do polskiego rządu o pomoc w odzyskaniu dzieci odebranych przez Jugendamt. – Zabrali dzieci ze szkoły, przedszkola i domu, mówiąc że są maltretowane i bite. Zarzucono mi i mojemu mężowi, że jesteśmy alkoholikami. Rozdzielili rodzeństwo. W dniu, w którym to się stało, nasz najstarszy, 26-letni syn Łukasz popełnił samobójstwo – opowiadała podczas konferencji w Berlinie jedna z nich.

W spotkaniu wzięły udział cztery polskie matki z różnych rejonów Niemiec, którym Jugendamt zabrał łącznie dziewięcioro dzieci.

Prezes Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech mówił dziennikarzom Wojciech Pomorski, że „traktat polsko-niemiecki powinien zostać wypowiedziany, ponieważ nierespektowane są prawa polskich obywateli mieszkających w Niemczech”.

Wielkie nadzieje pokładamy w rządzie Beaty Szydło, a także w ministrze spraw zagranicznych Witoldzie Waszczykowskim, ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobrze i wszystkich, którzy biorą odpowiedzialność za nasz naród. Za poprzednich rządów powiedziano nam, że zakłócamy relacje polsko-niemieckie. Jesteśmy Polakami. Pomóżcie nam teraz 

– apelował Pomorski.

Jugendamt zarzucił mi, że jestem niezaradną matką, bo nie znam niemieckiego – powiedziała Aleksandra Urbanik, której w maju br. niemiecka organizacja odebrała dwóch synów. Jak wyjaśniła, zabranie 2-letniego Natana i 8-letniego Konrada tłumaczono zbytnią ruchliwością i agresją u dzieci. – Zarzucono mi chorobę psychiczną. Teraz chcą mi zabrać prawa rodzicielskie. Od miesiąca nie widziałam swoich dzieci – wyznała.

Z kolei Weronice Drozdowskiej, mieszkającej na co dzień w Lubece, Jugendamt odebrał w kwietniu br. piątkę dzieci w wieku: 2, 5, 7, 10 i 12 lat.

Zabrali dzieci ze szkoły, przedszkola i domu, mówiąc że są maltretowane i bite. Zarzucono mi i mojemu mężowi, że jesteśmy alkoholikami. Rozdzielili rodzeństwo. W dniu, w którym to się stało, nasz najstarszy, 26-letni syn Łukasz popełnił samobójstwo

– mówiła przez łzy kobieta.

Marzena Kosińska z Berlina walczy o powrót do domu 5-letniego syna Eryka.

Sąsiad pod wpływem narkotyków rzucił się do mnie do bicia i to zdarzenie stało się przyczyną tego, że zabrali mi dziecko. Zarzucono mi alkoholizm i chorobę psychiczną. Po pięciu miesiącach od tych zdarzeń zmarł na zawał serca jego ojciec

– opowiedziała. Eryk, przebywający od przeszło 2 lat w niemieckiej rodzinie zastępczej, mówi wyłącznie w języku niemieckim.

Chcę głośno mówić o naszym dramacie. Jugendamt zarabia na nas, gdyż otrzymuje minimum 190 € dziennie za dziecko plus inne dodatki. Przeżywamy dramat. Bardzo tęsknię za moim synkiem i postawię cały świat, aby go odzyskać 

– podkreśliła Kosińska.

Jugendamty powstały w latach 20. XX wieku jako instytucja opiekująca się trudną młodzieżą, zdeprawowaną w wyniku wojny. Po dojściu do władzy w 1933 roku naziści włączyli sieć tych placówek do swojego systemu wychowawczego. Obecnie działalność urzędów do spraw młodzieży znajduje się w gestii niemieckich krajów związkowych (landów).

PAP/ LOGO-11a

NO PROSZĘ! Polska jednym z liderów wzrostu gospodarczego w UE! Opozycja totalna w szoku!

 
Eurostat opublikował dane dotyczące wzrostu PKB w I kwartale tego roku w porównaniu do analogicznego kwartału roku ubiegłego dotyczące wszystkich państw członkowskich, z którego wynika, że Polska jest jednym z liderów tego wzrostu – pisze Zbigniew Kuźmiuk.

Według tych danych wzrost PKB w Polsce w kwartale 2017 roku wyniósł 4,2%, trochę wyższy był tylko wzrost PKB w Estonii i wyniósł 4,4% ale w związku z tym, że ten kraj ma jednak „małą” gospodarkę, to właśnie nasz kraj należy uznać za lidera pod tym względem.

Na tle Polski bardzo „blado” wygląda wzrost gospodarczy w dużych krajach strefy euro, we Francji to to zaledwie 1,4%, we Włoszech 2,1%, w Niemczech 2,9%, w Hiszpanii 3%, a w ogarniętej od 7 lat kryzysem Grecji po raz kolejny mieliśmy spadek PKB wynoszący 0,3%.

2. Przypomnijmy tylko, że pod koniec maja Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikował komunikat w sprawie wzrostu PKB za I kwartał 2017 roku, z którego wynika, że PKB niewyrównany sezonowo w ujęciu rok do roku wzrósł o 4%, a wyrównany sezonowo nawet o 4,1%.

Jak wyjaśniali wtedy przedstawiciele GUS od strony popytowej, tradycyjnie już ciągnął wzrost PKB „silnik” konsumpcji głównie prywatnej, ale także publicznej i dołączył do niego także „silnik” inwestycji, które w poprzednim roku wyraźnie spowolniły.

Rzeczywiście inwestycje ruszyły i to zarówno te publiczne rządowe i samorządowe w związku z przyspieszeniem wydatkowania środków z budżetu unijnego, ale także inwestycje przedsiębiorców prywatnych, co oznacza, że „silnik” inwestycyjny będzie napędzał wzrost gospodarczy w Polsce przez cały rok 2017.

Trudno oczywiście wyrokować czy to wyraźne przyśpieszenie wzrostu gospodarczego w I kwartale utrzyma się na podobnym poziomie przez cały rok 2017, ale wszystko wskazuje na to, że jednak wzrost gospodarczy w tym roku będzie wyraźnie wyższy niż ten przyjęty w założeniach budżetowych w wysokości 3,6% PKB.

3. Dobrą sytuację w gospodarce w I kwartale tego roku potwierdzają także wpływy do budżetu państwa, które za okres styczeń – marzec dochody budżetu państwa były wyższe aż o 8,4 mld zł w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego, przy czym dochody podatkowe wzrosły aż 23,8 % r/r. (niższy wzrost całości dochodów budżetowych w porównaniu do poprzedniego roku wynika z faktu, że w lutym poprzedniego roku do budżetu wpłynęło 7 mld zł z przetargu na LTE i były to dochody jednorazowe).

Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że w okresie styczeń – marzec odnotowano wzrost dochodów we wszystkich rodzajach podatków w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego (na szczególną uwagę zasługuje wzrost dochodów z VAT-u o ponad 40% i CIT o ponad 15%).

Kwotowe dochody z 4 podstawowych podatków (VAT, akcyza, PIT i CIT), były wyższe aż o 14,5 mld zł za 3 miesiące tego roku w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego, a razem z tzw. podatkiem bankowym, (który w poprzednim roku jeszcze nie obowiązywał w okresie styczeń-luty), aż o 15,6 mld zł o tych z roku poprzedniego.

Liderowanie Polski w UE pod względem poziomu wzrostu PKB jest miarą sukcesu rządu premier Beaty Szydło w polskiej gospodarce i finansach publicznych, co staje się jednocześnie powodem do mocnego bólu głowy totalnej opozycji.

Źródło: TVREPUBLIKA.PL

LOGO-11a

Polska zyskała nowego sojusznika. Estonia nie godzi się na kary wobec nas

 
zrzut ekranu z youtube
Polska zyskała nowego sojusznika w sprawie narzucania kwot tzw. uchodźców. Szef estońskiego MSW Andres Anvelt poinformował, że Estonia jest przeciwna karaniu państw za to, że nie przyjmują uchodźców.

Szef estońskiego MSZ mówił, że Estonia skoncentruje się na dalszym umacnianiu granic zewnętrznych Unii w nadziei, że w końcu przekona te kraje odmawiające przyjmowania uchodźców do zmiany stanowiska.

„Pojmujemy Europę jako rodzinę bardzo różnych krajów. Musimy uważnie patrzeć w przyszłość, aby niczego nie zniszczyć. Nie potrzebujemy więcej exitów, które osłabiłyby Unię Europejską” – powiedział Anvelt w rozmowie z agencją Reuters.

To dla Polski dobra wiadomość, gdyż Estonia obejmie w drugim półroczu rotacyjne przewodnictwo w Unii Europejskiej.

Źródło: reuters, ndie.pl

LOGO-11a

„PERYSKOP” KOMOROWSKIEGO

Przed kilkoma laty profesor Andrzej Zybertowicz w audycji „Cienie PRL-u” trafnie zauważył, że Wojskowe Służby Informacyjne były „peryskopem, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa”.

Znalezione obrazy dla zapytania Andrzej Zybertowicz
foto: YT

Taka teza znalazła potwierdzenie podczas prac komisji likwidacyjnej WSI, gdy okazało się, że największym problemem tej służby była, zdaniem Piotra Woyciechowskiego „pełna transparentność wobec byłych służb specjalnych Związku Radzieckiego i potem służb rosyjskich”. Mechanizm ten jednoznacznie wskazywał, że wyszkolone w Moskwie kierownictwo WSI nadal traktowało służby wojskowe III RP jako integralną część megasłużb sowieckich i funkcjonowało według wzorców z lat PRL, gdy tzw. wywiad i kontrwywiad wojskowy stanowiły ekspozyturę służb sowieckich na Polskę.

Strukturalna likwidacja tego „peryskopu” i powołanie nowych służb wojskowych tylko na krótko przywróciły normalną sytuację. Od chwili objęcia władzy przez obecną grupę rządzącą, za priorytet uznano zablokowanie procesu likwidacji WSI, przywrócenie wpływów ludziom z tego środowiska oraz pełną rehabilitację „ofiar” kaczystowskiego terroru.

Niewykluczone, że prace przyszłej komisji śledczej i organów wolnego państwa badających okoliczności, w jakich doszło do zastawienia „pułapki smoleńskiej” będą musiały obejmować wyjaśnienie zadziwiającej koincydencji zachodzącej między odzyskaniem wpływów przez środowisko „wojskówki”, a działaniami, które doprowadziły do narodowej tragedii. Rozgrywanie nienawiści do Lecha Kaczyńskiego i wzmacnianie konfliktu premier- prezydent leżało z całą pewnością w interesie putinowskiej Rosji. Z tej samej perspektywy, można patrzeć na nagłą woltę polityczną Donalda Tuska i wystawienie prezydenckiej kandydatury Bronisława Komorowskiego – zdecydowanego faworyta Rosjan i ludzi WSI.

Powołanie w roku 2009 stowarzyszenia „Sowa” i jego rejestracja na początku 2010 roku wpisywało się w scenariusz reaktywacji wpływów i było efektem sprzyjającej atmosfery politycznej wytworzonej przez grupę rządzącą. Struktura organizacyjna „Sowy”, zbudowana według dwóch reguł: podległości służbowej obowiązującej w byłych WSI oraz kryterium użyteczności, (szczególnie w obszarze finansowym i operacyjnym) pozwalały przypuszczać, że chodzi o jawną reprezentację interesów, a poprzez aktywność medialną i gospodarczą – o oddziaływanie środowiska na życie publiczne.

Stało się to możliwe, gdy przez okres ostatnich lat przy współudziale dyspozycyjnych mediów sukcesywnie zakłamywano prawdę o działalności WSI i karmiono Polaków opowieściami na temat procesu likwidacji tej służby oraz rzekomych skutków sporządzenia Raportu z Weryfikacji. Wiedzę na ten temat, odbiorcy mieli czerpać od gen. Marka Dukaczewskiego, brylującego w przekazach medialnych. Dość przypomnieć o rewelacjach na tematy: zatrzymania za granicą „kilku znajomych jednej z osób wymienionych w raporcie”, „nielegalnego kopiowania ściśle tajnych dokumentów ewidencji operacyjnej”, „wygaszaniu” Służby Kontrwywiadu Wojskowego, „bo straciła kontrolę nad listą współpracowników”, „zagrożeniu życia dwóch agentów zdekonspirowanych w Raporcie”, czy najnowszych – o „hakach skrywanych w lochach Kancelarii Prezydenta Kaczyńskiego” i straszeniu publikacją aneksu, jako bronią wyborczą.

Choć żadne z dywagacji szefa stowarzyszenia „Sowa” nie znalazły potwierdzenia w faktach, nie przeszkadza to mediom nadal traktować generała jako wiarygodne źródło wiedzy.

Na wieść o rejestracji stowarzyszenia w lutym 2010 roku, poseł PO Marek Biernacki słusznie stwierdził, że „w interesie gen. Dukaczewskiego powinno być zachowanie milczenia”. Szczęśliwie, tę zasadę gen. Dukaczewski praktykował przez blisko dwa miesiące po tragedii smoleńskiej trafnie przypuszczając, że po śmierci Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu osób akceptacja społeczna dla generałów po kursach GRU, jak i dla „nauczania” ze strony WSI  mogą  być bliskie wyczerpania.

Zechciał jednak zabrać głos w szczególnym momencie, gdy nawet oficjalne sondaże wyborcze, generujące marzenia ludzi Platformy zaczęły wskazywać na spadek poparcia dla kandydata Komorowskiego, a wrzucone do mediów rosyjskie materiały dezinformacyjne, zwane „stenogramami z zapisów czarnych skrzynek” nie znalazły należytego zrozumienia wśród Polaków.

Wywiad zatytułowany „Otworzę szampana, gdy Komorowski wygra” – jakiego Marek Dukaczewski udzielił dziennikowi „Polska” – nie byłby zapewne wart rozważań, skoro oficer WSI powiela w nim wszystkie „niesamowite opowieści” o „odpalaniu aneksu”, hakach, workach pełnych tajnych dokumentów w garażu BBN, korumpowanych przez polityków oficerach WSI itp. historie z książeczki dla wyborców PO pt. „jak wyobrażam sobie krajobraz III RP”.

Nie byłby, gdyby nie dwie, istotne okoliczności.

Po raz pierwszy od katastrofy smoleńskiej, przedstawiciel zlikwidowanych służb wojskowych podzielił się uwagami na temat śledztwa rosyjskiego. Rewelacji nie ma. Od człowieka, który jeszcze niedawno zapowiadał proces przeciwko prezydentowi Kaczyńskiemu dowiedzieliśmy się, że „nie ma podstaw, aby wątpić w wiarygodność działań Rosjan. W tej chwili nie ma potrzeby używania służb, dlatego że poziom zaufania w tej konkretnej sprawie jest na tyle wysoki, że można pytać o wszystko”. To twierdzenie jest niezgodne ze stanem faktycznym, skoro wiemy, że Rosjanie nie przekazują materiałów ze śledztwa i że do tej pory żaden polski wniosek o pomoc prawną nie został zrealizowany. W Polsce nie ma np. protokołów oględzin miejsca katastrofy, protokołów przesłuchań świadków, sekcji zwłok, zapisów rozmów na stanowisku kontroli, dokumentacji ostatniego remontu tupolewa w Samarze, czy zapisów rozmów, jakie były prowadzone z iłem-76. Pytań dotyczących katastrofy są tysiące i każdy dzień przynosi kolejne. Pytać, zatem można, a czasem i pisać. Na Berdyczów.

Jednak, to nie te pytania zaprzątają uwagę generała WSI. Za najważniejsze uznaje dokładne sprawdzenie „działania niektórych osób na pokładzie”. Dukaczewskiego szczególnie interesuje: „czy prezydent poinformowany o tym, że jest problem, i zapytany, gdzie ma samolot lądować, konsultował z kimś swoją decyzję”, zaś odpowiedź na to pytanie ma wynikać z rozmowy telefonicznej między prezydentem, a jego bratem przez telefon satelitarny. „Chciałbym wiedzieć – martwi się Dukaczewski – kiedy ta rozmowa była – czy przed informacją, że jest problem z lądowaniem, czy po?

Nietrudno dostrzec, że troska Dukaczewskiego znajduje podłoże w prowadzonej od wielu tygodni kampanii dezinformacji, w której bez najmniejszych dowodów obarcza się załogę polskiego samolotu odpowiedzialnością za tragedię i wskazuje na rzekome naciski ze strony prezydenta Kaczyńskiego. Na tej podstawie, od momentu przekazania rosyjskich materiałów planuje się również prowokację wobec Jarosława Kaczyńskiego i włączenie go w obszar medialnych spekulacji. Jeśli na dzień przed wywiadem Dukaczewskiego, „mędrzec Europy” Lech Wałęsa apeluje „o ujawnienie treści rozmowy telefonicznej między prezydentem Lechem Kaczyńskim a jego bratem Jarosławem, którą prowadzili podczas lotu do Smoleńska” – można jedynie pytać, – kto kogo zainspirował do tych fałszywych, choć zgodnych z rosyjskim przekazem „poszukiwań”, bo w przypadkowość takich działań nie sposób uwierzyć. Jeśli dodamy do tego opowieści Dukaczewskiego, o ściąganiu z IPN przez Macierewicza „dokumentów dotyczących osoby o tym samym imieniu i nazwisku, co prezes jego partii” – cel ataku wydaje się oczywisty.

Druga okoliczność, pozwalająca traktować serio wywiad Dukaczewskiego, to jego słowa na temat kandydata Komorowskiego. Jeszcze 12 marca w wywiadzie dla tego samego pisma, pytany, czy stawiałby na Komorowskiego, szef „Sowy” stwierdził „dyplomatycznie”: „stawiam na człowieka, który zaprezentuje nową wizję również tego, co się będzie działo w sferach obronności i bezpieczeństwa państwa. Ale WSI nie będą wybierały prezydenta.”

Po tragedii smoleńskiej, Dukaczewski już jasno deklaruje poparcie swoje i środowiska WSI dla kandydata Platformy, a pytany o przyczyny tej sympatii, odpowiada: „bo konsekwentnie i odważnie, mimo ataków z różnych środowisk, również swojego, kategorycznie mówił, że był przeciwny likwidacji WSI i uzasadniał dlaczego. Pokazał, że ma kręgosłup.”

Trzeba przyznać, że Dukaczewskiego stać nawet na odpowiedzi dowcipne, jak wówczas, gdy pytany czy Komorowski był manipulowany przez ludzi WSI, odpowiada: „Jest na to zbyt inteligentny. Nie dałby sobą manipulować”.

Przekaz płynący z wywiadu jest czytelny: kandydat Komorowski ma pełne poparcie środowiska WSI. Można się zastanawiać: dlaczego Dukaczewski pełnym tekstem informuje o tym opinię publiczną, jaki jest cel tak spektakularnie wyrażonego poparcia?

Czy może chodzić o wzbudzenie przeświadczenia wśród przeciwników kandydatury Komorowskiego, że wysunięcie „peryskopu” w kierunku Rosji jest sprawą na tyle rozstrzygniętą, że nic już nie przeszkodzi w osiągnięciu celu; czy może jest to czytelny sygnał dla wyborców PO, z kim powinni identyfikować swoje sympatie?

A może, mamy do czynienia z przesłaniem skierowanym do polityków Platformy i przypomnieniem, że wsparcie kandydata nakłada na niego i jego partię określone powinności? Takiej interpretacji można się doszukać w odpowiedzi Dukaczewskiego na pytanie: „Prezydentem zostaje Bronisław Komorowski i prosi Pana o pomoc. Pomożecie?:

Gdyby ktokolwiek chciał skorzystać z naszej rady, z naszych opinii czy ekspertyz, absolutnie jesteśmy otwarci, żeby taką wiedzą służyć. Ale nie sądzę, żeby ktokolwiek wyraził zainteresowanie pracą czy powrotem do służb. To jest zamknięty etap.” – odpowiada szef „Sowy”

Pomijając skargi Dukaczewskiego na akty rzekomego prześladowania oficerów WSI (warto byłoby poznać konkrety), deklaracja ze strony środowiska wydaje się klarowna. Ponieważ nie sądzę, by szef Sowy musiał tego rodzaju zapewnienia składać samemu kandydatowi, który „od zawsze” gustował w towarzystwie generalicji LWP, a na najbliższych współpracowników wybierał również oficerów ludowego wojska – jako odbiorca pozostaje partia, z której kandydat się wywodzi.

Tuż po powstaniu „Sowy” Dukaczewski zapowiadał przecież, że powstaną „zespoły analityków składający się ze specjalistów z różnych dziedzin, którzy będą wykonywali komercyjne ekspertyzy i raporty”. W gremiach kierowniczych tej organizacji znajdziemy m.in.: wybitnych historyków, do niedawna piszących o Niemcach mordujących Polaków w Katyniu i sytuujących katastrofę w Gibraltarze na czerwiec 1943 roku, specjalistów od finansów przechowujących w sejfach WSI „kolekcje południowoafrykańskich złotych krugerrandów, wenezuelskich boliwarów, amerykańskich dolarów i znaczne ilości indyjskich rupii w banknotach” pochodzące z zaginionej części FON lub z afery „Żelazo” czy wybitnych reżyserów filmowych, doskonale prowadzących aktorów znanego serialu „Dramat w trzech aktach”.

Jako prezydent, Bronisław Komorowski miałby do wyboru szereg znakomitych ekspertów od tajemnic państwowych, skupionych w Krajowym Stowarzyszeniu Ochrony Informacji Niejawnych, z kadm. Kazimierzem Głowackim, czy płk. Krzysztofem Polkowskim – współzałożycielami „Sowy” na czele. Nad kontaktami prezydenta z partiami politycznymi mógłby czuwać członek komisji rewizyjnej „Sowy” płk Zenon Klamecki, zaangażowany na początku lat 90. w rozpracowywanie Porozumienia Centrum i prowadzenie działań operacyjnych przeciwko Jarosławowi i Lechowi Kaczyńskim. Wówczas – celem tych działań było rozbicie PC, kompromitacja jego przywódców i dezintegracja partii. Dziś – po śmierci Lecha Kaczyńskiego i wielu polityków PiS-u „rozpracowanie” tej partii nie powinno nastręczać trudności. Nieocenioną pomoc mógłby świadczyć wiceszef stowarzyszenia płk Jan Oczkowski, dwukrotnie usuwany i przywracany do służby. Zdaniem tygodnika „Wprost” atutem pułkownika miała być lista oficerów WSI na niejawnych etatach, czyli spis kilkudziesięciu osób, pracujących w biznesie, nauce czy ministerstwach, których służby odziedziczyły po swych komunistycznych poprzednikach. Analizy na temat polityki USA i Wielkiej Brytanii mógłby sporządzić np. sam Marek Dukaczewski, o którym oficerowie brytyjskiego wywiadu (MI-6), po przejrzeniu archiwów Stasi napisali, że był „bezpośrednio zaangażowany w działalność wywiadowczą przeciwko Wielkiej Brytanii i Stanom Zjednoczonym już po upadku komunizmu w Polsce”.

Eksperci z WSI współpracowali już z politykami PO przy sporządzeniu w roku 2007 tzw. „antyraportu”, nazwanego przez śp. Zbigniewa Wassermanna „knotem prawniczym”, którego autorzy chcieli m.in. oceny odpowiedzialności prezydenta Lecha Kaczyńskiego za wprowadzenie zmian do Raportu z weryfikacji wojskowych specsłużb. Ile z decyzji politycznych PO, projektów ustaw (w tym dotyczących bezpieczeństwa państwa) mogło być inspirowanych przez ludzi WSI – można się jedynie domyślać, bo partia Tuska nadal niechętnie ujawnia swoje eksperckie zaplecze.

Deklaracja Dukaczewskiego, wypowiedziana w kontekście poparcia dla kandydatury Bronisława Komorowskiego może ten stan zmienić. Jest też sygnałem, że wystawiony w stronę rosyjskich przyjaciół „peryskop” powinien zostać wykorzystany w bieżącej walce politycznej. O tym, może świadczyć mocne zainteresowanie Dukaczewskiego rozmową telefoniczną braci Kaczyńskich oraz liczne insynuacje na temat „haków” na polityków PO, znajdujących się rzekomo w „lochach” Kancelarii Prezydenta.

Niewykluczone, że dla partii powołanej przy współudziale oficerów Departamentu I MSW będzie to oznaczało przejście pod bezpośrednią „kuratelę” ludzi wojskowych służb.

Sądzę, że nie tylko dla ludzi świadomych zagrożeń płynących z prezydentury Komorowskiego, ale też dla wielu polityków Platformy najlepszą wiadomością wieczoru wyborczego byłaby ta, że gen. Dukaczewski nie otworzy szampana.
.
Aleksander Ścios • bezdekretu.blogspot.com
Artykuł opublikowany w nr.24/2010 Gazety Polskiej

LOGO-11a

Kariera towarzysza generała!

Znalezione obrazy dla zapytania Jaruzelski

Z reżyserem i producentem filmowym Robertem Kaczmarkiem, współtwórcą – wraz z Grzegorzem Braunem – filmu „Towarzysz Generał”, który w sobotę, 12 grudnia, pokaże TVP Historia, rozmawia Adam Kruczek

Film „Towarzysz Generał” to już nie tylko errata do biografii Wojciecha Jaruzelskiego,
ale – ze względu na wagę tej postaci – istotna errata do powojennej historii Polski?

– Cóż, przez ostatnie 20 lat intensywnie pracowano nad nowym wizerunkiem Wojciecha Jaruzelskiego, a fakt, że w sondażach ok. 50 proc. ankietowanych pozytywnie ocenia tę postać, wystawia nie najlepsze świadectwo nam, Polakom. Niestety, zatupano, przemilczano prawdziwy obraz tego człowieka. Gdy w kolejne rocznice 13 grudnia odbywały się pod jego domem manifestacje, budowano wokół tego atmosferę nagonki, wmawiano, że właściwie największą ofiarą przemian jest ten „biedny” Jaruzelski, który siedzi w swojej „chałupce” i przeżywa gorycz ludzkiej niewdzięczności, a przecież rzekomo uchronił Polaków przed sowieckimi czołgami.

Prawda jest zupełnie inna.
– Nawet tę „chałupkę”, w której mieszka, Jaruzelski zdobył w sposób wątpliwy, ale nie ma poczucia elementarnej przyzwoitości, by zwrócić willę prawowitym spadkobiercom. Prawdziwe problemy mają natomiast ludzie dociekający prawdy o Jaruzelskim, jak choćby jego biograf płk Lech Kowalski, autor książki „Generał ze skazą”, osoba, bez której by nasz film nie powstał. Za swoje badania zapłacił wysoką cenę. Mieszka w bloku na osiedlu wojskowym i po wydaniu książki spotkał się ze zorganizowanym ostracyzmem, pluto mu pod nogi, nie obsługiwano w sklepiku osiedlowym itp. To pokazuje, że Jaruzelski nie jest tylko postacią historyczną, dziadkiem kurczowo trzymającym się swojej wersji historii, ale do dziś dysponuje poważnym zapleczem w aparacie wojskowym i lewicowych kręgach politycznych.

W jaki sposób wprowadzenie stanu wojennego zaważyło na karierze Jaruzelskiego?
– Jak zauważa prof. Andrzej Paczkowski, w sierpniu 1980 r. Jaruzelski był tylko jedną z około 15 istotnych postaci w ówczesnym aparacie władzy, a po 13 grudnia 1981 r. stał się jednowładcą. To był kolejny z jego koniunkturalnych wyborów w drodze na szczyty władzy. Myślę, że doskonale zdawał sobie sprawę, że jeśli nie wprowadzi stanu wojennego w Polsce, to zrobi to za niego ktoś inny. Chętnych do tego w otoczeniu Jaruzelskiego nie brakowało. Wymagał tego zarówno interes sowiecki, jak i własne interesy rządzących w Polsce komunistów.

Choć scenariusz wejścia Sowietów w świetle ujawnionych dokumentów okazał się bajką, apologeci Jaruzelskiego i on sam ciągle się tym argumentem bronią.
– Sowietom taka „bratnia pomoc” była zupełnie nie na rękę. Prowadzili działania militarne w Afganistanie, a wejście z zewnątrz do Polski mogło spowodować nieobliczalne skutki. Nie byłoby już wtedy rozmów z żołnierzami przy koksownikach… „Solidarność” musiał spacyfikować ktoś z wewnątrz kraju. Jaruzelski chętnie na to przystał. Próbował ubezpieczać się uzyskaniem od sowieckich generałów gwarancji wsparcia militarnego w razie niepowodzenia, ale mu odmówiono.

Film odsłania to, co Jaruzelski skrzętnie pomija lub marginalizuje, np. zwalczanie antykomunistycznego podziemia, związki z Informacją Wojskową, aktywny udział w czystce antysemickiej w ludowym Wojsku Polskim czy w inwazji na Czechosłowację. Czy udało się Panom dotrzeć do nowych, dotąd nieznanych materiałów?
– Nie, w filmie o Jaruzelskim nie ma informacji, które nie byłyby dotychczas znane, przynajmniej historykom. Zbieramy i porządkujemy kluczowe fakty i wątki z jego biografii politycznej, które dopiero zestawione i połączone w prostej chronologii pokazują drogę i karierę tego człowieka. A także jego miejsce dzisiaj.

Film nie zamyka się w konwencji historycznego dokumentu?
– To nie jest film historyczny, ale całkowicie współczesny. Jeden z historyków pojawiających się w filmie „Towarzysz Generał” mówi, że Jaruzelski nieoficjalnie „zaklepywał” kandydaturę szefa sztabu generalnego Wojska Polskiego jeszcze na początku XXI wieku. Ta historia toczy się na naszych oczach. Myślę, że w 1989 r. ci, którzy usiedli do Okrągłego Stołu ze strony „solidarnościowej”, dostali – używając porównania ze strukturami ekonomicznymi – miejsca w zarządzie spółki, natomiast rada nadzorcza pozostała niezmienna, a jej przewodniczącym był Wojciech Jaruzelski. Dla zrozumienia jego pozycji trzeba zdać sobie sprawę z tego, jak wielką rolę odgrywały służby przed 1989 r. i odgrywają dzisiaj, a z drugiej strony, do jakiego stopnia Jaruzelski osobiście kształtował całą ówczesną generalicję, poszczególne jej „zaciągi”. Ci ludzie przecież nie wyparowali, a on jest dla nich absolutnym autorytetem, guru i gwarantem kariery. Obrona Jaruzelskiego przed sądem i w mediach to nie jest tylko obrona jego miejsca w historii, ale całej tej formacji i jej dzisiejszych wpływów.

Przez cały okres PRL Jaruzelski nieustannie wspinał się po stopniach hierarchii wojskowo-partyjnej. Każdy tzw. przełom jeszcze bardziej umacniał jego pozycję. Czym Pan to tłumaczy?
– Tajemnica tych awansów tkwi w jego relacjach z Moskwą. Kto w partii i wojsku miał „przełożenie na Moskwę”, jak się wtedy mówiło, tym był mocniejszy. Stąd brały się zabiegi Jaruzelskiego, aby w Polsce jak najczęściej gościć sowieckich generałów, bo to oni tak naprawdę gwarantowali mu, jak to się dziś mówi – ścieżkę kariery.
Trzeba pamiętać, że to nie jest tak, że w PRL jakiekolwiek ciało administracyjne czy polityczne samo decydowało o obsadzie kluczowych stanowisk. Nawet sekretarze wojewódzcy musieli być akceptowani w Moskwie. Rezydentura GRU naprawdę tu istniała i działała. A jeśli chodzi o „przełomy”, to przychylam się do tezy śp. prof. Pawła Wieczorkiewicza, który uważał, że wszystkie „wielkie” daty w historii PRL były tak naprawdę wydarzeniami prowokowanymi w celu zmiany ekipy władzy. Zawsze była to walka wewnątrz partii czy służb z wykorzystaniem nieświadomych istoty rzeczy ludzi z zewnątrz.

Jaruzelskiemu chyba bardzo zależało na tych awansach.
– W filmie dr Sławomir Cenckiewicz wskazuje, że aby zrozumieć tę postać, trzeba pamiętać, iż przez całe dorosłe życie Jaruzelski nie wyobrażał sobie sytuacji, w której z powodów zasadniczych mógłby postawić się poza grupą aktualnie sprawującą władzę. Jego wybory określa postawa karierowicza. Zawsze się dostosowuje, robi to, czego od niego żądają przełożeni na Kremlu.

Dzisiaj Jaruzelski swoje decyzje próbuje tłumaczyć wyborem „mniejszego zła”.
– Tak, to takie sugerowanie, że gdyby nie ja, to przyszedłby ktoś jeszcze gorszy. Ale przecież za tymi wyborami szły konkretne, wymierne, osobiste profity i obiektywne szkody dla Polski. Przy swoim poziomie inteligencji Jaruzelski musiał mieć tego świadomość, zarówno we wczesnych latach 50., jak i później, choćby w latach 70., kiedy, jak komentuje to w filmie płk Lech Kowalski, znaczna część tzw. gierkowskich pożyczek szła za jego przyczyną na infrastrukturę tworzoną w celu ewentualnej przyszłej agresji sowieckiej na Europę Zachodnią. Musiał wiedzieć, że są to działania szkodliwe, a w perspektywie inwazji wręcz katastrofalne dla Polski.

Jedną z wciąż niewyjaśnionych spraw są związki Jaruzelskiego z Informacją Wojskową. Czy wiemy coś więcej o aktywności agenta „Wolskiego”?
– Archiwa zostały wyczyszczone, więc mamy o tym wiedzę poszlakową. To, co można powiedzieć bez narażania się na procesy, to tyle, że istnieją dokumenty świadczące o tym, że został zarejestrowany w sieci agenturalnej Informacji Wojskowej. Każdy inteligentny odbiorca tej informacji powinien domyślić się, o co chodzi.

Tylko tyle?
– Moim zdaniem, w naszych dyskusjach o PRL przecenia się rolę agentury. Sądzę, że nie jest to klucz do zrozumienia i osądu tamtych ludzi i czasów. Przez ostatnie 20 lat udało się zepchnąć zainteresowanie opinii publicznej na ujawnianie tajnych współpracowników. Nie lekceważę tej sprawy, ale kwestia kapusiów w hierarchii ważności jest jednak drugorzędna. Tymczasem posłużyła do osłabienia, a nawet eliminacji z pola widzenia opinii publicznej rzeczy podstawowej – odpowiedzialności ludzi, dla których ten cały agenturalny dół pracował, czyli komunistycznych władz politycznych. To nie było tak, że np. sekretarz wydziału KC PZPR nie znał realiów PRL. Przecież to dla niego i takich jak on te służby i cała agentura zbierały informacje. Czy dzisiaj formułuje się zarzuty pod adresem np. członków Biura Politycznego KC PZPR albo sekretarzy wojewódzkich partii? Oni się świetnie mają właśnie dzięki temu, że zupełnie nie sięga się do sedna tej niegodziwości, którym było skomunizowanie społeczeństwa. To dlatego Urban i cała reszta może mieć dziś tak wspaniałe samopoczucie i żyć z rodzinami w dobrobycie. Oczywiście uważam, że ludzie powinni wiedzieć, kim był „Bolek”, „Święty” czy inni, którzy donosili na kolegów, ale nie może to przesłonić „góry”, dla której to robili. Lustracja bez dekomunizacji w ograniczonym stopniu oczyszcza Polskę z narośli PRL. Przypomnijmy pośmiertny sukces Gierka, którego mało kto już kojarzy z represyjnym systemem, na którego czele stał. Jakże fascynujący film można by nakręcić o Gierku.

Społeczne zapotrzebowanie na ambitną historyczno-dokumentalną twórczość filmową, jaką Pan uprawia, jest ogromne. A jednak tego rodzaju filmów powstaje jak na lekarstwo, na dodatek są emitowane o dziwnych porach. Czy trudno jest realizować tego rodzaju produkcję filmową?
– Zawsze były jakieś kłopoty, choć o zróżnicowanym natężeniu. Film o Jaruzelskim został zamówiony wtedy, gdy dyrektorem TVP Historia był Artur Dmochowski. Telewizja Polska to taka Polska w pigułce, gdzie krzyżują się wszelkiego rodzaju interesy. Dlatego dużo zależy od tego, czy we właściwym momencie spotka się tam urzędnika, którego w produkcji filmowej interesują wartości takie jak prawda czy Ojczyzna. Na szczęście zdarzają się i tacy. Przy okazji chciałbym polecić na TVP Historia trzy odcinki cyklu dokumentalnego „Historia III RP”. W niedługim czasie powinno się tam znaleźć kolejnych osiem odcinków. Nie trzeba się logować, wystarczy wejść na stronę TVP Historia i poszukać działu „Cykle dokumentalne”.

Film o Jaruzelskim ma bardzo zdecydowaną, demaskatorską wymowę. Czy nie próbowano wpłynąć na Pana w celu jej złagodzenia?
– Dużo by o tym mówić, ale może lepiej nie… Powiem tylko, że sugerowano, abym zmienił tytuł z „Towarzysz Generał” na „Generał”.

Wraz z Grzegorzem Braunem wyreżyserował Pan już filmy m.in. o dwóch prezydentach – Wałęsie i Jaruzelskim. Gdyby tak dorzucić do tego dorobku filmy o Bierucie i Kwaśniewskim, to – przynajmniej jeśli chodzi o prezydentów – można byłoby zamknąć pewną epokę…
– (śmiech) Jeśli TVP przetrwa, to kto wie…

Dziękuję za rozmowę.

LOGO-11a

Adam Kruczek • Nasz Dziennik

Robert Kaczmarek – reżyser, scenarzysta i producent filmowy. Absolwent Instytutu Socjologii Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i Wydziału Reżyserii PWSFTviT w Łodzi. Od 1990 r. wyprodukował kilkadziesiąt filmów dokumentalnych, z których większość reżyserował. Autor i współautor takich filmów, jak m.in.: „Towarzysz Generał” (2009), „TW Bolek” (2008), „Defilada zwycięzców” (2007), „Pielgrzymki do Ojczyzny Jana Pawła II” oraz kilkunastu filmów z cyklu „Errata do biografii”, którego był producentem.

DLACZEGO M I L C Z E L I Ś C I E ?

Jak to możliwe, że całe środowisko intelektualne, politycy i media kojarzone z opozycją, tak zgodnie przemilczały decyzję hierarchów o wycofaniu z Komitetu Honorowego wczorajszego marszu?

niebo-promienie-chmury-slonca-5-845x321

W mediach, przyznających sobie miano wolnych i niezależnych próżno szukać komentarzy lub próby wyjaśnienia tej niezwykłej sytuacji. Milczenie jest tym bardziej niepojęte, że w wywiadzie Jarosława Kaczyńskiego dla niezalezna.pl pojawiła się mocna i niepokojąca sugestia – „PO chce Kościół zastraszyć, pokazać, że ma stać po stronie władzy. Bo przy tej dynamice politycznej nie jest to trudne. Wystarczy by Kościół nie krytykował władzy, a już część społeczeństwa może odnieść wrażenie, że ją wspiera.”

Jeśli przywódca partii opozycyjnej mówi wprost o próbie zastraszenia Kościoła i zmuszenia hierarchów do „stania po stronie władzy”, dlaczego ten arcyważny temat nie staje się przedmiotem głębokiej refleksji wszystkich, którzy chcą bronić „wolności i demokracji III RP” ?

Zdaję sobie sprawę, że pytania dotyczące postaw polskich hierarchów pozostaną bez odpowiedzi. W środowisku związanym z opozycją nie ma woli zmierzenia się z tym problemem ani odwagi postawienia rzetelnej diagnozy. Jedyne, na co można liczyć poruszając dziś taki temat, to oskarżenie o „walkę z Kościołem” i zarzut „szkodzenia opozycji”.

Przed dwoma laty, gdy doświadczaliśmy „pojednania” z cerkwią Putina, mogłem jeszcze napisać:Nie ma dziś sprawy ważniejszej dla Polaków, jak głośne wykrzyczenie sprzeciwu wobec tego fałszywego aktu. Nie da się bowiem walczyć o prawdę bez wsparcia przywódców polskiego Kościoła i nie da się zachować polskości bez jej najważniejszego gwaranta. „Pojednanie” podpisane przez Kościół z wysłannikiem Putina – skazuje nas na przerażającą samotność. Tak wielką, jak zagrożenie, przed którym stoimy.

Dziś to słowa nieaktualne, bo wyrok samotności już zapadł i zagrożenie zmienia się w stan rzeczywisty.

Jeśli w niedalekiej przyszłości pojawi się pytanie – kto ponosi winę za polską „drogę do Cerkwii”, za stworzenie „kościoła belwederskiego” i pogardliwe pomieszanie dobra ze złem, trzeba pamiętać o tych, którzy z tchórzliwego milczenia uczynili cnotę rozwagi, a własny koniunkturalizm nazwali troską o Kościół.

Przyjdzie czas, gdy moi rodacy zapytają przedstawicieli patriotycznej opozycji i luminarzy wolnych mediów:

– dlaczego milczeliście, gdy hierarchowie polskiego Kościoła nie reagowali na rozpętanie kampanii nienawiść wobec Lecha Kaczyńskiego, gdy przyzwalali na ordynarne ataki i kłamstwa reżimowych gadzinówek;

–  dlaczego milczeliście, gdy tuż po dojściu do władzy PO-PSL rozpoczęło się błyskawiczne „zbliżenie” hierarchów Kościoła z putinowską Cerkwią i nawiązanie kontaktów inspirowanych przez członków tzw. Grupy ds. Trudnych i dyplomatów z moskiewskiej ambasady;

– dlaczego milczeliście, gdy za zgodą polskich hierarchów na miejscu kaźni naszych oficerów w Katyniu stanął „Zespół Memorialny” i Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa, zbudowane za pieniądze koncernu  Rosnieft, zarządzanego wówczas przez oficera KGB – Sieczina ;

– dlaczego milczeliście, gdy ludzie mieniący się pasterzami nie odważyli się żądać wyjaśnienia przyczyn zamachu smoleńskiego, nie zabiegali o szacunek dla ofiar i obronę pamięci tych, którzy zginęli za Polskę;

– dlaczego milczeliście, gdy chwilę po narodowej tragedii ci sami hierarchowie nawoływali do „pojednania”  i podążając za retoryką Turowskiego „z krwi naszych rodaków” chcieli budować fundamenty „nowych relacji z Rosją”;

– dlaczego milczeliście, gdy prymas Muszyński znosił granice między katem i ofiarą i wołał, że „niewinnie przelana krew ofiar tego samego, nieludzkiego systemu, która wsiąkła w tę samą ziemię i dzieliła nas przez pokolenia, nie musi koniecznie dzielić, a może także łączyć”, gdy abp. Życiński życzył – „Krew naszych rodaków, która wsiąkła w ziemię rosyjską, na tym terenie, gdzie przedtem wsiąkała krew bohaterów rozstrzelanych za miłość do ojczyzny – niech z tej gleby wyrosną dojrzałe kłosy rodzące chleb pojednania”, gdy  kard. Dziwisz kłamał – „ukrywanie prawdy o niewinnie przelanej krwi nie pozwalało zabliźnić się bolesnym ranom. Tragedia sprzed ośmiu dni wyzwoliła wiele pokładów dobra, tkwiących w osobach i narodach”;

– dlaczego milczeliście, gdy hierarchowie Kościoła słali do Putina podziękowania „za życzliwość i wrażliwość rosyjskiego ludu”, a w tym samym czasie rosyjscy żołdacy niszczyli wrak samolotu, zacierali ślady po zamachu i kłamliwie oskarżali polskich pilotów? Milczeliście, gdy sekretarz Konferencji Episkopatu Polski. bp Budzik perorował, że „wspólne przeżywanie katastrofy, jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem będzie nowym otwarciem, kamieniem milowym na drodze porozumienia i pojednania polsko-rosyjskiego” i przypomniał, że pasterze polskiego Kościoła„zinterpretowali tragiczne wydarzenia pod Smoleńskiem jako okazję do pogłębienia dialogu polsko-rosyjskiego”;

– dlaczego milczeliście, gdy rządowa instytucja powołana dla zadekretowania „przyjaźni polsko-rosyjskiej”, tzw. Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia otrzymała od Archidiecezji Warszawskiej luksusową siedzibę w warszawskim biurowcu Centrum Jasna;

– dlaczego milczeliście, gdy Prezydium Konferencji Episkopatu Polski, nawiązując wprost do obcej Polakom tradycji patriarchów moskiewskich, wystosowało do Bronisława Komorowskiego czołobitne homagium? Nigdy wcześniej w polskim Kościele nie było tak serwilistycznego aktu pochlebstwa, jaki zawarto w liście z dnia 5 lipca 2010 roku, gdy biskupi napisali do następcy Lecha Kaczyńskiego – „Wyrażając uznanie dla odniesionego sukcesu, pragniemy życzyć, aby podjęta odpowiedzialność owocowała działaniami realizowanymi w duchu najwyższych wartości. Niech dobry Bóg daje Panu Prezydentowi potrzebne siły i konieczne łaski dla owocnego wypełnienia tego zaszczytnego zadania. Polecamy Bogu osobę Pana Prezydenta, Jego Rodzinę i wszystkich współpracowników, życząc obfitości Bożych darów na lata szczególnej odpowiedzialności za Ojczyznę i wszystkich jej obywateli.

– dlaczego milczeliście w pamiętnym sierpniu 2010 roku, gdy podczas konfliktu wywołanego przez Belweder, hierarchowie potępiali „fanatyczną sektę broniącą krzyża”, mówili o szkodach „wyrządzanych przez tych którzy podawali się za obrońców Kościoła”, zaś wiernych, atakowanych i bitych przez sforę degeneratów, nazywali „zadymionymi PiS-em”? Ci, którzy miesiąc wcześniej słali homagium do Komorowskiego, mieli czelność pouczać Polaków w liście z 12.08.2010 r., że Krakowskie Przedmieście „stało się terenem gorszących manifestacji, wywołujących niepokój w całym kraju i zdumienie międzynarodowej opinii publicznej” i zgodnie z przekazem reżimowych mediów twierdzili, że „to nie jest spór religijny, tylko polityczny”, w którym obrońcy krzyża „są politycznym punktem przetargowym stron konfliktu”;

– dlaczego milczeliście, gdy w pierwszą rocznicę zamachu smoleńskiego, Polacy otrzymali od prymasa przestrogę, że nie zgadza się „na żadne upolitycznienie tego wydarzenia” i równie haniebne pouczenie, iż „na śmierci brata, siostry czy ojca nie możemy zbijać pseudokapitału politycznego” ;

– dlaczego milczeliście, gdy hierarchowie zapewniali wiernych, że „współpraca rządu i Kościoła układa się znakomicie”, gdy deliberowali o „wzajemnej autonomii i oparciu współpracy na zasadach demokracji”, by chwilę później, gdy reżim ujawnił zamiar likwidacji Funduszu Kościelnego, zaproponował wprowadzenie odpisu podatku na rzecz Kościołów oraz płatność składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne duchownych, ogłosić, że „rząd prowadzi wojnę z Kościołem”, wyzwać Polaków do „obrony chrześcijańskich wartości” i krzyczeć o „zmasowanym ataku na Kościół, który tchnie PRL, jakimś szukaniem wroga ludu”;

– dlaczego milczeliście, gdy w sprzeczności z faktami i prawdą historyczną, wspólny dokument rosyjskiej Cerkwi i Episkopatu Polski, był przedstawiany jako „akt historyczny, nawiązujący do Listu biskupów polskich do niemieckich z 1965 roku”;

– dlaczego milczeliście, gdy polscy hierarchowie nie ustawali w peanach na cześć Cyryla- Gundiajewa i nazywali wysłannika Putina – „mężem opatrznościowym dla świata, Kościoła prawosławnego i naszych wspólnych kontaktów” oraz „świadkiem i prorokiem”, z którym Kościół podejmie wspólne dzieło ewangelizacji Europy”, gdy w sprzeczności z wiedzą o roli stalinowskiej Cerkwii i w oderwaniu od przeszłości agenta KGB „Michajłowa” gloryfikowali tę postać, według wzorca z wypowiedzi T. Turowskiego z  23 marca 2010 r.: „Nie do przecenienia jest rola, jaką w wymiarze pojednania narodów pełni obecnie Rosyjski Kościół Prawosławny, a zwłaszcza Cyryl I, patriarcha Moskwy i Wszechrusi. To osobowość charyzmatyczna”;

– dlaczego milczeliście, gdy 17 sierpnia 2012 roku na Zamku Królewskim w Warszawie, wysłannik Putina Cyryl – Gundiajew oraz przewodniczący KEP abp Józef Michalik podpisali akt polityczny inspirowany przez środowisko Belwederu – „Wspólne Przesłanie do Narodów Polski i Rosji”, nazwane następnie przez Episkopat „najważniejszym wydarzeniem 2012 roku”;

– dlaczego milczeliście, gdy ten szalbierczy dokument, uwłaczający pamięci milionów naszych rodaków, zrównujący katów z ofiarami i zacierający granice dobra i zła – hierarchowie nakazali odczytać we wszystkich polskich kościołach;

– dlaczego milczeliście, gdy abp. Michalik, przeciwników „pojednania polsko- rosyjskiego” i krytyków paktu z Cyrylem  nazywał pogardliwie „marginesem”.

– dlaczego milczeliście, gdy we „wspólnym stanowisku” Episkopatu i Belwederu, ludobójstwo na Wołyniu nazwano „czystką etniczną” i w czerwcu 2013 roku podpisano „polsko – ukraińską deklarację o pojednaniu”, w której zawarto prośby o wybaczenie „za postawy tych Polaków, którzy wyrządzali zło Ukraińcom i odpowiadali przemocą na przemoc.” ;

– dlaczego milczeliście, gdy w śpiewniku uczestników  Orszaku Trzech Króli w Warszawie, hierarchowie dozwolili umieścić treść „Przesłania” lokatora Belwederu i zaprosili go na XVII Spotkanie Młodych Lednica 2000;

– dlaczego milczeliście w listopadzie 2013 roku, gdy Episkopat Polski wykonał „kolejny krok na drodze polsko-rosyjskiego pojednania” i  wespół z Belwederem ogłosił „nowy etap wzajemnych relacji”? W tym samym czasie cerkiewny „Światowy Rosyjski Sobór Ludowy”, kierowany przez Cyryla-Gundiajewa fałszował historię stosunków polsko-rosyjskich i oskarżał nas o „patologiczną nienawiść do Rosjan”;

– dlaczego milczeliście, gdy w przededniu agresji Putina na Ukrainę polscy hierarchowie w porozumieniu z Komorowskim zorganizowali wielodniowy spektakl propagandowy pod nazwą – „Katolicko-prawosławna konferencja o roli Kościołów z Polski i Rosji w budowaniu przyszłości chrześcijaństwa w Europie”? W tym samym czasie Cyryl I odznaczał przywódcę Kremla za „bezprzykładne zasługi w odbudowie mocarstwowości Rosji” ;

– dlaczego milczeliście, gdy pasterze polskiego Kościoła otwierali wówczas „nowy etap dialogu polsko-rosyjskiego i katolicko-prawosławnego” i domagali się, by „przenieść go z oficjalnego hierarchicznego szczebla na poziom wspólnot kościelnych i społeczeństw”;

– dlaczego milczeliście, gdy zaledwie przed rokiem polscy biskupi twierdzili, że „przyszłość chrześcijaństwa zależy od narodów oraz Kościołów polskiego i rosyjskiego” i wespół z wysłannikami Putina chcieli prowadzić „misję ewangelizacyjną”, by „dawać wspólne świadectwo wartości chrześcijańskich w Europie i na świecie”;

– dlaczego milczeliście, gdy postać sowieckiego agenta i prześladowcy Polaków, hierarchowie nazywali „dramatyczną, czasami tragiczną”, gdy zapewniali o swoich modlitwach i zalecali Polakom „ducha współczucia”? Ludzie, którzy nigdy nie upomnieli się o godne pochówki rodaków zamordowanych w Smoleńsku, o cześć dla zbezczeszczonych i pozamienianych ciał – w obliczu śmierci sowieckiego arcyłotra kazali nam okazywać „szacunek dla śmierci, dla pogrzebu”;

Dlaczego milczeliście… mógłbym zapytać po wielokroć. Nie oczekując, że padnie odpowiedź.

Każdy dzień, jaki upływał od haniebnej daty 17 sierpnia 2012 roku utwierdzał mnie w przekonaniu, że za milczenie w obliczu historycznego zaprzaństwa, za setki wcześniejszych zaniechań – przyjdzie kiedyś zapłacić. Cena musi być o tyle wyższa, że milczenie to jest zjawiskiem stokroć groźniejszym niż decyzje reżimowych decydentów, niż kłamstwa propagandy, fałszowanie wyborów i wszystkie przykłady niszczenia iluzorycznej „demokracji III RP”.

Cena musi być o tyle wyższa, że nie zapłaci jej nasze pokolenie, lecz ci, którym na gruzach „kościoła belwederskiego” przyjdzie odbudowywać wspólnotę narodu.

Aleksander Ścios • bezdekretu.blogspot.de
fot. Jacek Babiel / Agencja Gazeta

TW Hieronim

p r z e c z y t a j Księża diecezji gdańskiej, a TW i mafie

LOGO-11a

Co ta wódka robi z ludzi!

Toast Michnika za rząd Wałęsy i Kiszczaka  – ZOBACZ NAGRANIE 

– Piję, panie generale, za taki rząd, w którym Lech będzie premierem, a pan ministrem spraw wewnętrznych – taki toast wzniósł 25 lat temu Adam Michnik, który zwracał się do Czesława Kiszczaka. Warto przypomnieć – tydzień wcześniej znaleziono ciało kapelana „Solidarności” księdza Stanisława Suchowolca. Nikt nie miał wątpliwości, że zamordowanego przez (lub na zlecenie) funkcjonariuszy PRL-owskiej bezpieki, podwładnych Kiszczaka. Winnych jednak nie ujęto do dziś.

25. lat temu rozpoczął się „okrągły stół”. Dokładnie 6 lutego przeprowadzono pierwsze rozmowy. Wspominkowy spektakl w mainstreamowych mediach trwa zresztą od kilku dni. Opowieści najczęściej są laurkowe, opowiadające o rzekomym sukcesie w negocjacjach opozycji z komunistami, nie brakuje też reportaży o samym meblu.

Portal niezalezna.pl również postanowił przypomnieć jedną scenkę z tamtych dni, której zapewne nasi Czytelnicy w innych mediach nie zobaczą.

Przy stole (zwykłym, prostokątnym) siedzą Wałęsa, Michnik i Kiszczak.
Wszyscy zadowoleni, z kieliszkami w rękach
(nie wiemy czy wcześniej coś opróżnili).

I obecny naczelny „Gazety Wyborczej” wznosi toast…

ZOBACZ NAGRANIE – MICHNIK CHCIAŁ RZĄDU WAŁĘSY Z KISZCZAKIEM


niezalezna.pl, fot. arch.

JB

LOGO-11a