Dzień: 14 czerwca 2017

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Znalezione obrazy dla zapytania boze ciałó 2017

foto: archiwum

Pamiątkę ustanowienia Najświętszego Sakramentu Kościół obchodzi w Wielki Czwartek. Jednak wówczas Chrystus rozpoczyna swoją mękę. Dlatego od XIII wieku Kościół obchodzi osobną uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (zwaną potocznie Bożym Ciałem), aby za ten dar niezwykły Chrystusowi w odpowiednio uroczysty sposób podziękować.
Chrystus Pan ustanowił Najświętszy Sakrament przy Ostatniej Wieczerzy. Opisali to dokładnie wszyscy trzej synoptycy i św. Paweł Apostoł (Mt 26, 26-28; Mk 14, 22-24; Łk 22, 19-20; 1 Kor 11, 17-30). Św. Łukasz przytacza ważne słowa, którymi Chrystus Pan nakazał swoim uczniom sprawować ten Sakrament: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19). Św. Paweł dodaje, że gdyby ktoś odważył się przyjmować Eucharystię niegodnie, sam sobie przez to gotuje sąd Boży (1 Kor 11, 25-30). Apostoł Narodów zaznacza więc, że do przyjęcia Eucharystii należy przystępować z odpowiednim przygotowaniem wewnętrznym; trzeba wypełnić niezbędne warunki, którymi są stan łaski i odpowiednie przygotowanie serca.
Do żadnego sakramentu Chrystus Pan tak starannie swoich uczniów nie przygotowywał, jak do Eucharystii. Na wiele miesięcy przed jej ustanowieniem obiecał, da swoim wiernym na pokarm własne ciało, które będą mogli spożywać, jak się spożywa codzienny chleb. Wskazał przy tym, że Chleb ten będzie miał o wiele donioślejsze skutki dla człowieka niż manna, którą kiedyś Izraelici karmili się na pustyni: da im bowiem życie wieczne. Eucharystia jest tak ważnym pokarmem, że bez niej Jego uczniowie nie dostąpią zbawienia. W najdrobniejszych szczegółach przekazał nam tę mowę Pana Jezusa św. Jan Apostoł, który był obecny przy tej obietnicy (J 6, 22-70). Chrystus, aby jeszcze bardziej utrwalić w pamięci słuchaczy tę obietnicę, poprzedził ją wielkim cudem rozmnożenia chleba.

Eucharystia - realnie obecny Chrystus Kościół od samych początków dawał wyraz swojej wierze w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i dlatego Eucharystię uczynił centralnym ośrodkiem kultu Nowego Przymierza. Na czym ta obecność polega? Opłatek, który jest dobrze wypieczonym chlebem pszennym, po wypowiedzeniu przez kapłana słów przeistoczenia, mocą Ducha Świętego staje się Ciałem Pana Jezusa, a wino – Jego Krwią. Substancja chleba (opłatka) przechodzi w substancję Ciała Pańskiego, a substancja wina przechodzi w substancję Krwi Pańskiej. Taką władzę powierzył kapłanom sam Chrystus, kiedy powiedział przy Ostatniej Wieczerzy: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19; 1 Kor 11, 25). Tymi słowami polecił Apostołom i ich następcom przeistaczanie (przemienianie) chleba w Ciało Pańskie, a wina w Krew Pańską. Spełniła się w ten sposób obietnica: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20).
Skoro w Najświętszym Sakramencie jest obecne Ciało i Krew Pana Jezusa, to jest i Jego Osoba, jest On cały. Nie ma bowiem ciała Pana Jezusa osobno poza Jego Osobą. Według nauki Kościoła Pan Jezus jest obecny w Eucharystii pod każdą widzialną cząstką konsekrowanej Hostii. Dlatego z taką troskliwością kapłan uważa, aby najmniejsze okruchy zebrać do kielicha, spłukać winem i spożyć.
Pan Jezus jest cały i żywy tak pod postacią chleba, jak i pod postacią wina. Gdzie jest bowiem prawdziwe Ciało Chrystusa, tam jest i Jego Krew i cała Jego osoba. Podobnie, gdzie jest Krew Pana Jezusa, tam jest i Jego Ciało.
Pan Jezus w bardzo stanowczych słowach obiecał nam dać na pokarm swoje Ciało i Krew, a obietnicę tę związał z nakazem ich przyjmowania:

Jezus powiedział do tłumów: „Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy. (…) Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i daje życie światu”. Rzekli do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba”. Odpowiedział im Jezus: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nigdy pragnąć nie będzie. (…) Jam jest chleb, który z nieba zstąpił. (…) Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. Sprzeczali się między sobą Żydzi mówiąc: „Jak On może nam dać (swoje) ciało do spożycia?” Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim… Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”. A pośród jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej słuchać może?” (J 6, 26-60).

W tych słowach Pan Jezus daje obietnicę chleba z nieba, którym jest Jego Ciało. Kto będzie spożywał ten Chleb, będzie miał życie wieczne. Kiedy zaś nawet wśród uczniów znalazło się wielu, którzy z tego powodu nie tylko nie dali wiary Chrystusowi, ale nawet od Niego odeszli, Pan Jezus nie tylko nie ustąpił, ale zwrócił się wprost do samych Apostołów: „Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6, 67). Chrystus był więc gotów zrezygnować nawet z niektórych uczniów, ale obietnicy swojej nie cofnął.
Komunia święta - zadatek nieśmiertelności Jezus dając obietnicę Komunii świętej równocześnie wskazał na jej zasadniczy cel: życie wieczne. „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6, 54). Chrystus przyrzeka więc dwa ważne dary: wieczne zbawienie duszy i chwałę zmartwychwstałych ciał. Komunia święta daje nam prawo do nieba i jest zadatkiem nieśmiertelności także naszych ciał. Przyjmując bowiem uwielbione ciało Chrystusa, zostajemy w swoim ciele niejako wszczepieni w Jego nieśmiertelne ciało, nabywamy prawa do nieśmiertelności i zmartwychwstania. Według nauki Kościoła, Komunia święta pomnaża w nas łaskę uświęcającą, gładzi grzechy powszednie, łagodzi namiętności ciała. Dlatego Kościół poleca, przynajmniej w czasie wielkanocnym, kiedy to została ustanowiona Eucharystia (Wielki Czwartek), przyjmować Komunię świętą.
Przyjęta jest powszechnie praktyka częstego nawiedzania Pana Jezusa, obecnego w Najświętszym Sakramencie. Dlatego poleca się, by kościoły przynajmniej w pewnych porach były otwarte. Komunię sakramentalną w takich wypadkach zastępuje częściowo „komunia duchowa”, czyli gorące pragnienie przyjęcia eucharystycznego Chrystusa.

Adoracja Najświętszego Sakramentu

Od XVI w. przyjęła się w Kościele praktyka czterdziestogodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu. Praktykę tę wprowadził do Mediolanu św. Karol Boromeusz w roku 1520. Św. Filip Nereusz propagował ją w Rzymie od roku 1548. Św. Kajetan (+ 1547) propagował ten zwyczaj przez swój zakon teatynów. Papież Klemens VIII rozszerzył tę praktykę na wszystkie kościoły rzymskie w roku 1592. Dzisiaj praktyka ta znana jest w całym Kościele. Każda diecezja ma tak podzielone kościoły parafialne, aby Pan Jezus przez cały rok był nieustannie adorowany.
Istnieją także zakony, założone jedynie w tym celu, aby nieustannie adorować Chrysusa w Najświętszym Sakramencie. W Polsce istnieją trzy zakony od wieczystej adoracji: benedyktynki-sakramentki, sprowadzone do Warszawy w wieku XVII; siostry Franciszkanki od Najśw. Sakramentu (Ubogie Klaryski od Wieczystej Adoracji) sprowadzone do Gniezna z Francji w roku 1871; oraz Siostry Eucharystki.
W drugiej połowie XIX w. narodziła się także praktyka organizowania kongresów eucharystycznych. Pierwszy Międzynarodowy Kongres Eucharystyczny odbył się w Lille w 1881 roku z inicjatywy Marii Tamisier. Ostatni taki Kongres, pięćdziesiąty w historii, odbył się w 2012 r. w Dublinie. Na kongresy papież wysyła swojego legata lub sam w nich uczestniczy. Oprócz kongresów międzynarodowych odbywają się kongresy narodowe, prowincjonalne, diecezjalne.

Eucharystia - spełnienie pragnień Inicjatorką ustanowienia święta Bożego Ciała była św. Julianna z Cornillon (1192-1258). Kiedy była przeoryszą klasztoru augustianek w Mont Cornillon w pobliżu Liege, w roku 1245 została zaszczycona objawieniami, w których Chrystus żądał ustanowienia osobnego święta ku czci Najświętszej Eucharystii. Pan Jezus wyznaczył sobie nawet dzień uroczystości Bożego Ciała – czwartek po niedzieli Świętej Trójcy. Biskup Liege, Robert, po naradzie ze swoją kapitułą i po pilnym zbadaniu objawień, postanowił wypełnić życzenie Pana Jezusa. W roku 1246 odbyła się pierwsza procesja eucharystyczna.
Jednak w tym samym roku biskup Robert zmarł. Wyższe duchowieństwo miasta, za namową teologów, uznało krok zmarłego ordynariusza za przedwczesny, a wprowadzenie święta pod taką nazwą za wysoce niewłaściwe. Co więcej, omalże nie oskarżono św. Julianny o herezję. Karnie została przeniesiona z klasztoru w Mont Cornillon na prowincję (1247 r.). Po interwencji archidiakona katedry w Liege, Jakuba, kardynał Hugo zlecił ponowne zbadanie sprawy i zatwierdził święto. W roku 1251 po raz drugi archidiakon Jakub poprowadził ulicami Liege procesję eucharystyczną. Pan Jezus hojnie wynagrodził za to gorliwego kapłana. Ten syn szewca z Troyes (Szampania) został wkrótce biskupem w Verdun, patriarchą Jerozolimy i ostatecznie papieżem (1261-1264). Panował jako Urban IV. On też w roku 1264 wprowadził w Rzymie uroczystość Bożego Ciała.
Procesja Bożego Ciała Bezpośrednim impulsem do ustanowienia święta miał być cud, jaki wydarzył się w Bolsena. Kiedy kapłan odprawiał Mszę świętą, po Przeistoczeniu kielich trącony ręką przechylił się tak nieszczęśliwie, że wylało się wiele kropel krwi Chrystusa na korporał. Przerażony kapłan ujrzał, że postacie wina zmieniły się w postacie krwi. Zawiadomiony o tym cudzie papież, który przebywał wówczas w pobliskim mieście Orvieto, zabrał ten święty korporał. Do dnia obecnego znajduje się on w bogatym relikwiarzu w katedrze w Orvieto. Dotąd widać na nim plamy. W czasie procesji Bożego Ciała obnosi się ten korporał zamiast monstrancji. Korzystając z tego, że na dworze papieskim w Orvieto przebywał wówczas św. Tomasz z Akwinu, Urban IV polecił mu opracowanie tekstów liturgicznych Mszy świętej i Oficjum. Wielki doktor Kościoła uczynił to po mistrzowsku. Tekstów tych używa się do dziś. Najbardziej znany i często śpiewany jest hymn Pange lingua (Sław, języku…), a zwłaszcza jego dwie ostatnie zwrotki (Przed tak wielkim Sakramentem). Podobnie ostatnie zwrotki hymnu Verbum supernum śpiewane są przy wystawianiu Najświętszego Sakramentu (O zbawcza Hostio). Natomiast fragment hymnu Sacris solemniis stał się samodzielną pieśnią (Panis angelicus) wykonywaną przez najsłynniejszych śpiewaków operowych.
Papież Klemens V odnowił święto (1314), które po śmierci Urbana zaczęło zanikać. Papież Jan XXII (+ 1334) zatwierdził je dla całego Kościoła. Od czasu papieża Urbana VI uroczystość Bożego Ciała należy do głównych świąt w roku liturgicznym Kościoła (1389). Pierwsza wzmianka o procesji w to święto pochodzi z Kolonii z roku 1277. Od wieku XIV spotykamy się z nią w Niemczech, Anglii, Francji, Hiszpanii i w Mediolanie. Od wieku XV przyjął się w Niemczech zwyczaj procesji do czterech ołtarzy. Msze święte przy wystawionym Najświętszym Sakramencie wprowadzono w wieku XV (obecnie wystawia się Najświętszy Sakrament tylko poza Mszą św.).
Do roku 1955 obowiązywała oktawa Bożego Ciała. Na prośbę Episkopatu Polski w Polsce został zachowany zwyczaj obchodzenia oktawy, choć nie ma ona już charakteru liturgicznego.
Po raz pierwszy z procesją Bożego Ciała na terenie Polski spotykamy się już w XIV wieku w Płocku i we Wrocławiu. Od wieku XVI wprowadzono zwyczaj śpiewania Ewangelii przy czterech ołtarzach. Istnieje on do dnia dzisiejszego. Od dawna przyjął się zwyczaj, kultywowany do dzisiaj, że lud przynosi do kościoła wianki ziół, które kapłan poświęca w dniu oktawy, po czym lud zabiera je do domu. Zawiesza się je na ścianie, by chroniły od choroby; poszczególne gałązki można też umieszczać na polach, by plony lepiej rosły i by Bóg zachował je od robactwa i nieurodzaju. W niektórych stronach drzewka i gałęzie, którymi był przystrojony kościół i ołtarze w czasie procesji Bożego Ciała, po oktawie zabierano na pola i tam je zatykano. Ich część palono, aby dym odstraszał chmury, niosące grad i pioruny.

Św. Kasper de Buffalo - czciciel Krwi Chrystusa Obecnie pełna nazwa uroczystości Bożego Ciała mówi o Najświętszym Ciele i Krwi Chrystusa. Do czasu reformy soborowej istniało osobne święto ku czci Najdroższej Krwi Chrystusa. Do dziś istnieją kościoły pod tym wezwaniem. Jak Boże Ciało jest rozwinięciem treści Wielkiego Czwartku, tak uroczystość Najdroższej Krwi Jezusa była jakby przedłużeniem Wielkiego Piątku. Ustanowił ją w roku 1849 papież Pius IX i wyznaczył to święto na pierwszą niedzielę lipca. Cały miesiąc był poświęcony tej tajemnicy. Papież św. Pius X przeniósł święto na dzień 1 lipca. Papież Pius XI podniósł je do rangi świąt pierwszej klasy (1933) na pamiątkę dziewiętnastu wieków, jakie upłynęły od przelania za nas Najświętszej Krwi.
Szczególnym nabożeństwem do Najdroższej Krwi Pana Jezusa wyróżniał się św. Kasper de Buffalo, założyciel osobnej rodziny zakonnej pod wzewaniem Najdroższej Krwi Pana Jezusa (+ 1837). Misjonarze Krwi Chrystusa mają swoje placówki także w Polsce. Od roku 1946 pracują w Polsce także siostry Adoratorki Krwi Chrystusa, założone przez św. Marię de Mattias. Oba te zgromadzenia do dzisiaj w dniu 1 lipca obchodzą uroczystość Krwi Chrystusa. Gorącym nabożeństwem do Najdroższej Krwi wyróżniał się także papież bł. Jan XXIII (+ 1963). On to zatwierdził litanię do Najdroższej Krwi Pana Jezusa.
Nabożeństwo ku czci Krwi Pańskiej ma uzasadnienie w Piśmie świętym, gdzie wychwalana jest krew męczenników, a przede wszystkim krew Jezusa Chrystusa. Po raz pierwszy Pan Jezus przelał ją przy obrzezaniu. W Ogrodzie Oliwnym pocił się krwawym potem (Łk 22, 44). Nader obficie płynęła ona przy biczowaniu i koronowaniu cierniem, a także przy ukrzyżowaniu. Kiedy żołnierz przebił Jego bok, „natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 24).
Serdeczne nabożeństwo do Krwi Pana Jezusa mieli święci średniowiecza. Połączone ono było z nabożeństwem do Ran Pana Jezusa, a zwłaszcza do Rany Jego boku. Wyróżniali się tym nabożeństwem: św. Bernard (+ 1153), św. Anzelm (+ 1109), bł. Gueryk d’Igny (+ 1160) i św. Bonawentura (+ 1270). Dominikanie w piątek po oktawie Bożego Ciała, chociaż nikt nie spodziewał się jeszcze, że na ten dzień zostanie kiedyś ustanowione święto Serca Pana Jezusa, odmawiali oficjum o Ranie boku.
Reforma liturgii z roku 1969 złączyła uroczystość Przenajdroższej Krwi Pana Jezusa z uroczystością Bożego Ciała, automatycznie znosząc dotychczasowe święto z 1 lipca. Eucharystia to bowiem Najświętsze Ciało i Najświętsza Krew Pana Jezusa.

brewiarz.pl

JB

LOGO-11a

Ważne słowa prezydenta Dudy o wizycie Donalda Trumpa w Polsce. Przeczytajcie!

 

fot: FB fot: FB

W czasie pobytu w Zagrzebiu, prezydent Andrzej Duda, podczas wspólnej konferencji prasowej z prezydent Chorwacji Kolindą Grabar-Kitarović poinformował, że szczyt państw Trójmorza został przeniesiony z Wrocławia do Warszawy a jego gościem będzie prezydent USA Donald Trump. Współgospodarzami szczytu będą Polska i Chorwacja.

Prezydent Duda, mówiąc o obecności na szczycie amerykańskiego prezydenta, wspomniał o swoim dwukrotnym, skierowanym do niego zaproszeniu i dodał, że zrobiła to również prezydent Grabar-Kitarović, która „poczyniła wiele starań w tym kierunku, żeby prezydent Donald Trump spotkał się w ramach inicjatywy Trójmorza z państwami Europy środkowej”.

Prezydent zapowiedział intensywne działania dla poprawy współpracy gospodarczej i biznesowej między Polską i Chorwacją. Mówił również o nadziejach na obecność chorwackich żołnierzy w siłach NATO, które stacjonują w Orzyszu.

Polski prezydent podkreślił, że mają wspólne – z prezydent Chorwacji -spojrzenie na sytuację UE: „Obydwoje jesteśmy absolutnie przekonani, że Europie dzisiaj potrzebna jest spójność i solidarność, że absolutnie czymś, na co się nie godzimy, jest jakiekolwiek dzielenie UE na Unie Europejskie różnych prędkości”.

pn.pl

LOGO-11a

„Ja mam przepraszać? A niby za co?”!

Komorowski pełen arogancji!

Zero skruchy za barbarzyńskie potraktowanie ciał ofiar smoleńskich!

autor: wPolityce.pl/Onet Opinie/vod.pl
autor: wPolityce.pl/Onet Opinie/vod.pl
LOGO-11a

Strzelanina pod Waszyngtonem. Co najmniej pięć osób rannych

Policja zabezpieczyła teren (fot. PAP/EPA/SHAWN THEW)

Co najmniej pięć osób zostało rannych, gdy nieznany napastnik zaczął strzelać z broni półautomatycznej do polityków, grających mecz baseballa pod Waszyngtonem. Wśród poszkodowanych jest republikański kongresmen.

Do strzelaniny doszło rankiem miejscowego czasu w Alexandrii w stanie Virginia, nieopodal Waszyngtonu.

Republikańscy politycy grali na boisku w baseballa, gdy w ich stronę padły strzały. Ranny został m.in. 51-letni członek Kongresu USA Steve Scalise, który został przewieziony do szpitala. Miał on zostać postrzelony w biodro. Ucierpieli też m.in. funkcjonariusze straży Kongresu (Capitol Police).

Nie żyje najstarszy Żołnierz Wyklęty. Major Andrzej Kiszka „Dąb” w listopadzie skończyłby 96 lat. WIDEO

autor: fot.PAP/Marcin Bielecki
autor: fot.PAP/Marcin Bielecki

„Ma to odwrócić uwagę od izolacji Berlina ws. uchodźców”!

NASZ WYWIAD!

To Niemcy skłoniły KE do wszczęcia procedury przeciwko Polsce, Czechom i Węgrom.

Hans-Olaf Henkel / autor: europarl.europa.eu (European Parliament)
Hans-Olaf Henkel / autor: europarl.europa.eu (European Parliament)

 

AFERA MARSZAŁKOWA, ANEKS – NIERÓWNA GRA

„Gdyby afera marszałkowa została rzetelnie wyjaśniona, a jej mechanizmy ujawnione społeczeństwu, zablokowałoby to karierę Bronisława Komorowskiego, udaremniało jego udział w wyborach prezydenckich i oszczędziło Polakom wielu bolesnych doświadczeń i upokorzeń.

Odsłonięcie patologicznych relacji już w roku 2008 uchroniłoby nas od niebezpieczeństw wywołanych wpływem Rosji na polskie życie polityczne, zapobiegło obcym knowaniom w ramach konfliktu rząd-prezydent, a w rezultacie – o czym jestem przeświadczony, udaremniło pułapkę smoleńską i zamach z 10 kwietnia.

Nie trzeba tworzyć alternatywnej historii, by zrozumieć, że do dziś płacimy cenę za zignorowanie tego największego zagrożenia.”

Cytowany fragment pochodzi z jednego z moich tekstów z roku 2013. Przyznaję, że w tamtym czasie do głowy mi nie przyszło, że po wygranych wyborach parlamentarnych partia pana Kaczyńskiego nie powróci do wyjaśnienia okoliczności afery marszałkowej i nie pokaże Polakom, kim był człowiek sprawujący najwyższy urząd w III RP.

Choć osiem lat rządów reżimu PO-PSL obfitowało w setki najpoważniejszych występków, nie było w tym czasie sprawy równie ważnej, a zarazem symbolicznej niż afera marszałkowa – „matka” wszystkich afer.  Powstały wówczas układ, oparty na patologicznych relacjach służby-politycy-media stworzył fundament dla kolejnych szalbierstw i gier operacyjnych i do dnia dzisiejszego decyduje o kondycji tego państwa i logice wielu procesów publicznych.

Nie ma potrzeby wracać do szczegółowego opisu sprawy. Na moim blogu, pod hasłami „Komorowski” i „afera marszałkowa” widnieje kilkadziesiąt tekstów poświęconych tematowi.

Przypomnę jedynie, że afera marszałkowa  była wielowątkową kombinacją operacyjną z udziałem ludzi WSW/WSI, Bronisława Komorowskiego, ABW, prokuratury i ośrodków propagandy, zmierzającą do uzyskania dostępu do tajnego uzupełnienia (Aneksu) z Raportu z Weryfikacji WSI. Gdy okazało się to niemożliwe, podjęto działania służące skompromitowaniu członków Komisji Weryfikacyjnej i sparaliżowaniu prac Komisji oraz akcję odwetową wobec dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Działania te mogły mieć również na celu uprzedzenie ewentualnych zarzutów dotyczących powiązań polityków PO ze środowiskiem byłych WSI i były rodzajem „uderzenia wyprzedzającego”. Chodziło o zdezawuowanie treści zawartych w Aneksie i wytworzenie wokół Komisji Weryfikacyjnej atmosfery podejrzeń o nielegalne działania. Priorytetem kombinacji pozostawała ochrona politycznego „patrona” wojskowych służb – Bronisława Komorowskiego.

Są w tej sprawie skandaliczne akcje prokuratury i ludzi ABW, jest wątek funkcjonariuszy ośrodków propagandy, są próby stosowania aresztów wydobywczych, rewizje, zastraszanie i nękanie świadków, są niewyjaśnione zgony.

Logikę kombinacji wytyczają słowa B. Komorowskiego ze stycznia 2008 roku – „Muszę zobaczyć aneks przed publikacją”. Padły one w reakcji na wiadomość, że prezydent Lech Kaczyński rozważa publikację Aneksu i ma wątpliwości, czy przed ujawnieniem dokumentu powinien skierować go do marszałków Sejmu i Senatu.

Komorowski, o czym w grudniu 2014 roku przypomniał Antonii Macierewicz – „robił wszystko, działał legalnie i nielegalnie, by zapoznać się z tym dokumentem i uniemożliwić jego opublikowanie, bądź go za wszelką cenę zdyskredytować.”

Można przyjąć za pewnik, że wobec tak silnego imperatywu i wewnętrznego przymusu, lektura Aneksu była pierwszą czynnością, jakiej oddał się B. Komorowski po przeprowadzeniu operacji zajęcia Kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zaś oświadczenie lokatora Belwederu, złożone podczas sądowych zeznań  w sprawie afery marszałkowej – „aneks jest wymierzony we mnie”, opiera się na bezpośredniej wiedzy Komorowskiego i znajduje potwierdzenie w treści dokumentu.

Wszystko, co wiemy na temat tej ponurej postaci oraz niezwykle dramatyczne okoliczności towarzyszące aferze marszałkowej, muszą prowadzić do konkluzji, że sam zainteresowany, jak i bliskie mu środowisko b. WSI, uważało publikację Aneksu za rzecz wyjątkowo niepożądaną i wręcz groźną dla swoich interesów. W tzw. stanowisku stowarzyszenia „Sowa” do projektu  nowelizacji ustawy o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego, z 28 listopada 2012 roku, można znaleźć opinię ludzi b. WSI na temat „rozwiązania problemu Aneksu”. „Sowa” doradzała dwa scenariusze :

Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „A” i zostaje przekazany do archiwum centralnego, np. Archiwum Akt Nowych z zastrzeżeniem, że może być udostępniony po 50 latach, tj. po 2056 roku. Drugie: Niejawny dokument Aneks o klauzuli „ściśle tajne” otrzymuje kategorię archiwalną „Bc”, co oznacza, że dokumentacja ma krótkotrwałe znaczenie praktyczne i po pełnym jej wykorzystaniu (co już nastąpiło), jest przekazywana na makulaturę – Aneks zostaje zniszczony”.

Na podstawie wiedzy o aferze marszałkowej i wydarzeniach prowadzących do 10 kwietnia 2010 roku, warto postawić pytanie: jeśli po to, by nie doszło do ujawnienia Aneksu, w latach 2007-2008 prowadzono brutalną i bezprawną grę wymierzoną w ustawowy organ państwa – Komisję Weryfikacyjną, podczas której dopuszczono się szeregu poważnych przestępstw, jeśli B. Komorowski nie cofnął się przed atakami na prezydenta Lecha Kaczyńskiego i usilnie zabiegał o dostęp do tajnego dokumentu, zaś środowisko b. WSI tak wielką wagę przywiązywało do jego zablokowania, a nawet doradzało całkowite zniszczenie, jak należy interpretować stanowisko prezydenta Andrzeja Dudy wyrażone w słowach – „to nie jest najważniejsza sprawa dla Polaków, mam znacznie poważniejsze sprawy do załatwienia” oraz znamienne słowa prezydenckiego ministra K. Szczerskiego z 2015 roku – „to temat, którego nie ma”?

Jest w tym wyraz nonszalancji, niewiedzy i niezrozumienia wagi tematu, czy objaw koniunkturalizmu i zakulisowych ustaleń ze środowiskiem Komorowskiego? Nie wiemy nawet, czy opinia pana Dudy powstała po uważnej lekturze Aneksu, czy też pan prezydent, nie czytając tego dokumentu, wie lepiej, co jest lub nie jest ważne dla Polaków?

A skoro pan Duda uważa sprawę Aneksu za mało ważną – dlaczego jego Kancelaria odmawia nawet odpowiedzi na pytanie: czy dokument nadal istnieje i znajduje się w prezydenckim sejfie? Skąd wyborcy pana prezydenta mają wiedzieć, czy jego poprzednik nie „rozwiązał problemu”, w sposób, jaki doradzali mu ludzie b. WSI?

Zdaję sobie sprawę, że nie ma dziś tak szokujących ani doniosłych informacji, które mogłyby wstrząsnąć opinią publiczną lub postawić polityków PO przed poważnymi zarzutami.

Już publikacja Raportu z Weryfikacji WSI dowiodła, że sprawność aparatu propagandy znacząco przewyższa dążenie do prawdy i potrzebę wiedzy na temat otaczającej nas rzeczywistości. Następnego dnia po opublikowaniu 374 stronicowego Raportu, opatrzonego obszernymi aneksami, podano opinii publicznej wyniki tzw. „sondażu”, z którego miało wynikać, że 44,9 proc. Polaków ocenia dokument jako niewiarygodny, 31,2 proc. – za wiarygodny, zaś 18,7 proc.-nie ma zdania na temat dokumentu.

Jeśli Bronisław Komorowski, którego nazwisko pojawia się blisko 60 razy na kartach Raportu, nadal był uważany za solidnego polityka, a nawet został wybrany prezydentem III RP, jest w tym dowód skrajnej ignorancji Polaków, ale też prymatu propagandy nad faktami.

Niewykluczone, że również publikacja Aneksu do Raportu z Weryfikacji WSI nie wywołałaby większego zainteresowania, niż różne „newsy’ i „sensacje dnia”, jakimi karmi się naszych rodaków. Ujawnienie Aneksu, mogłoby zatem spowodować  chwilowe „wzmożenie” uwagi elektoratu i podwyższenie emocji społecznych, ale nie wiązałbym z tym wydarzeniem szczególnych nadziei. Brak woli politycznej wyklucza możliwość wykorzystania takiej okazji do likwidacji wpływów Onych i rozprawy z patologiami magdalenkowego tworu, zaś deficyt wolnych mediów i fatalna kondycja intelektualna środowiska dziennikarskiego, skutecznie blokowałyby próby przekazania Polakom tej wiedzy.

Z drugiej strony, działania ludzi WSI i ewidentny lęk B. Komorowskiego przed publikacją tajnego dokumentu, pozwalają przypuszczać, że znajdują się w nim treści, które poważnie mogłyby naruszyć interesy triumwiratu III RP lub wywołać polityczne „trzęsienie ziemi”. W taki kontekście interpretowałbym również zachowania obecnego prezydenta oraz wyjątkowo gorliwe unikanie tematu przez ludzi „dobrej zmiany” i ich media.

W tej sytuacji, nie należy brać pod uwagę potencjalnych reakcji społecznych, a tym bardziej, wrzasku propagandystów, lecz skoncentrować się na rzeczywistym znaczeniu Aneksu w kontekście bezpieczeństwa wewnętrznego. Zakładam, że każdy, kto rozumie znaczenie wpływów „peryskopu, za pomocą którego Rosjanie pozyskiwali wiedzę o mechanizmach funkcjonowania naszego państwa”(jak onegdaj prof. Zybertowicz określił rolę WSI), będzie też zainteresowany publikacją uzupełnienia do Raportu z Weryfikacji WSI.

Gdy w latach 2008-2009 opisywałem na blogu aferę marszałkową (ówczesne „niezależne media” używały szalbierczego terminu „afera aneksowa”) i przez kolejne miesiące zadawałem B. Komorowskiemu szereg pytań, publikacje te były objęte cenzurą ze strony dysponentów „niezależnego forum blogerskiego” pod nazwą Salon24. Doświadczałem też szczególnych form zainteresowania służb III RP, o których – z oczywistych powodów, nie mogę otwarcie dywagować.

W całej przestrzeni publicznej nie było wówczas przyzwolenia na niepokojenie polityka PO, ani większego zainteresowania wyjaśnieniem roli Komorowskiego w aferze marszałkowej.  Wygrana „necandusa” w tzw. wyborach prezydenckich 2010 roku sprawiła, że nad Komorowskim roztoczono szczelny parasol medialny, temat wyciszono i skazano na zapomnienie. O tej sprawie, podobnie jak o Aneksie i działaniach p.o. prezydenta, nie wolno było głośno mówić ani o nie pytać.

Choć B. Komorowski jest dziś (niesłusznie) traktowany niczym niegroźny „emeryt polityczny”, a od dwóch lat doznajemy dobrodziejstw i swobód „dobrej zmiany”, mam nieodparte wrażenie, że nad bohaterem afery marszałkowej i jego sprawkami nadal roztacza się polityczny parasol ochronny, zaś temat Aneksu należy do ścisłego tabu. Jeśli wtedy i dziś nie można pytać o  tę aferę ani domagać się publikacji Aneksu, jeśli Pałac Prezydencki nadal ignoruje kwestie niewygodne dla Andrzeja Dudy – gdzie przebiega granica owej „dobrej zmiany” i na czym w istocie polega?

Nie tylko nie dopuszcza się do publicznej dyskusji nad kluczowym dla naszego bezpieczeństwa dokumentem, ale nikt nie odważy się pytać pana prezydenta o powody ukrywania Aneksu, bądź nalegać na polityków partii rządzącej w sprawie wyjaśnienia afery marszałkowej i prześwietlenia działań Komorowskiego w latach 2008 -2015.

Partyjni cmokierzy i pospolici głupcy, mogą wzruszać ramionami na wagę takiej tematyki, ale już próba postawienia rzeczowych pytań obnaża absurdalność tak nierozumnej postawy.

Można bowiem zapytać:  kto i jakimi metodami zbadał, czy afera marszałkowa i zawiązany wówczas sojusz rosyjskiej agentury ze służbami III RP, miał, czy też nie miał związku z późniejszymi działaniami zmierzającymi do zastawienia pułapki smoleńskiej i doprowadzeniem do śmierci 96 Polaków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego?

Czy w latach poprzedzających Smoleńsk, mogło dojść do równie spektakluranej aktywności ludzi b.WSI (w tym powołania jawnej reprezentacji ) oraz reaktywacji ich wpływów, gdyby B. Komorowski poniósł odpowiedzialność za udział w aferze marszałkowej i nie mógł kandydować na stanowisko prezydenta?

Czy bez przeprowadzenia śledztwa w sprawie układu ludzi WSI z politykami PO-PSL oraz ustalenia, jakie konsekwencje wynikały z patologicznych relacji, możliwa  jest rozprawa z ową „obcą agenturą”, o której Jarosław Kaczyński informował Polaków podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej?

Jak to możliwe, że ten arcyważny temat, w którym ogniskują się interesy rosyjskiej agentury i ponure tajemnice następcy Lecha Kaczyńskiego, nie jest dziś przedmiotem zainteresowania polityków Prawa i Sprawiedliwości, nie znajduje miejsca w publikacjach „wolnych mediów” i został skazany na kolejną kadencję milczenia?

Dlaczego właśnie B. Komorowski i środowisko b. WSI wyjęci są z jakichkolwiek działań organów tego państwa, nie toczą się w ich sprawach żadne postępowania, zaś inicjatywy ustawowe związane z tym środowiskiem zostały wycofane przez prezesa PiS?

Powstała dziś sytuacja, należy do wyjątkowo groźnych.

Można zakładać, że życzenie Komorowskiego – „muszę zobaczyć aneks przed publikacją”, zostało spełnione. Wbrew woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i na przekór intencjom, z jakimi został sporządzony Aneks.

Uważam za wielce prawdopodobne, że były lokator Belwederu oraz ludzie z bliskiego mu środowiska WSI posiadają nie tylko informacje na temat zawartości tajnego dokumentu, ale wiedzą, co naprawdę wydarzyło się w dniu 10 kwietnia 2010 roku.

Tej wiedzy nie mają Polacy, a dzięki postawie prezydenta Dudy, nie mają też szans poznania treści Aneksu do Raportu WSI ani zrozumienia – czego tak bardzo bał się Komorowski i jego przyjaciele?

Tworzy to niebezpieczną dysproporcję, w której tylko jedna strona dysponuje cenną wiedzą, ale też, dostatecznym materiałem, dla prowadzenia dowolnych gier i kombinacji operacyjnych. W kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej oraz aktywności wewnętrznej agentury, nie mamy żadnej pewności, czy właśnie ta wiedza nie buduje uprzywilejowanej pozycji naszych największych wrogów.

Kolejna odsłona gry „taśmami Sowy”, za którą najprawdopodobniej stoi środowisko byłej wojskówki, jest wyraźnym sygnałem, że nie zakończono jeszcze procesu „formatowania” układu rządzącego, ale też dowodzi dużej swobody działania środowiska b. WSI.

Utrzymywanie stanu tak poważnej dysproporcji, zawsze będzie korzystne dla tych, którzy więcej wiedzą i mogą. Dlatego na ukrywaniu Aneksu i milczeniu wokół afery marszałkowej, wygrywa tylko Komorowski i ludzie w brązowych butach.

Jeśli wyborcy PiS godzą się na grę o tak nierównych szansach i nie mają odwagi upomnieć o swoje bezpieczeństwo, wynik tej rozgrywki został już rozstrzygnięty.

Aleksander Ścios • bezdekretu.blogspot.de
fot. fronda.pl

LOGO-11a