Dzień: 12 czerwca 2017

Donosy na Polskę to narzędzie, którym posługują się pseudoelity IIIRP!

Zdrajcom ku pamięci!

Donosy składane na Polskę w Brukseli i Berlinie stały się podstawowym narzędziem, którym posługują się pseudoelity III RP, odsunięte od władzy i coraz bardziej pozbawiane wpływów. Jednak to nie donosy są głównym dowodem ich zdrady.

Zdrajców, jak to niestety bywało już w naszej historii, najbardziej pogrążają apele, a nawet błagania o oddanie Polski pod kuratelę obcego państwa. Lech „Bolek” Wałęsa podczas wizyty w niemieckim Akwizgranie, gdzie odbierał nagrodę Polonicus 2017 za dokonania na rzecz wolności i demokracji w Europie i Polsce, powiedział: – Musicie skończyć z kompleksami i przejąć odpowiedzialność za Europę.

Podczas swojego wystąpienia radził: – Jeśli chcecie zbudować mądrą Europę, to musicie ją osadzić na wartościach, i jeśli Polska, Węgry czy ktokolwiek inny rozbije Unię, to wy, jako wiodąca siła, musicie mieć przygotowane w kieszeni rozwiązanie. Jeszcze dalej posunęła się Agnieszka Holland, której apel „żeby było, tak jak było”, stał się dzisiaj symbolem i streszczeniem całego programu politycznego totalnej opozycji. Holland, laureatka tej samej nagrody co Wałęsa, tylko że w dziedzinie kultury, publicznie na antenie TVN24 zademonstrowała swój całkowity brak szacunku dla prezydenta Polski, a następnie zwróciła się do Angeli Merkel słowami: – Jesteś naszą ostatnią obrończynią w tej Unii.

Warto w tym miejscu przypomnieć słowa innego zaprzańca i renegata, kierowane również do Niemki, Sophii Friederiki Augusty zu Anhalt-Zerbst-Dornburg, znanej z historii jako Katarzyna II Wielka albo caryca Katarzyna. Tak pisał do niej zdrajca i jeden z przywódców partii rosyjskiej w Rzeczpospolitej, Szymon Kossakowski, hetman wielki litewski: – Nie widzę i nikt dostrzec nie może ogólnego szczęścia kraju naszego, tylko w poważaniu tego sąsiedzkiego mocarstwa ogromnego, mającego własny interes widzieć nas mądrych i szczęśliwych, jako w osobie, którą wieki następne między cuda natury i wielkość kłaść będą – N. Imperatorowej całej Rosji. Nie masz pani wyżej umiejącej cenić prawa ludzkości i prawa rozsądnej wolności i sprawiedliwości: doświadczają i korzystają narody berłu jej poddane, kładąc i wielbiąc ją w mądre przymiotów bóstwa.
Jak widzimy, zmienił się tylko język, bo dusza zdrajców pozostaje niezmiennie taka sama. Kossakowski nie tylko przygotowywał z Sewerynem Rzewuskim i Szczęsnym Potockim konfederację targowicką, ale również informował rosyjskich generałów o stanie polskiej armii i namawiał ich do porwania Tadeusza Kościuszki. Jak na razie, nie doszły nas słuchy, by „Bolek” Wałęsa czy Agnieszka Holland postulowali w Berlinie porwanie Andrzeja Dudy i Jarosława Kaczyńskiego, ale obserwując antypolski amok, wszystko jeszcze przed nami. Niewykluczone, że Wałęsę i Holland ubiegnie jakiś inny prominentny przedstawiciel współczesnej targowicy, ale zanim to nastąpi, coś tym wszystkim zdrajcom przypomnę.

Szymon Kossakowski podczas insurekcji kościuszkowskiej został schwytany w Wilnie przez polskich powstańców i osadzony w Arsenale. 25 kwietnia 1794 r. skazano go na śmierć i powieszono na szubienicy wzniesionej przed wileńskim ratuszem. Dzięki historycznym przekazom wiemy, że skazaniec odziany był w żółty szlafrok, w czasie egzekucji głośno biły dzwony kościoła św. Kazimierza, zaś polski lud wznosił okrzyki: Niech żyje Rzeczpospolita!
Nieznany autor na tę okazję napisał wiersz zatytułowany Nagrobek Szymonowi Kossakowskiemu, który niniejszym dedykuje całej współczesnej targowicy.

Przechodniu! Wstrzymay twe modły, BÓG je za Prawych odbiera;
Jam Oyczyzny zdrayca podły – Jak kto żyje, tak umiera.
Straciłem życie i sławę, Niż pierwsze ostatnie wprzodu;
Sam sobie dałem Buławę, Stryczek był z Woli Narodu.
Śmierć mą nie głosiły Dzwony, Wyrok słuszny dni mych przerwą,

Jam tu został powieszony, I tu moje ginie ścierwo.

wgazeta.pl

LOGO-11a

MON kieruje do prokuratury zawiadomienie ws. naruszenia prawa przez komisję Millera

Z powodu podejrzeń o zaniechania i zaniedbania, MON postanowiło skierować do prokuratury zawiadomienie w sprawie naruszenia prawa przez tzw. komisję Millera, która badała katastrofę smoleńską – poinformował w poniedziałek resort.

„W związku z informacjami posiadanymi przez Podkomisję do Spraw Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego oraz opublikowanym przez agencję prasową Ria Nowosti wywiadem przeprowadzonym z Aleksiejem Morozowem z Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), w którym przedstawiony został m.in. przebieg katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem z dnia 10 kwietnia 2010 r., powstała uzasadniona wątpliwość co do rzetelności i prawdziwości raportu końcowego Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego działającej pod przewodnictwem Edmunda Klicha, a następnie Jerzego Millera” – poinformował MON.

Według resortu ustalenia przewodniczącego Komisji Technicznej MAK dotyczące lotu polskiego Tu-154, „przeprowadzone w tym zakresie dowody i ekspertyzy, były znane członkom KBWLLP podczas sporządzania raportu końcowego, a mimo to zarówno opis stanu faktycznego, jak i wnioski wyrażone w raporcie końcowym w znaczący sposób odbiegają od ustaleń MAK”.

„Analiza powyższego uzasadnia podejrzenia o zaniechania i zaniedbania, jakich mogli dopuścić się członkowie polskiej komisji badającej przyczyny wspomnianej katastrofy. W tym stanie rzeczy mogło dojść do popełnienia przestępstwa przeciw działalności instytucji państwowych, wymiarowi sprawiedliwości lub przeciwko wiarygodności dokumentów. Z powyższych względów MON kieruje sprawę do wyjaśnienia przez prokuraturę” – podał resort.

W niedzielę szef MON Antoni Macierewicz zapowiedział wystąpienie w sprawie byłego szefa MSWiA Jerzego Millera, który kierował komisją badającą katastrofę, uznając, że dopuścił się on „niedopełnienia obowiązków, a być może także działania na szkodę śledztwa”. W wypowiedzi dla TVP Info Macierewicz ocenił, że „przez lata ukrywano rzeczywiste dane”, np. o awariach silnika i generatorów.

Według szefa MON ustalenia podkomisji smoleńskiej „zawierają te same dane, jakie niedawno Rosjanie przyznali, że rzeczywiście miały miejsce”, a przebieg zdarzeń „mógł mieć związek z eksplozją jako przyczyną tej tragedii”.

Zaznaczył, że są to hipotezy sformułowane przez podkomisję, która chce, by zostały one przedyskutowane w szerszym kręgu naukowców jeszcze pod koniec czerwca. Z zaproszeniem do zorganizowania dyskusji przewodniczący podkomisji Kazimierz Nowaczyk wystąpił w piątek do rektora komendanta WAT.

W ubiegłym tygodniu zostało odwołane posiedzenie sejmowej komisji obrony, na którym zaprezentowane miały być wyniki działań podkomisji. Szef MON powiedział, że posiedzenie zostało przełożone ze względu na nieobecność w kraju osób „najbardziej kompetentnych”, by przedstawić przebieg wydarzeń.

Podkomisja do ponownego zbadania katastrofy została powołana przez szefa MON w lutym ub.r.

W katastrofie lotniczej 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka.

(PAP)  LOGO-11a

DOKUMENTY DOTYCZĄCE WSPÓŁPRACY BYŁEGO PREZYDENTA Z SB WRESZCIE JAWNE

Fakt zarejestrowania byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przez SB jako Tajnego Współpracownika o pseudonimie „Alek” znany jest od 2000 r. „Warszawska Gazeta” dotarła jednak do pierwszej partii materiałów dotyczących byłego prezydenta, które do tej pory pozostawały tajne.

– Myślę, że pan Kwaśniewski nie jest w stanie nikogo obrazić. Był komunistycznym aparatczykiem (…). W latach 1983 – 1989 był rejestrowany przez bezpiekę jako TW „Alek” przez Departamenty II i III MSW – powiedział w kwietniu 2009 r. ówczesny prezes IPN Janusz Kurtyka.

W tym samym roku, kilka miesięcy później, dr Piotr Gontarczyk opublikował ponad 50-stronnicowy artykuł naukowy, którego konkluzją było stwierdzenie, że w latach 1983-1989 Aleksander Kwaśniewski był zarejestrowany pod numerem 72 204 jako TW „Alek”.

Przeczytajcie materiał autorstwa Grzegorza Jakubowskiego
na łamach najnowszego numeru tygodnika Warszawska Gazeta!

warszawskagazeta.pl
fot. YT/WG

LOGO-11a

Kolejny Judasz – Jarosław Gowin

Gowin przeciwko ustawie zabraniającej gloryfikowania UPA

Kolejny polityk związany z obozem rządzącym w imię swoich fobii sprzedał pamięć o Polakach pomordowanych przez ukraińskich siepaczy. Tym razem popis dał Jarosław Gowin.

Gościem programu „Młodzież Kontra” był minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Wśród pytań zadanych przez zgromadzoną w studiu młodzież znalazło się i to o prawny zakaz gloryfikowania w Polsce OUN-UPA.

Czy nie uważa pan premier, że Ukraińcy, którzy dopuścili się propagowania banderyzmu oraz symboli UPA, między innymi jak to było z sytuacją w Przemyślu, powinni zostać wyrzuceni z polskich uczelni? – zapytał młody działacz Kukiz’15.

Jeszcze gdy byłem posłem Platformy Obywatelskiej głosowałem za uznaniem zbrodni wołyńskiej za ludobójstwo i tu nie ma między nami różnicy. Jest natomiast pytanie, czy pewne prawdy historyczne trzeba obwarowywać ustawą, czy nie. To jest pytanie i zasadnicze, i związane z kontekstem międzynarodowym – stwierdził Gowin.

Chwilę później doprecyzował, udowadniając, że antyrosyjska fobia pozwala ludziom związanym z PiS-em relatywizować największe zbrodnie.

Nasi wschodni sąsiedzi Ukraińcy są ofiarą rosyjskiej agresji. W tej sytuacji uważam, że spory o historię z Ukraińcami powinniśmy odłożyć na inne okoliczności.

Panie Gowin, skoro przedkładasz pan interesy Ukraińców nad nasze własne, to zastanów się pan, czy nie powinieneś dołączyć do towarzysza Nowaka i objąć któregoś z tamtejszych stołków.

Michał Górski • parezja.pl
fot. Piotr Drabik / Flickr.com

Pamiętamy! Kto głosował za oddaniem Putinowi śledztwa smoleńskiego

Jarosław Gowin w przyszłym Rządzie PiS ?!

fot. smolenskcrash.eu

– Dziś nasze relacje są trudniejsze niż przed 10 kwietnia, może znalazły się na rozdrożu, ale zadaniem polskiego rządu jest wyprowadzić z tego rozdroża – mówił w styczniu 2011 r., po opublikowaniu rosyjskiego raportu MAK, w którym pojawiła się masa kłamstw ws. katastrofy smoleńskiej.

Trzeba przyznać, że w „wyprowadzaniu z rozdroża” relacji z Putinem, polski rząd wykazał się niezwykłą skutecznością. Jednym z tych elementów był sprzeciw wobec odebrania Rosji śledztwa smoleńskiego.

27 października 2015 … p r z e c z y t a jLINK

jb/ LOGO-11a

„Mowa o rzekach krwi”. Słowa brytyjskiego ministra sprzed 50 lat okazały się prorocze

 

„Mowa o rzekach krwi”. Słowa brytyjskiego ministra sprzed 50 lat okazały się prorocze  - niezalezna.pl

foto: jihadwatch.org

Chciałbym, by podczas wizyty Donalda Trumpa w Polsce padły nie tylko słowa, ale by sojusz amerykańsko-polski jeszcze bardziej się umocnił i by Stany Zjednoczone wspomogły Polskę w tworzeniu jej potencjału militarnego. Powinniśmy być partnerami i wspólnie budować na Wschodzie wał obronny przeciwko rosyjskiej ekspansji. – mówi prof. Bruce Thornton, amerykański wykładowca California State University, Fresno, członkek Hoover Institution, publicysta i pisarz w rozmowie z Olgą Doleśniak-Harczuk.

Podczas szczytu NATO w Brukseli prezydent Donald Trump po raz kolejny wezwał państwa członkowskie do podniesienia wydatków na obronność, a następnie wycofał USA z paryskiego porozumienia klimatycznego. Angela Merkel nie była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jaki będzie finał przepychanek między nową administracją w Białym Domu a Berlinem?

Dopóki USA będą w NATO, bezpieczeństwu Niemiec nic nie zagrozi, nie przewiduję więc zmiany status quo w relacji obu państw. Być może gdyby USA rozpoczęły proces wystąpienia z NATO, co umożliwia art. 13 Traktatu Północnoatlantyckiego, Berlin podniósłby wydatki na obronność, ale to jest mało prawdopodobny scenariusz. Co do porozumienia paryskiego, każde z państw sygnatariuszy wie, że jest to pusty dyplomatyczny zabieg pozbawiony mechanizmów egzekwowania prawa. Niemcy będą kręciły nosem i uderzały w wysokie tony, ale wątpię, by Merkel drążyła temat. W Niemczech na skutek forsowania alternatywnych źródeł energii bardzo podrożała energia elektryczna, co z kolei zmusiło Berlin do spalania większej ilości węgla. Rozgłos w tej sprawie jest raczej pani kanclerz nie na rękę.

Czy odnosi Pan wrażenie, że sprzeciwiając się podniesieniu wydatków na obronność, Niemcy zachowują się trochę tak, jakby zapomniały, że powojenny Wirtschaftswunder byłby niemożliwy bez planu Marshalla?

Niemcy dobrze o tym pamiętają i ich antyamerykanizm wynika w dużej mierze właśnie z pamięci o zależności od USA. Oni wciąż mają kompleks wyższości, tyle że dziś nie wyrasta on z fantazji rasistowskich i militaryzmu, ale z poczucia moralnej wyższości nad „amerykańskimi cowboyami”, którzy dwukrotnie przyczynili się do ich porażki. Niemcy zamienili poczucie winy za swoją agresję i ludobójstwo na pacyfistyczną plakietkę i prawo do osądzania i potępiania narodu, który sfinansował ich gospodarczy rozkwit.

Niemieckie media negatywnie oceniają poczynania Donalda Trumpa. Według Harvard University’s Shorenstein Center w trakcie pierwszych 100 dni urzędowania Trumpa 98 proc. wiadomości o nim podawanych przez ARD było negatywnych. Czy mainstreamowe media w USA również relacjonują newsy dotyczące prezydenta USA w podobnym stylu?

Światowe elity są zgodne w swojej antypatii do wiary i patriotyzmu, a także w przekonaniu, że technokraci mogą lepiej pokierować życiem ludzi niż oni sami. Populizm Trumpa i jego pragmatyczne, biznesowe podejście do życia stanowią dla tych elit nie lada wyzwania, podważają bowiem ich wpływy.

W lipcu odbędzie się szczyt G20 w Hamburgu, Donald Trump znowu spotka się z Angelą Merkel. Widzi Pan szansę na porozumienie między zwaśnionymi stronami?

Nie sądzę, by porozumiano się w jakichś istotnych kwestiach. Tak jak w wypadku Davos, Banku Światowego i innych tego typu teatrów dyplomatycznych, G20 wyprodukuje zdjęcia grupowe, pustą retorykę, niejasne obietnice i protesty lewackiego gangu nierobów, którzy egzystują tylko i wyłącznie dlatego, że system kapitalistyczny im na to pozwala. A Merkel może obiecać nieznaczne podniesienie wydatków na obronność, a obietnica ta oczywiście nigdy się nie zmaterializuje.

Polska to jedno z pięciu państw NATO przeznaczających na obronność co najmniej 2 proc. swojego PKB i wydatki te mają wzrosnąć do 2,5 proc. PKB. Często słyszymy o Europie dwóch prędkości, o silnym jądrze i jego obrzeżach. Może nadszedł czas, by rozpocząć dyskusję o NATO dwóch prędkości?

Dopóki państwa próżniacze nie podniosą swoich nakładów na obronność i tym samym nie dotrzymają podjętych zobowiązań, NATO powinno zostać albo przekształcone w inny twór, albo zastąpione nowym, który będzie zrzeszał tylko i wyłącznie państwa, które przeznaczają na obronność tyle, ile trzeba. I te kraje staną się wtedy jądrem, ale już sojuszu jednej prędkości, takiego, gdzie wszyscy członkowie podchodzą poważnie do swojej obronności i respektują zobowiązania traktatowe. W tym momencie większość państw NATO narusza art. 3 traktatu, który mówi, że dla skuteczniejszego osiągnięcia celów traktatu każde z państw członkowskich będzie utrzymywało i rozwijało swoją indywidualną i zbiorową zdolność do odparcia zbrojnej napaści.

W analizie dotyczącej art. 5 NATO  („Frontpage” 08.06.2017) pisze Pan: „Promowanie art. 5 jako najważniejszego wału obronnego chroniącego Zachód przed agresją jest najlepszym przykładem myślenia magicznego, że rytualna afirmacja […] międzynarodowych traktatów zapewni pokój i odstraszy wrogów”. Tak się składa, że w Polsce wierzymy w wagę art. 5, sugeruje Pan, że powinniśmy zrewidować nasze oczekiwania?

Żadne państwo nie powinno cedować odpowiedzialności za bezpieczeństwo swoich mieszkańców wyłącznie na obietnice art. 5. Tak jak tłumaczyłem w mojej analizie, art. 5 nie jest równoznaczny z żądaniem militarnej odpowiedzi w wypadku agresji na jedno z państw członkowskich. Radziłbym więc stworzenie najnowocześniejszej i najskuteczniejszej armii, na jaką was stać i wynegocjowanie z sąsiadami, którzy również są zainteresowani podniesieniem wydatków na obronność, wzajemnych paktów obronnych. W wypadku NATO pułapka polega na złudnej pewności, że ma się samych wiernych sojuszników, którzy na jedno skinienie przeleją za nas krew. Nie wolno nam nigdy zapomnieć o tym, jak tak zwani sojusznicy zdradzili w 1938 r. Czechosłowację, a rok później Polskę. Biorąc pod uwagę mizerny stan europejskich armii i mimo wszystko dystans, jaki dzieli Europę od USA, nie sądzę, by Władimir Putin kształtował swoją politykę zagraniczną jednokierunkowo i opierając się na pustej retoryce zachodnich polityków. Putin tylko obserwuje, co poszczególne państwa robią, a czego nie robią. Miał w głębokim poważaniu przemądrzałe mowy Baracka Obamy, kiedy poszerzał swoje wpływy na Bliskim Wschodzie i wypychał stamtąd Stany Zjednoczone, stając się największym graczem w regionie. Nieudolny Obama nigdy nie przekuł swojej retoryki w czyn.

6 lipca Donald Trump przyjedzie z wizytą do Warszawy. Czego możemy się spodziewać po tych odwiedzinach?

Chciałbym, aby podczas wizyty Donalda Trumpa padły nie tylko słowa, ale żeby coś się zdarzyło, by sojusz amerykańsko-polski jeszcze bardziej się umocnił i by przede wszystkim Stany Zjednoczone wspomogły Polskę w tworzeniu jej potencjału militarnego. Powinniśmy być partnerami i wspólnie budować na Wschodzie wał obronny przeciwko rosyjskiej ekspansji, w ramach NATO i poza nim. Stany Zjednoczone muszą pójść w swoim działaniu dalej niż wykładnia art. 5 i postawić sprawę jasno, że Polska jest dla nas istotnym sojusznikiem, którego będziemy bronili. Powiem więcej, państwa chrześcijańskie raz jeszcze muszą się zjednoczyć solidarnie przeciwko herezjom sekularystycznego materializmu i przeciwko islamowi. Obawiam się jednak, że w wypadku Europy Zachodniej sprawy zaszły już za daleko.

Barack Obama wycofał instalacje tarczy antyrakietowej z Polski i Czech i zafundował nam reset z Rosją, Hillary Clinton pomogła rosyjskiemu Rosatomowi przejąć kontrolę nad 20 proc. złóż uranu na terenie USA, ale to Trumpowi zarzuca się słabość do Moskwy. Może Pan to wyjaśnić?

Kiedy Trump wygrał, Demokraci, a w ślad za nimi większość mediów, dostali szału. Zaczęło im jednak brakować logicznych argumentów. Są niczym wyznawcy kultu broniący swojego upadłego mesjasza. Fakty się dla nich nie liczą.

Jakie poparcie ma dziś w USA Donald Trump?

Jeżeli wierzyć sondażom, poparcie jest niskie jak na prezydenta na początku pierwszej kadencji. Podejrzewam, że sondaże nie uwzględniają wciąż utrzymującego się poparcia w kręgach żelaznego elektoratu. Trump cofa rozbuchane regulacje pozostawione przez Baracka Obamę, ludzie coraz bardziej optymistycznie patrzą na gospodarkę państwa. Poza tym zabiega o wzrost prestiżu USA za granicą, istotnym krokiem było nominowanie gen. Jamesa Mattisa sekretarzem obrony USA, a gen. Herberta Raymonda McMastera doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego, następnie decyzja o zbombardowaniu syryjskich baz lotniczych i kompleksu tuneli w Afganistanie. To dopiero początek działań, które musi kontynuować, by utrzymać poparcie na właściwym poziomie. W kolejce czekają już kolejne zadania, tj. uporanie się z Obamacare, reforma kodeksu podatkowego, zwłaszcza podatku dochodowego od osób prawnych oraz wzmocnienie obrony granic. Jeżeli Trump chce zadowolić swój żelazny elektorat, musi dotrzymać złożonych obietnic.

Wróćmy do Europy, w wydanej w 2007 r. książce prognozował Pan powolne samobójstwo Europy. Mamy rok 2017. Wciąż zmierzamy ku katastrofie?

Przede wszystkim chodzi o Unię Europejską, projekt, który od początku budowano na chwiejnych fundamentach. Usiłowano podporządkować tożsamość narodową ponadnarodowej elicie, wciąż pojawia się hasło „deficytu demokracji”, państw członkowskich nie łączy wspólna płaszczyzna wiary. Europa powstała i została zjednoczona dzięki chrześcijaństwu – odrzucając wiarę, Unia Europejska pozbawiła się wartości, która zapewniłaby lojalność jej mieszkańców, czegoś, co byłoby warte, by za to ginąć. Nikt nie będzie chciał umierać za flagę UE czy w obronie krótszego tygodnia pracy. Ludzie potrafią oddać życie w imię spraw duchowych, ale nie za wydłużone wakacje. Jedyne, co spaja dzisiejszą Unię Europejską, to jej antyamerykanizm.

W jednym z wywiadów dotyczących kryzysu imigracyjnego w Europie przypomniał Pan postać brytyjskiego parlamentarzysty – Enocha Powella. Co łączy Powella z aktualną sytuacją w Europie?

W 1968 r. Enoch Powell, członek Partii Konserwatywnej i minister, wygłosił przemówienie, które przeszło do historii jako „Mowa o rzekach krwi”. Powell ostrzegał przed lekkomyślną polityką imigracyjną, która doprowadzała do tworzenia się separatystycznych enklaw wewnątrz państwa, ponieważ od przybyszów nie wymagano dostosowania się do brytyjskich wartości i zasad życia społecznego. Słowa Powella okazały się prorocze, wystarczy spojrzeć na Europę Zachodnią i dżihadystyczny terror zadomowiony w wielu dzielnicach europejskich miast.

Dostrzega Pan związek między kryzysem imigracyjnym, napływem muzułmańskich imigrantów a wzrostem liczby aktów terrorystycznych w Europie?

Jak najbardziej. Separatystyczne enklawy zlokalizowane w samym centrum zachodniej Europy, ale odcięte od wszystkiego, co dziś reprezentuje sobą Zachód, ze swoją polityką, równouprawnieniem, tolerancją etc., przyciągają nowych przybyszów. Wielu z nich zdobyło doświadczenie bojowe w Syrii i ludzie ci rekrutują nowych dżihadystów. Enklawy odcięte od zachodniej cywilizacji to ocean, w którym pływają dżihadyści.

Polski rząd stanowczo odmówił przyjmowania imigrantów z Bliskiego Wschodu. Komisja Europejska zareagowała groźbą sankcji finansowych. Powinniśmy w imię „europejskiej solidarności” dać za wygraną?

Absolutnie nie! Polska jest suwerennym narodem i ma prawo bronić swojej tożsamości, która jest jedyna w swoim rodzaju. Jeżeli zboczycie z tej drogi, zakończy się to kulturowym samobójstwem. […] W starożytnej Grecji tyran zawsze dążył do wyeliminowania takich instytucji jak Kościół, rodzina, lokalne organizacje obywatelskie, tradycja. UE jest w tym sensie klasycznym przykładem tyranii. Nie wolno jej ulec. Albo Polska jest suwerennym narodem z prawem do obrony swoich granic, albo jest jedną z brukselskich prowincji.

Jak będzie wyglądała Europa w roku 2020?

W XVIII w. historyk Edward Gibbon wyobrażał sobie, co by się stało z Anglią, gdyby w 732 r. Zachód przegrał bitwę pod Poitiers. Fantazjował o arabskiej flocie bez przeszkód wpływającej na wody Tamizy, o szkole koranicznej w Oksfordzie i studentach głoszących prawdziwość objawień Mahometa. I właśnie takiego scenariusza obawiam się dla dzisiejszej Europy.

LOGO-11a

Co trzeci Polak chce głosować na PiS. Spada poparcie dla PO…!

SONDAŻ!

 
 foto: archiwum flickr.com/Kancelaria Premiera/Public Domain Mark 1.0
Na Prawo i Sprawiedliwość zagłosowałoby 33,3 porc. Polaków, zaś na Platformę Obywatelską tylko 25,1 proc – wynika z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych dla Onet.pl.

Z sondażu wynika, że poparcie dla PiS spadło o 1,4 proc., a dla PO aż o 6,1 proc.

Trzecie miejsce należy do .Nowoczesnej, która może liczyć na 8,5 proc. poparcia i oznacza to wzrost o 4,1 proc.

Do Sejmu weszłoby jeszcze ugrupowanie Kukiz’15 (7,9 proc. i jest to spadek poparcia o 2,2 proc.) oraz SLD, na które chciałoby zagłosować 6,5 proc. badanych (wzrost o 1,4 proc.).

jb

Źródło: onet.pl

LOGO-11a

To ci, którzy atakują, doprowadzili do tego, że ta żałoba jeszcze trwa

TYLKO U NAS!

 Foto: pap Telewizja Republika
– Nasze marsze pamięci, poprzedzone Mszą św. odbywają się od 10 maja 2010 roku, ponieważ była to bardzo silna potrzeba społeczna. Polacy nie mogli się z tym pogodzić, zdali sobie sprawę, że coś jest nie tak, jeśli chodzi o śledztwo, ale także o sprawy związane z pochówkiem – mówiła o miesięcznicach smoleńskich, ich organizatorka, Anita Czerwińska.

Anita Czerwińska, poseł Prawa i Sprawiedliwości, organizatorka miesięcznic smoleńskich, była gościem Marcina Bąka w „Wolnych Głosach”.

– Moja osobista refleksja zawsze będzie wiązać się z tym, że spoczywa na mnie odpowiedzialność za przebieg tego wydarzenia i bezpieczeństwo uczestników. Nasze marsze pamięci, poprzedzone Mszą św. odbywają się od 10 maja 2010 roku, ponieważ była to bardzo silna potrzeba społeczna. Polacy nie mogli się z tym pogodzić, zdali sobie sprawę, że coś jest nie tak, jeśli chodzi o śledztwo, ale także o sprawy związane z pochówkiem – mówiła.

Poseł wskazała, że „dziś te nasze obawy sprzed siedmiu lat, potwierdziły się, dlatego to trwa, ponieważ zawiązała się pewnego rodzaju wspólnota, która ma silna potrzebę modlitwy, ale i wspierania rodzin”. – Rodziny niejako zostały porzucone przez ówczesnych przedstawicieli państwa polskiego – dodała.

Zdaniem poseł Czerwińskiej „to, że to tyle trwa to wina tych, którzy pozwolili na to, że ciała ofiar katastrofy zostały pohańbione”. – Te siedem lat naszego wspólnego trwania z nimi było im potrzebne, ale było też zasadne – wskazywała. – To ci, którzy atakują, doprowadzili do tego, że ta żałoba jeszcze trwa – mówiła.

Odnosząc się m.in. do tzw. Obywateli RP, poseł stwierdziła, że „myśli, że część osób rzeczywiście jest dezinformowana, są zniewoleni jednym przekazem, może trudno im sięgnąć po inny, trudno im z tego wyjść, bezrefleksyjnie przyjmują to, co im się wmawia”.

Źródło: Telewizja Republika

LOGO-11a