Dzień: 5 czerwca 2017

Oskarżona w aferze reprywatyzacyjnej chciała 10 mln zł odszkodowania. Sąd się nie zgodził

Marzena K. wytoczyła miastu w sumie cztery procesy (fot. arch.PAP/PAP/Jacek Turczyk) Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo Marzeny K., która wytoczyła proces miastu stołecznemu Warszawa. Kobieta domagała się blisko 10 milionów złotych odszkodowania za lokale przy ul. Brackiej. Marzena K. przejęła kamienicę w drodze reprywatyzacji, … Czytaj dalej Oskarżona w aferze reprywatyzacyjnej chciała 10 mln zł odszkodowania. Sąd się nie zgodził

„Fakt, że lista Macierewicza została opublikowana, pokazał że sprawy lustracji nie da się już zamieść pod dywan”!

 WYWIAD z Piotrem Gontarczykiem!

autor: youtube.com

Dyskusja nad kształtem referendum konstytucyjnego

W tym tygodniu dojdzie do spotkania marszałka Senatu z prezydentem Andrzejem Dudą. Tematem rozmowy będzie referendum konstytucyjne. Jak wskazuje Stanisław Karczewski, 11 listopada to nie jest najlepszy termin na głosowanie. Z tego powodu coraz bardziej realna wydaje się być propozycja 2-dniowego referendum.

11 listopada to termin referendum konstytucyjnego. Został on zaproponowany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Jest to także data wyborów samorządowych wynikająca z Kodeksu wyborczego i 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Spór chce rozwiązać Nowoczesna.

– Złożyliśmy projekt ustawy, który wskazuje, że 11 listopada – w święto narodowe – ani wybory samorządowe, ani referendum odbyć się nie mogą – mówi poseł Nowoczesnej Monika Rosa.

Zorganizowanie wyborów samorządowych i referendum jednego dnia to także koszty. Wątpliwości ma Państwowa Komisja Wyborcza, która mówi o braku oszczędności. Taki scenariusz odrzuca również Platforma Obywatelska.

– Koszty są gigantyczne. Połączenie referendum z wyborami samorządowymi to są różne niezależne komitety, różne niezależne komisje – wskazuje Grzegorz Furgo.

Zarzuty opozycji nie robią jednak wrażenia na politykach Prawa i Sprawiedliwości oraz samym prezydencie. Debata nad kształtem referendum ruszyła, a więcej szczegółów w sprawie głosowania powinniśmy poznać jeszcze w tym tygodniu – po spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy z marszałkiem Senatu.

Według Stanisława Karczewskiego coraz bardziej realna wydaje się propozycja dwudniowego referendum, mogącego zagwarantować wyższą frekwencję – mówi poseł Kukiz’15 Paweł Szramka.

– Myślę, że jest to przede wszystkim ukłon w stronę Polaków. Wiemy, że Polacy pracują często i w soboty i w niedzielę, więc tutaj będą mieli większą możliwość, żeby do tego lokalu referendalnego dotrzeć – podkreśla poseł Szramka.

A w ocenie Platformy Obywatelskiej – rozkładając referendum na dwa dni – uzyskamy efekt odwrotny od zamierzonego – wskazuje Grzegorz Furgo.

 – Dwudniowe referendum? Bardzo trudno, żeby się udało uzyskać bardzo dobrą frekwencję – dodaje.

Tymczasem na problem bezpieczeństwa głosowania zwraca uwagę europoseł Marek Jurek.

 – Ta kontrola jest łatwiejsza, jeżeli jest ta jedność czasu i miejsca, a trudniejsza, kiedy trzeba to robić przez 40 godzin – wskazuje polityk.

Jednak – jak dodaje – nie data jest najważniejsza, a treść referendum i kształt nowej konstytucji.

 – Byłoby niedobrze, gdyby te sprawy najważniejsze: prawo do życia, co mamy robić w Europie, prawa rodziny potwierdzone w konstytucji, system wyborczy gwarantujący rzeczywiste prawa opinii publicznej, gdyby te kwestie były zastąpione przez jakieś kwestie techniczne, a więc drugorzędne – mówi Marek Jurek.

Debatę nad kształtem referendum już teraz zapowiedział marszałek Senatu. W trakcie spotkania z prezydentem Stanisław Karczewski ma zaproponować głowie państwa przeprowadzenie szerokich konsultacji społecznych.

 jbl

TV Trwam News/RIRM

LOGO-11a

Prezydent A. Duda: Nie ma nowoczesnej gospodarki bez nowoczesnych technologii

Nie ma nowoczesnej gospodarki bez nowoczesnych technologii, nie ma nowoczesnej, dobrze rozwijającej się gospodarki bez innowacyjności – mówił prezydent Andrzej Duda we Wrocławiu podczas spotkania z przedstawicielami nauki, startup-ów i innowacyjnych firm.

Prezydent w poniedziałek wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą przebywa z wizytą we Wrocławiu, gdzie m.in. bierze udział w spotkaniu z przedstawicielami nauki, startup-ów i innowacyjnych firm „Nauka i Biznes. Partnerstwo dla innowacyjności” we Wrocławskim Centrum Badań EIT+.

Prezydent zaznaczył, że EIT+ to miejsce nowe, które łączy architektoniczną tradycję z najnowocześniejszymi urządzeniami i badaniami nad nowoczesnymi technologiami.

„Patrzę na ten tytuł naszego dzisiejszego spotkania: nauka dla biznesu, ale ja myślę, że to jest powiązanie, które działa w dwie strony, to nie tylko nauka dla biznesu, ale to także biznes dla nauki, bo pamiętajmy, że tym pierwszym elementem, który się pojawia jeżeli chodzi o badania jest pewna kreatywność” – mówił prezydent.

„To jest właśnie to, co dla mnie jest pewnym synonimem dzisiaj nowoczesnego państwa: nie ma nowoczesnej gospodarki dzisiaj bez nowoczesnych technologii, nie ma dzisiaj nowoczesnej, silnej, prężnej, dobrze rozwijającej się gospodarki bez innowacyjności” – dodał.

Prezydent zaznaczył, że obecnie konkurencja na świecie jest ogromna, a ten, kto „nie jest innowacyjny, kto nie podąża cały czas do przodu, kto nie inwestuje w badania i rozwój, ten po prostu zwyczajnie zostaje w tyle”.

„To jest dla nas wielkie wyzwanie jako państwa, bo my mamy ogromne ambicje (…) rzecz polega tylko na tym, żebyśmy tworzyli takie warunki, by tych najzdolniejszych zatrzymać u nas w kraju, dając im zarazem możliwość prowadzenia badań naukowych, które rzeczywiście są tym kołem napędowym rozwoju” – podkreślił prezydent.

PAP/  LOGO-11a

Oczyszczenie Wałęsy przez sąd lustracyjny to kompromitacja naszego państwa.

„Nocna zmiana” okiem Zaremby i prof. Roszkowskiego

autor: screen/YouTube
autor: screen/YouTube

Dlaczego zlikwidowano WSI

Znalezione obrazy dla zapytania wsi sygnet

Od kilku tygodni opinia publiczna zarzucana jest informacjami na temat rzekomych przestępstw, które miał popełnić Antoni Macierewicz w czasie weryfikacji żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych.

 

Media oskarżały przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej o kolejne niegodziwości, łącznie ze „zdradą stanu”. Partia Janusza Palikota zaproponowała nawet powołanie sejmowej komisji śledczej, projekt poparł SLD. Obserwując te niespokojne harce obrońców WSI, można odnieść wrażenie, że czas cofnął się o kilkanaście lat, prawie do lat PRL.WSI nigdy nie miały dobrej marki, nawet w środowisku obecnych obrońców. Były one wielokrotnie oskarżane o liczne nieprawidłowości, złą pracę, zaniechania w ochronie bezpieczeństwa państwa. Wystarczy przypomnieć sejmową dyskusję z 2003 roku, kiedy posłowie omawiali ustawę dotyczącą tej służby.

Nawet dla PO: „haniebne, szkodliwe i zdradzieckie”

W trakcie debaty padały pod adresem WSI najcięższe oskarżenia. W dodatku nie formułowali ich jedynie posłowie PiS i ROP, ale również parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej.

Znalezione obrazy dla zapytania wsi sygnet

Nieżyjący już poseł Konstanty Miodowicz wprost mówił o infiltracji kadry WSI i sugerował zdradę: „Służby wojskowe III Rzeczypospolitej okazały się podatne na zmasowaną infiltrację kadry przez obce, w tym wrogie służby wywiadowcze. Niektóre przypadki ilustrujące ten stan rzeczy bulwersują i napawają lękiem. Wśród przestępstw wobec Rzeczypospolitej Polskiej niełatwo wyobrazić sobie bardziej haniebne, szkodliwe i zdradzieckie”.

Miodowicz wskazał również na liczne nieprawidłowości w pracy WSI. Według parlamentarzysty PO nieprawidłowości dotyczyły np. „kryminalizacji części kadry oficerskiej”, procederu nielegalnego handlu bronią, wprowadzania w błąd cywilnych przełożonych – w tym również premiera i prezydenta, dezinformowania innych służb operacyjno-informacyjnych. Natomiast Jan Olszewski przypomniał wtedy, że szczytowym wykwitem działalności wojskowych służb specjalnych była instytucja Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Antoni Macierewicz pytał: „Dlaczego wobec służby, która zapisała się w dziejach Polaków, narodu i państwa polskiego chyba najgorzej ze wszystkich służb sowieckich, nie podjęto żadnego zabezpieczenia, by sowiecka agentura i ludzie, którzy są odpowiedzialni za nieszczęścia Polski, nie pełnili dalej wysokich funkcji w Wojskowych Służbach Informacyjnych niepodległego państwa polskiego?”.

Warto również przypomnieć, że o konieczności przeprowadzenia zmian w WSI mówili także inni posłowie PO – Paweł Graś i Jan Rokita. W zasadzie jedynym konsekwentnym i jawnym obrońcą WSI był SLD, i to głównie część związana z urzędującym wtedy prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Ówczesnym szefem tych służb był Marek Dukaczewski, który przed objęciem tej funkcji był wiceszefem prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Podporządkowani Moskwie

WSI zasłużyły na taką opinię, chociaż powstały w 1991 roku, to przez lata III RP nie przeszły gruntownej zmiany, a kadra żołnierska, która jeszcze w latach 80. walczyła z zagrożeniem NATO, kończyła kursy w Moskwie, ścigała solidarnościową opozycję i ograniczała wpływy „reakcyjnego” Kościoła katolickiego w środowiskach wojskowych, mogła bez przeszkód przejść do nowej struktury – WSI. Ta nowa służba utworzona została z komunistycznego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. W czasach PRL pion kontrwywiadu, funkcjonujący w ramach Wojskowej Służby Wewnętrznej, oraz pion wywiadu, czy Zarząd II Sztabu Generalnego Ludowego Wojska Polskiego, były ściśle związane z sowieckimi służbami. Żołnierze wywiadu wojskowego PRL realizowali zadania na rzecz Moskwy. Kończyli sowieckie kursy. Jednym z nich był także Marek Dukaczewski, choć sam tłumaczył, że było to tylko „dwumiesięczne seminarium”.

Przy WSW funkcjonowali oficjalni rezydenci KGB. Mogli oni swobodnie kontaktować się ze wszystkimi oficerami WSW. Taka sytuacja sprzyjała pozyskiwaniu przez KGB i inne sowieckie służby współpracowników z grona oficerów WSW i zwykłej kadry wojskowej. WSW miała ograniczone możliwości, była odpowiedzialna za ochronę jednostek LWP. W czasach PRL za współpracę z sowieckimi służbami specjalnymi nie groziły żadne sankcje, wręcz przeciwnie. Dobre kontakty z „radzieckimi” mogły przyspieszyć karierę każdego oficera. Rezydentura KGB funkcjonowała do stycznia 1990 roku, czyli jeszcze w okresie funkcjonowania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Ostatnim sowieckim rezydentem był gen. Aleksander Fomin. Za czasów ostatniego szefa WSW – gen. Edmunda Buły wiele akt WSW zostało zmikrofilmowanych i przekazanych KGB.

Część oficerów, którzy po 1990 roku znaleźli się w WSI, przeszło szkolenie w moskiewskiej akademii KGB i na kursach GRU. Warto podkreślić, że ta wiedza nie była tajemnicą dla nowych elit politycznych III RP. Informacje o ścisłej współpracy elity WSI z sowieckimi służbami specjalnymi pojawiły się już na początku lat 90. w raporcie komisji Janusza Okrzesika, która badała działalność WSW w czasach PRL. Jeszcze w 2006 roku w WSI służyli żołnierze, którzy przeszli takie szkolenie. Prawdziwym skandalem III RP było to, że przez lata nie podjęto decyzji o odsunięciu ich od wpływu na bezpieczeństwo państwa.

Wpływy w wojsku, finansach i mediach

Jedynym wyjątkiem był rząd premiera Jana Olszewskiego, który podjął pierwszą próbę zlikwidowania imperium WSI. Wprawdzie była to próba nieudana, ujawniła siłę tej struktury. Sam premier Olszewski w późniejszym wywiadzie mówił: „Jeżeli chcemy mieć pełną władzę nad naszymi służbami specjalnymi, to musimy mieć pewność, że kierownictwo tych służb gwarantuje lojalność”. Wskazał również, że służbami tymi dowodzili ludzie „szczególnego zaufania” ze strony Moskwy: „Kreml bardzo starannie dobierał ludzi do tych służb. Po puczu Janajewa okazało się, że właśnie w strukturze WSI są bardzo słabe punkty”.

Ministrowie premiera Olszewskiego wskazywali, że „w wojsku istnieje niejawna postkomunistyczna struktura, mająca zasoby finansowe i wpływy w prasie”.

Ta ocena z początku lat 90. została potwierdzona kolejnymi aferami, skandalami. O kolejnych nieprawidłowościach wokół WSI było głośno przez dwie dekady, informowali o nich opozycyjni posłowie i media: nielegalny handel bronią, afera tuszowania sprawy Oleksego, nieprzekazanie do IPN niektórych archiwaliów, afera paliwowa i Orlenu, afera FOZZ czy w końcu wpływ na życie polityczne. Jednak pomimo takiej wiedzy kolejne rządy, aż do 2006 roku, nie zdecydowały się naruszyć wpływów imperium WSI. Dlatego decyzja o likwidacji WSI była konsekwencją festiwalu kolejnych skandali wokół tej służby.

Zamiast szukać szpiegów, inwigilowali opozycję

Warto również wskazać, że WSI odnosiły bardzo mizerne efekty w pracy kontrwywiadowczej. To Urząd Ochrony Państwa aresztował w 1999 roku siatkę emerytowanych oficerów wojskowych służb specjalnych, których oskarżano o szpiegostwo na rzecz Związku Sowieckiego i Rosji. Główny podejrzany ukończył w latach 80. kurs w Moskwie, zarzucono mu przekazywanie Rosjanom tajnych dokumentów. O skali tego zjawiska świadczy fakt, że zatrzymano byłego szefa placówki kontrwywiadu WSW i WSI w Łodzi, również pozostali aresztowani oficerowie należeli do elity wojskowych służb specjalnych. Były to więc osoby ze ścisłego kierownictwa tych służb.

Z drugiej strony WSI zajmowały się z wielką werwą inwigilacją dziennikarzy i posłów opozycji, zwłaszcza tych postulujących reformę służb wojskowych. Już w latach 90. niektóre media sygnalizowały ten problem. Jednak dopiero raport Antoniego Macierewicza z weryfikacji WSI ujawnił dokumenty z tych operacji. Udowodnił, że wojskowe służby specjalne przekroczyły swoje uprawnienia i inwigilowały swoich przeciwników politycznych. „Wiodącym” podejrzanym był Józef Szaniawski, który opublikował cykl artykułów na temat katastrofalnej sytuacji w wojskowych służbach specjalnych. WSI wobec autorów tych publikacji podjęły wiele działań operacyjnych. Mimo że był to rok 1992, to oficer WSI uzasadniał podjęcie tych czynności językiem czasów PRL: „Artykuły o WSI zamieszczane w czasopismach mają wspólne cele, a mianowicie: ukazanie WSI jako organizacji skompromitowanej, nomenklaturowej, zdradzieckiej, niesłużącej interesom Polski; lansowanie opinii, że WSI są strukturą niekompletną, zdegenerowaną i niezdolną do działań wywiadowczych i kontrwywiadowczych; wykazanie, że WSI są agendą służb specjalnych byłego Związku Radzieckiego”.

Takich przykładów inwigilacji opozycji z lat 90. jest dużo, choćby operacja „Szpak”, dotycząca Radosława Sikorskiego, który obecnie odnalazł się w chórze obrońców WSI.

Raport Antoniego Macierewicza potwierdził tylko bezhołowie w tej służbie i nieprzecięte związki z Moskwą. Natomiast sytuacja, w której duża część polityków, mediów, urzędników domaga się rozliczenia przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej, dowodzi tylko, że wpływy żołnierzy WSI, pomimo zlikwidowania tej służby, są nadal olbrzymie.

Piotr Bączek • NASZ DZIENNIK
LOGO-11a
Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

fot. wikimedia.org

Żakowski szkolony przez kontrwywiad wojskowy PRL

Zapytany o WSW wyłącza telefon! 

Znalezione obrazy dla zapytania żakowski

Jacek Żakowski odbył specjalistyczne przeszkolenie w Wojskowej Służbie Wewnętrznej w czasach PRL-u. Dziś m.in. wspólnie z dawnymi żołnierzami WSW, którzy trafili do WSI atakuje Antoniego Macierewicza. Sprawa służby Żakowskiego w WSW została opisana w książce pt. „Resortowe dzieci. Media” autorstwa Doroty Kani , Jerzego Targalskiego i Macieja Marosza, wydawnictwa Fronda.

W IPN znajduje się teczka Ministerstwa Obrony Narodowej – Wojskowej Służby Wewnętrznej oddziału WSW Modlin dotycząca materiałów podchorążego „Ż.” – Żakowskiego Jacka. Arkusz kwalifikacyjny do szkoły Oficerów Rezerwy został sporządzony 12 lutego 1980 roku. Podpułkownik Władysław Majdak z Zarządu Wojskowego WSW Warszawskiego Okręgu Wojskowego pozytywnie zatwierdził w nim skierowanie do SOR (Szkoła Oficerów Rezerwy) Jacka Żakowskiego, wówczas studenta nauk politycznych i dziennikarstwa. Służbę w SOR Żakowski odbył w stanie wojennym w 1982 roku. Nasz reporter zatelefonował do Żakowskiego pytając o przeszkolenie w szkole WSW. Na słowa „akta IPN” dziennikarz rozłączył się i wyłączył telefon.

AKTUALIZACJA: Po kilkunastu minutach nie przedstawiając się, do Jacka Żakowskiego zadzwonił Samuel Pereira. Dziennikarz „Polityki” pod koniec rozmowy gdy dowiedział się, że rozmawia z  dziennikarzem „Codziennej” wytłumaczył, że przy poprzedniej rozmowie rozładował mu się aparat.

Wcześniej, bo w październiku 1981 r. jako początkujący dziennikarz chwalił przemówienie premiera Wojciecha Jaruzelskiego. Zgadzał się z generałem co do „narodowego pojednania i spokoju społecznego” w kontekście strajków „Solidarności”.

Zanim przyszły publicysta „Polityki” został powołany do wojska w WSW, zdążył zwiedzić kawałek  świata. Był m.in. w ZSRS, Algierii, Iraku (informacja o jego pobycie w tym kraju została opisana w tajnej notatce do szefa Wydziału V Zarządu WSW), Anglii, Holandii, Kanadzie. Akta paszportowe Jacka  Żakowskiego są imponujące – rzadko można trafić na podróżnika tej klasy. W 1983 roku Żakowski, ubiegając się o kolejny paszport, otrzymał decyzję odmowną.

Paszport jednak otrzymał rok później i ponownie zaczął wyjeżdżać. W Instytucie Pamięci Narodowej znajdują się akta Jacka Żakowskiego – teczka personalna (pseudonim „Żak”), dokumenty paszportowe oraz wspomniane archiwalia WSW188.W dokumentach Służby Bezpieczeństwa przyszły publicysta „Polityki” został zarejestrowany przez Departament III MSW pod dwoma numerami – 28 grudnia 1983 roku pod numerem 39 596  i 15 stycznia 1986 roku pod numerem 94 977.

W związku z zapisem z 1983 roku przez Wydział III (wydawnictwa i redakcje prasowe) Departamentu III MSW w IPN zachowała się niekompletna teczka personalna – brak jest informacji o zakończeniu sprawy i skierowaniu jej do archiwum, natomiast odnośnie do drugiej rejestracji zachował się jedynie numer – brakuje pozostałych dokumentów. Wniosek o opracowanie Jacka Żakowskiego jako kandydata na tajnego współpracownika sporządził 27 stycznia 1983 roku ppor. K. Honkisz – inspektor prowadzący sprawę w Departamencie III MSW189.

„Z uzyskanych informacji operacyjnych wynika,  że utrzymuje kontakty z osobami czynnie zaangażowanymi w podziemną działalność, a zwłaszcza odpowiedzialnymi za redagowanie i drukowanie nielegalnych pism sygnowanych przez «S»” – pisał ppor. K. Honkisz. Jako sposób opracowania wskazał m.in. zebranie opinii w miejscu pracy i zamieszkania oraz zastosowanie  środków techniki operacyjnej. Z notatki służbowej sporządzonej 20 grudnia 1983 roku wynika, że Jacek  Żakowski miał uczestniczyć w redagowaniu nielegalnego pisma „Kos”190. Celem pozyskania Żakowskiego do współpracy miał być dopływ informacji ze  środowisk związanych z działalnością „Solidarności” Regionu Mazowsze i dotarcie do osób aktywnie działających w nie-legalnych strukturach „S”. Według SB Jacek Żakowski jako sekretarz prasowy Regionu Mazowsze miał naturalne możliwości docierania do działaczy „S”. Motywem pozyskania miała być współodpowiedzialność obywatelska. Kolejny dokument SB dotyczący Jacka  Żakowskiego pochodzi z kwietnia 1988 roku. Wcześniej, bo w 1986 roku, Żakowski został zarejestrowany przez MSW pod numerem 94 977 przez Wydział II (środowiska m.in. nielegalnych wydawnictw i ROPCiO) Departamentu III MSW. Czego dotyczyła rejestracja – nie wiadomo, ponieważ do tej pory w IPN nie odnalazły się żadne dokumenty dotyczące tej sprawy.

Po 1989 r. Żakowski został zwolennikiem III RP. Swoje sympatie lokował najpierw w Unii Demokratycznej, następnie w Unii Wolności a po jej upadku stał się zwolennikiem SLD. Gdy nastąpił zmierzch tej partii jako gwaranta III RP, akowski wszystkie swe nadzieje obrócił ku PO. W jego oczach w 2007 roku zbawcą III RP został Donald Tusk. W czasie kampanii wyborczej 2007 roku Żakowski rzucił hasło: „Tusku musisz!”, które „Polityka” umieściła na okładce.

Okładka „Resortowe dzieci. Media”

 

Maciej Marosz, Dorota Kania • niezalezna.pl
fot. Leszek Szymański / PAP

LOGO-11a