Dzień: 1 czerwca 2017

PAP pozywa Agorę za bezprawne wykorzystywanie treści

 
PAP pozywa Agorę za bezprawne wykorzystywanie treści - niezalezna.pl

foto: Piotr Galant/Gazeta Polska

Zarząd Polskiej Agencji Prasowej podjął decyzję o pozwaniu spółki Agora SA za bezprawne wykorzystywanie treści.

Koncern wydaje m.in. „Gazetę Wyborczą”, dziennik kierowany przez Adama Michnika, a także portale wyborcza.pl i gazeta.pl. Należy do niego także radio Tok FM. W latach 90-tych był medium, które kreowało wręcz opinię publiczną w Polsce. Ostatnio koncern z ulicy Czerskiej zaangażował się w działalność tzw. totalnej opozycji, walnie wspierał też inicjatywy organizowane przez Komitet Obrony Demokracji.

Czytaj też: „Agora” – wydawca „Gazety Wyborczej”. Finanse? – straty liczone w milionach

W związku z zakończeniem z dniem 30 kwietnia obowiązywania umowy pomiędzy PAP a Agora SA, media spółki Agora (m.in. Gazeta Wyborcza, gazeta.pl, wyborcza.pl, sport.pl i tokfm.pl) utraciły prawo do korzystania z serwisów Polskiej Agencji Prasowej. Pomimo tego serwisy internetowe Agory nadal wykorzystują treści pochodzące z serwisów PAP. Agora nie zaprzestała bezumownego korzystania z treści PAP także po wystosowaniu przez PAP przedsądowego wezwania w tej sprawie

– brzmi komunikat Polskiej Agencji Prasowej.

W związku z sytuacją Zarząd PAP podjął decyzję o pozwaniu spółki Agora SA za bezprawne wykorzystywanie treści.

Tusk powinien za to odpowiedzieć! „Dopuścił do barbarzyństwa”!

donald-tusk
– Szokuje skala barbarzyństwa, nawet my zainteresowani nie zdawaliśmy sobie sprawy jak wielka jest to skala – tak poseł Prawa i Sprawiedliwości Jacek Świat, mąż Aleksandry Natalli-Świat, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, skomentował konferencję prokuratury ws. ekshumacji. Jego zdaniem, w związku z tym, co działo się po tragedii z 10 kwietnia, należałoby poważnie zastanowić się nad odpowiedzialnością karną wobec niektórych osób. 

Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek poinformował, że podczas dotychczasowych ekshumacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej stwierdzono dwa przypadki zamiany ciał, w dziewięciu przypadkach znaleziono części ciał innych osób; w trumnie prezydenta Lecha Kaczyńskiego ujawniono fragmenty ciał dwóch innych osób.

Jacek Świat podkreślił, że informacje zaprezentowane przez prok. Pasionka nie są dla niego zaskoczeniem.

Co szokuje, to może skala tego – nazwijmy wprost – barbarzyństwa. Do tej pory, nawet my zainteresowani tą całą historią, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wielka jest to skala

– powiedział.

Tu już nie można mówić o pomyłce, o jakimś niechlujstwie, a trzeba mówić o metodycznym, zaplanowanym barbarzyństwie, wynikającym może z kompleksów rosyjskich, z jakiejś chęci upokorzenia nas, z chęci takiego symbolicznego odegrania się na Polakach, bo jak to inaczej nazwać? 

– dodał poseł PiS.

Jacek Świat ocenił, że szokujące są dla niego komentarze ws. ekshumacji niektórych z polityków opozycji.

W tej sprawie dla mnie osobiście jeszcze bardziej szokujące jest zachowanie wielu ludzi, którzy wobec tak jednoznacznego obrazu wielkiej hańby, wielkiego skandalu udają, że nic się nie stało, czy próbują kontratakować, objaśniać to barbarzyństwo, wystarczy popatrzeć, jakie w ostatnich dniach czy po tej konferencji z ostatnich godzin, były komentarze polityków Platformy 

– mówił.

To jest dopiero szokujące, że ze strony ludzi, którzy wówczas rządzili, którzy dopuścili do tego barbarzyństwa nie padło słowo przepraszam, nie ma żadnej iskierki choćby poczucia winy, poczucia współodpowiedzialności za to, co się wydarzyło 

– podkreślił.

Według posła, w związku z wydarzeniami po 10 kwietnia 2010 r. należałoby poważnie zastanowić się nad odpowiedzialnością karną wobec niektórych osób.

Począwszy od premiera, który do tego barbarzyństwa dopuścił i jego najbliższych współpracowników, aż po ludzi z komisji badania wypadków lotniczych, którzy przedstawili nam oficjalnie stek bzdur i kłamstw jako oficjalny państwowy raport 

– dodał Świat.

Niedawno informowaliśmy, że rzecznik Prawa i Sprawiedliwości uważa, iż warto wziąć pod uwagę możliwość postawienia przed Trybunałem Stanu Ewy Kopacz i Donalda Tuska. – Gdyby taki wniosek się rzeczywiście pojawił, to ja bym za nim głosowała – zapowiedziała Beata Mazurek.

„Jedyną kiełbasę na planie zjadł pies”. Jak powstawały „Alternatywy 4”!

Adres „Alternatywy 4” funkcjonuje w świadomości Polaków od ponad 30 lat (fot. arch.TVP)

Choć zmieniła się rzeczywistość, to serial „Alternatywy 4” bawi i wzrusza kolejne pokolenia. Twórcom scenariusza, czyli Stanisławowi Barei, Maciejowi Rybińskiemu i Januszowi Płońskiemu, w jednym domu udało się stworzyć mikro-Polskę czasów PRL. – To, co tam widać, się zestarzało i pachnie myszką, ale rzeczy najważniejsze, czyli ludzkie emocje, pozostają – przyznaje ostatni z nich. Wspólnie ze studentami dziennikarstwa Płoński stworzył swoisty przewodnik po serialu i minionej rzeczywistości.

Serial kręcono w czasie stanu wojennego w halach telewizyjnych przy ulicy Woronicza, podobno jako jedyną produkcję w Polsce. To tam wybudowano mieszkania lokatorów, a nawet kawałek klatki schodowej. Z kolei z zewnątrz blok przy Alternatywy 4 grało kilka domów na warszawskim Ursynowie, w zależności od fazy budowy. Specyficzny czas, w jakim przyszło nad nim pracować, rodził wiele problemów natury egzystencjalnej.

– Gigantyczne problemy były z rzeczami najprostszymi, np. żeby w toalecie wisiała rolka papieru toaletowego, bo w całej telewizji go nie było. Teraz trudno to sobie wyobrazić – przyznaje Janusz Płoński. Sklepy były wówczas ogołocone z żywności, dlatego cała ekipa znosiła z domu to, co miała. – Wszyscy brali udział w tworzeniu serialu. Pamiętam jednak rozpaczliwą sytuację, gdy jedyną kiełbasę na planie zjadł pies – wspomina scenarzysta.

(fot. arch.TVP)

Serial idzie na półkę

Może i rekwizytów na planie brakowało, ale atmosfera, w jakiej pracowano, była iście komfortowa. – To, co się działo w halach na Woronicza, nikogo nie interesowało, o serialu właściwie zapomniano. Spokój i swoboda tworzenia zostały przez Bareję w pełni wykorzystane – zauważa Janusz Płoński.

Niestety szczęście twórców nie trwało długo i jak doszło do kolaudacji nakręconego materiału, to cenzura okazała się bezlitosna. – Panowie decydenci spojrzeli po sobie i zapytali, kto w ogóle na to pozwolił? Nie było nawet prób ratowania – przypomina sobie jeden ze scenarzystów. Tym samym w całości, zamiast na szklany ekran, serial na kilka lat trafił na półkę.

Przypomniano sobie o nim w 1986 roku, gdy po długich i przedziwnych rozmowach oraz wycięciu fragmentów lub całych scen ujrzał w końcu światło dzienne. – Taśmy ze scenami, które wycinano, chowane były przez szeregowych pracowników telewizji. Po latach okazało się, że zaginęły – zauważa Płoński.

(fot. arch.TVP)

Omijanie cenzury

Cenzura w pewien sposób przyczyniła się też do sukcesu tego serialu, dlatego że zmuszała scenarzystów do myślenia, jak ją ominąć, by dotrzeć do odbiorców. – Chcąc napisać coś fajnego, szukałem sposobów, jak to zrobić. Widz musiał być czujny i szukał podtekstów. Szukała też cenzura, ale przeważnie była niedokształcona i dlatego pewne komunikaty trafiały – wyjaśnia jeden z trójki scenarzystów.

Jak dodaje, inspiracją do fabuły serialu była otaczająca ich rzeczywistość, która miała określone cechy i dosłownie wpychała się do życia prywatnego. Dlatego też nakręcone sceny były bardzo prawdopodobne i wiarygodne. – Wystarczyło żyć, by móc wiele zauważyć. Tam nie ma wielu rzeczy wymyślonych, ale nie można też traktować tego jeden do jednego – podkreśla Płoński. Powstała w ten sposób prawdziwa góra absurdu, która obśmiewała rzeczywistość PRL-u, a jak wiadomo, co śmieszne przestaje być groźne i niebezpieczne.

(fot. arch.TVP)

Przydziały mieszkań

W tym celu twórcy w jednym domu ulokowali przedstawicieli różnych grup społecznych, którzy być może nigdy by się nie spotkali pod jednym dachem. Podobnie zresztą było z obsadą, ponieważ zaangażowano plejadę polskich gwiazd, m.in. Romana Wilhelmiego, Bronisława Pawlika, Stanisławę Celińską, Bożenę Dykiel, Wojciecha Pokorę, Witolda Pyrkosza, Kazimierza Kaczora, Wiesława Gołasa, Jerzego Kryszaka, Janusza Gajosa, Jerzego Bończaka, Ewę Ziętek, Zofię Czerwińską czy Jerzego Turka.

Ich postaci, tak różne, a zarazem groteskowe, weszły do kanonu polskiej kultury rozrywkowej. Wcale nie do śmiechu było wtedy i, jak zapewnia współautor scenariusza, nie ma w tym cienia przesady, gdy okazywało się, że do jednego mieszkania przydzielone zostały dwie rodziny, w tym przypadku Kotków i Kołków. – To jest cudowna sytuacja, gdy słyszą, że wszystko jest w porządku, bo przydziały się zgadzają. Chcąc nie chcąc, musieli się wspierać – zauważa Płoński.

A problem ten był palący, gdyż w PRL-u wolny rynek mieszkaniowy praktycznie nie istniał. Do własnego lokum dochodziło się metodą systematycznego oszczędzania na książeczkach w spółdzielniach, które budowały mieszkania dla swoich członków. Ci co miesiąc wpłacali, ale terminy uciekały, a do tego ceny jeszcze szły w górę. Podobnie było z samochodami, na które też były przydziały.

(fot. arch.TVP)

„Rzucili coś”

Podobnie było z handlem. Nie można było wyjść i kupić czegoś na zaplanowany obiad, tylko zdobywało się to, co akurat było. – Nagle coś się pojawiało w sklepach, np. w lecie palta zimowe, a w zimie bikini. Ta rzeczywistość wymagała więc umiejętności improwizacyjnych – zauważa scenarzysta serialu.

Nawet jednak to obśmiewano w „Alternatywach 4”, gdy w scenie na rynku w Pułtusku listonosz cieszy się na widok kolejki. „Jak to dobrze, bo kiedyś musiałem chodzić po domach, a teraz jak rzucą chleb o 14.00, to wychodzę do kolejki i mam wszystkich”. – To typowe dla tamtej rzeczywistości, że bardzo trudno było kupić świeży chleb. Nie trafiał on prosto z piekarni do sklepu, tylko odbywał jakąś długa drogę i przychodził nieświeży – wspomina Janusz Płoński.

(fot. arch.TVP)

Fenomen i kultowość serialu

Podobnych elementów jest w tym serialu bardzo dużo. – Nieraz gdzieś słyszę: „o, w moim domu robią remont, to są Alternatywy 4”, czyli takie spiętrzenie absurdów, swoisty wytrych do określania cech pewnej rzeczywistości – zauważa scenarzysta. Takie sytuacje, a także zwroty z charakterystycznych scen, które weszły do języka codziennego, tłumaczą, na czym polega fenomen i kultowość tego serialu, który tak chętnie jest oglądany przez widzów od ponad 30 lat.

Trafia on również do młodego pokolenia, które realiów tamtych czasów nie pamięta. To powoduje potrzebę wyjaśnienia trudnych do zrozumienia kwestii. Taki cel przyświecał Januszowi Płońskiemu we wspólnym ze studentami dziennikarstwa projekcie, którego efektem jest książka zatytułowana „Alternatywy 4. Przewodnik po serialu i rzeczywistości”. – Ona ma charakter wywiadu, w którym z jednej strony są studenci, którzy zadają zaskakujące pytania, a z drugiej strony jestem ja, ten mądrala, który objaśnia, o co w poszczególnych scenach chodziło i na czym polega ich śmieszność – wyjaśnia autor.

  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)
  • (fot. arch.TVP)

Książka z aplikacją na telefon

Przyznaje, że „dowcipów nie powinno się objaśniać, ale żyjemy w innym świecie, a to, co widać w serialu, pachnie już myszką”. – Wiele jest rzeczy, które się zestarzały, niektóre poginęły, ale mam nadzieję, że te najważniejsze, czyli ludzkie emocje, pozostaną – podkreśla Płoński. Pytany o to, co do wspólnej pracy wnieśli studenci, bez wahania odpowiada, że „ciekawość i własne spojrzenie”. – Wyłapywali takie rzeczy, o których nie zdawałem sobie sprawy, że nautykaliśmy tyle różnych dziwactw. One są ulotne i niedostrzegalne – zaznacza.

Książka to także ukłon w stronę ludzi, którzy nie rozstają się ze swoim smartfonem. Znajdą w niej ilustracje z serialu, niektóre ze znaczkiem „play”. Po zeskanowaniu ich dzięki darmowej aplikacji na telefonie wyświetli się cała scena, z której pochodzi dane zdjęcie. – To daje od razu wyobrażenie, o czym mowa w tej książce – podsumowuje Płoński.

LOGO-11a

Rekordzista Kwaśniewski. Prezydenci i ich ułaskawienia

fot

Każdy z prezydentów skorzystał z przysługującego mu prawa do ułaskawienia (fot. Materiały prasowe/ Getty Images (3)

Konstytucja RP daje prezydentowi prawo łaski, co oznacza, że może całkowicie lub częściowo złagodzić karę. Pięciu prezydentów, poczynając od Lecha Wałęsy ułaskawiło ponad osiem tysięcy osób. Odmowę usłyszało pięć tysięcy. Kto i w jakiej sprawie mógł liczyć na ten prezydencki przywilej?

Okazuje się, że rekordzistą ułaskawień był Aleksander Kwaśniewski. Wynika to zapewne z faktu, że pełnił swoją funkcję przez dwie kadencje. Liczba osób w sprawach, których skorzystał ze swojego przywileju wynosi 4288 osób. Odmówił natomiast 2112 osobom.

„Rutynowa” decyzja

W 1999 roku Kwaśniewski ułaskawił Ptera Vogla, który wcześniej znany był jako Piotr Filipczyński. W 1971 roku skazany został na 25 lat więzienia za morderstwo staruszki na tle rabunkowym. Dwa lata po skazaniu jego wyrok obniżono do 15 lat, a w 1979 roku, gdy odbywał przerwę w karze, wyjechał do Szwajcarii. Od 1987 roku poszukiwano go listem gończym, a w latach 90. często widywano go w Sejmie. Media nazywały go „kasjerem lewicy”. W 1998 roku został aresztowany w Szwajcarii i miał odbywać resztę kary. Wniosek o jego ułaskawienie popierała także minister sprawiedliwości Hanna Suchocka. Sam Kwaśniewski nazwał tę decyzję „rutynową”. – Kancelaria wykonała zadanie notariusza, czyli uznała pozytywny wniosek i go podpisała – tłumaczył prezydent.

Jednym z ułaskawionych przez Kwaśniewskiego w 2005 roku był też Zbigniew Sobotka. Były wiceminister spraw wewnętrznych i administracji był związany z tzw. aferą starachowicką. Dostał 3,5 roku więzienia oraz pięcioletni zakaz sprawowania funkcji administracyjnych z dostępem do materiałów tajnych. Pod koniec kadencji Kwaśniewski zajął się procedurą ułaskawienia. Protestowały przeciw temu wszystkie partie poza SLD. Ostatecznie 16 grudnia 2005 roku kara Sobotki została zmniejszona do roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonywania na okres próby wynoszący 2 lata.

Głośnym ułaskawieniem Kwaśniewskiego było darowanie kary Sławomirowi Sikorze i Arturowi Brylińskiemu. Historię obu mężczyzn opowiedział w filmie „Dług” Krzysztof Krauze. Sikora i Bryliński w latach 90. byli biznesmenami, od których gangster Grzegorz G. domagał się m.in. zwrotu nieistniejącego długu. W marcu 1994 mężczyźni zamordowali go i jego ochroniarza w lesie pod Maciejowicami. Skazani na 25 lat więzienia, zostali ułaskawieni – Sikora w 2005 roku, a Bryliński w 2010, gdy prezydentem był już Bronisław Komorowski.

„Wykorzystałem ludzką chciwość”

Prezydentem, który w ciągu 5 lat ułaskawił 3454 by Lech Wałęsa. To on przyczynił się do najsłynniejszej sprawy ostatniego ćwierćwiecza, a dokładnie ułaskawienia Andrzeja Z. pseudonim Słowik, czyli jednego z bossów pruszkowskiej mafii. Po niespełna trzech z sześciu lat pozbawienia wolności otrzymał przepustkę, po której nie wrócił za kraty. Ukrywając się poprosił Wałęsę o ułaskawienie. – Wykorzystałem ludzką chciwość i akt łaski po prostu kupiłem – mówił cztery lata temu przyznając, że wręczył łapówkę urzędnikom kancelarii Wałęsy.

– W czasie, gdy doszło do ułaskawienia Andrzeja Z., był słowiczkiem, a nie „Słowikiem”, i dopiero przymierzał się do gangsterowania. Gdybym wiedział, że słowiczek wyleci na „Słowika”, to bym go udusił w zarodku – mówił Wałęsa. „Słowik” w swojej książce zdradził, że ułaskawienie opiewało na kwotę 150 tys. dolarów.

Najmniej ułaskawionych osób mają na koncie Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski. Ten pierwszy 201, drugi 360. Kaczyński odmówił 913 osobom, a Komorowski 1546.

Lincz we Włodowie

Do najgłośniejszych ułaskawień Kaczyńskiego należy to z 2009 roku, które dotyczyło trzech braci – Mirosława, Tomasza i Krzysztofa Winków, skazanych za lincz. Do zdarzenia doszło we Włodowie. Józef C. zabity przez nich w 2005 roku zastraszał i okradał lokalną społeczność. W 2009 roku Kaczyński ułaskawił także Adama S., który został skazany za wyłudzenia środków publicznych z PFRON.

Wśród ułaskawionych przez Komorowskiego byli m.in. pijany rowerzysta, przemytnik narkotyków, złodziej, a także osoby skazane za nielegalny połów ryb, wyrąb drzewa, czy uchylanie się od służby wojskowej, a także mężczyźna, który znęcał się nad żoną. Tu argumentem przemawiającym „za” było przebaczenie przestępstwa przez żonę.

LOGO-11a

Znalazły się dyski z danymi ws. Amber Gold. Były uznawane za zaginione

Wszczęto procedurę zmierzającą do ustalenia osób odpowiedzialnych za zaniedbania (fot. Flickr/tomasz przechlewski)

Siedem twardych dysków, na których znajdowały się ważne dowody w sprawie afery Amber Gold odnalezione – poinformował Sąd Okręgowy w Gdańsku. Miały się na nich znajdować między innymi dane z komputerów zarządu spółki. Brakujące nośniki znalazły się w kasie pancernej.

Sąd Okręgowy od miesiąca szukał tych dysków. Nośniki zostały przekazane przez Prokuraturę Okręgową w Łodzi do gdańskiego sądu wraz z aktem oskarżenia. Znajdowały się na nich kopie dowodów rzeczowych. Sąd dysponuje oryginalnymi danymi, pochodzącymi z laptopów i odtwarzacza mp3.

„Przeprowadzono ponowne sprawdzenie kasy pancernej. W wyniku tej czynności ujawniono dyski twarde, które były przedmiotem ustaleń” – głosi komunikat umieszczonym na stronie Sądu Okręgowego w Gdańsku. Poinformowano również, że wszczęto procedurę zmierzającą do ustalenia osób odpowiedzialnych za powyższe zaniedbania.

Miejsce, w którym znaleziono dyski, było miejscem „bezpiecznym, właściwym do przechowywania tego rodzaju rzeczy”. – Problemem był brak przepływu informacji – powiedział Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku.

Dodał, że ktoś, kto umieścił wspomniane dyski w kasie pancernej, nie przekazał tej informacji dalej.

LOGO-11a

Prokurator Pasionek ujawnia szokujące informacje dotyczące ekshumacji! Gdzie były polskie władze gdy bezczeszczono ciała ofiar?

fot: YT fot: YT

Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek poinformował, że zakończenie wszystkich ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej planowane jest wstępnie na kwiecień 2018 roku. Odnosząc się do dotychczasowych wyników ekshumacji i sekcji zwłok prokurator wskazał, że podczas składnia ciał do trumien, czyli w Rosji, doszło do licznych „zaniedbań”.

Podał konkretne tego przykłady: w przypadku Piotra Nurowskiego i Mariusza Handzlika doszło do zamiany ciał, w dziewięciu ujawniono obecność części ciała innych ofiar od tej, która była pochowana w danym grobie. I tak, w trumnach: Natalii Januszko – elementy ciał pięciu osób; Aleksandry Natalli-Świat – elementy ciała należące do jednej osoby; gen. Bronisława Kwiatkowskiego – czternaście części ciała siedmiu osób.; gen. Włodzimierza Potasińskiego – sześć części ciała czterech osób; prezydenta Lecha Kaczyńskiego – fragmenty ciał dwóch innych osób; abp. Mirona Chodakowskiego – połowę jego ciała i połowę ciała biskupa, gen. Płoskiego; bp. Gen. Płoskiego – tylko połowę jego ciała. Wciąż nie ma wyników czterech ekshumacji.

W czerwcu planowanych jest kolejnych sześć ekshumacji a następne – 26 – zostaną przeprowadzone od września do końca roku.

Wobec informacji prokuratora Pasionka, politycy PO muszą zmienić obowiązujące „przekazy dnia”. Do wczoraj domagali się potwierdzenia szokujących informacji od prokuratury. No to je mają…

Za:PAP

LOGO-11a

Szef PKW: szanujemy decyzję prezydenta ws referendum, przeprowadzimy je

Szanujemy decyzję prezydenta o tym, by referendum ws konstytucji odbyło się 11 listopada; przeprowadzimy je, nie ma żadnych powodów do obaw – oświadczył przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński po spotkaniu z pełnomocnikiem prezydenta ds. referendum Pawłem Muchą.

Na konferencji prasowej po czwartkowych rozmowach szef PKW poinformował, że na spotkaniu Mucha „ponownie powtórzył decyzję prezydenta o przeprowadzeniu referendum w dniu 11 listopada”.

„My oczywiście ten termin akceptujemy, tym bardziej, że nie jest naszą rolą w jakikolwiek sposób odnosić się do tego terminu. Jesteśmy Państwową Komisją Wyborczą i tę decyzję szanujemy, i referendum zgodnie z decyzją prezydenta odbędzie się 11 listopada – przeprowadzimy je, nie ma ku temu żadnych powodów do obaw” – zapewnił Hermeliński.

Jak dodał, jeśli chodzi o wybory samorządowe, „to od parlamentu zależy, czy termin 11 listopada będzie utrzymany”.

(PAP)

LOGO-11a