Miesiąc: Czerwiec 2017

Tusk patronuje atakowi na Polskę!

Spiritus Movens!

donald-tusk

foto: archiwum yt

„Tusk pełni nieformalną funkcję lidera opozycji, patronuje atakowi na Polskę” – powiedział dziś Jacek Saryusz-Wolski.

Na antenie TVN24 w programie „Piaskiem po oczach” Saryusz-Wolski wykazał jak wyraźnie Tusk jest nieformalnym liderem opozycji i jak jego działania są aktem wymierzonym na szkodę Polski. Według Saryusz-Wolskiego „Tusk pełni nieformalną funkcję lidera opozycji, patronuje atakowi na Polskę. Tusk powiedział na sławnym filmie, że popiera sankcje na Polskę. Próbowałem namówić PO do głosowania przeciw rezolucjom”.

Saryusz-Wolski skomentował sprawę wyrzucenia z PO. Jak twierdził: „Platforma zaczęła szkodzić Polsce, to jest dla mnie czerwona linia. Chciałem natomiast pozostać w chadecji, którą współtworzyłem. To, że zostanę wyrzucony z PO było do przewidzenia”.

Jacek Saryusz-Wolski nie miał także wątpliwości co do złego wizerunku Polski zagranicą. Jak powiedział: „Jeżeli dziś Polska ma zły wizerunek, to zasługa donosów. To, że Macron ma taką opinię, to jest zasługa totalnej opozycji”.

300polityka.pl

JB  LOGO-11a

Szydło: oferta W. Brytanii ws. praw obywateli wstępna i wymaga szczegółów

 foto: pap
Oferta premier Wielkiej Brytanii Theresy May ws. zagwarantowania praw obywateli UE przebywających w Wielkiej Brytanii jest wstępna i wymaga szczegółów – poinformowała premier Beata Szydło w piątek po zakończeniu szczytu UE w Brukseli.

May zapewniła w czwartek na szczycie UE, że zamierza honorować prawa obywateli UE przebywających w Wielkiej Brytanii. W propozycji nie znalazły się jednak szczegóły.

Szydło powiedziała, że ta propozycja nie jest jeszcze doprecyzowana. „W poniedziałek będziemy mogli – z tego, co usłyszeliśmy od pani premier May – poznać szczegóły, więc na pewno będziemy analizować te dokumenty. Ale już z tej wczorajszej rozmowy – i też z wcześniejszej rozmowy ministra Konrada Szymańskiego z ministrem (brytyjskim ds. Brexitu) Davidem Davisem wnioskujemy, że to są propozycje, które idą w dobrym kierunku. Ale jak to zawsze w życiu, diabeł tkwi w szczegółach” – zaznaczyła Szydło na konferencji prasowej.

Podkreśliła, że pełna ocena propozycji „będzie mogła być dokonana dopiero wtedy, kiedy zostaną przedstawione szczegóły „. „Kierunek jest dobry, ale to jest dopiero wstępna dyskusja” – oceniła.

„Dla Polski prawo unijne dla obywateli, którzy będą przebywali na terenie Wielkiej Brytanii, obywateli Unii Europejskiej, możliwość stosowania tego prawa, jest kwestią, o którą będziemy zabiegali” – zapewniła premier.

Należy zastanowić się nad zwiększeniem sankcji wobec Rosji

Szydło na szczycie poruszyła też kwestię budowy gazociągu Nord Stream 2 na dnie Bałtyku z Rosji do Niemiec. Mówiła o potrzebie „ambitnego mandatu” w sprawie tego projektu. „Uznałam, że jest to dobry moment, aby podkreślić kwestię tej inwestycji. Komisja Europejska powinna mieć silny mandat, a Rada Europejska powinna znać zawartość tego mandatu. Ten mandat powinien zapewnić wdrożenie prawa unijnego wobec tej inwestycji. To jest nasz cel” – zaznaczyła.

Przywódcy unijni zgodzili się w czwartek na przedłużenie o kolejne pół roku sankcji gospodarczych wobec Rosji w związku z brakiem wdrażania porozumienia z Mińska o uregulowaniu konfliktu na wschodniej Ukrainie. Szydło powiedziała, że dyskusja na ten temat była długa.

„Najważniejszą decyzją, którą podjęliśmy, jest to, że przedłużyliśmy sankcje. To pokazuje, że Unia Europejska jest zdeterminowana i ta postawa jest ukierunkowana na to, aby postulaty porozumienia mińskiego zostały wypełnione” – powiedziała.

Dodała, że Polska podkreślała, że sankcje muszą być przedłużone do momentu wypełnienia tych porozumień. „Jesteśmy również zdania, że należy zastanowić się – jeżeli nie będzie to skuteczne – nad zwiększeniem sankcji. Ta dyskusja pewnie będzie toczyła się w kolejnych miesiącach” – zaznaczyła.

Premier powiedziała, że rozmowy na szczycie UE w piątek dotyczyły m.in. wspólnego rynku i kwestii migracyjnych.

Zaznaczyła, że w debacie na ten pierwszy temat Polska zdecydowanie będzie sprzeciwiać się działaniom protekcjonistycznym. „Polska popiera zrównoważoną politykę handlową, otwartą, ale szanującą nasz porządek regulacyjny i wysokie standardy, w szczególności w produkcji rolno-spożywczej” – powiedziała premier.

W debacie na temat wspólnego rynku premier podkreśliła korzyści, które odnoszą dzięki niemu wszystkie kraje UE, także te, które dziś podważają wspólny rynek i proponują protekcjonizm. „Zachęciłam Komisję Europejską do tego, aby bardziej promowała ideę wspólnego rynku” – dodała szefowa polskiego rządu.

Polityka migracyjna – pragmatyczna i skuteczna

W kwestii polityki migracyjnej Szydło mówiła, że musi być ona pragmatyczna i skuteczna. Podkreśliła, że nasz kraj szuka rozwiązań, które spowodują, że kryzys migracyjny zostanie zażegnany. Poinformowała, że Polska podczas szczytu UE poparła też działania na rzecz wzmocnienia ochrony granicy libijskiej.

Jak dodała, Rada Europejska zgodziła się w polityce azylowej z „polskim postulatem, żeby wprowadzić zmianę w dotychczasowych propozycjach, aby osiągnąć porozumienie”. „Na mój wniosek Rada Europejska powróci do tego tematu w najbliższym czasie” – podkreśliła premier.

„Oczywiście jasną sprawą jest podnoszona przez nasz rząd i podtrzymana (sprawa), że Polska wyklucza poparcia dla mechanizmu automatycznej alokacji uchodźców z pominięcie krajowych kompetencji w polityce uchodźczej. Stoimy na stanowisku, że polityka migracyjna musi być pragmatyczna i skuteczna, to wybrzmiało dzisiaj również w wypowiedziach wielu moich kolegów. Szukamy rozwiązań, które spowodują, iż ten kryzys migracyjny zostanie zażegnany, ale Rada Europejska będzie jeszcze na ten temat – jak już podkreśliłam – na wniosek Polski rozmawiać” – powiedziała Szydło.

Odniosła się do zarzutu, że deklarowana pomoc polskiego rządu uchodźcom nie jest widoczna, choćby w mediach publicznych. „Zgadzam się, że być może za mało mówimy o pomocy polskiego rządu dla uchodźców, zbyt mało się tym chwalimy” – stwierdziła szefowa rządu. „Ale ja uznaję zasadę, że trzeba skutecznie pomagać, gesty i symbole oczywiście są ważne, ale przede wszystkim potrzebna jest skuteczna polityka migracyjna” – dodała.

Szydło wskazywała, że rząd współpracuje ze stowarzyszeniami i organizacjami pozarządowymi, a także organizacjami kościelnymi, które ze środków z budżetu państwa realizują pomoc humanitarną na miejscu, gdzie uchodźcy przebywają. Przypominała, że Polska realizuje projekty humanitarne także przy współpracy z Niemcami.

„Myślę, że to jest dobra podpowiedź, byśmy trochę więcej na ten temat powiedzieli również w mediach publicznych” – dodała.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)

JB  LOGO-11a

Puste slogany purpuratów: miłosierdzie i ubóstwo

Miłosierdzie to nie naiwne i „grzeczne” głaskanie po głowie!

Chrystus przestrzega przed obrzydliwą oligarchią i establishmentem. Tacy wyzyskiwacze nie posiądą Królestwa Niebieskiego (niedzielna Ewangelia o bogaczu i Łazarzu – Łk 16,19-31)! Na ich antypodach są potrzebujący, którym winniśmy okazać miłosierdzie, o czym chętnie przypominają polscy hierarchowie. Jednak odnoszę wrażenie, że w ich wykonaniu to jeden z wielu pustych sloganów…
A szkoda.

Katolicka odpowiedź na ubóstwo winna obejmować trzy płaszczyzny: materialną, duchową i moralno-aksjologiczną. Z taką klasyfikacją zdaje się zgadzać przewodniczący KEP, abp Stanisław Gądecki:– Miłosierdzia nie można sprowadzić do samego współczucia czy chwilowego przypływu litości na widok ludzkiej biedy – w grudniu 2015 mówił abp Gądecki.Nic, tylko przyklasnąć! Jednak czy słowa metropolity są realizowane w duszpasterskiej posłudze episkopatu? Czy poza odpowiedzią na ubóstwo materialne (np. Caritas), biskupi należycie odpowiadają na biedę duchową i moralno-aksjologiczną? Czy w sposób radykalny, z pełnym zaangażowaniem, słowem i przykładem głoszony jest Chrystus, bezkompromisowa prawda, a niespójne z Ewangelią ideologie – potępiane? Czy w realizacji aktów miłosierdzia hierarchowie – niczym Chrystus – biorą sprawy w swoje ręce? A może stoją z założonymi rękami i jedynie „zlecają” miłosierdzie swoim wiernym?

Odnoszę wrażenie, że w praktyce, miłosierdzie episkopatu ogranicza się jedynie do pomocy charytatywnej. To jeszcze nie jest znak rozpoznawczy ucznia Chrystusa. Katolicki akt miłosierdzia to nie jest jedynie forsa i „kromka chleba”. Czynią to również środowiska ateistyczne, pokroju paramasońskiego Rotary International. Miłosierdzie w wydaniu katolickim znaczy o wiele więcej!

Najkonkretniejszy przejaw ubóstwa

Bieda materialna, to niedojadające dzieci, bezdomni na dworcu czy ledwo wiążący koniec z końcem emeryci. To niski poziom PKB czy niespłacone kredyty we frankach. Bieda materialna, a zwłaszcza „głód” to najkonkretniejsze przejawy ubóstwa, których nie wolno nam kwestionować. Tylko pospolity prostak – niczym podczas expose Prezydenta RP w Sejmie – może zakwestionować biedę w naszym społeczeństwie. My, Polacy-katolicy, na tę biedę winniśmy odpowiedzieć.

Spotkanie na uniwersyteckiej katedrze i… w melinie

Czynne miłosierdzie to wreszcie wyjście na spotkanie z drugim człowiekiem: w domu, na uniwersyteckiej katedrze, w szpitalu, na miejskim rynku, osiedlu czy wreszcie na melinie! To odpowiedź na biedę duchową i moralno-aksjologiczną. To czynna odpowiedź na słowa Rz 15,20a: „A poczytywałem sobie za punkt honoru głosić Ewangelię jedynie tam, gdzie imię Chrystusa było jeszcze nie znane”. To wyjście na peryferia wiary, do środowisk obrażanych, marginalizowanych i pomijanych w dialogu i traktowanych jako gorsza kategoria. Wyjście z kerygmatem, oraz obiektywną prawdą i sprawiedliwością, których niedobór w życiu publicznym w Polsce, od lat jest widoczny gołym okiem.

Czynne miłosierdzie, to obrona słabego, młodego pokolenia, które poszukuje dobrych wzorców. Pokolenia, które od lat jest karmione medialnym chłamem, wprowadzającym młode pokolenie w błąd i społeczną dezorientację. Przykład mamy niemal każdego tygodnia, gdy podczas debat nad prawem do życia, w Parlamencie i mediach głównego nurtu, pod szyldem feminizmu i pomocy humanitarnej, forsowano ideologię eugeniczną. Lub gdy z mediów polskojęzycznych młodzież dowiaduje się, że Lech Wałęsa jest bohaterem, który poprowadził Polskę ku wolności, a „Bury” i „Ogień” byli bandytami z lasu. Kto w imię miłości ochroni młode pokolenie, które niebawem będzie decydowało o dalszych losach Kościoła i Ojczyzny, przed tego rodzaju bredniami? Taki aktywizm to miłosierdzie dwustronne, bo inwestycja w młodzież jest również inwestycją w nas – starszych, gdyż to od nich będzie zależało czy przypadnie nam w udziale odpowiedni wikt i opierunek.

Manifestacja „surowego miłosierdzia”

Miłosierdzie wobec ubogich to wreszcie wyjście na spotkanie i dawanie świadectwa w formie nieraz bardzo ekspresyjnej. Zapyta ktoś: gdzie, w ekspresji jest miejsce na miłosierdzie? Niegrzecznie odpowiem pytaniem na pytanie: Czy Bóg który się gniewał, wręcz krzyczał na Żydów, był w tym czasie pozbawiony przymiotu miłosierdzia? Czy Jezusowi rozganiającemu przekupniów ze świątyni zabrakło przymiotu miłości? Żadną miarą! Wręcz przeciwnie – kierując się miłosierdziem dostosowywał właściwą formę do sytuacji, tak aby w myśl pedagogii wiary, Jego interwencja była skuteczna. Przykładem „surowego miłosierdzia” jest Księga Ozeasza, gdzie prorok (reprezentant Boga) swoją żonę Gomer (symbol ludzkości) posyła na pustynię – miejsce cierpienia (por. Oz 1 – 3). A zatem, miłosierdzie – wbrew temu, co od dziesiątków lat chcieliby zrobić religijni troglodyci – to nie naiwne, „grzeczne” głaskanie po głowie. To nie jest infantylne potakiwanie czy chowanie głowy w piasek wobec prób degradacji Tradycji i promocji hedonizmu. Czynne miłosierdzie to twarde stąpanie po ziemi i spotkanie z ubogim bliźnim. Potrzebującym materialnie, duchowo i aksjologicznie, w ten sposób budując pokolenie „jutra”.

Ordo caritatis

Jakie przyjąć kryterium w adresowaniu czynów miłości? Przecież nikt z nas nie jest w stanie przykryć swoim „płaszczem miłosierdzia” całego świata. Taka każdorazowa próba musiałaby skończyć się fiaskiem. Otóż pożądane kryterium istnieje. To ordo caritatis – porządek miłosierdzia, ład miłości. Podobnie jak w codziennej pracy, również i w czynach miłosierdzia potrzeba swoistego porządku, będącego fundamentem katolickiej teologii moralnej. Często w wyniku kosmopolitycznej propagandy, zapomina się o tym ładzie. Wielki Papież Pius XII, za co m.in. przeciwnicy w kłamliwej propagandzie nazywali go „papieżem Hitlera” lub „papieżem faszyzmu” pisał, że „porządek miłości to konieczność kierowania się w miłowaniu rozumną kolejnością, według której bardziej mamy miłować i więcej świadczyć dobrodziejstw tym, którzy są z nami związani ściślejszymi więzami”. Zatem kolejność w miłowaniu nasuwa się następująca: rodzina, parafia, naród polski, a dopiero na szarym końcu świat cały.

„Nie chciejmy żywić całego świata”

Czy ktoś przypadkiem od lat nie chce zburzyć tego społecznego ładu, porządku, który ma służyć quasi-porządkowi ludzkości, próbując wprowadzić dysharmonię i nieskuteczność szczytnych, ewangelicznych czynów miłości i tym sposobem próbując ludzkość „pomniejszyć i okaleczyć” (Święty Jan Paweł II, 1991)?

Bądźmy mądrymi synami i córkami Bożego Miłosierdzia. Prymas Tysiąclecia przestrzegał, że Polska musi się zająć w pierwszej kolejności „własnymi dziećmi”. Mówił o tym już w 1976 roku:
Nie oglądajmy się na wszystkie strony. Nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć w ziemię ojczystą, na której wspierając się, patrzymy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom, żywić polskie dzieci, służyć im i tutaj przede wszystkim wypełniać swoje zadanie – aby nie ulec pokusie „zbawiania świata” kosztem własnej ojczyzny.

Niestety, u nas dzieje się trochę inaczej – „zbawia” się cały świat kosztem Polski. Zaprasza się imigrantów z Bliskiego Wschodu i Ukrainy, zapominając że w pierwszej kolejności polscy kresowiacy i repatrianci ze Wschodu potrzebują naszej pomocy. Hierarchowie chętnie plotą o aktach miłosierdzia, jednak czy przekłada się to na rzeczywistość? Mówią o miłosierdziu, tylko czy właściwie je rozumieją? A może jest to jeden z pustych sloganów purpuratów?

Jacek Międlar • wprawo.pl
Polak, katolik, narodowiec. Publicysta kierujący się w życiu dewizą ‚Deo et Patriae semper fidelis’.

fot. youtube

JB  LOGO-11a

MOCNY list osób represjonowanych w stanie wojennym do Frasyniuka

„Po tym wszystkim, co czynisz po roku 1989 możemy tylko Tobą pogardzać!”

Redakcja Telewizji Republika dostała list członków Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Okresie Stanu Wojennego Województwa Podkarpackiego, jaki został zaadresowany do Władysława Frasyniuka. Poniżej treść naprawdę mocnego listu do byłego działacza Solidarności!

List Otwarty
Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Okresie Stanu Wojennego
Województwa Podkarpackiego

Wielce Szanowny Pan Obywatel III RP
Władysław Frasyniuk

– Gdy w latach 1980-81, jako bardzo młody działacz „Solidarności”, pełniłeś funkcję przewodniczącego „Solidarności” Zarządu Regionu Dolnośląskiego, cieszyłeś się naszym szacunkiem;

– Gdy tuż przed ogłoszeniem stanu wojennego przeprowadziłeś brawurową, udaną akcję wybrania z banku i ukrycia przed komunistami związkowych pieniędzy (80 milionów złotych), byłeś przez nas za to podziwiany;

– Gdy ukrywając się przed SB przewodziłeś podziemnym strukturom „Solidarności” na Dolnym Śląsku, uznawaliśmy Ciebie za genialnego konspiratora, oddanego bez reszty sprawom Ojczyzny;

– Gdy po aresztowaniu i skazaniu na długoletnie więzienie z godnością i odwagą przeciwstawiałeś się władzom więziennym, za co byłeś wielokrotnie katowany, byłeś dla wielu z nas idolem (i to pomimo tego, że byłeś znacznie młodszy od nas). Podziwiała Ciebie wtedy cała Wolna Polska!

I mogłeś tym wszystkim pozostać na zawsze! Co więcej, mogłeś wejść do historii jako jeden z najbardziej godnych szacunku polskich patriotów! Ale ty wybrałeś zupełnie inną drogę!

Ze skromnego kierowcy, jakim niegdyś byłeś, przeistoczyłeś się w aroganckiego wielkiego biznesmena, mającego za nic ludzi, w tym Twoich dawnych kolegów! Z oddanego działacza związkowego przeistoczyłeś się w kumpla postkomunistów, byłych funkcjonariuszy komunistycznych służb specjalnych, a przy tym w obrońcę aferzystów i różnego rodzaju ciemnych typków!

Do dziś nie wiadomo gdzie trafiła większa część kwoty z owych słynnych 80 milionów! Wiemy za to, bo sam o tym mówiłeś, że pieniądze na twoją wielką firmę transportową pożyczyłeś od Zygmunta Solarza – byłego tajnego współpracownika komunistycznych służb specjalnych!

Po roku 1989, zamiast walczyć o sprawiedliwą, w pełni wolną i suwerenną Polskę, nieustannie znieważasz i ośmieszasz tych, którzy to czynią, powołując się przy tym (wzorem Adama Michnika) na swoją więzienną przeszłość (rzeczywiście godną szacunku). Ale przecież nie tylko Ty siedziałeś w więzieniu! Nie tylko Ty byłeś bity i szykanowany! Przecież bardzo wielu mniej znanych działaczy podziemia okresu stanu wojennego doznawało wtedy podobnych szykan, a dziś często żyje w biedzie! A przecież to co znosiłeś w więzieniu jest niczym z tymi mękami, jakie musieli znosić choćby Żołnierze Wyklęci, zanim komunistyczni kaci skrócili je strzałem w tył głowy! A żyjąca do dziś garstka Żołnierzy Wyklętych, którym ostatecznie zamieniono karę śmierci na długoletnie więzienie, nie chełpi się ani swoimi czynami, ani tym, co wycierpieli, uważając, że spełniali jedynie swoją powinność wobec Ojczyzny!

Jednakże najbardziej podłym spośród Twoich czynów po roku 1989 było włączenie się w haniebną akcję tzw. Obywateli RP uniemożliwienia uczestnikom miesięcznic smoleńskich przemarsz w modlitewnym pochodzie pod Pałac Prezydencki. Stając (czy raczej siadając) razem z byłymi SB-kami, prowokatorami i tzw. pożytecznymi idiotami na ulicy, celem zatrzymania przemarszu pochodu, udowodniłeś że nie tylko obce Ci są wszelkie ludzkie odruchy, ale także, że kłamstwo smoleńskie jest Ci znacznie bliższe od prawdy, o tym co się tam naprawdę wydarzyło! Zapewnie czujesz wielką dumę z tego, że po ujawnieniu bestialstwa Rosjan (czy raczej post-sowietów), którzy pastwili się na zwłokami Prezydenta RP, polskich generałów, parlamentarzystów i pozostałych uczestników tragicznego lotu do Smoleńska, udowodniłeś, że nie różnisz się niczym od nich!

Po tym wszystkim, co czynisz po roku 1989 możemy tylko Tobą pogardzać!

W imieniu członków Stowarzyszenia Osób Represjonowanych
w Okresie Stanu Wojennego Województwa Podkarpackiego
Prezes SOR – Józef Konkel

Telewizja Republika
fot. youtube

JB  LOGO-11a

Więźniowie modlili się, aby nie trafić w ich ręce, tylko w łapy UB

Co łączy Kiszczaka, Michnika, Jaruzelskiego i Cimoszewicza? O najpilniej strzeżonej tajemnicy PRL

Spośród wszystkich instytucji oraz jawnych i tajnych służb komunistycznych w Polsce po 1944 r. najbardziej tajemniczą i najmniej znaną do dziś pozostaje Główny Zarząd Informacji, zwany potocznie Informacją Wojskową. O ile doskonale wiemy, jak zbrodnicza i okrutna była bezpieka “cywilna”, o tyle bezpieka “wojskowa”, czyli IW, pozostaje w cieniu. Powstanie IPN niewiele zmieniło w tym zakresie – nie ma całościowych badań tej instytucji, brak jest poważnych, analitycznych opracowań i monografii. Trudno to sensownie wytłumaczyć, skoro jest przecież zapotrzebowanie społeczne na zbadanie skrywanych zakamarków Polski Ludowej, a badanie wszystkich zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu jest naszym obowiązkiem.

Początek IW można liczyć od powołania zalążków tej służby w Wojsku Polskim, tworzonym w Związku Sowieckim na polecenie Stalina, pod komendą ppłk./gen. Zygmunta Berlinga. Został on 31 lipca 1939 r. usunięty z WP w związku z głośną sprawą obyczajową, w wojnie obronnej udziału nie brał. Aresztowany przez Sowietów, szybko przeszedł na stronę wroga, podczas gdy jego koledzy trafili do Katynia i innych miejsc okrutnej kaźni. Po utworzeniu Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS został powołany do służby, ale po ich ewakuacji do Iranu pozostał w sowieckiej ojczyźnie. Za dezercję był skazany na degradację do stopnia szeregowca i na karę śmierci za zdradę. Dopiero Sowieci w 1943 r. awansowali go do stopnia pułkownika, następnie generała “WP”.

Informacja Sowiecka

Pierwszy rozkaz organizacyjny dotyczący Informacji wyszedł 14 maja 1943 roku. O ile późniejsza bezpieka była swoistym “państwem w państwie” (podlegała bowiem władzom partii komunistycznej), o tyle organa Informacji od początku były obcym ciałem, gdyż zwierzchnictwo nad nimi sprawowali ich sowieccy przełożeni. Była to więc służba całkowicie sowiecka i odgórnie obsadzona przez obywateli sowieckich. [pullquote]Do 1945 r. wszelkie rozkazy i pisma sporządzano w języku rosyjskim, dla ułatwienia pracy, aby nie było potrzeby wykonywania polskich tłumaczeń. Na jej czele stał oficer sowiecki płk Piotr Kożuszko.[/pullquote]

Pierwszym dokumentem normatywnym IW był prawdopodobnie “Regulamin o Zarządzie Informacji przy Naczelnym Dowódcy Wojska Polskiego i jego organach” z 30 września 1944 roku. Został zatwierdzony przez gen. Michała Rolę-Żymierskiego. Jest to dokument w całości napisany po rosyjsku (“ściśle tajny”) i Żymierski też podpisał go alfabetem rosyjskim. Wszyscy podejrzani i aresztowani pod zarzutem prowadzenia “wrogiej działalności” przeciwko ZSRS mieli być natychmiast przekazywani kontrwywiadowi sowieckiemu “Smiersz”. A była to kategoria bardzo niejasna, ponieważ praktycznie każdego można było podciągnąć pod taką działalność.


Michał Rola-Żymierski w mundurze Marszałka Polski

Wszechobecna i wszechwładna

Wraz z postępującą rozbudową “ludowego” WP bardzo szybko rozrastała się Informacja, która z założenia miała być służbą kontrwywiadowczą w wojsku. Jako taka powinna być całkowicie apolityczna, ale nałożono na nią szereg zadań związanych z realizacją ideologii “walki klas” oraz rozbudowano ją nie tylko w jednostkach wojskowych, ale także w Korpusie Bezpieczeństwa Publicznego (KBW) i Wojskach Ochrony Pogranicza (WOP). Przez szereg lat istniał nawet tzw. Wydział Wojskowy przy Głównym Urzędzie Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli mówiąc wprost – przy komunistycznej cenzurze.

[quote]Informacja Wojskowa mogła dosłownie wszystko – każdy jej funkcjonariusz mógł dokonywać rewizji, zatrzymania i aresztowania dowolnej osoby. Mógł interesować się życiem osobistym każdego obywatela, jego powiązaniami rodzinnymi i towarzyskimi, życiem prywatnym i zawodowym. Miał prawo werbowania w prawie nieograniczonym zakresie agentury i współpracowników. Co ciekawe, agentem mógł zostać nawet oficer w stopniu generała, choć taki werbunek musiał zatwierdzić minister obrony narodowej.[/quote]

Istniał specjalny wykaz kategorii “osób podejrzanych”, który był stale rozszerzany, przez co zainteresowania organów Informacji obejmowały coraz większy krąg obywateli. Tylko część tych uprawnień była określona przez przepisy regulaminowe – większość wynikała z ich całkowitej bezkarności i faktycznej odpowiedzialności wyłącznie przed sowieckimi zwierzchnikami. I choć formalnie w kręgu zainteresowania powinni być tylko wojskowi wszystkich rodzajów broni, to przez rozpracowywanie ich rodzin, krewnych i znajomych wojskowa bezpieka mogła represjonować dosłownie wszystkich. Miała zresztą przeznaczony własny aparat śledczy i operacyjny oraz własne areszty i więzienia.

Była więc jeszcze jednym narzędziem represji komunistycznego państwa. Jej nazwa budziła taką grozę, że stalinowscy więźniowie wspominają, jak modlili się po ich aresztowaniu przez IW, aby zostali przekazani w łapy UB, uważając, że tak będzie dla nich lepiej!

“Spolszczenie”, czyli odruszczenie

Doktor Zbigniew Palski, znakomity badacz dziejów tej instytucji, napisał:

W latach 1943-1944, 100% stanowisk w Informacji obsadzonych było przez oficerów radzieckich. Pierwsza grupa Polaków napłynęła w połowie 1944 r. – było ich najprawdopodobniej 17, objęli jednak stanowiska tłumaczy i protokolantów”.


Anatol Fejgin

Od tego czasu następuje dalszy napływ oficerów LWP do Informacji Wojskowej (której formalne nazwy, struktura organizacyjna i podporządkowanie służbowe zmieniały się aż do 1957 r., czyli do jej formalnego przekształcenia w Wojskową Służbę Wewnętrzną (WSW)). Oficerowie sowieccy powoli odchodzą, zwalniając miejsce dla oficerów “polskich”, co jest pojęciem bardzo względnym z uwagi na ich pochodzenie. Na przykład w sierpniu 1945 r. na stanowiska zastępców szefa Głównego Zarządu Informacji powołani zostali oficerowie “polscy”: płk Anatol (Natan) Fejgin i płk Eugeniusz Zadrzyński (obaj pochodzenia żydowskiego). W grudniu 1945 r. płk Piotr Kożuszko został odwołany do Związku Sowieckiego, a na jego miejsce przyszedł płk Jan Rutkowski (przedwojenny komunista pochodzenia żydowskiego). Także jego następca, płk Stefan Kuhl, był pochodzenia żydowskiego, jak również szefowie czterech z pięciu wydziałów (oddziałów). I tak: Wydziałem I kierował płk Aleksander Kokoszyn, Wydziałem II – płk Ignacy Krzemień, Wydziałem III – płk Jerzy Fonkowicz, Wydziałem IV – płk Władysław Kochan, i Wydziałem V – ppłk Wincenty Klupiński. Z wyżej wymienionych tylko płk Kochan był pochodzenia polskiego. Czyli spolszczenie polegało wyłącznie na formalnym odruszczeniu.

[pullquote]Ciekawe są ustalenia dr. Z. Palskiego odnośnie do narodowości kadry kierowniczej organów Informacji w latach 1945-1956: “Przeanalizujmy jeszcze odsetek oficerów polskich narodowości żydowskiej zajmujących kierownicze stanowiska w organach. Wymienione wcześniej zasadnicze stanowiska kierownicze zajmowało w latach 1945-1956 30 oficerów polskich narodowości żydowskiej (16,9%). Stanowiska wyłącznie szefowskie (łącznie z zastępcami szefów GZI) zajmowało 17 oficerów tej narodowości (18,7%). Stanowiska kierownicze w GZI (z zastępcami włącznie) zajmowało 16 oficerów polskich narodowości żydowskiej (20,8%), zaś bez zastępców (lecz z zastępcami szefów GZI) 9 oficerów tej narodowości (22,5%)”. Nietrudno zauważyć, że ten odsetek wyraźnie rósł w miarę badania coraz wyższych szczebli dowódczych tej służby. W dodatku w tych statystykach nie jest uwzględniana narodowość oficerów sowieckich, a przecież nie byli to wyłącznie Rosjanie.[/pullquote]

“Nie matura, lecz chęć szczera”

Z uwagi na uwarunkowania ideologiczne kadra kierownicza organów Informacji nie musiała charakteryzować się specjalistycznym przygotowaniem zawodowym do tego rodzaju pracy, jaką był kontrwywiad, specjalnymi predyspozycjami umysłowymi czy statusem wykształcenia. Liczył się przede wszystkim staż w ruchu komunistycznym, całkowita lojalność wobec przełożonych i bezwzględność wobec “wrogów klasowych”. Z tej racji najcięższe zbrodnie mogły być bezkarnie popełniane przez funkcjonariuszy Informacji, ponieważ to oni stanowili rdzeń “ludowej władzy” i cieszyli się ogromnym zaufaniem ze strony swych sowieckich przełożonych. Ale przedwojennych kadr było za mało w stosunku do potrzeb, zresztą nie tylko do obsadzania etatów w Informacji. W związku z tym już od 1945 r. trwało szkolenie (początkowo bardzo pobieżne, później bardziej rozbudowane) na potrzeby tej służby. Latem 1945 r. powołano więc Szkołę Oficerów Informacyjnych (OSInf.) dla wychowania kadr niezbędnych do obsady wszystkich etatów, a tych było coraz więcej. Rekrutowano do niej przede wszystkim słuchaczy Oficerskiej Szkoły Polityczno-Wychowawczej, ściśle wyselekcjonowanych nie tyle pod kątem inteligencji i wyników w nauce, ile czystości klasowej i oddania władzy ludowej. Oficerowie Informacji musieli być bowiem przede wszystkim lojalni i całkowicie posłuszni. Nie byli od samodzielnego myślenia, mieli tylko fanatycznie wykonywać zadania nałożone na nich przez przełożonych. Jednocześnie wyrabiano w nich poczucie bezkarności i ogromnej władzy, jaką ich obdarzyła partia komunistyczna.

Ilość i “jakość”

Jeden z absolwentów OSInf., kpt. Mierosławski, przesłuchiwany w 1957 r. na fali ówczesnej “odwilży”, zeznał: “Mówiono zawsze, że informacja to zbrojne ramię partii i nikomu nie podlega. Podkreślano, że nie podlega Ministrowi Obrony Narodowej”. Komendantami i wykładowcami tejże szkoły byli oficerowie sowieckiego kontrwywiadu Smiersz, którzy też wszczepiali swoim uczniom zasadę, że bicie podejrzanych jest jedną z głównych metod uzyskiwania wartościowych zeznań. Zastępca szefa GZI płk Anatol (Natan) Fejgin mawiał wprost, że “d… nie szklanka”, i nakazywał tak postępować z osobami przesłuchiwanymi, zarówno mężczyznami, jak i kobietami, które były dodatkowo upokarzane przez rozbieranie od naga i bicie przez kilku oficerów naraz.

IW jest jednak mniej znana niż bezpieka “cywilna”, gdyż była od niej znaczniej mniej liczna, a więc i nie tak widoczna. W listopadzie 1945 r. były to 1244 etaty, w 1947 r. już 2371 etatów, w roku 1952 – 3272, w 1953 r. – 4130. Do tego oczywiście dochodziła “obsługa”, czyli plutony ochrony, pracownicy kontraktowi itp.

[quote]Była to więc służba wprawdzie kilkakrotnie mniejsza niż aparat MBP, ale też zapisała się w pamięci jej więźniów jako wyjątkowo okrutna i bezwzględna. Nic dziwnego, skoro wykształceniem poniżej średniego legitymowało się około 90 procent funkcjonariuszy! Tak było w zasadzie do końca formalnego istnienia IW.[/quote]

Nie przeszkadzało to jednak osobom jakże często ograniczonym umysłowo zajmować wysokich stanowisk i bardzo szybko awansować w hierarchii. Dla przykładu: Władysław Kochan, w 1945 r. zaledwie chorąży, w 1947 r. był już podpułkownikiem; Ignacy Krzemień (Ignacy Berger-Ruderman) w 1944 r. kapitan (stopień prawdopodobnie z wojny domowej w Hiszpanii, gdzie był komisarzem politycznym batalionu w “XIII Brygadzie Międzynarodowej”), w 1945 r. został pułkownikiem; Stefan Kuhl, w 1944 r. zaledwie chorąży, w 1946 r. już pułkownik; Naum Lewandowski, w 1945 r. kapitan Armii Czerwonej, dwa lata później już pułkownik; Mieczysław Notkowski (Mojżesz Kipersztein), w 1944 r. chorąży, w 1945 r., w 1950 r. już major; Stefan Sarnowski (Stefan Zylbersztejn), w 1945 r. chorąży Armii Czerwonej, w 1948 r. major; Jerzy Szerszeń, podporucznik Armii Czerwonej w 1945 r., w 1948 r. już podpułkownik. Były to kariery niezwykłe i niczym – poza oczywiście zasługami dla Smiersza i IW – nieuzasadnione.

Czesław Kiszczak: “Na kafelki!”

Warto kilka słów poświęcić także na to, co jest istotą osławienia Informacji Wojskowej, a co pozostaje w głębokim cieniu zbrodni popełnionych przez UB. Archiwa IW były najpilniej strzeżoną tajemnicą w Polsce Ludowej oraz – co jest niezrozumiałe – także po 1989 roku. Ogromną ich część, bo prawie 90 procent, zdążyli zniszczyć wychowankowie i zaufani funkcjonariusze gen. Czesława Kiszczaka. Ostatni szef Wojskowej Służby Wewnętrznej (taką nazwę przybrała w 1957 r. IW) gen. Edmund Buła zdołał jednak wszystko zmikrofilmować i osobiście przekazać do… Moskwy, władzom sowieckiego wywiadu GRU. Za ten czyn został skazany na niewysoki wyrok (oczywiście w zawieszeniu). Na skutek tego dawni funkcjonariusze oraz ich rozległa agentura mogą spać spokojnie, cieszą się przywilejami rodem z PRL, wysokimi stopniami wojskowymi, odznaczeniami, ogromnymi emeryturami.

Trzeba zatem przypomnieć, że uchwałą sejmową z 1994 r. Informacja Wojskowa została potępiona jako formacja zbrodnicza. Dlaczego? Może kilka małych przykładów nieco otworzy nam oczy.

[quote]Jedna z kobiet, przesłuchiwana w tzw. sprawie zamojsko-lubelskiej, zeznawała w 1956 r.: “(…) pamiętam, że w jednym pokoju było kilku oficerów, którzy kazali mi się rozebrać do naga (…). Jeden oficer pytał mnie, a gdy ja nie mogłam udzielić takiej odpowiedzi, jakich żądano, drugi oficer kazał mi wyciągnąć przed siebie ręce i bił mnie po rękach jakąś linią czy listwą. Następnie ktoś zakneblował mi usta żakietem czy swetrem i gdy leżałam na krześle, twarzą do krzesła, inni oficerowie w niesamowity okrutny sposób bili mnie po całym ciele jakąś deską czy szczapą drewnianą (…). Po tym biciu byłam również kopana po ciele, a oficerowie szturchali mnie w obite miejsca i ironicznie pytali, czy boli. Proceder bicia mnie w ten sposób, nagiej i wyszydzanej oraz oglądanej, powtarzał się kilkakrotnie”. Poddawano ją też innym wymyślnym torturom, a gdy chciała pić, dawano jej spluwaczkę, żeby napiła się “wody”. Nic dziwnego, że po takim śledztwie trafiła do szpitala psychiatrycznego.[/quote]

W liście do redakcji “Naszej Polski” z 27 marca 2001 r. (po znanym wywiadzie gen. Kiszczaka dla “Gazety Wyborczej” z 6 marca 2001 r.) pani M. Wojciechowska napisała:

[quote]“Porucznika Czesława Kiszczaka ‘poznałam’ na początku 1948 r. Jak się sam przedstawił: ‘czy wiesz, w czyich rękach się znajdujesz, w rękach kontrwywiadu!’ Znajdowałam się wówczas w podziemiach Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego złapana na nielegalnym przekroczeniu granicy polsko-niemieckiej, posądzona o szpiegostwo. W czasie przesłuchań (było to chyba III p.) przychodzili wyżsi oficerowie rosyjscy i pytali: ‘czy już mówi?’. Ponieważ nic nie mówiłam, po całodziennym przesłuchaniu (konwejer) por. Cz. Kiszczak wysłał mnie na noc do karceru, bez okien, pryczy, napełnionego powyżej kostek wodą. W Głównym Zarządzie Informacji Wojska Polskiego stosowano straszne metody śledcze, bicie, kopanie, a byli tam Białorusini, Rosjanie i Żydzi (…). Po przejrzeniu teczek przesłuchiwanych, żywych i straconych, znalazłoby się wiele protokołów przesłuchań z podpisem por. Cz. Kiszczaka”.[/quote]

Zapewne niewiele uda się już znaleźć w związku z dokonanymi zniszczeniami z okresu tzw. transformacji ustrojowej. Ale to nie znaczy, że nic już nie ma.

W 1952 r. Zbigniew Kucharski, wówczas ppor. piechoty w 18. DP w Ełku, chciał wziąć potajemnie ślub kościelny (oficjalnej zgody przełożonych przecież by nie dostał). Ktoś go zauważył, jak wchodził na plebanię, ktoś doniósł i zaczął się jego wieloletni dramat. Został aresztowany przez UB, następnie przekazano go Informacji Wojskowej. Tak to wspominał:

Na drugi dzień przyjechał po mnie kapitan Czesław Kiszczak, szef Wydziału Informacji w Ełku (…). Kiszczak powiedział dwa słowa: na kafelki. (…) przez ponad dwa miesiące mnie przesłuchiwali (…). Jedzenie w aluminiowej misce kładli mi na ziemię, żeby mnie upodlić i porównać do psa. Nie widziałem światła dziennego ponad dwa miesiące”.

Z. Kucharski jako “wróg klasowy” został skazany na sześć lat więzienia. Sprawiedliwości nigdy nie doczekał, choć zmarł w 1993 roku. W 1996 r. prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej poinformował wdowę po nim, że nie dopatrzył się “elementów niesłusznej represji politycznej w stosunku do oskarżonego” i w związku z tym “dalsza korespondencja w przedmiotowej sprawie (…) pozostanie bez odpowiedzi”. I pozostała. Czy to tylko głęboka niewiedza aparatu nowego (?) wymiaru sprawiedliwości wojskowej po 1989 roku? Tego nie wiemy… Wiemy natomiast, że redaktor naczelny “Gazety Wyborczej” uznał Kiszczaka za “człowieka honoru”, co oburzyło nawet wierne kręgi czytelników jego gazety. Podobnie jak (nie)zrozumiałe fetowanie gen. Wojciecha Jaruzelskiego.


25-letni major Wojciech Jaruzelski (1948)

“Wolski”, “Kazimierczak” i inni

Może pewnym przyczynkiem do zrozumienia takich fenomenów będzie sprawa agentury Informacji Wojskowej, która nie była tak liczna jak agentura bezpieki, ale gatunkowo, owszem, jest o czym mówić. Całkiem niedawno ujawniono przecież, że bardzo cennym agentem Informacji był… Wojciech Jaruzelski, i to już od 1946 r., a więc praktycznie od początku swej oszałamiającej kariery w komunistycznym wojsku. Miał po prostu dwie twarze – na zewnątrz oficer liniowy, później oficer polityczny, a tak naprawdę – agent IW, który działał pod pseudonimem “Wolski” i był bardzo wysoko (zapewne niebezpodstawnie) oceniany przez swych oficerów prowadzących. Według niepotwierdzonych pogłosek (na podstawie szczątkowej dokumentacji enerdowskiej Stasi) jednym z nich miał być późniejszy… gen. Kiszczak, co też może w jakiś sposób tłumaczyć jego karierę przy Jaruzelskim.

W pewnym sensie trudno się dziwić Jaruzelskiemu, że wybrał taką drogę. W okresie stalinowskim aż jedna piąta korpusu oficerskiego “ludowego” Wojska Polskiego została zwerbowana przez organa IW, w tym bardzo wielu wyższych oficerów! Ówczesny por. Jaruzelski w 1946 r. nie był zatem osamotniony…

Jednym z cennych agentów IW w sądownictwie stalinowskim był sędzia Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie (z racji swej dyspozycyjności i innych zasług był oddelegowany do Najwyższego Sądu Wojskowego) kpt. Stefan Michnik. W 1949 r. zgłosił się ochotniczo do służby wojskowej, pisząc w podaniu:

[quote]Będąc członkiem PZPR i ZMP, pracą swą w Odrodzonym Wojsku Polskim pragnę przyczynić się do zbudowania socjalizmu w Polsce. (…) Podczas mego pobytu w ZSRR, widząc, jak naród radziecki walczy o swą niepodległość, doszedłem do przekonania, że tylko taki ustrój jest zdolny do walki o życie, o lepsze jutro. Pragnę też, aby w Polsce zapanował taki ustrój”.[/quote]

Miał bardzo dobre referencje – jego rodzice działali w II RP w zdelegalizowanej, terrorystyczno-agenturalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (KPZU), która nie uznawała suwerenności i niepodległości Polski.

W 1950 r. doszło do zwerbowania Stefana Michnika przez IW. Oficer, który dokonał werbunku, zaznaczył w jego charakterystyce:

[quote]Wyglądem swoim, jak i zachowaniem podchorąży M[ichnik] w ogóle nie daje po sobie poznać semickiego pochodzenia, tak że fakt ten w żadnym razie nie będzie wpływał ujemnie na pracę agenturalną”.[/quote]

Pod pseudonimem “Kazimierczak” S. Michnik został rezydentem, któremu podlegało kilku agentów.

Dezinformacje o Informacji

Dziś obrońcy “etosu” Informacji Wojskowej (i jej następczyni – Wojskowej Służby Wewnętrznej) to bardzo zwarte i ściśle powiązane ze sobą środowisko. To także kręgi rodzinne i towarzyskie, co widać chociażby przy jakichkolwiek próbach dokonania bardzo spóźnionych, ale jakże koniecznych rozliczeń. I widać po kolejnych głosowaniach w parlamencie, kto jest za, a kto zdecydowanie przeciw. Szkoda tylko, że wyborcy nie zdają sobie z tego sprawy i nie widzą swych kandydatów inaczej, niż ci się sami prezentują. I nie jest to tylko wymowne milczenie, co jeszcze byłoby zrozumiałe. Dochodzi również do publicznych deklaracji, w których dzieci bardzo ciepło i całkowicie bezkrytycznie wyrażają się o takich rodzicach, a niektóre gazety usłużnie użyczają im swych łamów.

Na przykład Włodzimierz Cimoszewicz, po 1989 r. gwiazda “nowej” formacji, czyli po prostu środowiska post(?)komunistycznego, którego ojciec, płk Marian Cimoszewicz, był m.in. szefem Informacji Wojskowej w Wojskowej Akademii Technicznej, wypowiedział się w “Gazecie Wyborczej”: “Mój ojciec był oficerem Informacji Wojskowej, ale ja wierzę, że był w porządku. Wyciąganie takich spraw to jest ten rodzaj draństwa, którego nie cierpię najbardziej” (“GW” z 6 lutego 1996 r.).

A więc mamy “wyprać” przeszłość, bo synowi to nie w smak?

[quote]W “Rzeczpospolitej” (z 4-5 czerwca 2005 r.) zrobił ze swego ojca… ofiarę medialnych publikacji: “Moja rodzina płaciła bardzo dużą cenę za to, że byłem w polityce. Ośmielam się stwierdzić, że mój ojciec umarł wcześniej z powodu brutalnych ataków na niego i na mnie”. Było to w okresie, gdy W. Cimoszewicz kandydował (początkowo ze sporymi szansami) na stanowisko prezydenta RP, czyli na najwyższy urząd w Polsce![/quote]

Oficerowie Informacji Wojskowej, oprócz ścigania (i zabijania) “wrogów klasowych”, organizowali również akcję rozpracowywania, skłócania i kompromitowania polskiej emigracji niepodległościowej w Londynie. Jednym z oficerów IW, którzy w Londynie po wojnie “filtrowali” osoby zamierzające powrócić do Polski, był znany nam już… Cz. Kiszczak (zatrudniony w ambasadzie Polski Ludowej na etacie… woźnego). Później tłumaczył się, że służył emigracji wyłącznie pomocą. Z odnalezionych ostatnio raportów wynika jednak, że w 1950 r. podpisał dokument, w którym oskarżał 220 polskich oficerów z emigracji o terroryzm i szpiegostwo! To tak miała wyglądać jego pomoc?

Dzisiejsze łgarstwa oficerów Informacji nie mają granic, a byli funkcjonariusze nie mają nawet krzty wstydu. Słyszałem kiedyś publiczne wyjaśnienia jednego z nich (bodajże w randze podpułkownika), że Informacja Wojskowa służyła wyłącznie do… informowania żołnierzy. Pewnie stał taki w jednostce z doczepioną dwukierunkową tablicą: “tu kantyna”, “tu latryna”…

Ideologiczni propagandziści i pospolici złodzieje

Informacja Wojskowa organizowała również własne akcje propagandowe w celu zohydzenia dorobku Polskiego Państwa Podziemnego, etosu Powstania Warszawskiego, gloryfikacji GL i AL. Warto zajrzeć na przykład do broszury wydanej w maju 1948 r. pt. “Obóz reakcji polskiej w latach 1939-45″ (Warszawa – Główny Zarząd Informacji WP, VII Oddział, sygnowana jako: “Tajne!”, a kolejne egzemplarze były numerowane). Zredagowali ją m.in. Luna Brystygier, Juliusz Burgin, Stefan Jędrychowski, Wincenty Rzymowski, Chaim Heller, Seweryn Żurawicki (późniejszy profesor Uniwersytetu Warszawskiego, który “uczył” mnie… historii myśli ekonomicznej). Był to materiał szkoleniowy do akcji propagandowych prowadzonych głównie w wojsku.

[pullquote]Jeszcze jedno oblicze IW trzeba tu zaznaczyć – tak jak i inne służby tajne Polski Ludowej, IW gromadziła podczas akcji pacyfikacyjnych, przeszukań, rewizji czy pospolitych napadów tzw. fundusz operacyjny, który rozliczany był tylko częściowo. Z jego zasobów oficerowie czerpali bardzo obficie korzyści materialne, które były istotnym “dodatkiem” do oficjalnej pensji. Bez skrupułów przywłaszczano sobie również depozyty osób zatrzymanych i aresztowanych: zegarki, pieniądze (złotówki i dewizy), złoto, wieczne pióra i w ogóle wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość.[/pullquote]

Funkcjonariusze IW nigdy nie zostali rozliczeni za swe zbrodnie. Wprawdzie w grudniu 1956 r. powołano nawet w tym celu specjalną komisję (tzw. Komisja Mazura). W raporcie wymieniono zaledwie 43 funkcjonariuszy GZI (w ogóle nie analizowano spraw ogniw terenowych), w stosunku do niektórych zalecono wszczęcie postępowań karnych. Aresztowano tylko dziesięciu, ale jeden z nich, płk Stefan Kuhl, już po godzinie został zwolniony. Wyroki otrzymali zaledwie dwaj: płk Władysław Kochan i ppłk Mieczysław Notkowski – wyłącznie “za nadużycie władzy”. Pierwszy z nich spędził w więzieniu zaledwie dwa miesiące, drugi “aż” dziewięć. Nie było degradacji i pozbawiania stopni wojskowych na szerszą skalę itp. Na tym zakończyła się “odnowa” IW, sprowadzona praktycznie do zmiany jej nazwy na WSW. Wszelkiej odpowiedzialności uniknęli funcjonariusze, którzy wyjechali do Związku Sowieckiego lub Izraela. Raport zaś nie został nawet opublikowany.

Powroty po latach: awanse i medale

O najbardziej “pokrzywdzonych”, czyli wyrzuconych ze służby, zdegradowanych itp., ich kolesie zadbali po latach, przywracając niektórych do służby wojskowej, awansując ich i odznaczając. Tak było m.in. z mjr. Józefem Kulakiem (współwinnym śmierci ppłk. Lucjana Załęskiego, szefa sztabu 3. DP w Lublinie), który 12 października 1983 r. został awansowany do stopnia podpułkownika; ppłk Eugeniusz Niedzielin (też podejrzany o morderstwo) dostał w rezerwie awans do stopnia pułkownika; ppłk Edmund Czekała (podejrzany o morderstwo) – awansowany do stopnia pułkownika 17 września 1982 r.; mjr Jan Wojda (podejrzany o morderstwo) powołany ponownie do służby wojskowej i awansowany; kpt. Benedykta Knapiuka awansowano w rezerwie do stopnia majora 30 września 1981 r.; mjr Edward Grzelak (za przestępstwa wyrzucony z IW już w 1953 r. i zdegradowany do stopnia szeregowca) 17 września 1982 r. – w haniebną rocznicę najazdu sowieckiego na Polskę – został awansowany w rezerwie do stopnia podpułkownika; kpt. Tadeusz Jurczak otrzymał awans do stopnia majora 30 września 1981 r.; mjr Jerzy Wenelczyk został awansowany do stopnia podpułkownika 27 września 1980 r., a 1 lutego 1981 r. powrócił do służby wojskowej (w WSW).

Ponadto wielu z nich zostało odznaczonych w PRL orderami i krzyżami, umieszczano ich w newralgicznych miejscach w dyplomacji, gospodarce, nauce, mediach. Przecież byli towarzyszami najbardziej zaufanymi. No i czekały ich oczywiście tłuste emerytury, bo przecież przyzwyczaili się do łatwego życia kosztem “klasy robotniczej”.

Kto o tym decydował, kto jest za to odpowiedzialny? Przecież wszystkie nici w swych rękach trzymali Jaruzelski i Kiszczak, “ludzie honoru”. Dziś [artykuł ukazał się w 2008 roku] owi “sympatyczni staruszkowie” migają się, jak mogą, chcąc uniknąć jakiejkowiek odpowiedzialności, a mowa o odebraniu im i ich podowładnym przywilejów materialnych powoduje, że natychmiast pojawiają się kampanie medialne w ich obronie, mędzenie o “odpowiedzialności zbiorowej”, “żądzy odwetu” i “zoologicznym antykomunizmie”. Ale jeśli coś było zoologiczne, to przede wszytkim postępowanie tych ludzi, pozbawione jakichkolwiek ludzkich odruchów. Dziś kłamią, zacierają za sobą ślady i biorą nas na litość. Czy wezmą? To tylko od nas zależy. Nie jesteśmy bowiem całkiem bezbronni – jeśli określone tytuły prasowe, stacje telewizyjne i radiowe kłamią w ich obronie, jeśli robią to określeni politycy i “autorytety moralne”, możemy z nich po prostu zrezygnować. Będzie to mieć dwojakie skutki – po pierwsze, nie będą tego robić za nasze pieniądze, po drugie zaś – przestaną zatruwać nasze umysły. Coś przecież należy się od nas ofiarom Informacji Wojskowej, dziś zapomnianym i jakże często bezimiennym.

Leszek Żebrowski, Nasz Dziennik, Sobota-Niedziela, 8-9 listopada 2008, Nr 262 (3279)
niezlomni.com, graf. wojciechromerowicz.salon24.pl

JB  LOGO-11a

Mój mąż jest szykanowany całe życie

Walczy o sprawiedliwość, przez co ciągle trafia do więzienia

Całe nasze życie, nie tylko jako nastolatków, dorosłych ale również osób starszych, jesteśmy szykanowani – mówiła Beata Słomka na antenie Telewizji Republika.

Gościem Ewy Stankiewicz w dzisiejszym programie „Otwartym tekstem” była żona bohatera solidarności, który nieustannie siedzi w więzieniu. Zarówno za komuny, jak i teraz, ponieważ wiele się zmienia, ale nie mściwość kasty sędziowskiej, która prześladuje Adama Słomkę uporczywym więzieniem.

Kilka godzin przed nagraniem rozmowy, Adam Słomka wyszedł z więzienia, w którym spędził 5 dni. Sędzia katowickiego sądu rejonowego – podczas rozprawy o likwidację radzieckiego pomnika – nałożył na działacza solidarności karę porządkową tytułem złego zachowania. Kara jednak nie została zapłacona i Słomka trafił do aresztu.

JESTEŚMY SZYKANOWANI CAŁE ŻYCIE

Całe nasze życie, nie tylko jako nastolatków, dorosłych ale również osób starszych, jesteśmy szykanowani. Pierwszy raz zamknięty był jako osoba niepełnoletnia – na mocy dekretu o stanie wojennym zasądzono mu półtoraroczną karę więzienia. To było dość dotkliwe, wyszedł wcześniej, ale kosztowało go to wiele nerwów.

Warto podkreślić, że pierwszy, katowicki areszt Adama Słomki jest tym samym, z którego wyszedł kilka godzin przed nagraniem rozmowy. Mam nadzieję, że jest to koło, które wreszcie się zamknęło. Pierwszy i ostatni areszt Adama Słomki w katowickim więzieniu na ul. Mikołowskiej.

KASTA SĘDZIOWSKA WCIĄŻ TA SAMA

Ja przeżyłam bardzo wiele rozpraw i wiem, że ta kasta sędziowska się nie zmieniła. Większość ludzi, która orzekała w czasach PRL-u i skazywała działaczy solidarności, nadal w sądach funkcjonuje. Są również ich wychowankowie, którzy mają specyficzne zachowanie, podobne sposoby funckjonowania czy też tok rozumowania.

Usuwanie z sali za chęć nagrywania? Sędziowie boją się jawności i publikowania spraw. Mimo tego, iż Ci, którzy są sądzeni, nie mają nic przeciwko nagrywaniu. To nie jest normalne, ponieważ sędziwie widocznie mają coś do ukrycia i stą wiele rozpraw niejawnych.

To samo jest z Adamem Słomką, który – oprócz tego, że walczy o jawność spraw – walczy również o sprawiedliwość. Tymczasem sędziowie wzywają na salę rozpraw policje i wynoszą mojego męża. Poźniej w różnych mediach jego wizerunek ukazuje się jako „osoba, która przychodzi na salę rozpraw i robi burdy”. Nikt nie wyjaśnia kim on jest, dlaczego przychodzi, co zamierza robić i jaki ma cel. To nie jest sprawiedliwe.

NIE BYŁO DNIA BEZ WIĘZIENIA

W czasach PRL-u nie było dnia, w którym Adam Słomka nie byłby zatrzymany. Spędział w areszcie czasem 24 godziny, czasem 48 godzin a czasem kilka lub kilkanaście dni. Były również wyroki na kilka lub kilkanaście miesięcy. Poniósł za swoją działalność straszliwą cenę. Po areszcie na rakowieckiej – w którym przesiedział półtoraroku – nabawił się gruźlicy i skutki tej choroby odczywa do dziś.

NIKT NIE WZIĄŁ ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA ZABÓJSTWO MATKI

Od razu po powrocie zobaczył się ze swoją matką, ale musiał wracać do szpitala, ponieważ nie wyzdrowiał. Kilka dni później jego matka została zabita przez pułkownika SB. To była tragedia, młody, 21-letni chłopak nie widział się z matką półtora roku, poźniej zobaczył się z nią dosłownie na chwilę a kiedy chciał do niej wrócić ze szpitala, ona już nie żyła.

Półkownik SB zabił ją jadąc po pijanemu samochodem. Zginęła na miejscu. Za to morderstwo nie poniósł żadnej odpowiedzialności. Zatrzymali go na chwilę w areszcie ale później – na podstawie zaświadczenia chirurga – został wypuszczony. Bronili swoich, to były takie czasy.

My musimy protestować, ponieważ sytuacja musi się zmienić. Jeśli wiemy, że w stanie wojenymm zginęło ok. 100 osób, ale są też ludzie, którzy nie wytrzymali strasznej presji i szykan. Wiele osób wyjechało, opuściło kraj. Nikt za to nie poniósł kary. To koszmar.

PROGRAM OTWARTYM TEKSTEM EWY STANKIEWICZ
W KAŻDY CZWARTEK O 21:10
NA ANTENIE TELEWIZJI REPUBLIKA

Telewizja Republika
fot. Telewizja Republika – Beata Słomka, żona Adama Słomki

JB  LOGO-11a

Wizyta Trumpa otworzy nowy etap w historii

„Te same wartości przyświecają nowym rządom w USA i Polsce”.

autor: PAP/Grzegorz Michałowski

Obecność prezydenta Donalda Trumpa w Polsce musi raz na zawsze przekreślić doświadczenie okupacji i zniewolenia sowieckiego (…) oraz otworzyć etap współdziałania państw Europy Środkowej z USA tak, aby wolność, niepodległość i bezpieczeństwo zagościły wreszcie na naszych ziemiach

-– podkreślił szef MON Antoni Macierewicz w cotygodniowym felietonie „Głos Polski” na antenie Radia Maryja i TV Trwam.

Minister obrony narodowej zaznaczył, że jesteśmy w przeddzień wielkiego, historycznego wydarzenia – do Polski przyjeżdża prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.

Antoni Macierewicz zwrócił uwagę, iż między sposobem, w jaki przedstawiany jest Donald Trump i jego działania, możemy zauważyć analogię do tego, jak otoczenie liberalne i lewicowe odnosi się do środowisk katolickich, narodowych, niepodległościowych – tworzących dzisiaj rząd w Polsce.

Można powiedzieć, że te same środowiska atakują za Atlantykiem i w Stanach Zjednoczonych. Te same wartości przyświecają nowym rządom w USA i nowym rządom w Polsce. Te same kłamstwa, oszczerstwa i brutalny atak dotyka tych, którzy pragną wnieść dziś nowy powiew, nowe sytuacje, nowe rozwiązania po obu stronach Atlantyku

— wskazał polityk.

Szef resortu mówił, że wizyta prezydenta Stanów Zjednoczonych w Polsce jest również szansą na porozumienie krajów leżących między Bałtykiem, Adriatykiem, Odrą, Kaukazem i Morzem Czarnym.

To jest szansa na stworzenie porozumienia krajów, które łączy historia, ale także straszliwe doświadczenie dwóch totalitaryzmów, które chciały te kraje i narody zniszczyć, wyeliminować, czasem eksterminować. Mówimy oczywiście o totalitaryzmach sowieckim i hitlerowskim. Mówimy o państwach niemieckim i rosyjskim, które w porozumieniu między sobą zamierzały doprowadzić do stworzenia jednego, wspólnego totalitarnego imperium mającego rządzić całą Europą

— informował Antoni Macierewicz.

Minister obrony narodowej powiedział, że prezydent Trump przyjeżdża na kongres narodów państw Międzymorza i swoją obecnością podniesie tę koncepcję polityczną do rangi jednego z istotnych wydarzeń międzynarodowych.

Gość Radia Maryja i TV Trwam przypomniał również, że Sejm przyjął dziś ustawę zakazującą propagowania komunizmu poprzez utrzymywanie bądź nadawanie ulicom, placom czy pomnikom nazw, które propagują komunizm.

Tak, jak powietrze powinno być czyste, tak samo nazwy naszych miast, wygląd ulic i placów musi być pozbawiony propagowania zła, przestępstwa i przemocy, jakie w przeszłości niosła ze sobą okupacja sowiecka. Obecność prezydenta Donalda Trumpa w Polsce musi być obecnością, która raz na zawsze przekreśli doświadczenie okupacji i zniewolenia sowieckiego oraz otworzy nowy etap w historii Polski i całej Europy Środkowej – etap budowania współdziałania państw i narodów Europy Środkowej ze Stanami Zjednoczonymi tak, aby wolność, niepodległość i bezpieczeństwo zagościły wreszcie na naszych ziemiach na zawsze

— wskazał szef resortu obrony.


wpolityce.pl
fot. Grzegorz Michałowski / PAP

JB  LOGO-11a