III RP to my !

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Kto z nas, szukając pracy dla siebie lub kogoś bliskiego, nie wydzwaniał po różnych znajomych zamiast/oprócz wysyłania CV drogą oficjalną?

Kto patrząc na udrękę ukochanej osoby w zatłoczonym szpitalu, nie próbował „znaleźć dojścia”, żeby zapewnić jej lepszą opiekę? Kto słysząc, że znajomy wykręcił się od mandatu łapówką, uniósł się oburzeniem na taki przejaw korupcji?

Dlaczego tak postępujemy, zżymając się równocześnie na wszechobecne kolesiostwo, układy, przekupstwo? Wiadomo: wszyscy wokół to robią.W pojedynkę świata nie zmienimy, za to zgrywając Katona, przysporzymy sobie kłopotów.

Socjologia nazywa to „pułapką społeczną” – tłumaczy prof. Andrzej Zybertowicz Joannie Lichockiej w wydanej właśnie książce „III RP. Kulisy systemu”. Tę pułapkę stanowi „sytuacja współzależności, w której długofalowy interes zbiorowości jest sprzeczny z bieżącym interesem jednostki. […] Ludzie mogą być świadomi, że jakieś zjawisko jest niekorzystne, blokuje rozwój kraju, sprzyja przestępczości. Ale nie sposób drogą działań indywidualnych z niego wyjść”. Także dlatego, że łamiąc powszechnie przyjęte wzory zachowań, narażamy się na krytykę, drwinę, niekiedy ostracyzm. Z kolei poddając się nieakceptowanym regułom, współtworzymy system, który się na nich opiera.

Wielopiętrowy klientelizm

System III RP Zybertowicz opisuje jako „wielopiętrowy klientelizm”. Oznacza to, że na różnych obszarach i szczeblach życia społecznego decyzje podejmowane są nie z uwagi na interes zbiorowości, której dotyczą, lecz przez wzgląd na korzyści decydentów. Wokół nich powstają tzw. sieci klientelistyczne, których „istotą są zależności międzyludzkie, mające charakter nieformalny i niesymetryczny. […] Najczęściej w tych relacjach ktoś jest bardziej wpływowy, czyli jest swoistym mocodawcą/patronem i jest ktoś słabszy – to klient. Prezydent miasta, który ma wpływ na to, jaką politykę będą prowadziły spółki komunalne, może być patronem. Jego klientami będą przedsiębiorcy, którzy chcą mieć stałe zlecenia od miasta. […] Kiedy w grę wchodzą nieformalne, ukryte lub na wpół jawne, modyfikacje oficjalnych reguł gry – np. nierówny dostęp do informacji potencjalnych uczestników przetargu – oraz to, że nie wygrywa oferta najkorzystniejsza dla mieszkańców spółdzielni lub miasta, tylko dla kogoś, kto »ma dojścia«, to mamy objawy klientelizmu. Istotą jest tu obecność nienależnych korzyści: z jednej strony są to korzyści materialne, z drugiej, ktoś inny dostaje np. poparcie polityczne”.

W rezultacie za fasadą instytucji realizowane są cele sprzeczne z ich powołaniem, a te oficjalnie deklarowane stają się nieosiągalne. Stąd wrażenie niemocy, poczucie – jak to nazywa Rafał Ziemkiewicz – „pływania w kisielu”.

Efektywność zanika, a standardy postępowania dramatycznie się obniżają na wszystkich poziomach społecznej hierarchii. Na najniższym szczeblu mamy wykładowcę, który nie egzekwuje wymagań, by utrzymać na uczelni jak najwięcej studentów wnoszących czesne. Na najwyższym piętrze – urzędującego premiera rządu RP Marka Belkę, który „wsiada do samolotu jako prywatny obywatel i leci na rozmowę kwalifikacyjną, ubiegając się o posadę w OECD”. Obaj poświęcają misję powierzoną im przez zbiorowość dla własnej korzyści.

Ostatnim szczeblem tego systemu są – zdaniem Zybertowicza – struktury UE. Klientelistycznie zorganizowane państwo potrafi prowadzić wobec nich tylko klientelistyczną politykę.

Amoralny familizm

W obozie niepodległościowym zwykło się sądzić, że odpowiedzialność za patologie III RP ponosi zdemoralizowany establishment. To tylko część prawdy, twierdzi Zybertowicz. „W pułapce, która ma charakter także kulturowy, tkwią nie tylko pasożytnicze elity, ale także znaczna część Polaków”. I to nie tylko za sprawą swoich codziennych ustępstw i zaniechań. Również skutkiem dziedziczonej tradycji. Autor uzasadnia to przekonanie, odwołując się do pojęcia„amoralnego familizmu”, który „polega na tym, że ludzie czują lojalność wobec najbliższego kręgu rodzinnego (czasem towarzysko-przyjacielskiego), natomiast z obojętnością lub nawet niechęcią odnoszą się do dalszego otoczenia społecznego. Wykazują małą wrażliwość na sprawy publiczne. Co więcej, często uważają, że jeśli chodzi o potrzeby najbliższego kręgu rodzinno-towarzyskiego, nie trzeba przestrzegać publicznie deklarowanych zasad. Można iść na skróty: łamać prawo, okłamywać, nie przestrzegać procedur itd. […] Polacy żyją w czymś w rodzaju kapsuł – związki rodzinne plus sieć przyjacielska. Potem jest lojalność wobec abstrakcyjnej wspólnoty narodowej. A pośrodku – próżnia społeczna”.

To rezultat historycznych doświadczeń, traktowania instytucji jak instrumentu przemocy wrogiego państwa. Ta matryca jest jednak odciśnięta w świadomości tak mocno, że paraliżuje także wolę powoływania własnych organizacji, każe odnosić się do nich nieufnie, gdy rozrastają się ponad miarę, wyznaczaną przez krąg osobistych znajomości.

Czyż formuła „kapsuł” nie opisuje trafnie sposobu istnienia środowisk patriotycznych? Tych licznych już, ale wciąż niewielkich enklaw, które komunikują się ze sobą, czasem nawet wspierają wzajem, ale nie łączą w większe całości? I tym samym – nie tworzą efektu kuli śniegowej, nie dokonują ekspansji na miarę swojego potencjału?

System jest w nas

Zybertowicz bezlitośnie wylicza liczne przyczyny mizernej dynamiki ruchu na rzecz naprawy Rzeczypospolitej, surowo ocenia jego – czyli naszą – nikłą skuteczność. Gdy Lichocka zwraca uwagę na obiektywne uwarunkowania niepowodzeń, odpowiada stanowczo: „Nie pociąga mnie szukanie usprawiedliwień. Nawet dla mojego kraju i nawet dla samego siebie”.

Bo usprawiedliwienia może i są prawdziwe, niemniej utwierdzają nas w przekonaniu, że system III RP stanowi zewnętrzną opresję, której podlegamy. Tymczasem on jest w nas, jesteśmy jego uczestnikami i współtwórcami. Dopóki sytuujemy się mentalnie poza nim, nie potrafimy ogarnąć jego perfidii, przeniknąć mechanizmów. To dlatego prawicowa diagnoza pozostaje ułomna, zawodzi w zderzeniu z oporem materii społecznej. „Chcąc naprawić system, musimy jednocześnie uruchomić program przebudowy samych siebie” – podkreśla Zybertowicz.

Gorzka konstatacja. Zawiera jednak i dobrą wiadomość. Reforma struktur państwowych pozostaje poza naszym zasięgiem. Weryfikować swoje postawy, zachowania i nawyki myślowe możemy we własnym zakresie. Jak to zrobić?

Warto zacząć od lektury książki „III RP. Kulisy systemu”. I przekonać się, co sprawia, że w tych kulisach – oprócz służb specjalnych, oligarchów, cynicznych polityków PO, usłużnych dziennikarzy i bezmyślnych lemingów – aktywnie działamy także my, którzy odrzucamy zdeprawowaną rzeczywistość.

Wanda Zwinogrodzka • Gazeta Polska Codziennie
niezalezna.pl, fot. Ireneusz Sobieszczuk / TVP,PAP

Reklamy