Gdzie się podziało polskie złoto?

Nie zabrali nam go Niemcy, Rosjanie czy Anglicy, a zrobili to polscy komuniści. Mowa o polskim złocie, które w 1939 roku w liczbie prawie 39 ton zostało wywiezione za granicę pod ostrzałem niemieckich wojsk. Ile z niego wróciło do Polski i jak duży polski majątek rozgrabiono w latach komunistycznych rządów, a także jakie obecnie ma rezerwy tego kruszcu Rzeczpospolita i co może stać się z nim na wypadek np. rozpadu Unii Europejskiej czy konfliktu zbrojnego – opisujemy poniżej.

W sierpniu 1939 roku w zasobach Banku Polskiego przechowywano prawie 39 ton sztabek złota oraz sporo złotych monet. Dla porównania, obecne rezerwy złota w Narodowym Banku Polskim wynoszą niewiele ponad 100 ton. To oznacza, że gdyby międzywojenne rezerwy w całości wróciły do kraju, obecne zasoby zwiększyłyby się o prawie 40 procent. Tak się jednak nie stało. Losy drogocennego kruszcu, który należał do Polski, idealnie nadają się na scenariusz hollywoodzkiego filmu. Niestety, nie byłaby to komedia, lecz smutny dramat, i to bez happy endu. W całej historii najgorsze jest to, że może się ona powtórzyć. Wszystko dlatego, że zasoby polskiego złota znajdują się poza granicami naszego kraju, a wydarzenia, takie jak rozpad Unii Europejskiej czy konflikt międzynarodowy, znów mogą doprowadzić do zmarnotrawienia polskiego majątku, mozolnie odbudowywanego przez ostatnie lata. Warto przytoczyć tu słowa prof. Guido Hülsmanna z francuskiego Université d’Angers, który powiedział, że „w świecie tonącym w długach złoto jest ostateczną, bezpieczną przystanią. Banki centralne wiedzą to lepiej od większości ludzi, nawet jeśli muszą udawać w swojej codziennej pracy, że takie obawy są nieistotne”.

HISTORIA JAK Z FILMU

O tym, jak wyglądało wywiezienie polskiego złota w 1939 roku i co się z nim tak naprawdę działo, opowiada dla “Nowego Dziennika” historyk Instytutu Pamięci Narodowej i autor publikacji “Wojenne losy polskiego złota” dr hab. Janusz Wróbel.
“Władze polskie jeszcze przed wybuchem wojny zastanawiały się nad wywiezieniem złota z kraju, zdając sobie sprawę, że w warunkach wojennych może być ono zagrożone. Myślano o wywiezieniu złota do banków zachodnich w krajach sojuszniczych, jak Wielka Brytania, Francja, czy też za ocean – do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Ostatecznie tego nie uczyniono, bowiem zdawano sobie sprawę, że w warunkach wojennych Polska będzie zaciągała pożyczki i pretensje do tego złota mogą kierować wierzyciele. Uznano wówczas, że wywózka kruszcu za granicę pociąga za sobą też pewne obciążenia i ryzyko. Wobec tego zdecydowano, że złoto zostanie w swojej masie w kraju, z tym że rozparcelowano je na kilka miejsc. Część znajdowała się w zasobach Banku Polskiego w Warszawie, a część przewieziono do Lublina i Siedlec, gdzie znajdowały się skarbce regionalne.

Gdy wybuchła wojna i bardzo szybko okazało się, że Niemcy przerwali linię frontu i prą w kierunku Warszawy, zaczęto obawiać się, że złoto wpadnie w ich ręce. Podjęto zatem decyzję o jego przeniesieniu. Początkowo myślano o ewakuacji na południowy wschód kraju, do tamtejszych oddziałów Banku Polskiego. W sposób zaimprowizowany zorganizowano kolumny transportowe z ciężarówek i autobusów. Zapakowano do nich złoto i wieziono je najpierw do Lublina. Sądzono, że tam będzie bezpieczne przez dłuższy czas, bo linia frontu ustabilizuje się na Wiśle, a Lublin będzie poza zasięgiem nieprzyjaciela. Ale te rachuby bardzo szybko okazały się nierealne, więc trzeba było przetransportować złoto dalej, w stronę granicy rumuńskiej. Tak też zrobiono, chociaż nie obyło się bez perypetii. Wszystko bowiem odbywało się pod bombami lotnictwa niemieckiego, które całkowicie panowało w powietrzu. Szczęśliwie udało się uruchomić środki transportu i zdobyć paliwo – bo z tym były kłopoty – i wywieźć złoto w kierunku południowo-wschodnim. W końcu jednak zapadła decyzja, żeby wywieźć złoto na zachód, do krajów sojuszniczych. Myślano tu przede wszystkim o Francji, ale sprawa nie była prosta, ponieważ trzeba było uzyskać zgodę na tranzyt tego złota przez Rumunię. Choć Polska miała podpisany z tym krajem układ sojuszniczy, zawarty jeszcze w 1921 roku, to ten układ skierowany był przeciwko Rosji sowieckiej, a nie przeciwko Niemcom. Rumunia ogłosiła neutralność w wojnie polsko-niemieckiej i nie chciała się do tego konfliktu mieszać, obawiając się o własne bezpieczeństwo. No i poza tym Rumunia była pod silnym naciskiem zarówno Sowietów, jak i Niemiec. Oba te kraje domagały się, aby żołnierze oraz członkowie rządu Polski, którzy ewakuowali się do Rumunii, byli internowani, zatrzymani i uwięzieni. Obawiano się, że podobny los spotka transport polskiego złota. Ale strona polska miała tutaj sojuszników. Otóż rządy Francji i Wielkiej Brytanii poprzez swoje ambasady w Bukareszcie naciskały na stronę rumuńską, by zgodziła się na transport polskiego złota. Władze rumuńskie wreszcie wyraziły na to zgodę, dostarczyły nawet wagony kolejowe. Postawiły jednak warunek – by odbyło się to bardzo szybko i dyskretnie, żeby władze niemieckie czy sowieckie nie zdążyły rozpętać jakiejś wielkiej akcji dyplomatycznej, która postawi Rumunię w bardzo trudnym położeniu. Okazało się, że nie było to takie proste, ponieważ Niemcy dosyć szybko zorientowali się, iż polskie złoto jest na terenie Rumunii, i zaczęli interweniować. Dyplomacja Rumunii jednak do perfekcji opanowała sztukę uników. Przyjmowała interwencje niemieckie, ale minister spraw zagranicznych Rumunii odpowiadał, że nie orientuje się jeszcze w problemie i musi zasięgnąć informacji od swoich urzędników. Odkładał także spotkania z ambasadorem niemieckim, a gdy wreszcie do niego doszło, to polskiego złota w Rumunii już nie było. Dotarło ono w końcu do największego portu rumuńskiego – w Konstancy. Tam pojawił się problem, na jaki statek je załadować. Polska nie miała na Morzu Czarnym własnych statków, które można było uruchomić, wobec tego zwrócono się do Wielkiej Brytanii i Francji. Anglicy też mieli, mimo że byli potęgą morską, kłopoty ze znalezieniem odpowiedniej jednostki. Okazało się jednak, że w Konstancy stoi statek, który jest własnością prywatnej firmy angielskiej, zarejestrowany w Hongkongu – ówczesnej kolonii brytyjskiej. Ambasada brytyjska zwróciła się do kapitana, aby rządowi polskiemu i rządowi Jego Królewskiej Mości wyświadczył pewną przysługę. Kapitan z przerażeniem dowiedział się, że chodzi o złoto. Zdawał sobie sprawę, że to zlecenie będzie dość ryzykowne i pewnie na jego statek będą polowali agenci różnych wywiadów oraz okręty wojenne innych krajów. W każdym razie zgodził się na przyjęcie tego ładunku. Z przeładunkiem też były kłopoty, ponieważ Niemcy dotarli do robotników przeładunkowych, a ci odmówili wykonania pracy. Trzeba było więc zatrudnić marynarzy angielskich i przypadkowe osoby. Potem pojawił się problem z uzyskaniem zgody na opuszczenie portu. W końcu angielski kapitan statku, obawiając się, że zostanie zatrzymany, bez zgody wypłynął z portu w Konstancy i skierował się do cieśniny Bosfor. Płynąc wzdłuż wybrzeży, najpierw rumuńskich, a później bułgarskich, statek bez przeszkód dotarł do Stambułu. Tam czekała kolejna trudność, czyli uzyskanie zgody rządu tureckiego na dalszy transport. Szczęśliwie się złożyło, że ambasadorem Polski w Turcji był Michał Sokolnicki, niegdyś bliski współpracownik marszałka Piłsudskiego. Był on od wielu lat polskim ambasadorem i miał doskonałe stosunki z najwyższymi władzami tureckimi. Bez większego trudu przekonał Turków, by zgodzili się przyjąć na swoje terytorium polskie złoto, a następnie by tranzytem trafiło ono do Syrii i Libanu, czyli ówczesnych kolonii francuskich na Bliskim Wschodzie. Transport załadowano do wagonów i koleją turecką przewieziono stosunkowo szybko i sprawnie do libańskiego portu w Bejrucie. Tu już w zasadzie kruszec był bezpieczny. Ulokowano go na wojennych okrętach floty francuskiej, które bezpiecznie przewiozły ładunek do Tulonu – bazy marynarki francuskiej.

Później zastanawiano się, co dalej. Były różne koncepcje. Jedna była taka, by złoto wieźć dalej, do USA, bo tam będzie najbezpieczniej, ale przeważył w końcu pogląd, że trzeba złoto zdeponować w bankach francuskich, z tym że nie w Paryżu, lecz na zachodzie kraju. Rząd polski na uchodźstwie pod kierownictwem gen. Sikorskiego podjął wówczas decyzję, że zasoby tego kruszcu nie powinny być uszczuplone. Chociaż rząd miał ogromne potrzeby, bo trzeba było tworzyć polską armię na uchodźstwie czy inne instytucje państwowe, a rząd nie miał przecież wpływów podatkowych. Taką decyzję rząd jednak podjął, a swoje funkcjonowanie opierał na kredytach uzyskiwanych od Francji, a potem od Wielkiej Brytanii. To złoto miało być zachowane na okres powojenny, na potrzeby odbudowy zniszczonego kraju.

Wydarzenia jednak potoczyły się w sposób zupełnie nieprzewidziany. Wiadomo, że w maju 1940 roku ruszyła wielka ofensywa niemiecka na Francję. Obrona francuska załamała się, a Niemcy zaczęli zalewać kraj. Powstał znowu problem szybkiej ewakuacji polskiego złota. W tym chaosie, który ogarnął Francję, długo nie udawało się władzom Banku Polskiego uzyskać decyzji Francuzów, żeby złoto szybko wywieźć. Wreszcie udało się z portu w Bordeaux wywieźć polski skarb na pokładzie francuskiego krążownika. Władze Banku Polskiego stały na stanowisku, żeby został on przewieziony na kontynent amerykański. Francuzi początkowo takie obietnice składali. Dyrektorzy Banku Polskiego, którzy płynęli na tym krążowniku, byli przekonani, że złoto dotrze do Ameryki i tam będzie bezpieczne. Okazało się jednak, że Francuzi swych przyrzeczeń nie dotrzymali. Statek popłynął najpierw do Casablanki, a potem do Senegalu. Polacy protestowali, ale niewiele mogli uczynić. Sprawa skomplikowała się dodatkowo, gdy Francja skapitulowała. Powstał rząd marszałka Petaina, który podpisał zawieszenie broni z Niemcami i wdał się w politykę kolaboracji z III Rzeszą Adolfa Hitlera. Powstało niebezpieczeństwo, że nasze złoto zostanie wydane Niemcom, zresztą Niemcy tego wprost zażądali twierdząc, że państwo polskie przestało istnieć i wobec tego jego zasoby należą się Niemcom, które zajęły terytorium Polski. Szczęśliwie Francuzi nie przystali na żądania niemieckie, ale też nie wydali złota rządowi polskiemu. Zostało ono wywiezione w głąb Sahary, do niewielkiego fortu francuskiego, daleko od wybrzeża. Można sobie tutaj zadać pytanie, dlaczego Francuzi tego złota Niemcom nie wydali? Otóż rząd marszałka Petaina brał pod uwagę okoliczność, że Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone Ameryki, które wówczas były neutralne, mogą przeprowadzić kontrakcję przeciwko Francji i np. skonfiskować złoto francuskie, które było przechowywane w bankach amerykańskich.

Kiedy alianci wylądowali 1942 roku w północnej Afryce i opanowali posiadłości francuskie, polskie złoto ponownie znalazło się w ich rękach. Później załadowano je na amerykańskie niszczyciele. Jeden z nich, z częścią złota, dopłynął do Nowego Jorku i tam nastąpił rozładunek. Władze miasta, a także policja stanęły na wysokości zadania, port został obstawiony, by nikt nieuprawniony nie wszedł w posiadanie skrzynek ze złotem.

Reszta transportu została przewieziona do Kanady i Wielkiej Brytanii. Nadal jednak we władzach polskich panowała opinia, żeby tego złota nie ruszać. Rząd polski na uchodźstwie bardzo długo był przekonany, że to on wróci do kraju jako legalna władza i wtedy złoto zostanie przewiezione do skarbca Banku Polskiego w Warszawie. Jak wiemy, historia potoczyła się inaczej. W Jałcie podjęto decyzję, że w Polsce powstanie Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej, zdominowany przez komunistów. 5 lipca 1945 roku Wielka Brytania, Francja i Stany Zjednoczone wycofały poparcie dla rządu polskiego na uchodźstwie, stracił więc on swoje polityczne międzynarodowe znaczenie, a pretensje do złota zgłosił Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Żeby jednak złoto trafiło do Warszawy, należało dogadać się z państwami zachodnimi. Rozpoczęły się rokowania, które były prowadzone w Londynie”.

ZAPŁACILIŚMY ZA DZIAŁANIA DYWIZJONU 303?

Według dr. Janusza Wróbla Brytyjczycy postawili żądania, co do części polskiego złota, ale nie chodziło o zapłatę za funkcjonowanie legendarnego polskiego dywizjonu na rzecz Wielkiej Brytanii. „Wiadomo, że polskie siły zbrojne na Zachodzie były utrzymywane z kredytów brytyjskich i francuskich, a potem także funduszy amerykańskich. Również polski rząd, a także ludność cywilna – polscy uchodźcy – byli utrzymywani z tych pieniędzy. Sumy szły w dziesiątki i setki milionów funtów szterlingów. Brytyjczycy po zakończeniu wojny twierdzili, że przynajmniej część tych środków Polska powinna spłacić, bo były to kredyty, a nie darowizny. Rokowania trwały bardzo długo i były zaciekle prowadzone, także przez stronę polską. W końcu stanęło na tym, że Brytyjczycy zupełnie zrezygnowali z pretensji co do zwrotu pieniędzy za utrzymanie polskich sił zbrojnych, zarówno na uzbrojenie, jak i wyżywienie żołnierzy. Zgodzili się, że to był wspólny wkład Polski w wojnę, a korzystała z tego Wielka Brytania, więc nie może tu stawiać żadnych żądań. Natomiast upierali się co do częściowego zwrotu kosztów utrzymania rządu polskiego na uchodźstwie i polskich uchodźców, którzy znajdowali się w obozach uchodźczych i koloniach brytyjskich, np. ludzi, którzy wyszli z armią gen. Andersa, a było ich 40 tysięcy. Stanęło na tym, że rząd polski zgodził się, że złoto o wartości 3 milionów funtów szterlingów zostanie przekazane stronie brytyjskiej. Resztę, czyli około 30 milionów funtów szterlingów, Polska miała spłacić w ciągu 10 lat, ale już z własnych środków z Warszawy. Złoto, które było w dyspozycji rządu w Warszawie, z czasem wyparowało, ponieważ rządzący mieli różnego rodzaju potrzeby. Kupowali na Zachodzie różne rzeczy, czego do końca historycy nie są w stanie obecnie prześledzić i sprawdzić. W każdym razie te zakupy były oparte na polskim złocie, pozostającym w bankach zachodnich. Rząd polski składał zamówienia na różnego rodzaju dobra, które były przesyłane do Polski, a płacono za nie złotem polskim, które znajdowało się w bankach amerykańskich, brytyjskich i kanadyjskich. Tym sposobem przez następne lata rząd Bieruta wydał złoto bez jakiejkolwiek kontroli społecznej. Na pewno nie jest prawdą, że państwa zachodnie je zagarnęły.

CO NA TO OBECNIE INSTYTUCJE PAŃSTWOWE?
Na zapytanie “Nowego Dziennika” o losy polskiego złota w latach powojennych nie umiało odpowiedzieć biuro prasowe kancelarii premiera. “Nie wiemy, gdzie szukać takich informacji” – stwierdził jeden z pracowników.
Podobne pytanie złożyła kilka lat temu na ręce ówczesnego marszałka Senatu Bogdana Borusewicza senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk. Odpowiedź nadeszła z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Sekretarz stanu Jan Borkowski w przesłanej odpowiedzi poinformował, że problematyka zagranicznych wierzytelności RP sprzed dnia 1 września 1939 roku stanowi zagadnienie o niezwykle złożonej problematyce zarówno prawnej, jak i historyczno-politycznej. MSZ, aby przygotować informację, poprosił o pomoc Ministerstwo Skarbu, Ministerstwo Finansów, a także Archiwum Akt Nowych. Podjęte zostały także poszukiwania materiałów archiwalnych w Narodowym Banku Polskim oraz Banku Gospodarstwa Krajowego. W odniesieniu do złota stanowiącego własność Banku Polskiego S.A. i wywiezionego z Polski NBP poinformował, że sztaby złota, o wadze prawie 38 ton i o łącznej ówczesnej wartości rynkowej 463 mln złotych, zostały po wielu perturbacjach zdeponowane w Banku Anglii, Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku, Banku Kanadyjskim w Ottawie i Banku Rumuńskim w Bukareszcie. Depozyty te zostały w latach 1946-47 zwrócone Bankowi Polskiemu, a następnie przeszły na rzecz Skarbu Państwa. Ostateczna likwidacja zasobów złota Banku Polskiego nastąpiła w 1950 roku wraz ze sprzedażą ostatniej jego partii przez ówczesny rząd Polski. Fakt ten przypieczętował los Banku Polskiego, który został postawiony w stan likwidacji.

CZEGO NAUCZYŁA NAS TA HISTORIA?
Historia związana z wojennymi losami polskiej rezerwy złota powinna nauczyć nasz kraj postępowania z tym cennym kruszcem, na który pracowali wszyscy Polacy. Zapytaliśmy Narodowy Bank Polski o aktualne rezerwy złota Polski. “Na koniec 2015 r. NBP posiadał zasób złota odpowiadający międzynarodowym standardom czystości w wysokości 3,3 mln uncji (102,9 ton) – napisano w odpowiedzi dla „Nowego Dziennika”. Warto dodać, że liczba ta nie zmienia się od wielu lat, Polska nie powiększa swoich zasobów tego cennego kruszcu. Niezbyt dobre informacje, patrząc na polską historię, ma NBP także w kwestii miejsca przechowywania naszego złota. “Większość przechowywana jest w skarbcu Bank of England (banku centralnym Wielkiej Brytanii), reszta znajduje się w skarbcu NBP. Rezerwy złota to około 5 procent rezerw dewizowych Polski” – odpowiedziało biuro prasowe Narodowego Banku Polskiego. Tutaj warto dodać, że w angielskim banku polskie złoto jest wystawione na niebezpieczeństwo związane z leasingiem. Co oznacza, że ktoś gdzieś pod jego zastaw inwestuje. Jeśli trafnie – możemy coś zarobić, jeśli chybi – możemy wiele stracić. Niestety biuro prasowe NBP nie odpowiedziało na najważniejsze pytania, czyli o to, czy sumy złota wywiezione w 1939 roku zostały w pełni rozliczone, a także – jakie to były ilości złotego kruszcu w czasach rządów komunistycznych i czy były one zarządzane przez Narodowy Bank Polski. NBP potwierdziło natomiast rezygnację z planów budowy centralnego skarbca, w którym mogłoby trzymać swoje rezerwy złota. Plany takie miał ówczesny szef NBP Leszek Balcerowicz. “Nieruchomość NBP w Zegrzu, zgodnie z decyzją Zarządu NBP z 3 listopada 2008 roku, jest przeznaczona na sprzedaż” – poinformowało nas biuro prasowe NBP. Do tej pory nie udało się jednak znaleźć kupca, a utrzymanie roczne nieruchomości kosztuje budżet państwa setki tysięcy złotych.

ODDAJCIE NASZE ZŁOTO

W 2013 roku odbyła się w Polsce społeczna akcja „Oddajcie nasze złoto”. Miała ona na celu zwrócenie uwagi na to, że polskie złoto w większości znajduje się poza granicami kraju, gdzie nie jest bezpieczne, i sprowadzenia go z powrotem. Wysłano także specjalny list do prezesa NBP Marka Belki. Organizatorzy akcji przekonywali, że powrót polskich rezerw złotego kruszcu jest istotny dla dalszej działalności kraju. “W obliczu trwającego kryzysu finansowego i zaostrzających się konfliktów walutowych każdy poważny kraj powinien przechowywać złoto w takim miejscu, by było dostępne w każdej chwili. Ważna jest gwarancja, że złoto nie będzie nikomu ‚leasingowane’, a jego zasoby będą zawsze precyzyjnie określone. To jeden z fundamentów dla silnej waluty i gospodarki” – pisali organizatorzy i cytowali przy tym Johna P. Cochrana z Business School przy Metropolitan State University w Denver: „Kluczem do sukcesu każdej ewentualnej waluty opartej na złocie jest pomysł, że dostarczenie złota na żądanie (ogółu społeczeństwa) ma kluczowe znaczenie”.
Najważniejszym argumentem podnoszonym przez wielu ekonomistów jest stwierdzenie, że posiadanie odpowiednich rezerw złota w kraju jest podstawą do przeprowadzania wszelkich reform monetarnych.
To, o czym mówiła grupa ludzi w Polsce, dokonało się za zachodnimi granicami naszego kraju. W 2013 roku niemiecki bank centralny zdecydował o sprowadzeniu swych zasobów złotego kruszcu z Francji oraz ze skarbca Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Jak podkreślali urzędnicy Bundesbanku, złoto zostało zdeponowane za granicą w obawie przed sowiecką inwazją w czasie zimnej wojny, a skoro zagrożenie przestało istnieć, kruszec może wrócić do kraju. Nie obyło się jednak bez problemów. Amerykański Federal Reserve Bank (Fed) oświadczył, że nie może tego zrobić, a tego typu operacja zajmie czas przynajmniej do 2020 roku. Niemiecki rząd poprosił zatem o pozwolenie na wizytę w skarbcu w celu inwentaryzacji potwierdzenia jego faktycznego istnienia. Fed nie pozwolił Niemcom również na to argumentując, że nie ma odpowiednich procedur bezpieczeństwa, aby wpuścić kogoś z zewnątrz. Niemcy w końcu wysłali jednak zespół, który miał uzyskać dostęp do ich złota. Pozwolono im wejść do przedsionka skarbca, w którym pokazano im 5 sztabek złota. Zachowanie Fed najwyraźniej musiało mocno zaszokować delegację i rząd niemiecki, ponieważ wysłano kolejną inspekcję, która dotarła do skarbca i została wpuszczona do jednego z jego pomieszczeń. Niemcy mogli tylko popatrzeć na stos złota, ale nie wolno było niczego dotykać, czyli nie pozwolono na sprawdzenie, co to jest za złoto i czy wybite numery seryjne zgadzają się z dokumentacją Bundesbanku. Wszystko to daje powody do zadania pytania, czy Amerykanie, przechowując złoto innych krajów, w tym Polski, mają je fizycznie w swoich skarbcach. Nawet przedstawiciele Fed twierdzą czasami publicznie, że go nie posiadają. Słowa te padły na spotkaniu z komisją Kongresu w 2011 roku. Kongresman Ron Paul pytał o politykę kredytową Rezerwy Federalnej i czy robi ona transakcje z wykorzystaniem złota. Urzędnik Fed twierdził, że to, co posiadają, to certyfikaty na złoto, a nie fizyczny kruszec.

Konsekwentna i nieustępliwa polityka niemieckiego Bundesbanku daje jednak rezultaty. Na początku roku Narodowy Bank Niemiec opublikował informację o postępach planu powrotu złota do kraju. W 2015 r. do Niemiec wróciło 210 ton królewskiego kruszcu. Z tej liczby ok. 110 ton wróciło z Paryża, a prawie 100 ton z Nowego Jorku. Tym samym Frankfurt wyprzedził Nowy Jork jako miejsce, w którym Bundesbank przechowuje najwięcej swojego złota. Członek Zarządu Bundesbanku Carl-Ludwig Thiele powiedział: „Przewóz przebiega sprawnie. Po raz kolejny udało nam się znacznie zwiększyć wolumen transportu w porównaniu z 2014 r. Oznacza to, że operacja przebiega zgodnie z harmonogramem”. Zgodnie z ogłoszonym w 2013 r. planem przechowywania złota połowa krajowych rezerw tego kruszcu ma się do 2020 r. znaleźć w skarbcu we Frankfurcie nad Menem. Wymaga to przetransportowania 300 ton złota z Nowego Jorku i 374 ton złota z Paryża. Od tamtego czasu udało się sprowadzić do kraju 366 ton kruszcu, z czego 177 ton z Paryża i 189 ton z Nowego Jorku. Na koniec 2015 r. wykonanie planu jest więc na poziomie 54,5 procent.
Wielu zwykłych obywateli nie myślało i wciąż nie myśli, że historia z polskim złotem z 1939 roku mogłaby się powtórzyć. Mamy przecież NATO, w większości na świecie panuje pokój, wszechobecna kultura i cywilizacja. Wszystko może jednak prysnąć jak bańka mydlana, gdy Unia Europejska zacznie się rozpadać, waluta europejska przestanie istnieć, a za bezpieczeństwo narodowe będą odpowiadały zapasy… złota. Trzymanie tego cennego kruszcu w banku na Wyspach Brytyjskich może mieć tylko jeden smutny sens – najechani przez obcy kraj, znów będziemy utrzymywać za nie rządy na uchodźstwie.
Jest takie stare polskie przysłowie: „Orężem się wojuje, a złotem zwycięża”. Dzisiaj, gdy zarówno dolar amerykański, jak i euro są walutami drukowanymi bez opamiętania, jest ono wyjątkowo trafne i ważne. Zmiana polityki w sprawie rezerw walutowych dla przyszłości finansowej Polski może mieć znaczenie na wagę złota.

za: dziennik.com

JB

LOGO-11a

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s