Miesiąc: Styczeń 2017

Prezydent Warszawy trwając na urzędzie w obliczu grabieży stołecznego mienia za jej rządów na coś wyraźnie liczy. Ciekawe na co?

Szef Solidarności zachęca Wałęsę do stanięcia w prawdzie. „Nasz pierwszy przewodniczący był TW”

Z przykrością musimy przyjąć do wiadomości, że nasz pierwszy przewodniczący był tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa PRL – napisał Piotr Duda przewodniczący KK NSZZ “S” na portalu internetowym „Tygodnika Solidarność”. Wpis Dudy ma związek z dzisiejszą konferencja IPN, podczas której usłyszeliśmy, że odręczne zobowiązanie o podjęciu współpracy z SB, jak i pokwitowania odbioru pieniędzy zostały w całości nakreślone przez Lecha Wałęsę. Były prezydent wszystkiemu zaprzecza.

W aktach TW „Bolka” brak śladów przerabiania i kopiowania, pismo było naturalne – powiedziała we wtorek dyrektor Instytutu Sehna dr hab. Maria Kała.

CZYTAJ WIĘCEJ: Prokuratura Krajowa: Dokumenty TW „Bolek” autentyczne

Sprawa podjęcia współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa wydaje się bezdyskusyjna – powiedział we wtorek prezes IPN Jarosław Szarek.

Głos w sprawie zabrał Piotr Duda. Zaprasza byłego prezydenta, by ten staną w końcu w prawdzie.

Bardzo dobrze się stało, że w sposób jednoznaczny zostało to rozstrzygnięte, bo tylko prawda – bez względu na to jak trudna – jest wartością nadrzędną. Czas żeby i sam zainteresowany wreszcie stanął w prawdzie, co powinien już zrobić wiele lat temu. Dzisiaj nie budziłoby to tak dużych emocji

– napisał Piotr Duda.

 Ocenę jego działalności pozostawiamy historykom, a wybaczenie i rozliczenie pozostawiamy tym, którym jego działalność wyrządziła szkodę. Nie zmienia to jednak faktu, że Lech Wałęsa ma swoje miejsce w historii i był pierwszym przewodniczącym Komisji Krajowej Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”

– czytamy dalej.

niezalezna.pl

„Bolek” – czyli nocna zmiana. Tego przez lata panicznie bał się Lech Wałęsa

4 czerwca 1989 r. Polacy są przekonani, że w pierwszych wolnych wyborach raz na zawsze zostali odsunięci od władzy komuniści, za którymi stały służby specjalne. Trzy lata później okazuje się jednak, że bezpieka ma się bardzo dobrze – podczas nocnego głosowania zostaje pozbawiony władzy rząd … Czytaj dalej „Bolek” – czyli nocna zmiana. Tego przez lata panicznie bał się Lech Wałęsa

Wyszkowski: Myślę, że największą karą dla Wałęsy będzie to, że nie będzie mógł pokazać się na ulicy

– Miałem czas, aby się do tego przyzwyczaić, zrozumieć, ale myślę o ludziach, którzy wycierpieli przez walkę z komunizmem, niczego w życiu w zamian nie uzyskali, Polska im tych represji nie wynagrodziła, a teraz się dowiadują, że oni napędzali ruch dla człowieka oszusta, może być to dla tych ludzi bardzo ciężkie przeżycie. Obawiam się tez reakcji społecznych, myślę, że Wałęsa nie będzie mógł się pokazać teraz na ulicy bez ochrony. To są miliony ludzi, miliony członków Solidarności, którzy ryzykowali życie dla tego człowieka – mówił na antenie Telewizji Republika Krzysztof Wyszkowski.

Gościem Ryszarda Gromadzkiego w programie „Republika po południu” był Krzysztof Wyszkowski, działacz opozycji w czasach PRL, jednego z twórców „Solidarności”, a obecnie członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej.

wyszk

Lech Wałęsa utrzymywał kontakty z SB również później, często się z tym nie krył

Dziś szef pionu śledczego IPN potwierdził, że z opinii biegłych wynika, iż zobowiązanie do współpracy z SB, pokwitowania odbioru pieniędzy i doniesienia podpisał Lech Wałęsa, TW „Bolek”.

Mówiąc o tym, jakie konsekwencje niesie ten fakt, na działalność polityczną i publiczną Lecha Wałęsy, Krzysztof Wyszkowski podkreślił, że „to bardzo poważne pytanie i na to pytanie muszą odpowiedzieć politycy, historycy, ale także dziennikarze”. – Lech Wałęsa utrzymywał kontakty z SB również później, często się z tym nie krył. Przy Okrągłym Stole siedział z Kiszczakiem, bo wiedział, Kiszczak ma jego teczkę, ma na niego tzw. haki i w każdym momencie może go skompromitować, to było uzależnienie – mówił Wyszkowski.  – Wałęsa zostaje prezydentem, potem kandyduje znowu, prowadzi kontakty zagraniczne Rosjanie wiedzą. bo SB była tylko delegaturą KGB. Jelcyn mówi, że był wstrząśnięty tym, jak zobaczył raport KGB o Solidarności, a kiedy wręczał te dokumenty Wałęsie mówił, że Wałęsa zbladł – opowiadał gość Telewizji Republika.

Obawiam się tez reakcji społecznych, myślę, że Wałęsa nie będzie mógł się pokazać teraz na ulicy bez ochrony

Telewizja + Internet teraz w nc+ za 39.98 zł miesięcznie! Poznaj ofertę nc+.
Chcę dowiedzieć się więcej.
Nie, dziękuję.

Krzysztof Wyszkowski przyznał, że prawda o Wałęsie docierała do niego powoli. – Miałem czas, aby się do tego przyzwyczaić, zrozumieć, ale myślę o ludziach, którzy wycierpieli przez walkę z komunizmem, niczego w życiu w zamian nie uzyskali, Polska im tych represji nie wynagrodziła, a teraz się dowiadują, że oni napędzali ruch dla człowieka oszusta, może być to dla tych ludzi bardzo ciężkie przeżycie. Obawiam się tez reakcji społecznych, myślę, że Wałęsa nie będzie mógł się pokazać teraz na ulicy bez ochrony. To są miliony ludzi, miliony członków Solidarności, którzy ryzykowali życie dla tego człowieka – wskazał.

Wałęsa to bardzo bystry krętacz

Działacz opozycji w czasach PRL przyznał, że dopiero wówczas, kiedy Antoni Macierewicz wpisał Lecha Wałęsę do swojego raportu o agentach, zyskał przeświadczenie, że Wałęsa współpracował. – Wałęsa to bardzo bystry krętacz. Kiedy został przyłapany na kontaktach z SB mówił mi „Krzysiu, przepraszam, oni mnie zaskoczyli, ale nigdy więcej tego nie zrobię”. Pokora, przeprosiny, pomyślałem, że człowiekowi się zdarzyło, może jest słaby, ale się przyznaje. To było w 1978 roku – wskazał Wyszkowski.

To był szok, ja wtedy nie uwierzyłem

Gość Telewizji Republika powiedział, że pierwszy raz jawne stwierdzenie, że Lech Wałęsa jest agentem, że ma kontakty, to powiedział Jacek Kuroń i Bogdan Borusewicz. – To był szok, ja wtedy nie uwierzyłem. To był czas, kiedy Kuroń chciał zostać szefem nowego, rodzącego się ruchu, Borusewicz był jego żołnierzem, uznałem, że jest to część walki o władzę. Dopiero Antoni Macierewicz zmusił mnie, abym uznał rzeczywistość – przyznał Wyszkowski.

Prawo jest prawem i Wałęsa musi odpowiedzieć za składanie fałszywych zeznań

Lech Wałęsa kłamał w 2000 roku w procesie lustracyjnym. – Z pewnością prokuratura musi wyciągnąć z tego konsekwencje – przyznał Wyszkowski. – Prawo jest prawem i Wałęsa musi odpowiedzieć za składanie fałszywych zeznań. Naraził przecież prokuraturę też na wydatki. Te badania, które trwały prawie rok, kosztowały wielkie pieniądze. Świadome składanie fałszywych zeznań, bo przecież prokurator powiedział mu, co za to grozi, to może być najwyższa kara. Myślę, że nie to będzie dla niego największą karą, ale to, że nie będzie mógł się pokazać na ulicy, nie wiem, może wyemigruje? – wskazał członek kolegium IPN.

 

Źródło: Telewizja Republika

Na kogo donosił „Bolek”? Poszkodowani związkowcy ze stoczni

W latach siedemdziesiątych Lech Wałęsa, działając pod pseudonimem Bolek, miał przekazywać w zamian za korzyści finansowe informacje dotyczące swoich kolegów i pracowników stoczni. Miłosz Kłeczek sprawdził, kto mógł znaleźć się na liście pokrzywdzonych. Byli to m.in. Józef Szyler oraz nieżyjący już Henryk Lenarciak i Kazimierz Szołoch.

1936286c6ef5dcc1ec3e8f0eea64da23c1485872176619_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355

Józef Szyler, pracownik wydziału elektrycznego Stoczni Gdańskiej, uczestnik Grudnia ’70. Działania „Bolka” spowodowały, że znalazł się na liście do wyrzucenia z pracy, a nawet wysiedlenia z województwa gdańskiego.

Zmarły w 2006 roku Henryk Lenarciak – w grudniu 1970 roku działał w komitecie strajkowym, prowadził kasę Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. W 1981 odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, w 1982 aresztowany za udział w strajku. „Bolek” relacjonował: „Lenarciak w ogóle nie wdaje się w dyskusje, a o ile jest przy rozmowie, to zawsze jest bierny”.

Wreszcie zmarły w 2009 roku Kazimierz Szołoch – współzałożyciel komitetu strajkowego w Stoczni Gdańskiej, jeden z przywódców Grudnia, wielokrotnie szykanowany i zwalniany z pracy. Według „Bolka” miał „powielać odezwę do robotników w całej Polsce nawołującą do strajku na dzień 26 stycznia 1971 r.”

IPN potwierdził we wtorek, że teczka TW „Bolka” dotyczy Lecha Wałęsy. Były prezydent podważa autentyczność teczki; twierdzi, że nie współpracował z SB.

PO i N jednym głosem ws. „Bolka”… Petru: „Biedny Wałęsa jest czołgany nonstop!”, Schetyna: „Ci, którzy w ten sposób piszą polską historię, zapłacą za to!”

Zaskakująco podobny głos Ryszarda Petru i Grzegorza Schetyny w sprawie opinii grafologów na temat teczki TW „Bolek”. Liderzy Nowoczesnej i Platformy jednym głosem wyrazili oburzenie w tej sprawie. Jednoznaczna opinia grafologów: podpisy Wałęsy w teczce TW „Bolek” są prawdziwe. Sprawdź szczegóły opinii! Jak mówił Ryszard Petru: Biedny Lech Wałęsa jest czołgany nonstop przez IPN. ON wszystko powiedział – … Czytaj dalej PO i N jednym głosem ws. „Bolka”… Petru: „Biedny Wałęsa jest czołgany nonstop!”, Schetyna: „Ci, którzy w ten sposób piszą polską historię, zapłacą za to!”

NASZ WYWIAD. Prof. Nowak: Slalomy wykonywane przez Wałęsę i jego politycznych sponsorów zatruwają nasze życie publiczne od 30 lat

To już jest sprawa Lecha Wałęsy, jak on sam niszczy swoje miejsce w historii „Solidarności”. Niestety, nie jest tak, że jeśli uznamy jego działalność w 1980 i 1981 roku i później przy Okrągłym Stole za ważny i jednoznacznie pozytywny wkład w tworzenie wolnej Polski, to możemy wziąć w nawias tamte lata jego współpracy z SB. Nikt nam takiego prawa nie dał, takie prawo mieliby tylko ci, którzy ucierpieli wskutek donosów TW „Bolka”

—mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl prof. Andrzej Nowak.

wPolityce.pl: Opinia grafologów jednoznacznie potwierdziła współpracę Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa. Było to dla Pana oczywiste?

Prof. Andrzej Nowak: Żaden z poważnych historyków, w tym także tych, którzy w najmniejszym stopniu nie popierają obecnej władzy nie podtrzymuje tezy, którą z uporem głosi Lech Wałęsa o braku jakiejkolwiek współpracy między nim a Służbą Bezpieczeństwa. Ta współpraca jest historycznym faktem, nie da się zaprzeczyć jej dowodom, mówili o tym m.in. prof. Andrzej Paczkowski, prof. Andrzej Friszke, czy prof. Antoni Dudek. Oczywiście można odrzucić dowody, można powiedzieć, że wszyscy się mylą, tylko ten, który jest najbardziej zainteresowany sprawą ma rację. Ale w związku z tym powinien właśnie w niej milczeć, bo taka jest zasada rzymskiego prawa: „Nemo iudex in causa sua”- „Nie ma sędziego we własnej sprawie”. Tymczasem Lech Wałęsa próbuje występować jako jedyny sędzia we własnej sprawie. To wszystko pokazuje sytuację, w której ze smutkiem można tylko ocenić jego postawę, jako człowieka, który nie chce przyznać się do błędu i ciągnie za tym błędem dużą część polskiej wspólnoty politycznej.

Zgodzi się Pan ze słowami prezesa IPN, że Lech Wałęsa wszedł na drogę autodestrukcji i kroczy nią do dzisiaj?

To już jest sprawa Lecha Wałęsy, jak on sam niszczy swoje miejsce w historii „Solidarności”. Niestety nie jest tak, że jeśli uznamy jego działalność w 1980 i 1981 roku i później przy Okrągłym Stole za ważny i jednoznacznie pozytywny wkład w tworzenie wolnej Polski, to możemy wziąć w nawias tamte lata jego współpracy z SB. Nikt nam takiego prawa nie dał, takie prawo mieliby tylko ci, którzy ucierpieli wskutek donosów TW „Bolka”. Jak wiadomo jest to grupa co najmniej kilku osób, które poniosły bardzo ponure konsekwencje tychże donosów. Przede wszystkim jednak wprowadzenie tego uporczywego kłamstwa, które podtrzymuje do dziś Lech Wałęsa na temat braku jakiejkolwiek jego współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa pociągnęło za sobą ogromne konsekwencje dla utrwalenia kłamstwa jako zasady życia publicznego w Polsce.

W jaki sposób?

To kłamstwo było wykorzystywane następnie przez tych, którzy chcieli manipulować Lechem Wałęsą. Na początku była to Służba Bezpieczeństwa, jako zbrojne ramię PZPR, to był generał Kiszczak, generał Jaruzelski. Po 1989 roku byli to ci, którzy sterowali Wałęsą w imię swoich celów politycznych, jak środowisko „Gazety Wyborczej”, w pewnym momencie była to także Platforma Obywatelska i Donald Tusk. To poparcie Wałęsy zmieniało się, bo czasem ci patroni czy sponsorzy Lecha Wałęsy porzucają go, gdy staje się niewygodny dla nich, ale potem wracają do tego kłamstwa. Tak, jak to było właśnie w przypadku „Gazety Wyborczej”, która przecież bardzo ostro zwalczała Lecha Wałęsę na początku lat 90., by znów przyjąć go z jego wielkim kłamstwem na sztandary. Podobnie było przecież z Platformą Obywatelską, która lansowała Lecha Wałęsę jako swojego najważniejszego, symbolicznego idola. Kiedy ten rzucił dla pieniędzy Platformę Obywatelską i zaangażował się w kampanię antyeuropejską Declana Ganleya Platforma musiała się od niego odciąć, ale potem znów stanęła przy nim. Te smutne, można powiedzieć slalomy, wykonywane przez Lecha Wałęsę i jego politycznych sponsorów w ostatnich trzydziestu paru latach zatruwają nasze życie polityczne i psują to, co w życiu politycznym każdej wspólnoty jest bardzo ważne, a mianowicie pewien kod moralnego porozumienia. Tutaj on jest całkowicie zafałszowany.